W dzisiejszej notce (własciwie jest juz jutrzejsza, zalezy czy w czasie tureckim czy polskim) napiszę co mnie w Turkach denerwuje. Bo niestety denerwuje sporo, no ale na to nic sie poradzic nie da, nie ma idealow…

I nie bedzie o zadnych znajomych – tylko o osobach obcych.

– Zaczepianie – wiem, ze:
1) turystki to lubia, wiec Turcy stosuja, wiec jest tak bylo i bedzie dopoki obie strony beda z tego czerpac korzysci,
2) w Maroku bylo gorzej.

ale:
Ad1) ja nie jestem turystka, i tego nie lubie, a musze znosic zaczepki w stylu „Yes, please” (wymawiane jako Jes plizzz – to trzeba uslyszec na zywo), „What’s your name” czy chocby „Hallo” – i nie tylko jezyk angielski wchodzi w rachube, dzis nawet sprobowano mnie zaczepic po turecku, a to niespodzianka. Naprawde chyle czola wobec tych dziewczyn, na ktore to dziala, mnie juz po prostu ogarnia pusty smiech.
Ad2) w Maroku bylo gorzej (podobno w innych krajach Afryki jeszcze bardziej), wiec tam niezadowolenie bylo w pelni zrozumiale, a tu? Przeciez wszyscy sa „tacy mili i otwarci”, wiec kiedy ich ignoruje, czy zbywam jakims slowem, powoduje jedynie, ze gonia mnie niewybredne epitety – tacy to sa mili ci Turcy…

– Wscibskosc – kazdy Turek po dwoch minutach rozmowy o niczym, w sytuacjach typu: kelner krecacy sie przy stoliku czy kierowca, z ktorym jade na wycieczke, osoba, z ktora przez przypadek znalazlam sie w jednym pomieszczeniu, itp. od razu przystepuje do calej serii osobistych pytan. Co robisz w Turcji. Gdzie sie nauczylas tureckiego? Albo: Kto Cie uczyl (plus glupi usmieszek). Nastepnie – Czy masz meza. Czy narzeczonego. Czy chlopaka (zawsze odpowiadam tak na ktores pytanie, ale to nie rozwiazuje sprawy, bo nastepuje nastepna seria). Skad on jest? Czy mieszkacie razem? Gdzie pracuje? Gdzie ty pracowalas poprzednio? Kiedy sie zareczycie? – co powoduje, ze trzeba brnac w klamstwa, wiec ja na ogol w takich sytuacjach posilkuje sie przykladem mojego eks-chlopaka, zebym potrafila bez zastanowienia odpowiadac na te wszystkie pytania (i potem mi glupio, ze tak go wykorzystuje ;))

Nie cierpie tej wscibskosci i malostkowej ciekawosci, podszytej kompletnie niczym. W Polsce cos takiego by nie przeszlo – zimny kraj ma jednak troche zalet.

– Podobna cecha – otwarte komentowanie wszystkiego, ale glownie wygladu – wlasciwie wylacznie ze strony mezczyzn (sa gadatliwymi plotkarzami bez krzty tak zwanego taktu). Jesli schudlam, przytylam, kazdy zawsze to zauwazy i skomentuje we wlasciwy sobie sposob (dla niektorych fajniej bedzie, jesli przytyje, dla innych, jak schudne). Jesli wyskoczyl mi pryszcz na twarzy (co w moim przypadku zdarza sie czesto, wiec wiem co mowie), co drugi Turek podejdzie i absolutnie bez skrepowania zacznie, przy innych osobach, np. moich turystach, opowiadac jaka swietna zna masc, sprowadzana z Istanbulu, i ze naprawde dziala znakomicie, jesli chce, to zalatwi.

– Komentarze dotycza takze zachowania, a szczegolnie jedzenia – z tym spotkalam sie juz na samym poczatku mojej przygody z tym krajem – Turcy sa zwykle w duzym szoku, widzac kobiete ktora je z apetytem. Uwazaja to za wysoce niepokojace, i koniecznie musza zwrocic uwage: Dlaczego tyle jesz? Potem bedziesz gruba! – wypowiadane z troska, glosno, przy wspolnym stole. Biedacy widzac nas, Polki, ktore z rozkosza rzucaly sie na jedzenie po ciezkim dniu pracy, musieli sobie myslec, ze wszystkie skonczymy jako opasle grubasy. (Potem slyszy sie o tym, ze Turczynki masowo choruja na bulimie – przy takich facetach trudno sie dziwic).

– i – last but not least – Turcy, przy calej tej „otwartosci” i „bezposredniosci” panicznie boja sie przekazywac tzw. zle wiadomosci. Co prawda latwo to zrozumiec – nikt nie lubi komunikowac innej osobie, ze np. zwalnia ja z pracy albo na cos niestety sie nie zgadza. Natomiast o ile ludy europejskie jakos mimo wszystko sobie z tym radza, Turcy wola po prostu nie powiedziec nic. Wydaje sie to lekko absurdalne, bo przeciez i tak i tak sama sie domysle, jesli czegos dla mnie istotnego zalatwic sie nie udalo. Natomiast Turek unika tematu jak ognia, albo zbywa tekstem „Ok, no problem”, byle tylko jak najszybciej przejsc na inne zagadnienie, tak jakbym – nie wiem – miala nie zauwazyc, zapomniec, dostac pomrocznosci jasnej. W niektorych przypadkach, jesli nadawca zlej wiadomosci jest ktos wysoko postawiony, wysyla on poslanca – biedaka, ktory komunikuje owego newsa. I wtedy wszyscy sa zadowoleni (oczywiscie z pozoru). Najprawdopodobniej Turek po prostu nie moze zniesc faktu, ze komus sprawil przykrosc (taki to cudowny i przyjazny narod), tak jak wiekszosc tureckich mezczyzn panicznie boi sie kobiecych lez – co na marginesie uwazam za niesamowicie urocza ceche, ktora manipulujac mozna wiele zdzialac ;)

No, to sie wyzylam. Juz mi lepiej :)