Sezon się zaczyna, pora na jakiś mały instruktaż dla początkujących turystek. Adresuję ta notkę do kobiet; bo panowie przyjeżdżają tutaj głównie ze swoimi polówkami; stosunkowo więcej na wakacjach w Turcji jest samotnych kobiet.

Na początek 3 uwagi:

1. Niniejsza notka NIE JEST moją własną historią rozczarowań związanych z Turkami, czy sposobem na wylanie żalu po utracie jakiegoś – proszę potem mi nie sugerować, ze ktoś mi serce złamał czy tym podobne bzdury i teraz się wyżywam.

2. Zebrałam tu natomiast obserwacje zarówno bliskich jak i dalszych znajomych – wiec są to informacje z pierwszej, najdalej drugiej reki. ALE oczywiście nie można uogólniać i tego robić nie zamierzam.

3. Osoby o delikatnych nerwach (np. romantycznie dopiero-co-zakochane w przystojnym kelnerze i czekające na SMSa od niego) proszę najlepiej o nie czytanie tej notki, bo im się nie spodoba ;)

Hoş geldınız Türkıye – witamy w Turcji. Już na lotnisku Polki, znane na całym świecie ze swej urody, czują, ze trafiły do raju. Cytat z wypowiedzi świeżo upieczonej żony, przybyłej z mężem na miodowy miesiąc: „O rety, ależ oni przystojni!”. A zatem – swój trafia tutaj na swego.
Polki są inne. Nie tak wystrojone, wymalowane, sztuczne i łatwe jak Rosjanki, nie takie wielkie i chłopowate jak Niemki. Nie są tez tak podobne do siebie i identycznie ubrane, jak Holenderki.
Polkę można rozpoznać z daleka – kto tylko ma wprawne oko (ja już mam, ćwiczę codziennie). Młode nie są tak chude jak Turczynki, nie tak grube jak Skandynawki, po prostu akuratne. Ładnie ubrane, ani wyzywająco, ani konserwatywnie. Sympatyczne, mile, umieją mówić po angielsku, i przede wszystkim – skromne i przecudnie uśmiechnięte.

Trudno się dziwić, że w nieoficjalnych rankingach sytuują się tuż za Rosjankami, a co drugi z moich kolegów w swoim życiorysie miał co najmniej jedną Polkę i zna chociaż kilka polskich slow.

A Turcy? Ci, którzy nie są nowicjuszami w turystyce, wiedzą, jak o siebie zadbać. Nawet jeśli pochodzą z zabitej dechami wiochy na dalekim wschodzie, wyglądają, jakby cale życie mieszkali w wielkim nowoczesnym mieście. Czyści (to akurat nic nadzwyczajnego w tureckiej kulturze), w świeżych i wyprasowanych ubraniach (to już bywa nadzwyczajne). Włosy modnie przycięte, albo ugładzone, albo nastroszone, ale większość pokryta żelem, który panowie kładą na głowy garściami. Pachnący. Mówiący językami (lepiej lub gorzej, ale są mistrzami w sprawianiu wrażenia, ze mówią kilkoma całkiem nieźle).
Pracujący i zarabiający – każdy Turek-singiel jest bardzo zapracowany, nigdy nie ma na czasu na głupoty. Ale „dla Ciebie” znajdzie wolny wieczór, a nawet cały dzień. Bo przecież „jesteś tego warta”.
Zarabiający – a jakże. Ale ile – tego nigdy się nie dowiemy. Na pewno na tyle, żeby go było stać na postawienie Tobie romantycznej kolacji…

No, ale po kolei.

1. Rozpoczyna się turnus. Panie przyjeżdżają w najlepszych ciuchach, kupowanych specjalnie na wakacje, wychudzone po dietach, specjalnie na wakacje. Niepewne, jak tu w ogóle jest. Bo przecież różnie o tej Turcji się mówi. Po przyjeździe oczom nie wierzą: cudowne widoki, normalni ludzie, przepiękne hotele i błyszczące deptaki handlowe. A szarmancki kelner podsuwa krzesło przy kolacji i pyta, co słychać. Żyć, nie umierać!

2. W tym czasie druga strona gorączkowo przycina bródki u fryzjera i perfumuje klaty. Część z nich zmieni nawet koszulę na świeżą. Zależnie od tego, czy to kelner, recepcjonista, sprzedawca, instruktor raftingu, nurkowania czy pilot wycieczek omiatają wyczulonym wzrokiem swój teren, na którym pojawiły się nowe obiekty.

3. Dzyń! Dzyń! Jest fajna dziewczyna! Wygląda na to, ze sama. Albo z mamą czy koleżanką. Szarmancki chłopiec podchodzi nieśmiało i zaczyna „Cześć”. Większość nowych w Turcji turystek odpowie na to powitanie: „Cześć” (czego często nie zrobi np. Turczynka albo inna mieszkająca tu kobieta). Turek widzi zainteresowanie swoją osobą i rozpoczyna standardową gadkę. W zależności od sytuacji jest tu cały wachlarz schematycznych rozmów.
Chłopiec szybko orientuje się z wymiany zdań, czy panna jest samotna, skąd jest, i jak otwarta jest na nowe uczucie. Najlepiej wypadają dziewczyny po rozstaniach albo zakompleksione inteligentki, które po dwóch dniach na plaży i łowieniu uśmiechów obcych mężczyzn zaczęły się wreszcie czuć atrakcyjne.

4. Chłopiec składa propozycję spotkania. Dziewczyna myśli sobie „cholera, właściwie dlaczego nie? Jestem w końcu na wakacjach a on wygląda na porządnego faceta”.

5. Spotykają się tak kilka razy, w restauracjach, dyskotekach i na spacerach po plaży, a po 2 tygodniach kończy się turnus. Dziewczyna wpadła po uszy, chłopak bowiem okazał się naprawdę inteligentny, rozmawiało się z nim wspaniale. Lubią podobną muzykę, dogadują się bez problemow, i całuje tak jak nikt nigdy przedtem jej nie całował.

6. Co dalej? Co dalej? Chłopak odprowadza dziewczynę niemal do drzwi autobusu wiozącego na lotnisko. Daje jej jakiś drobny (albo nie drobny) prezent. Wymieniają się e-mailami. Obiecują, kombinują, wymyślają, jak tu się znów spotkać. Dziewczyna odjeżdża.

7. Chłopak przebiera koszulę i idzie na miasto złowić kolejny obiekt. Jeśli ma trochę skrupułów, łowi go dopiero po jakimś czasie. Ze wszystkimi byłymi zdobyczami jest w kontakcie: im jest ich więcej, tym większa szansa, ze będzie miał bezpłatny dostęp do kobiecego ciała częściej.

8. Dziewczyna w tym czasie czyta o Turcji, uczy się podstawowych zwrotów w języku, czyta grupy dyskusyjne, jak to Turcy zmieniają się po ślubie i biją kobiety, dostaje kołowrotu, ale wciąż odpisuje na jego SMS-y i wciąż myśli. Odlicza dni do kolejnego urlopu. I tak dalej, i tak dalej.

A teraz parę faktów (w tym momencie u większości zakochanych w Turkach turystek wzrasta ciśnienie, po czym uspokajają się, ze ich to nie dotyczy, bo przecież ON jest inny, a ONI maja poważne plany).

– większość Turków którzy podrywają turystki zarabia dużo mniej niż one, dlatego wszystkie te kolacje przy świecach i drogie prezenty są po prostu inwestycją na przyszłość a nie wyrazem miłości. Chłopcy maja po prostu nadzieje, ze kasa się zwróci ;)

– zdobywanie doświadczenia z panną z zagranicy jest przyjęte w wielu kręgach jako normalne. Z Turczynkami sypia się oficjalnie dopiero po ślubie. Sporo chłopców ma stałą dziewczynę Turczynkę, która uczy się/pracuje w odległym kilkaset km mieście, i którą za parę lat będzie jego żoną, a oni jadą pracować. I zdobywać doświadczenie.

– niektórzy panowie utrzymują kontakty ze swoimi „dziewczynami” przez cala zimę, a potem przeżywają najazd letni. Przykład z życia: Turka mówiącego po polsku (! – bardzo dobry wabik) odwiedzają podczas jednego tygodnia 2 dziewczyny. Na szczęście udaje mu się zachować sekret i obie do dziś nie wiedza o tej drugiej…

– samochód, skuter, którymi wiózł Cię przez miasto, a Tobie rozwiewało włosy i byłaś taka szczęśliwa, nie należą do niego. Wynajął albo pożyczył od kolegi czy brata.

– klapki opadłyby wielu dziewczynom z oczu, gdyby rozumiały o czym i w jaki sposób mówią przez telefon, bo przecież ciągle do nich dzwoni telefon…

– albo ze w tej uroczej knajpce w której siedzieliście trzymając się za ręce. obsługa zna go tak dobrze, bo co tydzień przychodzi z inną dziewczyną.

– to, ze jest bardzo zainteresowany przyjazdem do Polski nie oznacza, ze chce się z Tobą ożenić i mieć dzieci, a potem żyć długo i szczęśliwie, tylko chciałby się dostać do Niemiec i znaleźć tam prace.

– większość Turków mówi dziewczynom, ze pracują jako „managerowie” (recepcji, baru, dyskoteki itp.) – z tego wniosek, ze słowo manager ma jakąś magię, która przyciąga kobiety jak świeży kwiatek pszczoły. Gdyby im wierzyć w każdej restauracji nie pracowałby żaden kelner, tylko sami managerowie. Faktycznie z obserwacji które poczyniłam przez te lata w Turcji wynika, że prawdziwi managerowie koszą największe żniwa. Bo ich samochody, mieszkania i pieniądze w wypchanym portfelu są naprawdę ICH. Są też lepiej wykształceni, wiec wyraźnie czuć różnicę z chłopcami po podstawówkach.

– jeśli będziesz zgrywać niedostępną, nie „zrozumie jak bardzo mu na Tobie zależy” (co działa na Polaków), tylko poszuka innej. Albo: śmiertelnie się na ciebie obrazi, a Tobie zrobi się jego żal, więc zgodzisz się na wszystko :)

– i tak dalej, i tak dalej.

Bardziej wyrobione i doświadczone w bojach Europejki same pogrywają sobie z Turkami. Wiążą się z własnymi szefami, żeby dostać awans. Wiążą się z miłymi chłopakami, bo chciałyby mieć wreszcie dziecko. Wiążą się z jednym, a przyjeżdżają do drugiego, bo ten pierwszy załatwił jej bilet lotniczy.

To taki mały marginesik, żeby pokazać chociaż fragment tej drugiej strony. Temat bowiem jest złożony i długi. Nie da się go wyczerpać nawet przy 10 butelkach raki.
A i ludzie są różni. Jedni właśnie tacy (i ich chyba najwięcej – tutaj i w tym regionie, w tej branży, z której żyje cale wybrzeże przez 8 miesięcy, by przez następne 4 spać i chodzić do internet cafe). Sama znam takich mnóstwo, niektórzy są moimi dobrymi kolegami, i choć kompletnie nie rozumiem dlaczego tak postępują, a oni próbują mi to wytłumaczyć, cały czas się kumplujemy. Bo nie zmienia to faktu, ze bywają fajnymi ludźmi.

Dużo różnych kobiet wiedząc ze siedzę w Turcji sporo czasu i zapewne wiem co nieco „od kuchni” pyta, czy taki a taki facet, jest godzien zaufania. Tak jakbym ja to miała wiedzieć.
Powiem tylko jedno, co już zapewne wszystkie mądre dziewczyny wywnioskowały z całej tej koszmarnie długiej notki: Uważajcie. I tyle.
Aha: a jeśli zwiążecie się z Turkiem, dzielcie to co mówi, przez dwa. Albo i trzy. A najlepiej w ogóle nie słuchać tego, co mówi, tylko patrzeć na to, co robi. O co jest trudno, kiedy widuje się kogoś raz do roku na dwa tygodnie. Nawet miesiąc.

Rzekłam.

Male postscriptum: znam bardzo dużo szczęśliwych par polsko-tureckich. W tym parę takich, które poznały się na wakacjach. Wiec można. Trzeba tylko trafić i używać rozumu, a nie tylko serca. Jak wszędzie ;)