Chwilowo nie piszę o tym jak dalej potoczyły się moje/nasze losy na wyprawie (zapewniam, że dopiero zacznie się dziać, żeby Szanowni Czytelnicy przypadkiem sobie nie myśleli, że tak nudno było, oj nie, nie było…).
Ale muszę… odtajać. Wybaczcie. Od dziś jestem w Polsce. Tylko na 10 dni, więc mam motywację do przetrwania w tak niskich temperaturach. Od rana (kiedy dotarłam do Berlina) wydaje mi się, że jest wieczór. Wirtualny termometr na komputerze pokazuje uparcie 27 stopni w Alanyi, a w Poznaniu – o 21 stopni mniej. Na dodatek pada. Zresztą – nie będę wdawała się w szczegóły, sami wiecie.
Po sześciu i pół miesiącach w Turcji założyłam wreszcie skarpetki (należę do zaprzysiężonych wrogów skarpetek i unikam ich jak mogę). Podróż, jak zwykle, trwała 12 godzin. Muszę to wszystko odespać, odpocząć, jutro stawić czoła poważnie brzmiącej „trzydziestce” (choć wcale się na tyle nie czuję!). Nadrobić zaległości w spotkaniach z przyjaciółmi i rodziną. Już nie mówiąc o zaległościach kulinarnych…

Jeśli chodzi o wspomniane w tytule newsy, to poza przyjazdem do Ojczyzny:
– udało się znaleźć mieszkanie. Nie było lekko – temat szukania mieszkania w Alanyi zasługuje na jakieś poważniejsze, solidniejsze opracowanie. Ostatecznie mam-y wraz z Królem Pomarańczy miejscówkę z prawdziwego zdarzenia, wyposażoną nawet w toster i widelce. Właścicielem mieszkania jest Anglik – na szczęście akurat ten nie miał nic przeciwko Turkom (uff!), ani Polkom. Ani (uff!) połączeniu jednego z drugim. Nie wchodząc na razie w szczegóły, podczas całego okresu poszukiwań kilkakrotnie bardzo się tymi uprzedzeniami i dziwnymi regułami rządzącymi alanijskim rynkiem nieruchomości denerwowałam.

Dzisiaj rozpoczęło się też w Turcji jedno z najważniejszych (najważniejsze?) muzułmańskich świąt religijnych – Kurban Bayramı (Święto Ofiary). W związku z tym, że trwa oficjalnie 4 dni, przeznaczone na rodzinne spotkania, dzielenie się ofiarami (mięsem baranów lub owiec) z rodziną, bliskimi i potrzebującymi, a w tym roku jakże kusząco „zahaczone jest” o dwa weekendy, kto sprytnie wszystko zorganizował – ma wolne nawet 9-10 dniowe. Cała Turcja ruszyła więc w podróż – a jakże – odwiedzać krewnych i znajomych królika, lub też (ci zlaicyzowani) na beztroskie wakacje. Dzień przed Bayramem (wczoraj) we wszystkich sklepach panował też oczywisty przedświąteczny szał – panie kupowały sukienki, słodycze, sweterki (bo przecież już zima, trzeba uzupełnić garderobę!). Panowie wybierali się za to w specjalne wyznaczone miejsca, gdzie muczały sobie kurbany (ofiary).

Wszystkim muzułmanom życzymy więc w tym okresie „Bayramınız kutlu olsun” lub „Iyi bayramlar” – czyli wesołych świąt.

Z okazji świąt i nie tylko, mała zapowiedź następnego odcinka relacji powyprawowej. A w niej dużo (obiecuję) wypełnionych słońcem zdjęć Mezopotamii. 30stopni Celcjusza będzie aż wyzierało z Waszych monitorów, Drodzy Czytelnicy. A więc – nie odchodźcie (na za długo) od odbiorników.

IMG_2577

Przydatny tekst? Kliknij w poniższy obrazek by postawić mi kawę ;)

paypal