15 dni od ostatniej notki. Znaczy albo byłam naprawdę zajęta, albo byłam w Polsce, albo jeździłam na spotkania autorskie, albo się rozchorowałam. Albo wszystko naraz :)

Teraz na szczęście jestem już na starych alanijskich śmieciach, mam dużo mniej na głowie, co nie oznacza, że się nudzę, ale wszystko jest w granicach rozsądku. Telefony nie dzwonią, na maile jest czas odpisać, a z choroby jakoś się wykaraskałam.

Na dzień dobry ruszyliśmy z Królem, który świeżo rzucił palenie i ma mnóstwo energii, do sprzątania naszej rezydencji. Wyszorowaliśmy ją od sufitów po podłogi i z powrotem… Wkrótce zabieramy się z powrotem za bieganie, i to mimo arktycznego zimna (rzut oka na komputerowy termometr: Alanya 6 stopni, Poznań – 4). Bieganie, które przed świętami padło z powodów prozaicznych – fragment naszej ścieżki „zdrowia” został dość gruntownie rozkopany, no i jakby… nie dało się. Siła wyższa.

Tyle wstępu. Jak widać leniwe życie w zimowej Alanyi przebiega bez zakłóceń. A teraz chciałabym przejść do konkretów.

Spotkania autorskie minęły niesamowicie miło. A trzeba przyznać że jestem w tej dziedzinie kompletną laiczką, nigdy bowiem nie miałam zwyczaju uczestniczyć w spotkaniach lubianych przeze mnie autorów. Pewnie dlatego że albo nie żyją, albo mieszkają gdzieś strasznie daleko i nie byli w Poznaniu, kiedy ja w nim byłam. A nie wyobrażałam sobie specjalnie jechać mnóstwo kilometrów po to, by zobaczyć autora ulubionej książki…

Tym bardziej zszokował mnie fakt, ile osób faktycznie wsiadło w pociąg/samochód/autobus i przejechało szmat drogi na nasze spotkania. Ile osób przełożyło swoje inne zajęcia z naszego powodu. Czapki z głów dla Was, ludzie. Nie sądziłam, że wywołamy tyle pozytywnych emocji i dobrego ‚szumu’ jedną małą debiutancką książką o Turcji. Uświadomić sobie coś takiego jest na pewno jednym z większych sukcesów na początku tego roku.

To wszystko jest niejako przypieczętowaniem moich (i pewnie i Agaty Wu. choć nie chcę się wypowiadać w jej imieniu :)) życiowych decyzji. Okazuje się, że warto mieć marzenia, warto się specjalizować w Turcji, bo tak się człowiekowi swego czasu ubzdurało, mimo że każdy kilka lat temu pytał:
„Dlaczego Turcja?”,
albo:
„A czemu nie… (tu inny kraj z listy tzw. „obiecujących”),
albo:
„No ale co cię tak tam ciągnie, przecież to różnice kulturowe”.

No i jeszcze „Oj ty wciąż o tej Turcji”.
A potem wkurzające mnie coraz bardziej:
„O, pani turecka”, albo „Ty taka Turczynka jesteś”….

Po prostu warto. Okazuje się, że udało się tą książką przełamać parę schematów, zrobić małe zamieszanie, zwalczyć kilka stereotypów. Może niewielkiej ilości osób, ale każda „wygrana” dla kulturowej tolerancji dusza jest na wagę złota.

Trochę idealistycznie i szumnie zabrzmiało, ale co tam. Czasami można ;)

Tak więc wszystkim obecnym ciałem i duchem na naszych książkowych spotkaniach wielkie DZIĘKI! Właściwie dzięki Wam w ogóle ta ksiązka powstała, bo to Wy zadając różne (czasem bardzo dziwne :)) pytania jesteście inspiracją dla młodych autorek :)

I trzymajmy tak dalej ;)

A poniżej, w ramach samokrytyki, wrzut zdjęć mały:


IMG_2930
Spotkanie w Krakowie. Organizator, pan Marian Pajdak ze Stowarzyszenia Polska Sahara wpadł na wspaniały pomysł z… poczęstowaniem słonecznikiem uczestników wieczorku. Zapachniało… a ja przez chrupanie dokładnie takie jak w Turcji – nie mogłam się skupić!

IMG_3184
Spotkanie w Poznaniu. Ja z Pawłem Gajowieckim, prowadzącym, jednocześnie moim starym przyjacielem i sprawcą tego, że w ogóle trafiłam do Turcji..!

IMG_3221
Nadal spotkanie poznańskie w Młodzieżowym Domu Kultury nr 1, miejscu w którym spędziłam 10 lat jako nastolatka. Agata pisze nosem, jak zawsze, zdjęcie koszmarne, ale wrzucam je po to, żeby nigdy więcej tym nosem nie pisać!!!

IMG_3227
Spotkanie poznańskie – z sympatycznymi Czytelniczkami :)