IMG_0080

Za chwilę koniec roku. Już szykujemy przebrania na noworoczną imprezę. Szykujemy – ja i Król Pomarańczy, który po raz pierwszy w historii będzie spędzał tego Sylwestra ze mną. Jak zdradzałam wcześniej oraz sygnalizowałam na Facebookowej stronie, Król wybrał się do Polski czysto turystycznie z okazji Świąt właśnie. Choć znamy się już prawie 5 lat, jest to jego pierwsza wizyta w Europie – jako przeciwnik obowiązkowej służby wojskowej K.P. musiał trochę poczekać, aby móc otrzymać turecki paszport. W końcu udało się „wykupić” ze służby (amnestia ogłoszona w 2012 roku), i uzyskać dumne papiery potwierdzające już wreszcie „właściwy” stosunek do tematu.

Na początku trochę nastawiony negatywnie (obserwując moje i znajomych w Alanyi polskie zwyczaje), Król zapakował na podróż paczkę tureckiej herbaty, kilogram oliwek i troszkę owczego sera, stwierdzając, że jeśli będzie się żywił tylko nimi i zagryzał uwielbianym polskim czarnym chlebem na zakwasie, nie zginie śmiercią głodową.
Tymczasem rzeczywistość przekroczyła najśmielsze oczekiwania. Ten egzemplarz, z natury dość wymagający i wręcz wybredny, jest zachwycony. Je, pije, integruje się z Polakami z mojego otoczenia, a nawet poszerza dość wątłą znajomość polskiego! Poznań, moje miasto rodzinne, całkowicie go uwiodło. Mimo przebywania całe życie w granicach Turcji, K.P. należy do osób o szerokiej tak zwanej wiedzy „ogólnej”. Od samego początku pobytu obserwuje krytycznie otaczającą go rzeczywistość zadając mi i rodzinie oraz znajomym pytania, na które często nie znamy odpowiedzi (wstyd!). Oto lista jego dotychczasowych odkryć i różnic na linii Polska-Turcja, którymi oto i ja – pamiętajcie, że z przymrużeniem oka! – się z Wami podzielę:

– Polacy są spokojni i cierpliwi. Nie denerwują się w kolejkach, nie popędzają się na światłach. Kiedy ktoś gramoli się z parkowaniem, samochód za nim spokojnie czeka, zamiast wytrąbiać i poganiać. Turcy, jako „gorącokrwiści” nie wytrzymują w takich sytuacjach. Podobają mu się też niskie krawężniki :)

– Polacy są uprzejmi. Wchodząc do windy, mówią „dzień dobry”, wychodząc „do widzenia”. Słowa: „proszę”, „dziękuję” a nawet – „dziękuję ślicznie” są używane nagminnie w takich miejscach jak sklep, taksówka, klatka schodowa, autobus. W Turcji przeciwnie, ja sama zauważam, że z uprzejmością (szczególnie w Alanyi!!!) jest na bakier.

– A propos uprzejmości i kultury: w Polsce używamy konsekwentnie form grzecznościowych Pan/Pani. W Turcji bardzo szybko i właściwie bez akceptacji drugiej strony, niemalże automatycznie, przechodzi się na „ty”. Sama mam też osobne wrażenie, że jako yabanci czyli cudzoziemka, nie zasługuję w Turcji na formę „Pani”. Rozmawiając ze mną po turecku większość osób w miejscach publicznych (urząd, sklep, apteka) przeskakuje na „ty” – być może błędnie uważając, że innej formy nie zrozumiem? Wyjątkiem jest kilka osób z dalszej rodziny K.P., którzy uparcie mówią mi „siz” (Pani), co pewnie jest wyrazem szacunku.

– Polacy są rodzinni, socjalni, ciepli i weseli. Trzymają się razem. W tym względzie przypominamy bardziej narody południowe (np. Turków), niż np. sąsiadów Niemców. Król jest pod wrażeniem rozmiaru mojej rodziny, o której zawsze mówiłam, że jest mała :) Podobają się mu także relacje pozbawione tak dobrze nam znanej tureckiej hierarchii. Wobec członków rodziny zachowujemy się naturalnie, swobodnie.

– Architektura w Polsce (a raczej: Poznaniu) nie została wg Króla „zepsuta” (tak bardzo jak to jest w Turcji, np. Stambule). Nowe budynki powstają w nawiązaniu do historycznych budowli. Z kolei historyczne budynki są restaurowane. Król mógłby godzinami chodzić po kamienicach poznańskich dzielnic i zadzierać głowę, znudzony alanijskim, stambulskim czy ankarskim budownictwem typu „blok”. Tutaj zgodzę się z nim w całej rozciągłości. Nasze polskie budynki są przepiękne!

– Jedzenie: po trzech dniach świąt Król nie mógł już znieść kapusty we wszelkich możliwych wariacjach, która na dodatek dość poważnie zagroziła jego delikatnemu żołądkowi :) Za to pozostałe potrawy, mniej kapuściane (np. makiełki, serniki, zupa grzybowa, kompot z suszonych owoców), oraz oferta restauracji, mają u niego dużego plusa. W restauracjach jest zachwycony poziomem obsługi (kelnerzy!), wystrojem konsekwentnie realizującym temat przewodni danego miejsca (np. kuchnia włoska, grecka, meksykańska), oraz oczywiście samymi potrawami. Problem z wieprzowiną nawet nie zaistniał – o czym sama jako nie-bardzo-mięsna wcześniej go uprzedzałam. Jest ogromny wybór potraw mięsnych, ryb, wegetariańskich – z głodu nie umrze więc nawet najbardziej zatwardziały muzułmanin ;)
Tu dodam, że Król ubolewa nad brakiem porządnych restauracji tureckich. Związki z Turcją posiadają jedynie kebaby, które na dodatek z kebabem nie mają wiele wspólnego. Aż by się prosiło o lokantę/restaurację kultywującą najlepsze tureckie zwyczaje kulinarne, z przystawkami (meze) i raki na czele!

– Sposób dbania o przeszłość, historię – ten temat wydaje mi się delikatny, ale spróbujmy. Król miał okazję zwiedzić już parę zabytków oraz uczestniczyć w obchodach rocznicy Powstania Wielkopolskiego. Odwiedził też kilka militarnych muzeów i poznańską Cytadelę. Opinię ogólną utrzymuje bez zmian – dbanie o pamięć historyczną na naszym gruncie jest pozbawione zadęcia, sztucznego patosu. Inscenizacje powstania tak bardzo angażowały nas jako odbiorców, że niemalże czuliśmy, jakbyśmy tam byli. W porównaniu do sztywnych tureckich uroczystości ku czci chociażby Pierwszego Wodza, stanowi to duży kontrast. Ja sama próbuję się tłumaczyć, że przecież i w Polsce tak nie było od zawsze ;)

– Na koniec… polski pesymizm. Król od samego początku zachwycony i w dobrym nastroju wydawał się tak absurdalny (w stosunku do naszych oczekiwań), że dzieliłam się anegdotkami z jego pobytu z rodziną i znajomymi. Na hasło „Zakochał się w Poznaniu” i „Chce tu przyjeżdżać częściej” wszyscy reagowali identycznie: „Niech jeszcze trochę poczeka…”, „Jeszcze się przekona…” i tym podobnie. Sama nawet dzielę tą opinię, uważając, że jest w fazie zachwytu, tak dobrze znanej turystom odwiedzającym nowy, nieznany dotąd kraj (np. Turcję ;)) – i że mu po prostu przejdzie.

K. P. jednak póki co trzyma się swoich poglądów, ma ochotę nauczyć się polskiego, i naprawdę dziwi się osobom, które wybierają małomiasteczkową, nudnawą i drogą (!) Alanyę zamiast miast kultury jak Poznań.
Ba, nawet pogoda nie sprawia mu problemu. Najwyraźniej podziela stary dobry pogląd, że „jak jest zima, to musi być zimno” – o ile tylko w mieszkaniu są kaloryfery :)

Na koniec kilka faktów ekonomicznych. Według obliczeń K.P. (ja jako humanistka nigdy nie przywiązywałam wagi do liczb):
– w Polsce emerytury i zarobki są niższe niż w Turcji, ale za to w Polsce:
– samochody są niemalże dwa razy tańsze (i to nawet te „super auta”)
– benzyna również jest tańsza
– mieszkania droższe i mniejsze, ale za to urządzone/wykończone w wyższym standardzie
– jedzenie w restauracjach, piwo i wino na mieście – tańsze i lepsze
Z usług droższych z Turcją przegrywa służba zdrowia, tekstylia, czyli ciuchy (nawet jeśli są teraz przeceny, to moda nie odpowiada K.P. – ja osobiście wolę odzież i biżuterię kupowaną w Polsce niż Turcji, nawet jeśli jest nieco droższa).
Wbrew temu, co zawsze sądziłam, kosmetyki i żywność wychodzą podobnie, przy czym w Polsce mamy do czynienia z bardziej różnorodnymi produktami (np. naturalnymi bio-kosmetykami), w Turcji ten wybór jest mniejszy.

Tu się kończy szereg porównań. Nie można go traktować jako wyznacznika czegokolwiek, każdy bowiem robi te porównania według własnej, skrzywionej perspektywy (muszę to bezwzględnie dodać jako kulturoznawca ;)). Mimo, że Król mieszkał długo i w Stambule, Edirne czy Hatay, porównuje wszystko do naszej malutkiej Alanyi; to tak jakby porównywać Poznań do Mielna. Taką listę równie dobrze mogłaby zrobić zakochana w Alanyi Polka, która dopiero co przeprowadziła się do ukochanego. Wtedy ten „nowy” kraj czy miasto zawsze wygrywają ze starym, dobrze znanym i trochę już „nudnym”. Ale potem… wszystko wraca do normy. Okazuje się, że wszędzie na świecie jest tak samo. No… chyba że mówimy o Nowej Zelandii :)

Tym samym zapraszam do dyskusji, bo jestem ciekawa Waszych obserwacji – co się podoba w Polsce Waszym tureckim znajomym? Co sądzicie o powyższych różnicach?

A także życzę wszystkim Czytelnikom, tym regularnym jak i okazjonalnym, Szczęśliwego Nowego Roku! Aby był jeszcze lepszy :)