Fascynacja krajem zwanym Turcja jest jak toksyczny związek, który ciągnie się latami, i wciąż brak ci odwagi, by go zakończyć. Najpierw jest strzał błyskawicy prosto w samo serce, motylki w brzuchu, kompletnie bezkrytyczny zachwyt, potem, kiedy ten kraj widzi, że zaczyna mieć cię za dużo, rozpoczyna nieregularne akcje odpychania i przyciągania, czytaj: stwarzania dystansu. Już samo staranie się o pozwolenie na pobyt to prawdziwy test wytrzymałości, podobnie jak wspólne zamieszkanie z życiowym partnerem. Nagle dowiadujesz się rzeczy, które niekoniecznie przypadają ci do gustu, no ale jak się już powiedziało A… to trzeba kłapnąć B.

Po okresie burzy i naporu powraca etap miodowego miesiąca, który ciągnąć się może i latami, albo zakończyć po paru tygodniach. I tak w kółko. Zawsze kiedy już już, chcesz pakować walizki druga strona (czytaj: Turcja) wywija ci taki numer, że po prostu nie możesz wyjechać. Nagle okazuje się że jest tu po prostu bosko, i że kiedy przymkniesz oko na parę niedogodności, możesz być błogo szczęśliwy/a. Bo przecież nie ma ideałów, prawda? W międzyczasie zaliczasz przelotny romans tudzież sentymentalne spotkanie ze swoją pierwszą, starą miłością (czytaj: Polską) i wydaje ci się że to z nią jest idealnie, ale dłuższy wspólny pobyt powoduje kolejne kłopoty i uświadamia ci, że wcale nie.

Ostatecznie wracasz w ramiona swojej toksycznej miłości i żyjesz z nią długo (oby) i szczęśliwie (oby tym bardziej) dopóki coś nie trzaśnie. A wtedy chodzisz po świecie i zrzędzisz: a nie mówiłam?

No, chyba, że nie trzaśnie… ;)

Rok temu w stambulskim „Time Out” ukazała się lista „50 znaków, że jesteś w Turcji za długo„. Autorem jest hiszpański, za przeproszeniem, „expat”, żyjący w Stambule, a listę w oryginale można znaleźć tutaj. 

Lista jest całkiem zabawna, choć w dużej mierze dotyczy tylko Stambułu, są więc na niej punkty, które mogą być kompletnie niezrozumiałe dla „ekspata” żyjącego w innym tureckim mieście, albo znane jedynie z teorii (np. upojny clubbing albo nocne jedzenie małży). Życie w stambulskiej metropolii toczy się jednak w zupełnie innym rytmie a cudzoziemcy ze wszystkich stron świata bawią się tam całkiem smacznie, i nierzadko poza paroma słowami nie znają nawet tureckiego; obracając się w swoim środowisku albo wśród anglojęzycznych Turków.

Ostatnio lista ta przypomniała mi się, kiedy złapałam się na paru dziwnych odruchach, których wcześniej nie miałam, i postanowiłam stworzyć własną. Można ją mało oryginalnie nazwać podobnie, tym bardziej że kilka punktów będzie się powtarzać, ale w podtytule dałabym coś o chorobie zwanej „sturczeniem”.

Jak rozpoznać, że jesteś w Turcji za długo by Skylar

– objawy sturczenia

1. Nawoływanie z meczetu nie budzi cię już nad ranem, co więcej, praktycznie go nie słyszysz (wersja hard: słysząc ezan ściszasz radio w samochodzie)
2. Kiedy do śniadania nie wypijesz kilku szklaneczek tureckiego czaju, po południu dostajesz migreny.
3. Nie robisz sobie normalnych kanapek, jak Bóg przykazał, tylko drzesz turecki chleb na kawałki i maczasz w/wypychasz dodatkami.
4. Szykując posiłek dla min. 2 osób kładziesz wszystko do „wspólnej miski”, zamiast wydzielać osobne porcje.
5. Zmieniasz strój: wersja męska – nawet latem pod koszulą nosisz tzw. atlet (bokserkę), wersja damska – nawet latem pod bluzką nosisz cienką podkoszulkę/top
6. Przechodząc przez ulicę jednokierunkową dla pewności rozglądasz się w obie strony.
7. Nabierasz ‚elastyczności czasowej’, spóźniasz się wszędzie i nie czujesz wyrzutów sumienia.
8. Dla kobiet: zaczynasz podejrzewać wszystkich facetów o niecne zamiary (wersja hard: i masz ku temu uzasadnione powody)
9. Dociera do ciebie, że większość Twoich znajomych to pary mieszane, i nie robi to na tobie żadnego wrażenia, podobnie jak ich dwujęzyczne dzieci. Za to wrażenie robią pary i małżeństwa pochodzące z tego samego kraju.
10. Zamiast mówić „nie” cmokasz językiem o podniebienie.
11. Jeśli wynajmujesz mieszkanie ze znajomymi, przestajesz dokonywać podziału na półeczki moje/cudze masło/proszek do prania/chleb/herbatę, tylko wszystkiego używacie wspólnie, dziwiąc się że można było inaczej.
12. Przechodzisz przez ulicę (niezależnie od światła) ze stoickim spokojem, po prostu wiedząc, że nadjeżdżające auto nic ci nie zrobi.
13. *Uwaga, nie naśladować* Nie zapinasz pasów w samochodzie podczas jazdy w mieście, „bo wszyscy tak robią”
14. Pijesz turecką herbatę nawet podczas upałów.
15. Wiesz z czym, jak i kiedy należy pić rakı.
16. Wiesz, że w tureckim towarzystwie nie możesz powiedzieć nic krytycznego o Atatürku, dla pewności unikasz w ogóle tematów politycznych.
17. Chodzisz po ulicy z telefonem komórkowym w ręce.
18. Przechodzisz na czerwonym świetle zaraz obok stojącego policjanta.
19.  Masz minimum jeden ulubiony turecki serial, a jego godzina emisji jest dla ciebie święta.
20. Jesteś fanem albo Fenerbahçe, albo Galatasaray, albo Besiktaş, i posiadasz minimum jeden z klubowych gadżetów.
21. Przyzwyczaiłeś się do programów publicystycznych, wiadomości i seriali które trwają po 3 godziny.
22. Ze znajomymi płci obojga całujesz się w dwa policzki.
23. W Twoim domu lub na Twojej ręce/szyi/kluczykach wisi oko proroka.
24. Do obcych ludzi mówisz per abi, abla, teyze, dayi (siostro, bracie, ciociu, wujku) i w ogóle cię to nie dziwi.
25. Wiesz, że ta lista mogłaby być dwa razy dłuższa.

I teraz przyznawać się bez bicia, kto spełnia wszystkie warunki sturczenia.
Ja – niestety – zbyt dużo… ;)