Ostatnio zauważyłam, że zgłasza się do mnie coraz więcej osób, które wpadły na – dość niecodzienny jednak – pomysł zamieszkania w Turcji. Pytania o życie tutaj owszem pojawiały się już i wcześniej, ale przechodziły przez różne fale, które idą równolegle z moim życiorysem (i blogowymi wpisami). Najpierw otrzymywałam najwięcej maili od osób chcących pracować w turystyce, potem od dziewczyn zainteresowanych mężczyznami z Turcji, były też zapytania wizowe, językowe, kulinarne, i tak dalej. Obecnie najczęstsze pytania dotyczą codziennego życia Polaka, niekoniecznie związanego małżeńskim węzłem z obywatelem/obywatelką Republiki Turcji. Mówię tu nie tylko o mailach kierowanych do mnie, ale i dyskusjach na różnorakich forach, które często obserwuję. Niektóre pytania, przyznam, dość mnie zaskakują, żyjąc tutaj na co dzień czasem zapominam że dla wielu Polaków/Europejczyków Turcja to mimo wszystko dość egzotyczny kraj, a zamieszkujący go ludzie to już w ogóle inny świat… Niekiedy chętnie bym się na takie podejście „zamieniła”, bo dla mnie Turcja jest już tak oswojona i normalna, że aż nudna. Na szczęście tylko czasami ;)

Dzisiaj postanowiłam rozwiać więc kilka tureckich „mitów” związanych z osiedlaniem się tutaj, pracą, obywatelstwem i innymi formalnościami. Jeśli coś Wam się przyda – będzie mi bardzo miło. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania, uwagi czy zastrzeżenia – zapraszam do komentowania.

Czy aby mieszkać w Turcji potrzebne jest pozwolenie na pobyt albo obywatelstwo?

Jeśli chcecie pobyć w Turcji „na próbę”, można tu przebywać w sumie do 3 miesięcy w każdym półroczu (zasada 90/180 dni) wyłącznie na podstawie wizy turystycznej. Wiza jest wielokrotnego wjazdu, więc mogą to być wyjazdy krótsze i częstsze, ale pobyt w Turcji nie powinien w sumie przekroczyć 90 dni w ciągu danego półrocza. Jeśli jednak pod koniec tych 3 miesięcy wiecie już, że chcecie zostać w kraju dłużej, należy się zgłosić do lokalnego oddziału Policji ds. Cudzoziemców (İlçe Emniyet Müdürlüğü) i zlożyć wniosek o tzw. ikamet tezkeresı czyli pozwolenie na pobyt. Maksymalnie możecie sobie wydłużyć w ten sposób czas pobytu w Turcji o rok (minimalnie nawet na 2-3 miesiące), chyba że macie w Turcji rodzinę – wtedy do 2 lat. A potem oczywiście to pozwolenie można znów przedłużyć, lub od nowa – wjechać na kolejnej wizie turystycznej.

O samych wizach możecie przeczytać tutaj

Czy to prawda że wizy do Turcji mają być zniesione?

Tak. Według tego co powiedział premier Turcji podczas wizyty w Polsce 8 grudnia 2014 roku, Polacy mieliby bez wiz odwiedzać „kraj, gdzie zmarł Adam Mickiewicz” (choć pewnie wielu Polaków nie po to tam jeździ). Nie ma jednak wciąż decyzji wykonawczej związanej z tym jakże miłym gestem, trudno więc cokolwiek więcej powiedzieć. Jeśli już kiedyś obietnica ta nabierze formy prawnej, najprawdopodobniej będzie tak, że za wizę Polacy nie będą, owszem, płacić, ale przebywać w Turcji będzie można i tak 90 dni w ciągu 180 dni.

Jakie dokumenty należy przedstawić aby otrzymać ikamet, i czy dużo to kosztuje?

Ikamet krótkoterminowy roczny kosztuje 55 TRY (sam dokument). Oprócz tego za pierwszy miesiąc pozwolenia płaci się 25 USD a za każdy kolejny 5 USD, na rok wychodzi zatem 80 USD. Obie opłaty (druga po przeliczeniu na liry) wpłacane  są w Urzędzie Skarbowym (Vergi Dairesi). Na policji można otrzymać listę dokumentów niezbędnych do złożenia wniosku, ale w wielkim skrócie poza wnioskiem, zdjęciami, potrzebne jest:
1. Okazanie miejsca zamieszkania (np. akt własności mieszkania/notarialne potwierdzenie jeśli mieszkamy z obywatelem tureckim/potwierdzona rezerwacja z hotelu/notarialnie poświadczona umowa najmu),
2. Stan konta (tylko bank turecki, dowolna waluta, na naszym koncie powinniśmy mieć odpowiednik 400 dolarów na każdy miesiąc pobytu, wystarczy tylko pokazać wyciąg z konta z daty bliskiej złożenia wniosku, nikt nie będzie szczegółowo analizował ruchów na Waszym koncie),
3. Ubezpieczenie (to jest nowość, należy wykupić polisę na rok z tureckiej ubezpieczalni, zależnie od wieku będzie to koszt ok. 700 TRY)
Jak widać na wyrobienie rocznego pozwolenia należy przeznaczyć sobie niemałą sumkę, pocieszające, że w niej mamy już zawarte ubezpieczenie, zawsze to coś ;)

Więcej o ikametach poczytacie tutaj (tekst także opracowała Skylar).

Jak jest w Turcji z pracą? Jakie szanse są na utrzymanie się?

Uwaga, to będzie ważne, a ten mit często się przewija. W Turcji obcokrajowiec NIE MOŻE pracować legalnie przebywając na wizie turystycznej lub ikamecie. Choćbyście mieli nawet tureckiego męża, ciotkę, znali język biegle albo mieli super-kompetencje, nie ma takiej opcji. Nie ma też możliwości „załapania się” gdzieś w barze czy sklepie, tak aby dorobić sobie do studiów na Erasmusie czy pensji chłopaka (nie mówiąc już o tym, że chyba nikt do takiej pracy nie zatrudni obcokrajowca z wielu względów). Oczywiście są od tego wyjątki. Pierwszym jest branża turystyczna. Jeśli przyjedziecie do Turcji z ramienia zagranicznego (np. polskiego) biura podróży, będziecie niejako delegatem i wtedy Wasz pracodawca wyrabia ikamet touroperatorski na kilka miesięcy (nie może być dłuższy niż 8 miesięcy). Potrzebna jest wizyta w Ambasadzie Tureckiej w Warszawie, złożenie kompletu dokumentów i posiadanie licencji pilota lub dyplomu studiów turystycznych. Na rok można mieć tylko jeden taki ikamet. Drugim wyjątkiem jest wyrobienie pozwolenia na pracę przez Waszego przyszłego szefa w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (çalışma izni; work permit), co wiąże się także z papierkologią (tłumaczenie notarialne dyplomu, paszportu, itp.) oraz oczekiwaniem nawet do 3 miesięcy. Zaletą jest, że takie pozwolenie można mieć minimalnie na rok, a potem przedłużać (za trzecim razem przedłużanie z imienia tej samej firmy jest bezterminowe). Ostatni wyjątek to praca np. w domu. Jeśli chcecie tylko mieszkać w Turcji, a jednocześnie pracujecie zdalnie w Polsce czy gdziekolwiek indziej wykonując np. tłumaczenia, strony internetowe itp., nikt nie będzie miał do Was zarzutów.
Warto wiedzieć, że mimo tych przepisów wiele osób w Turcji pracuje nielegalnie, ale zawsze jest ryzyko, że a) ktoś „życzliwy” na nie doniesie, b) zostaną deportowani z zakazem wjazdu np. na 5 lat do Turcji i do tego jeszcze z nałożoną finansową karą dla siebie i pracodawcy.

Czy w Turcji obcokrajowiec może kupić mieszkanie?

Oczywiście że może, a procedury zostały niedawno uproszczone i przyspieszone aby skrócić czas oczekiwania na akt notarialny (tapu). W samej Alanyi i okolicach bardzo dużo obcokrajowców (w tym Polaków) kupuje mieszkania, domy i nie ma z tym większych problemów. Warto jedynie wiedzieć od kogo się je kupuje i nie działać pochopnie, bo oszustów niemało. Ponieważ nie mam w temacie kupna/sprzedaży nieruchomości żadnego doświadczenia nie powiem więcej, ale może i tu jakiś mit udało mi się obalić ;)

Jeśli kupię mieszkanie, to czy mogę przebywać tu legalnie?

Tak, albo na podstawie wizy, albo ikametu. Składając papiery o ikamet należy przedstawić właśnie tapu. I znów: nie posiadamy na tej podstawie prawa do pracy.

Czy mogę prowadzić działalność gospodarczą w Turcji?

To jeden z moich ulubionych tematów i pytanie na które nigdy nie znajduję odpowiedzi. To znaczy: ależ, oczywiście, można, buyrun, no problem my friend. Księgowi już zacierają ręce, bo biedny obcokrajowiec będzie miał naprawdę wielkie problemy z załapaniem o co w tym wszystkim chodzi. Ale: jeśli chcecie założyć firmę i w niej jednocześnie pracować, pojawiają się schody. Tak mi kiedyś powiedziano w pewnej placówce. Właściciel jest właścicielem, nie ma sprawy. Ale już pracujący właściciel jest pracownikiem i powinien aplikować o pozwolenie o pracę z Min. Spr. Wewn. co więcej, powinien zatrudniać min. 5 Turków, aby takie pozwolenie otrzymać. Ta informacja swego czasu dość skutecznie odstraszyła mnie od zakładania działalności w Turcji… i założyłam ją w Polsce ;)

Co z obywatelstwem? Jakie są warunki aby je otrzymać?

Turcy nie tylko swojego rynku pracy strzegą jak oka w głowie. Na obywatelstwo też trzeba sobie zasłużyć. Ślub z obywatelem Turcji nie daje automatycznie nic (no, może jedynie ubezpieczenie zdrowotne po małżonku), ani prawa do pracy, ani obywatelstwa. Po 3 latach związku można zacząć się starać o obywatelstwo, co tak jak i w Polsce wiąże się z pokonywaniem toru przeszkód, zaliczania biegu na orientację itp., które mają sprawdzić czy nasze małżeństwo nie jest fikcją (dzieci mile widziane). Nie posiadając małżonka można się starać o obywatelstwo po 5 latach pobytu, ale nie słyszałam o nikim, komu by je przyznano. Alternatywą jest coś, co pojawiło się niedawno, zwane długoterminowym pozwoleniem na pobyt. Jest to ikamet bez końcowej daty ważności, który otrzymuje obcokrajowiec, który przez 8 lat nieprzerwanie wyrabiał sobie pozwolenia na pobyt w Turcji. Co więcej otrzymując taki dokument dostajemy też (wreszcie!) prawo do pracy i ubezpieczenia społecznego. Stajemy się zatem takimi pół-obywatelami tureckimi. Jedyne czego nie możemy, to głosować. Ale to chyba będzie można przeżyć… ;)
Osobiście czekam, aż dostanę honorowe obywatelstwo za promocję Turcji w świecie (ha, ha, ha).

Jak się żyje Polakowi w Turcji? Czy życie jest droższe, czy tańsze?

Pytanie z rodzaju „studnia bez dna”. To zależy – od tego do jakiego standardu byliście przyzwyczajeni w Polsce, gdzie mieszkaliście i dokąd w Turcji się przeprowadzicie. W wielkim skrócie: życie w TR jest porównywalne jako ogół, a w poszczególnych dziedzinach jest różnie. Opłaty w mieszkaniu, tzw. media są tańsze. Telefony i internet droższe. Warzywa i owoce tańsze. Samochody, paliwo i elektronika droższe. Ciuchy… sama już nie wiem. Na pewno droższe są alkohol i papierosy! Jeśli zainteresowanie tematem będzie spore, postaram się przygotować taki „koszyk wydatków” i podać konkretne ceny wybranych produktów w którejś z następnych notek. W sumie pensje to też ciekawy temat, choć według mnie też raczej są zbliżone do polskich.

Czy być obcokrajowcem jest w Turcji trudno? 

Tu znów zależy. Od regionu, od tego czy w danym mieście mieszka już sporo yabancı. W rejonach turystycznych np. Alanyi czy Stambule jesteśmy już elementem lokalnego kolorytu. Prawie każdy Turek tutaj zna jakiegoś obcokrajowca, robił z nim interesy, ma żonę/dziecko (niepotrzebne skreślić). To powoduje, że można czuć się bardzo swobodnie, zachowywać i ubierać po swojemu, rzadko będzie się budziło jakąś sensację, tak jak np. w Trabzon czy Adanie. Druga sprawa, że często obcokrajowiec traktowany jest jak źródło zarobku, podaje się więc wyższe ceny, sprzedaje drożej, kombinuje. Ale i też trudno się dziwić; daleko nie szukając w samym Zakopanem, próbowano na mnie (a raczej na Królu Pomarańczy) zarobić, bo widać że ‚nie nasz’ ;) Z drugiej strony sami Turcy narzekają czasem na mieszkających tutaj nadzwyczaj sprytnych obcokrajowców, którzy np. targują się o wszystko (przypadek wczoraj z bazaru: marchewka – 1 kg po 1 TRY i yabancı proponujący połowę tej kwoty). Inna sprawa to kwestia językowa: z angielskim, rosyjskim czy niemieckim owszem, da się tu żyć. Ale jeśli chcemy wejść w turecką codzienność, nawiązać przyjaźnie z tzw. zwykłymi ludźmi, albo poradzić sobie w urzędzie samodzielnie, a nie bez jakiegoś „operatywnego” znajomego – turecki, choćby podstawowy, to mus.

Czy jest niebezpiecznie? Jak sytuacja polityczna w Turcji wpływa na codzienne życie?

Pytanie trudne, bo zależy kogo się zapyta. Alanya gdzie mieszkam, to nie jest typowa Turcja, wiem. A jednak mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że nie jest tu aż tak bardzo inaczej niż gdzie indziej na zachodzie czy południu. Jedynie wschód jest inny, bo i sami Turcy tam mieszkający (i Kurdowie!) są inni (co nie znaczy, że jest niebezpiecznie). Miałam okazję podróżować samotnie po kraju autobusami, znając słabiutko język sama przez tydzień od rana do nocy zwiedzałam też Stambuł, byłam z polskimi znajomymi na wschodzie. Nigdy włos nawet nie spadł mi z głowy. Turcy to wspaniały, gościnny, życzliwy naród, co do tego nie należy mieć wątpliwości. Są też – inaczej niż Europejczycy – żywo zainteresowani drugim człowiekiem, nawet tym na ulicy. Dlatego nie ma tu (wyjmując 15-milionową metropolię jaką jest Stambuł) chuligaństwa, agresji i zaczepek spod budki z piwem, bo tu nie ma zwyczaju pić piwa pod budką ;) I bardzo dobrze.
Sytuacja polityczna to kolejne trudne pytanie. Zawsze, gdy ktoś mi je zadaje, zastanawiam się o co chodzi. Może się nie znam, ale Turcja jest dla mnie normalnym demokratycznym krajem, gdzie dużo się zmienia. Stare, nazwijmy to, komunistyczne myślenie powoli odchodzi do lamusa, zmieniają się przepisy prawne, coraz bardziej upodabniając do europejskich. Wielu się to nie podoba, ale im więcej czytam o Turcji z różnych źródeł, tym bardziej widzę, że jest po prostu OK, coraz bliżej normalności. Protesty, o które się często pyta (bo to one trafiają do tv a nie stan tureckich dróg) raczej odzwierciedlają to że i Turcy się zmieniają, ucząc się na nowo definicji demokracji itp. Wiele by debatować, w politykę wchodzić nie będę, ale raczej niczego normalny przyzwoity obcokrajowiec nie powinien się tu obawiać.

Ponieważ pytań można wymienić bez liku, a wszystkie odpowiedzi ciężkie są i długie, na koniec pora jeszcze na coś lekkiego i obyczajowego:

Czy Polka po ślubie z Turkiem musi przejść na islam?

Nie dziwić się! Takie pytania ja sama mogę mogę liczyć w setkach! Odpowiadam zatem: Nie, nie, i jeszcze raz nie. Po pierwsze: Turcja jest krajem laickim. Śluby są brane w urzędach stanu cywilnego, a te w meczetach nie mają mocy prawnej. Nikt więc nie będzie nas pytał o wyznanie. Zresztą, żeby nie było, nawet w meczecie katolik/katoliczka może wziąć ślub z muzułmaninem, wtedy jest to tzw. ślub jednostronny (jest on i w kościele katolickim). Wracając do islamu, w tej religii nie ma czegoś takiego jak „musieć przejść na islam”. Namawianie kogokolwiek do zmiany wiary jest grzechem. Ci panowie, którzy swoim kobietom do głowy takie bzdury wciskają z prawdziwymi muzułmanami nie mają wiele wspólnego i raczej należy się od takich trzymać z daleka. Co innego wewnętrzna potrzeba zmiany wiary, ale to przecież może nastąpić zawsze – nie tylko po ślubie i nie tylko w Turcji.

To chyba na tyle na ten moment. Komentujcie i zadawajcie więcej pytań. Z chęcią odpowiem ;)