/1. Uwaga: ten post został napisany przy użyciu dużej dawki ironii. Jeśli nie wiesz co to jest – sprawdź w Wikipedii 2. W tym poście używam tzw. pouczającego tonu. Jeśli ci to przeszkadza – nie czytaj/

Nie można oszukiwać natury, siebie i P.T. Czytelników. Mogę dodawać tu socjologiczno-marketingowe wpisy o reklamach, mogę tu pisać pseudo-kulturoznawcze dywagacje o obyczajach i tureckiej codzienności, i mogę nawet – a niech tam! – co jakiś czas budzić się w „tur-tur projektowym” amoku i prezentować sążniste wywiady z osobami związanymi z Turcją.
Na próżno wysiłki, pot i łzy.
Dla 99% tak zwanych przygodnych czytelników i tak mój blog jest o tureckich związkach, facetach i – czyli w mniej lub bardziej oczywisty sposób – o seksturystyce. Moje wpisy o tym „jak się ma tureckiego chłopaka” Anno Domini 2008 i 2010 są i tak jednymi z najchętniej czytanych tekstów na blogu. Nawet nie pytajcie w jaki sposób można znaleźć mnie w internetowej przeglądarce: powtarzają się pytania typu: jak całuje Turek, czy warto być z Turkiem, mój Turek jest zazdrosny, czy Turcy kłamią, itp. Jestem już na tyle dużą dziewczynką, że postanowiłam przyjąć ten fakt na klatę. Niech to będzie moja nisza, te flirty, ci kelnerzy z alanijskich hoteli, te plotki i skandale. Co tam! ;)

Skoro więc ja taka specjalistka od tureckich i mieszanych związków, proszę bardzo – dzisiejszy wpis. Po kilku latach udawania na blogu, że mnie to nie dotyczy, wspominania o tym tylko półgębkiem, na marginesie, i zmieniania tematu, pora na mój coming out, na moje uroczyste wyznanie, i tym samym jakże dobra okazja do obalenia kolejnych paru stereotypów (a co!).
Otóż, moi Drodzy, tak, nadal MAM faceta Turka, wyswatał nas znajomy, co więcej, mam tego samego mężczyznę od lat siedmiu („siekierka”), żyję z nim, pracuję, mieszkam, i mam się dobrze, a żadne z prób mordu nam obojgu jak dotąd się nie powiodły. Ba, niekiedy miewam się nawet świetnie. A co gorsza, zamierzam mieć tegoż faceta dłużej, jak bogowie dadzą, to i po sam grób.

Co prawda nie jestem pewna jak do tego podchodzi sam zainteresowany, bowiem niedawno przy okazji zbliżającej się naszej rocznicy miał miejsce taki oto romantyczny dialog:
Ja: Kochanie, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteśmy razem już siedem lat?
On: Trudno, co robić….*
/w oryginale: Yapacak birşey yok…/

Pisałam już nie raz i nie dwa, że na hasło: facet z Turcji rozmówca zazwyczaj niemal wyskakuje ze skóry, aby dowiedzieć się więcej.  Ogranicza tylko pewna taka nieśmiałość, że wyjdzie się na osobę wścibską. Nie dziwię się temu. Ogólnie Turcja i Turcy mają bardzo zły „pi-ar” w naszym kraju, jako że sprzedają się sensacje, pobicia, zdrady i przymusowe konwersje na islam. Jedno napędza drugie.

Pora zatem wyjaśnić parę stereotypów, bo a nuż przyczynię się do poprawy stanu ludzkości w tej kwestii i prezydent Erdoğan przyzna mi kiedyś honorowe obywatelstwo?

Stereotyp 1 – Turek to poligamista, nawet jak prawo mu zabrania, to i tak znajdzie sobie kogoś na boku

Zacznijmy od tego, że w istocie prawo zabrania. Możecie się śmiać, ale nadal gdzieniegdzie napotykam słowa Europejczyków, że w Turcji faceci mogą mieć po kilka żon. Zdaje się, że za tę bujdę na resorach odpowiedzialni są m.in. dowcipni tureccy handlarze, którzy potrafią opowiadać niestworzone historie, w które łatwo uwierzyć będąc w tym kraju po raz pierwszy. Owszem, pomińmy tu temat wschodu Turcji, gdzie czasem nadal zdarzają się różne bolesne historie (nieletnie żony, kilka żon „religijnych” i tylko jedna „oficjalna”) – z tym walczy także sama Turcja. W mojej prywatnej opinii Turek jest takim samym poligamistą jak Hiszpan, Niemiec czy Polak – mówiąc krótko – niektórzy tak mają, inni wprost przeciwnie. Narodowość nie ma tu nic do rzeczy, raczej charakter – lub jego brak.

Stereotyp 2 – Turek jest obsesyjnie zaborczy a nawet agresywny

Obawiam się, że w tym wpisie powtarzać się będę jak zdarta płyta, ale cóż – i tu muszę przyznać, że wszystko zależy od egzemplarza. Ja również zetknęłam się z taką opinią wiele razy, kiedy z wypiekami na twarzy turyści lub znajomi podpytywali mnie jak wygląda codzienność z tureckim facetem. Podobnie jak Włosi i Hiszpanie również Turcy wychowali się w kulturze macho, co wiele tłumaczy. Żarty z przemocy wobec kobiet bardzo niektórych tutaj bawią, na szczęście nie każdy wprowadza je w życie. Cóż, wszystkie siniaki które kiedykolwiek miałam nabiłam sobie samodzielnie, więc nie sprzedam Wam żadnego soczystego newsa. Natomiast zgodzić się można z tym, że Turcy jako naród południowy są odmienni w wyrażaniu uczuć, więcej mówią, głośniej mówią, lubią też sobie pokrzyczeć (K.P. realizuje się właśnie w pokrzykiwaniu). Dla osoby postronnej wygląda to jak psychiczna przemoc ;) Sama już przyzwyczaiłam się do tego pohukiwania, mam też wrażenie że i ja pod tureckim wpływem mówię głośniej i jestem bardziej spontaniczna niż kiedyś. Pewnie chodzi o ten gorący klimat, który podgrzewa krążącą w żyłach krew… Ale oczywiście znam też Turków cichych i potulnych jak baranki, którzy wygodnie ułożyli się pod damskim pantoflem.

Stereotyp 3 – Turek nie będzie partnerem, raczej panem i władcą

Prawdopodobnie wielu facetów uważa kobietę za swoją własność. Tu znów zrzuciłabym ‚winę’ na kulturę, w której się wychowało. Owszem, znam w Turcji wiele takich par. Niekiedy wydaje mi się natomiast, że kobietom takich mężczyzn wcale to nie przeszkadza. Tym bardziej że wciąż panuje tu przekonanie, że to mężczyzna powinien być tym „silniejszym”, opiekuńczym i powinien zarabiać pieniądze. Przysłowiowe ciepłe kluchy to momentalna dyskwalifikacja kandydata na męża (na marginesie czytając często fora internetowe mam wrażenie że odrzucone przez Turczynki niezaradne „kluchy” trafiły w czułe ramiona Polek.. ;)). Z drugiej strony jeśli zapomnimy o feminizmie, rolach i stereotypach okaże się że dobry turecki facet jest idealnym mężem i ojcem. Będzie sam się mobilizował do zarobienia na dom i zapewnienia rodzinie odpowiedniego statusu. Nigdy nie będzie wyciągał od kobiety pieniędzy i będzie ją namawiał aby zadbała o siebie czy poszła do fryzjera. Z przyjemnością też zaopiekuje się dziećmi. Jeśli go stać – wynajmie opiekunkę lub pomoc domową, aby żona nie była przemęczona. Mój osobisty facet szybko się w życiu usamodzielnił – może to jest tutaj kluczowe? Korona Króla nie spada mu z głowy kiedy gotuje, prasuje i sprząta albo robi zakupy. Korona nie spada także mi z głowy kiedy przynoszę mojemu facetowi dobrze zaparzony czaj albo piorę skarpetki. Wiele domowych czynności wykonujemy na cztery ręce i to także dlatego, że oboje – w równym stopniu – ciężko pracujemy.

Stereotyp 4 – Zazdrość tureckiego macho

Ten punkt jest najlepszy. Słyszałam już historie o zamykaniu w domu, przeglądaniu poczty i facebooka, zabranianiu kontaktowania się z innymi chłopakami. Ba, sama miałam przed K.P. takiego boyfrienda, który ogarnięty obsesją prawie zakazywał mi wychodzić do ludzi i opisywał mi niepewny, straszny turecki świat („Nie jedź sama do Stambułu, bo tam jest niebezpiecznie. Nie jedź na wschód, bo Cię zabiją”). Wytrzymałam z nim nieco więcej niż powinnam tylko dlatego, że traktowałam to jako niezłą lekcję tureckiej kultury i inspirację do pisania w przyszłości kasowych bestsellerów ;) Żarty żartami – Turek zna swoich kolegów i dobrze wie jacy są – tacy jak on! Niewiele jest przykładów przyjaźni damsko-męskich bez zupełnych podtekstów. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Można więc przyznać, że zazdrość o innych Turków jest usprawiedliwiona, kwestia jak się objawia i jakie my sami mamy granice tolerancji. Ja sama osobistą wolność cenię sobie najbardziej na świecie i gdyby ktoś zaczął mi ją ograniczać – uciekłabym gdzie pieprz rośnie. Co prawda tolerancja i zaufanie mojego faceta budzą czasem wręcz zdziwienie innych znajomych Turków-macho, cóż – nie moja sprawa. My jakoś możemy wytrzymać bez telefonowania do siebie co pół godziny i sprawdzania lokalizacji GPS. Nie musimy też sobie referować przebiegu wieczoru, który spędziliśmy osobno. Znam też inne przykłady polsko-tureckich par, w których również relacje tak wyglądają. Czyżby znów tylko chodziło o charakter i szczerość, a nie narodowość? Niewiarygodne ;)

Stereotyp 5 – Presja rodziny i religii

Nawet jeśli wszystko w waszym związku pozytywnie wygląda zostaniecie zapewne przez rozmaitych domorosłych turkologów i specjalistów ds. islamu ostrzeżeni, że przecież i tak przegracie z rodziną. Bo mama turecka jest najważniejsza. Bo religia. Bo będzie chciał 16 dzieci. Bo zakryje Cię chustką i każe pichcić tureckie dania. Zapomnijcie o pierogach z truskawkami i radosnym piwku przed telewizorem bo przecież z każdego Turka wyjdzie wcześniej czy później islamski konserwatysta.
Mama turecka jest najważniejsza – tego nie podważam. Co więcej pochwalam i rozumiem, bo dla mnie najważniejsza jest moja polska Mama :) Jeśli natomiast chłop jest prawdziwym chłopem, nie będzie używał rodziny jako argumentu na każdą okazję. Nie będzie starał się zrobić z Ciebie Turczynki z polskim paszportem, tylko uszanuje Twoją odmienność i prawo do wyznawania innej religii, innych wartości i poglądów a nawet polubi pichcone przez Ciebie dania. Zresztą, taki związek jest o wiele ciekawszy (można się pokłócić na tematy polityczne, potem dwa dni nie rozmawiać, jakie to odświeżające od codziennego gadania per kochanie!). Jeśli trafi się na fajną, wyluzowaną rodzinę (i nie ma tu znaczenia czy jest to stambulska lub izmirska socjeta czy raczej rodzina rolników ze wschodu) naprawdę można być sobą – jestem tego żywym dowodem. Co prawda rodzina K.P. nie jest idealna (uchowaj Boże!) ale nigdy nie odczułam żadnego rodzaju presji. Traktowana jestem jako odrębna jednostka, która ma prawo być inna i popełniać głupstwa, które być może dla Turczynek byłyby faux pas. Uznaję to za dość zdrowy objaw bo choćbym mieszkała w Turcji 25 lat, nigdy nie przestanę być niepokorną, odmienną i dziwaczną Polką, którą jestem na co dzień.

Stereotyp 6 – Turek jest tak romantyczny i poetyczny, że każdą uwiedzie

Po namyśle dodaję jeszcze ten stereotyp. Że niby oczy Twoje są jak dwa jeziora, że tylko z Tobą czuję się szczęśliwy, że kolacje przy świecach, że komplementy, prezenty, że nosi na rękach. Szczerze? Jakoś nie zauważyłam. Owszem, wśród turystycznych podrywaczy schemat nadużywany i wypaczony do bólu, ale ja osobiście nie miałam okazji doświadczyć, choć przyznam się nieśmiało, że randkowałam niegdyś z różnymi dziwnymi typkami. Może to nie mój mówiąc brzydko, target, i ci romantyczni uciekali widząc mnie na horyzoncie – kto wie. Na szczęście K.P. należy do kompletnie nieromantycznych, komplementy przychodzą mu z trudem i bólem serca, kwiaty daje mi raz w roku, niespodziankę zrobił jak dotąd raz w życiu w moje ubiegłe urodziny (zresztą mały włos a by mu nie wyszło), i to raczej ja jestem bardziej romantyczna niż on. Tak sobie czasem myślę, że tym brakiem romantyzmu mnie „zdobył” ;)

Podsumowanie

Patrzenie na Turka jak na Turka ogranicza. To tak, jakbyśmy nas, Polaków, postrzegali jako pesymistycznych narzekaczy pijących wódkę i kradnących sobie wzajemnie samochody. Owszem, stereotypy nie wzięły się znikąd – ale z drugiej strony postrzeganie świata przez ich pryzmat potrafi nieźle zatruć życie. Niekiedy kierują do mnie pytania Polki, które proszą o rady jak odnosić się w stosunku do Turka, aby „być dla nich OK”. Nie ma jednej recepty, a turecki facet nie jest francuskim pieskiem, któremu w podskokach należy przynosić parę kapci zaraz po wejściu do domu aby się nie daj Boże nie obraził. Nie każdy też nadaje się do międzykulturowego związku: o ile w ‚normalnym’ związku potrzebny jest szacunek, zaufanie, szczerość i otwartość o tyle w tym wypadku mam wrażenie, że należy to pomnożyć przez dwa bo zawsze coś można położyć na karb innego języka, kodu kulturowego, nadinterpretacji, zwykłego niezrozumienia się nawzajem! Jeśli jednak facet zaczyna stawiać nam warunki które urągają naszej godności, to – niezależnie od tego czy Polak, Szkot czy Turek – należy otrzeć łezkę i brać nogi za pas. I vice versa. To dlatego niespecjalnie udzielam się w grupach czy forach internetowych typu „Dziewczyny Turków”. Każdy Turek to inna opowieść, a każdy międzykulturowy związek dwa zupełnie odmienne życiorysy. Zawsze na K.P. patrzyliśmy na siebie jak na kobietę i mężczyznę, a nie przedstawicieli konkretnych narodowości. Mogę potwierdzić że wychodzi to nam na zdrowie i im więcej mija czasu tym rozumiemy się lepiej.

Postscriptum

Wszystko co powyżej napisałam może zostać uznane przez niektórych za niewiarygodne, bo przecież z Królem Pomarańczy jesteśmy szanownymi konkubentami, a nie małżeństwem. Tak właśnie – jakoś przespaliśmy ten romantyczny okres i teraz bawić się w papierkologię już nam nie chce (uprzedzam domysły: żadne z nas nie pobierało się wcześniej i nie ma nieodrobionego rozwodu na karku). Jeśli kiedyś doczekamy się potomstwa – może wtedy przyjdzie pora na zmianę stanu cywilnego. Możecie więc powiedzieć: Co też ona wie, przecież turecki mężczyzna zmienia się po ślubie! Z romantycznego Romeo o oczach w kolorze gorzkiej czekolady zamienia się w nieogolonego brzuchacza skaczącego z kwiatka na kwiatek. Skończą się dekolty i samotne podróże po świecie. Zacznie się gehenna i płacz. 
Cóż, pozwolę się nie zgodzić. Z K.P. przeżyłam już wiele zarówno złego, jak i dobrego. Siedem lat to kawał czasu, wspólne życie pod jednym dachem, przeprowadzki, wspólne rozkręcanie firmy i praca 12-15 godzin na dobę, podróże, docieranie się, kłótnie, sceny, dni milczenia oraz światopoglądowe i kulturowe wojny. Skoro udało nam się przez nie przebrnąć i nadal jesteśmy w stanie na siebie patrzeć będę naiwnie uważać, że symboliczny papierek nie dokona aż tak radykalnej zmiany w naszej relacji.

A teraz idę do K.P. przetłumaczyć mu co tu wysmarowałam, bo wreszcie (po latach próśb i gróźb z jego strony) napisałam na blogu coś o nim i wrzuciłam zdjęcia ;) 

Skylar i Król na Malcie

Skylar i Król na Malcie