camping turcja

W czasach szkolnych każde wakacje spędzałam pod namiotem. Byłam zuchem, potem harcerką, a poza tym chyba takie wtedy było życie, że obóz pod namiotem to była najlepsza opcja na czas letniej laby. Na kolonie w domach wczasowych jeździły tylko cieniasy :) Chociaż nie powiem, i mi się zdarzało.
Jednak obozy pod namiotem w środku lata to było to – najpierw 8-kilometrowe marsze ze stacji PKP z plecakiem ze stelażem do jakiejś polanki Pośrodku_Niczego, potem rozbijanie namiotów, stawianie latryn, kąpiele w jeziorze, niepokojące skrzypienie długich sosen w nocy, walka z mrówkami, jedzenie z menażek i zdobywanie kolejnych sprawności harcerskich. A najlepsze – nocne podchody i warty – uwielbiałam to! Zero telefonów, zero internetów, zero kontaktu z rodzicami i światem. Ktoś to jeszcze pamięta?

Jak to czasy musiały się zmienić, że w pracy zawodowej poznałam od podszewki najbardziej luksusowe hotele, w niektórych jako rezydent mieszkałam, korzystając z wszystkich dobrodziejstw, że gdzieś ta prosta, a jak przyjemna idea namiotu – karimaty – i śpiwora – znikła, zatarła się w pamięci, z ostatnim wspomnieniem z Przystanku Woodstock. Po wielu latach przypomniała mi o niej (zupełnie nieświadomie) moja koleżanka Ania, która podzieliła się niedawno ze mną wrażeniami z wakacyjnego pobytu pod namiotem… w Turcji, nieopodal Alanyi, wzbudzając moją wielką zazdrość! Niniejszym dziękuję Ani za inspirację i pomoc przy tym wpisie ;)

Postanowiłam więc poszperać trochę w temacie i pozbierać informacje na temat tureckich pól namiotowych i campingowych, a następnie podzielić się z Wami tutaj, drogie dziateczki. Przez te lata pisania bloga co jakiś czas zdarza mi się otrzymywać maile dotyczące warunków tureckich campingów, na których temat nie miałam zielonego pojęcia. Nadeszła pora nadrobić to karygodne zaniedbanie.

Turcy na polu namiotowym?

Pomysł spędzania wakacji pod namiotem nie jest może w Turcji najpowszechniejszy, ale okazuje się, że w ten sposób wypoczywających Turków nie jest tak mało. Dlaczego? Zapewne są wyjątki, ale moje wieloletnie kontakty z przedstawicielami narodu uświadamiają mi, że lubią jednak oni szeroko pojmowany luksus i wygodę. Jeśli wypoczywać – to w atmosferze bycia dopieszczonym i zauważanym. Samodzielne noszenie plecaka nie wchodzi w grę!
A luksus… kosztuje. Mimo, że nie znalazłam na ten temat żadnych statystyk, myślę, że na pewno głównym argumentem za organizowaniem w ten sposób wakacji są finanse, a raczej niewystarczające zasoby na hotel. Ale zaraz kolejnym – chęć odpoczynku na łonie natury i tęsknota za uczuciem wolności. Tu ważne przypomnienie: Turcy są narodem niezaprzeczalnie koczowniczym. Przybyli na tereny obecnej Turcji z dalekich stepów Azji, życie spędzali w drodze, i tego nie da się tak łatwo zapomnieć. Widać to zresztą w każdy weekend, kiedy Turcy masowo wybierają się na pikniki, zabierając ze sobą połowę zawartości domu (głównie kuchni) i całą rodzinę. Na skwerkach, parczkach, w niekiedy dość dyskusyjnych okolicznościach przyrody spędzają długie godziny grillując (grill, czyli mangal, to esencja takiego wypadu), pływając, bawiąc się z dziećmi, na wspaniałym, wakacyjnym luzie.

No dobrze, to jak zakwalifikować w takim razie Turków, którzy spędzają na polu campingowym… kilka miesięcy w roku? Tak, dobrze przeczytaliście. Do biednych zdecydowanie nie należą, bo doba na polu namiotowym to 38 lir (50 zł; koszt 4 osób, z prądem i wodą, namiot własny), zresztą widać po samych autach; często to emeryci (może pracownicy budżetówki?), albo duże rodziny, które po prostu w ten sposób wypoczywają. Jedni z wczasowiczów, jak powiedziano Ani, przyjeżdżają na to samo pole od 1995 roku. Ich dzieci praktycznie się tam wychowały :)

Pole namiotowe w Turcji – know how

Pola namiotowe to mikro miasteczka. W Turcji nie jest inaczej. Zanim trafimy do takiego przybytku, musimy się zastanowić do jakiej kategorii ludzi należymy. Jesteśmy rodziną (aile) czy może parą konkubentów lub grupą znajomych (bekar)? Jeśli jesteśmy w stanie wylegitymować się turecką małżeńską książeczką (evlilik cuzdanı), zostaniemy zakwaterowani w sektorze rodzinnym. Jest on zwykle bardziej zatłoczony, a do toalet i prysznice są dłuższe kolejki. Żyjący w grzechu konkubenci lub grupa przyjaciół trafi do dużo spokojniejszego sektora dla ‚niezamężnych’, gdzie będzie panować dużo większy spokój.

Kolejna kwestia – namiot. Jeśli nie posiadamy własnego, możemy wynająć. Przy rozkładaniu na pewno pomogą nam nowi sąsiedzi, Turcy są bowiem życzliwym narodem, który uwielbia być potrzebnym. Posiadamy zwierzaka? Nie ma problemu – będzie się cieszyć sympatią otoczenia, a i pewnie nie będzie jedyny.
Zaopatrzenie jak to u Turków, którzy lubią dobrze zjeść, zorganizowane jest perfekcyjnie. Sklepik. Knajpka z możliwością zamówienia śniadania, jak i innych posiłków. Miejsca do zorganizowania grilla, to oczywiste. Lodówki do wynajęcia do przechowywania własnej żywności czy napojów. Wspólne wypady samochodem do pobliskiego marketu – po co jechać osobno, skoro można dołączyć się do sąsiada?

Zastanawiacie się pewnie, czy Turcy na polach namiotowych to jednostki nowoczesne, czy konserwatywne? Moja informatorka donosi, że jak to wszędzie w Turcji – czyli byli dość wymieszani. Chustki, dłuższe ubrania, więc konserwatywni, ale i nowocześni. Wszelkie możliwe odcienie. Jako że camping, o którym wspominamy mieści się nieopodal Alanyi, jest to okolica najbardziej lubiana przez mieszkańców środkowej Anatolii – po prostu najbliżej stamtąd do morza jest właśnie tu. I tak po tablicach rejestracyjnych wiadomo, że wypoczywali mieszkańcy Konyi, Kayseri czy Ankary.

Turecka specyfika

I nie byłoby w tym wszystkim niczego nadzwyczajnego, gdyby Ania nie wysłała mi kilku zdjęć przedstawiających tureckie „obozowiska”. Kiedy je zobaczyłam miałam ochotę natychmiast brać aparat, wsiadać na rower i jechać na wspomniane pole namiotowe, by zobaczyć to na własne oczy i poznać tych ludzi osobiście. Meble. Stoły. Wiatraki i telewizory. Anteny satelitarne. Oczywiście nieodzowne dywany – z równo ustawionymi w rządku butami (bo na dywan przecież w butach się nie wchodzi!). Ponoć któraś z rodzin przywiozła sobie toaletę alla turca!
Cóż – nie dane mi było zobaczyć to tym razem – jak zwykle na drodze stanęła praca, ale poprosiłam koleżankę o reporterski spacer po mahalle (dzielnica, jak sami określili to wczasowicze). Jestem zachwycona i oszołomiona. Moja teoria o „koczowniczości” tureckiego społeczeństwa potwierdziła się w stu procentach i zdecydowanie zasługuje na szersze opracowanie. No, zobaczcie sami:

Dokąd na camping / caravaning w Turcji?

Na koniec trochę informacji formalnych. Ania wypoczywała w okresie tureckich świąt zakończenia Ramazanu na polu nieopodal miejscowości Incekum (kilkanaście kilometrów od Alanyi na zachód). Opisany przez nią camping to całkiem spory obszar, położony nad samym morzem – i do tego w lesie.  Poza ogólną plażą jest tam też plaża „tylko dla kobiet”, która może wydaje się dyskusyjna z punktu widzenia Europejczyka, ale w Turcji bywa doskonałym rozwiązaniem gwarantującym upragniony relaks ;) Jest ochrona, jest recepcja. Są place zabaw dla dzieci, spora restauracja, a nawet organizowany jest paintball..! Więcej informacji (także galeria i filmik) zobaczcie na stronie www.
Jest to jeden z niewielu campingów w okolicach naszego miasta, ale im dalej na zachód Turcji (w kierunku rejonu Egejskiego), tym pól namiotowych więcej. Interaktywna mapka i wyszukiwarka znajduje się tutaj. Jak widać pól namiotowych jest całkiem sporo, i sama zaczęłam teraz nabierać coraz więcej ochoty na takie wakacje. Na pewno, jeśli to kiedyś nastąpi, nie zawaham się Was o tym powiadomić :)
Na jednej ze stron (po turecku) doszukałam się listy najlepszych miejsc na camping w Turcji. Na czele są malutkie miejscowości wypoczynkowe w rejonie Egejskim: Akyaka, Muğla, pojawia się też Kapadocja, ale także przepiękna, bajeczna, i chyba moja ulubiona plaża Olympos nieopodal Antalyi (a dokładniej blisko Kemer). Myślę że to byłoby moje miejsce na pierwszy raz pod namiotem w Turcji. I w razie czego… mam już od kogo pożyczyć namiot! :)

A może ktoś z Was był w Turcji pod namiotem? Albo planuje się wybrać? ;)