Praca w Turcji Stambuł Jak się pracuje w Stambulskiej Korporacji - Tur-tur Blog Polka w Turcji

Praca w Turcji to temat cieszący się niesłabnącym zainteresowaniem. Jak dotąd na blogu pisałam jednak głównie o branży turystycznej, z wiadomych względów. To praca pilota wycieczek czy rezydenta w Turcji jest mi bardzo dobrze znana, dzieliłam się z Wami wielokrotnie refleksjami w tym temacie. Opisywałam Wam realia i codzienność mojej pracy przez te wszystkie lata. Te teksty znajdziecie w kategorii Praca w turystyce. Ale oczywiście praca w Turcji to nie tylko turystyka.

Istnieje tutaj wiele innych możliwości, chociaż warunki nie są tak dogodne jak w granicach Unii Europejskiej. Legalna praca w Turcji to niemalże zaszczyt, który trafia się wybrańcom, a oprócz tego trzeba mieć naprawdę determinację i silny charakter, by czuć się dobrze w środowisku tureckich szefów, kolegów, koleżanek i wiecznych nadgodzin :-) Jednak to co wiem od moich znajomych pracujących w tureckich firmach lub międzynarodowych korporacjach z innych niż turystyka branż, to zbyt mało, by napisać o tym na blogu. Dlatego postanowiłam przepytać pięć Polek, które pracują tak lub pracowały i dowiedzieć się z pierwszej ręki jak to jest pracować w Stambule. Czy praca w Turcji w dużej firmie lub korporacji to dobry pomysł na karierę?

Moje dzisiejsze bohaterki to:

Monika: 38 lat. Wykształcenie wyższe: filologia angielska i filozofia. W Turcji mieszkała 4 lata.

Julia: 25 lat. Wykształcenie wyższe – stosunki międzynarodowe, mieszkała w Turcji łącznie 3 lata.

Paulina: Wykształcenie prawnicze. W Turcji z przerwami mieszkała 2 lata. 1 rok przebywała na studiach w ramach programu Erasmus, odbyła 4-miesięczny staż w stambulskiej kancelarii patentowej.

Magda: 28 lat. Magister zarządzania. W Turcji mieszka od września 2012 roku.

Kasia: Kasia, wykształcenie wyższe z zarządzania logistycznego. W Turcji jest od 7 lat.

W jakiej branży pracowałaś lub pracujesz?

Julia: Pracowałam rok w Stambule w firmie logistycznej.

Monika:  Pracę w obszarze Zarządzania Zasobami Ludzkimi zaczęłam w Polsce i postanowiłam kontynuować mój rozwój kariery właśnie w obrębie tej tematyki również w Turcji. Początkowo szukałam pracy w Izmirze, aczkolwiek rynek pracy w tym mieście był slaby jeśli chodzi o potencjalne ogłoszenia z pracą, dlatego po jakim czasie zrezygnowałam na rzecz Stambułu. W Stambule udało mi się podjąć pracę w obszarze HR, jednocześnie będąc absolwentką filologii angielskiej i mając doświadczenie w nauczaniu j. angielskiego miałam również okazję pracować dorywczo w dużych firmach, ucząc pracowników j. angielskiego.

Paulina: Podczas stażu w kancelarii prawniczej mój pracodawca zaoferował mi powrót na stałe do pracy. Najprawdopodobniej wrócę tam za kilka miesięcy.

Magda: Zajmuję się wynajmem nieruchomości jako Central Europe Key Account Manager, firma międzynarodowa, biuro znajduje się w Stambule.

Kasia: Od 3 lat pracuję jako manager planowania sprzedaży, operacji i logistyki dla międzynarodowej firmy produkującej sprzęt AGD.

Jak trafiłaś do tureckiej firmy? Interesuje mnie proces rekrutacji. Słyszałam o tym wiele. Na przykład, że bez polecenia trudno znaleźć pracę, albo że na rozmowy popularne jest chodzenie z mężem lub chłopakiem…

Monika: Jako doświadczona rekruterka zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że szukanie pracy to proces długotrwały, wymagający dobrego planowania, dyscypliny, uporu i wytrwałości. W związku z tym poszukiwania pracy podjęłam na kilka miesięcy przed przyjazdem do Turcji. Dopieściłam moje CV do perfekcji i po setkach wysłanych aplikacji poprzez lokalne portale z pracą, wreszcie udało się. Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjna przez skype do jednego z tureckich startup’ów. Kolejnym etapem była już rozmowa na żywo, po której otrzymałam zdalnie ofertę pracy. Jak w większości moich prac, nikt mi w tym nie pomógł, sama sobie zapracowałam na ten sukces. Niewątpliwie ta pierwsza praca w Turcji była dla mnie wyjątkowo atrakcyjna, nie tylko ze względu na atmosferę i branżę (firma zajmowała się tworzeniem gier komputerowych online), ale i też dlatego, ze miała świetna lokalizację – biuro z ogromnym tarasem na Bosfor znajdowało się w samym centrum miasta. Dodatkowo, stanowisko pracy było dla mnie bardzo interesujące, miałam zarządzać działem kadr, zatrudniać nowych pracowników, organizować szkolenia, koordynować kwestie wizowe i mieszkaniowe dla nowo zatrudnionych obcokrajowców. Najważniejszym jednak elementem, który mnie przekonał do podjęcia tej pracy w Stambule był sam fakt, ze dzięki tej ofercie pracy mogłam zrealizować swoje największe życiowe marzenie – jakim było zamieszkać w Turcji.

Paulina: Wysłałam około stu maili z CV, listem motywacyjnym indywidualnie napisanym pod każdą firmę. Po trzech miesiącach poszukiwań dostałam staż w kancelarii po rozmowie telefonicznej. Myślę że staż jest super startem w turecki rynek pracy. Bez znajomości, rodziny, doświadczenia w Turcji myślę, że jest bardzo ciężko znaleźć coś szukając w Polsce i bez znajomości tureckiego.

Magda: Szukałam pracy sama, głównie przez internet. Praca znaleziona bez polecenia. Umówienie się na rozmowę zajęło 3 tygodnie… Po wstępnej weryfikacji CV, dostałam e-mail z zaproszeniem po czym 4 razy został zmieniony termin rozmowy (finalny termin po mojej prośbie). Na rozmowę stawiłam się sama bez CV, jak się okazało byłam druga dziewczyną która przyszła sama na około 15 kandydatek…i to dość mocno mnie zdziwiło.  Jeszcze większe zdziwienie dopadło mnie gdy po 5 minutach rozmowy z HR, rozmowę przejęło szefostwo/rodzeństwo… Łysy pan w dresowych spodniach i pani z wyraźnym ADHD. Bardzo dużo pytań zupełnie nie związanych z pracą, bardziej koleżeńska rozmowa, „bo wszytko mieli przecież w CV”. Jeszcze jedno zaskoczenie dotyczyło ubioru kandydatów, ja ubrana oficjalnie, reszta w normalnych codziennych letnich ubraniach.

Kasia: Zbieg okoliczności. Znalazłam się w dobrym miejscu w dobrym czasie, a moje CV trafiło do odpowiedniej osoby. Gdybym nie była polecona najprawdopodobniej nie dostałabym tej oferty pracy, a na moje miejsce zostałby wybrany obywatel turecki. Proces aplikacji a pozwolenie o pracę w Turcji to zbędna procedura dla tureckich firm, wiec jeżeli któraś się na to zdecyduje to albo masz dobre “plecy” albo wiedzą, że nie znajdą nikogo kto by mógł Cie zastąpić w tej roli. Na rozmowy zawsze chodziłam i będę chodziła sama, natomiast widziałam że niektóre z pań przychodziły w towarzystwie męża. Kiedyś wydawało mi się to dziwne, natomiast teraz nie widzę w tym nic złego. Przynajmniej ma Cię ktoś podwieźć, nie musisz się martwic gdzie zaparkować auto albo że się zgubisz. Druga sprawa, że często oferta pracy wyglądająca na przyzwoitą taka nie jest. Szukając pierwszej pracy w Turcji miałam sytuację gdzie aplikowałam na pozycję asystentki, natomiast pan szukał innego rodzaju “asystentki” :-)

Julia:  Mój wyjazd do Turcji był bardzo spontaniczny. Wcześniejsze 2 lata spędziłam w Ankarze w ramach Erasmusa, ale ten ostatni rok kiedy wyjeżdżałam do Stambułu do pracy był bardzo niezaplanowany. Na lotnisku czekał na mnie mój chłopak, który cały czas powtarzał, że z pracą jest ciężko i być może nie odnajdę się w tureckiej codzienności. Nie chciałam go słuchać i bardzo prosiłam o pomoc. Na szczęście udało mu się namówić jego ojca by porozmawiał ze swoim znajomym, który ma firmę logistyczną. Po obejrzeniu mojego CV zaprosił mnie na rozmowę. Następnego dnia zadzwonił i powiedział, że mogę zaczynać od poniedziałku. Zauważyłam jedną rzecz, nieważne było jakie studia skończyłam i  to, że nie miałam żadnego doświadczenia z logistyką, dostałam pracę bo jestem cudzoziemką, która zna języki. Pracowałam tam niecałe 6 miesięcy i zrezygnowałam, nie podobała mi się atmosfera, i było wszędzie dość daleko.

Kolejnej pracy szukałam sama poprzez serwis karyer.net. Bardzo dużo miałam telefonów – dzwonili z firm logistycznych oraz różnych fabryk (dział logistyki/sprzedaży). Znalazłam pracę też w logistyce. Rozmowę ze wszystkimi menedżerami miałam bardzo luźną. Tak, rekrutacją zajmowali się tylko i wyłącznie menedżerowie a nie np. dział HR jak w Polsce na przykład. Najważniejszym pytaniem było to, że jestem cudzoziemką i czy nie wyjadę po krótkim czasie do Polski. Natomiast wiem, że jeśli Turczynka aplikuje, to  standardowe pytanie było czy ma chłopaka i czy planuje w krótkim czasie mieć ślub. Takiego pytania nie dostawałam. Wszystkich tylko interesowało czy się znudzę i czy wyjadę z Turcji :)

 

Praca w Turcji, praca w Stambule, blog życie Polki w Turcji

foto: pixabay

Jak wygląda codzienność w tureckiej firmie? Słynne bezpłatne nadgodziny to prawda? Jaki stosunek do cudzoziemki mają współpracownicy, czy łatwo się integrują, da się z nimi porozumieć po angielsku, czy jednak wygrywa język turecki?

Monika: Mając doświadczenie u wielu pracodawców w Turcji muszę przyznać, że każda z moich firm trochę się od siebie różniła. Poznałam firmy tradycyjne/konserwatywne, w których zaskoczył mnie fakt, iż na ich terenie był zawsze dostępny do modlitw meczet! W tego typu firmach raczej nie próbuje się prowadzić dyskusji z szefem, gdzie hierarchia to podstawa, a do pracowników zwracamy się per „Pan”/”Pani”. Z drugiej strony, miałam również okazje pracować w firmach wzorowanych na styl korporacji amerykańskich, w których mówi się sobie po imieniu, ubiera się bardziej na luzie, prowadzi się wideo konferencje, podróżuje po świecie na różne sympozja i spotkania, pracuje się na sprzęcie elektronicznym wysokiej klasy i ma się kontakt z najnowszymi technologiami.

Paulina: Pracowałam jak typowy pracownik korpo, tzn. 9 godzin z 1-godzinną przerwą na lunch. Wieczorem czasem wychodziliśmy na kawę w czasie pracy, lub na zakupy, szef nie miał nic przeciwko. Miałam koleżankę, Turczynkę która mnie wszystkiego nauczyła, przyuczyła. To co mnie denerwowało to to, że nie znam tureckiego na tyle by swobodnie rozmawiać, co jest moją winą bo powinnam się bardziej przykładać :) O ile na początku wszyscy starali się mówić po angielsku, to po jakimś czasie rozmawiali tylko po turecku. Bycie jedynym yabancı w pracy było niefajne pod względem poczucia wyobcowania po pewnym czasie, jeżeli nie zna się języka. Poza tym ludzie byli super, pracowałam w swoim tempie, czułam się swobodnie, komfortowo. Dwa razy na 4 miesiące zdarzyło mi się coś dorobić w domu po godzinach.

Monika: Miałam to szczęście, ze w pracy zawsze udawało mi się porozumieć po angielsku. Dodatkowo, pracownicy w każdej z firm, w których miałam okazję pracować, bardzo ciepło mnie zawsze przyjmowali. Byli ciekawi mojej kultury i mojej decyzji odnośnie przeprowadzki do Turcji. Wprowadzenie w obowiązki wyglądało zazwyczaj bardzo intrygująco. Każda nowa praca, którą rozpoczynałam łączyła się na początku z licznymi spotkaniami z pracownikami, przedstawianiem się i odpowiadaniem wielokrotnie na te same pytania ;)
Pracy po godzinach nie zaznałam, nie kojarzę, żebym musiała zostać dłużej w pracy, może było tak dlatego, że w większości większych pracodawców, u których miałam okazję pracować miało biura na obrzeżach miasta i bez opcji transportu organizowanego przez pracodawcę do i z pracy byłoby fizycznie trudno zostać po godzinach i później wracać z tego końca miasta do domu. Zdarzało się natomiast czasem, ze musiałam wziąć komputer do domu i pracować na weekend, ale to nie było wymagane przez mojego pracodawce, tylko ja, sama z siebie, chciałam po prostu czasem nadrobić jakieś zaległości.

Kasia: Nadgodziny, temat rzeka. W mojej firmie nadgodziny ma płacony tylko mój zespól, po wielu wielu miesiącach walki o nie. Natomiast jest to objęte tajemnicą i pozostałym pracownikom nadgodziny nie są płacone. Tak jak w każdej korporacji managerzy/kierownicy nie znają słowa nadgodziny.

Magda: Zaskoczył mnie system komunikacji. Brak rozmowy, tylko krótkie wiadomości wysyłane na grupowym lub prywatnym wewnętrznym czacie, co bardzo często prowadziło do dużych nieporozumień. Praca 10-19 przez 5 dni w tygodniu. Po jakimś czasie doszły do tego dwie soboty w miesiącu (nadgodziny bez dodatkowej płacy). Przez pierwsze 3 dni mieliśmy szkolenie, po czym zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę.  Jako team międzynarodowy dobrze się między sobą dogadywaliśmy. Problem pojawiał się w komunikacji z turecką częścią firmy, większość miała do nas bardzo duży dystans, kilka osób przełamało się, jak mówiliśmy po turecku.

Julia: W pierwszej pracy bardzo szybko zostawałam wprowadzona ponieważ akurat jedna dziewczyna odchodziła, i miałam tylko tydzień by wszystkiego się nauczyć. Oczywiście to nie wystarczało. Bardzo szybko wszystko tłumaczyła, a ja niestety nie byłam w stanie zrozumieć całej logistyki w jeden tydzień bez żadnego doświadczenia. Nikt nie rozmawiał w j.angielskim, poza koleżanką która odchodziła, więc pierwszy tydzień był w porządku, ale potem już było gorzej. Ale jakoś dawałam radę. Miałam zeszyt, gdzie zapisywałam wszystko, oraz gdzie pisałam też jak poprawnie pisać maile. Moje koleżanki z pracy raczej nie chciały nic mi tłumaczyć: miały dużo do zrobienia i nie miały czasu. Więc tłumaczył mi tylko szef. Często zostawałam w pracy dłużej, bo i tak miałam do domu pieszo tylko 5 minut, a w domu nie było ani telewizora, ani internetu, więc siedziałam w pracy, słuchałam muzyki, uczyłam się z notatek …

W drugiej pracy zazwyczaj moi koledzy przychodzili na 8:00 i siedzieli dłużej niż 18:00. Ja natomiast wychodziłam punktualnie o 18:00 i nie interesowało mnie że wszyscy siedzą. Nie był zwracany koszt za nadgodziny, więc nie chciałam pracować za darmo. Niektóre koleżanki z pracy kiedy wychodziłam pytały: „a gdzie idziesz”? Mówiłam że nie będę pracować po 18:00 tym bardziej, kiedy nikt mi za to nie dopłaca.
Mój turecki był już o wiele lepszy, więc już nie było problemu aby rozmawiać tylko w tym języku.  Dziewczyny były bardzo zazdrosne, bo miałam bardzo dobry kontakt z szefem i często mnie chwalił, pomimo tego że wychodziłam punktualnie o 18:00. Kiedy popełniałam jakiś błąd rozmawiając po turecku zawsze się śmiały, a na przerwie obiadowej nie rozmawiały ze mną za bardzo.Kasia: Na samym początku pracy wszyscy traktowali mnie jak maskotkę firmy. Zostałam ciepło przyjęta. Natomiast problem zaczął się, gdy od współpracowników oczekiwałam wyników a nie tylko klepania po plecach, że mój turecki jest świetny. Pomimo pracy w międzynarodowej firmie angielski zna jedynie kadra kierownicza, która notabene została zatrudniona ze względu na znajomość języka a nie wiedzy merytorycznej. Wyjątkiem jest ponownie mój zespól, znajomość języka w tym dziale jest niezbędna.

Monika: Zaskoczeniem w każdej z prac było to, jak ważne jest dla Turków, żeby mieć przerwę na lunch :) Nie spotkałam się z pracodawcą, który by nie oferował godzinnej przerwy, nie spotkałam się tez z pracownikiem, który by z tej przerwy nie skorzystał. Turcy przywiązują tez dużą role do tradycji, wiec zwyczajem było kupowanie przez nowego pracownika po miesiącu pracy baklawy dla wszystkich współpracowników oraz np. picie kawy po turecku po obiedzie.
Dodatkowo ciekawe też było to, ze w większości firm był zatrudniony pracownik, którego głównym zadaniem było roznoszenie po biurze herbaty lub ewentualnie kawy po turecku. Taki „herbaciarz”, to zazwyczaj najbardziej doinformowana osoba w firmie, zna największe firmowe plotki i wie wszystko pierwsza ;)

Jak z warunkami pracy? Wiem, że w Turcji sporo firm zapewnia bezpłatne posiłki lub dojazd, co w Polsce niekoniecznie jest standardem. Jak z pozwoleniem na pracę, ubezpieczeniem? A może miałyście jakieś inne bonusy?

Monika: Firmy oferowały mi i współpracownikom różne świadczenia, począwszy od voucherów na lunch tudzież stołówki, na której były serwowane posiłki, poprzez transport do/z pracy, opiekę medyczną w prywatnych szpitalach, a także pokrycie kosztów związanych z załatwianiem formalności wizowych/zezwolenia na prace. Standardem w firmach był laptop i telefon komórkowy, a także w niektórych miejscach pracy także możliwość wykonywania mojej pracy zdalnie z domu.

Julia: W pierwszej firmie oprócz pensji mieliśmy ticket restaurant, gdzie na każdy dzień mieliśmy 12 lir do wykorzystania. Firma zapełniała telefony służbowe. Nie miałam pozwolenia na pracę, co było jednym z powodów, że zrezygnowałam. W drugiej firmie mieliśmy kartę Sodexo (17.5 liry dziennie), ale oczywiście byliśmy w takiej okolicy, gdzie obiady były drogie, więc wszyscy gotowali i przynosili jedzenie do pracy. Poza tym mieliśmy dodawane do pensji 185 lir na dojazd miesięcznie. Nikogo nie obchodziło czy mam wykupiony bilet miesięczny, czy jadę dolmuszami, czy idę pieszo. Po 6 miesiącach pracy firma zapełniała ubezpieczenie prywatne. Też mieliśmy telefony służbowe.

Magda: Warunki dla każdego były inne, w zależności jak dobrze negocjujesz na początku. O pozwoleniu na prace na początku mogliśmy zapomnieć, jednak w późniejszym terminie była taka możliwość. Jako dodatek mieliśmy kartę żywieniową na ok 250 lir miesięcznie, służbowy telefon i laptop. Warunki dobre, choć szef potrafił zrobić awanturę, że….pijemy za dużo wody :)

Paulina: Miałam kartę żywnościową o wartości 300 lir. Firma organizowała też wyjścia do restauracji; Galata, rakı, meze, te klimaty; dostawaliśmy prezenty od szefa z wyjazdów służbowych, złoto na Nowy Rok. Pod względem bonusów byłam na prawdę pozytywnie zaskoczona. Sama zapłaciłam za ubezpieczenie, a następnie szef mi za nie zwrócił. W porównaniu do Polski o wiele milej mi się tam pracowało, czułam się doceniona i zaopiekowania. W Polsce czuję się jakbym dostąpiła wielkiego zaszczytu, że ktoś mi pozwala u niego pracować. Miałam ogromne szczęście do firmy w której pracowałam, wiem że nie wszyscy mają tak kolorowo.

Kasia: Nie mogę narzekać. Na obecnej pozycji mam finansowane auto (wszystkie opłaty, mogę też korzystać w celach osobistych), karta na posiłki, ubezpieczenie, pozwolenie na prace, roczne bonusy, kolacje integracyjne i paczki noworoczne. Mam również do dyspozycji kartę kredytową. Raz w tygodniu do biura przychodzi lekarz oraz osoba z BHP. Raz w roku mamy badany wzrok i słuch oraz sprawdzane są warunki w jakich pracujemy (nasłonecznienie, temperatura, osobista przestrzeń itd.) Na pozycji specjalisty w tej samej firmie zamiast auta razem z wypłatą przelewany jest dodatek na komunikację (wartości miesięcznego biletu komunikacji miejskiej) ale nie miałam rocznego bonusu. Nigdy nie miałam obaw, że moja pensja nie będzie przelana w całości, lub przelana 2-3 tygodnie później a słyszałam, że tak się dzieje często w prywatnych firmach.

Praca w Turcji Stambuł Istambuł

foto: pixabay

Jak byś podsumowała atmosferę i system pracy w tureckiej korporacji? Jakie ma plusy praca w Turcji w takiej firmie, a jakie minusy?

Magda: Turecka firma mimo międzynarodowej działalności rządzi się zupełnie innymi prawami. Fakt – deadline, wyrabianie norm, cele, raporty i cala reszta jest w każdym korpo taka sama. Zmienia się jednak forma pracy z klientem. Tu nieważne są konkrety, ważny jest czas….dużo czasu spędzonego z klientem na piciu herbaty i słuchaniu…wszystkiego. Od problemów w firmie do rodzinnych. Dla mnie jako dla osoby konkretnej to gehenna, musiałam nauczyć się cierpliwości do prawienia godzinami na tematy nie związane z praca. Doprowadzało to mnie do szału, szczególnie gdy próbowaliśmy negocjować warunki umowy lub pracować nad poprawa dotychczasowych relacji.

Julia: Na pewno nikomu nie polecam pracę w małych firmach gdzie rządzi tylko szef. Jest tam bardzo nieciekawie a koleżanki/koledzy z pracy tylko po to utrzymują kontakt z Tobą, by potem coś wykorzystać przeciwko Tobie. Oczywiście nie możesz być lepszy od innych bo od razu pokazują swoje zęby. Nie możesz mieć innego podejścia czy innego poglądu, musisz śpiewać tak jak oni. Jeśli chodzi o rozmawianie o szefie to należy używać tylko miłych, i bardzo fajnych określeń bo wszystko będzie wykorzystane przeciwko Tobie, i nawet można być wyrzuconym z pracy.  Jak to teraz piszę, sama trochę jestem zdziwiona, że pracowałam w takich warunkach, ale cóż. Nie miałam innego wyjścia – musiałam akceptować pracę, bo w innym wypadku nie stać mnie było, aby opłacić wynajem mieszkanka i utrzymać się. Nie wiem jak działają korporacje, ale jestem pewna, że tam system pracy oraz możliwości są o wiele większe niż w małych firmach.

Monika: Ciekawe było dla mnie to, ze Turcy w miejscach pracy są bardzo „grupowi”, ze jednostka w pracy nie ma takiej siły przebicia, jaką ma cała grupa. Generalnie, Turcy nie mogą zrozumieć, że można na przykład na obiad iść samemu, zawsze starają się przebywać w towarzystwie i podporządkowywać się do woli większości, ukrywając swoje zdanie i własną opinie. Trochę mnie to na początku raziło, a później z czasem przyzwyczaiłam się do tej grupowości i ciągłego towarzystwa drugiej osoby. Dodatkowo, zauważyłam, że mimo iż są to miejsca pracy, Turcy często w gronie współpracowników potrafią dzielić się bardzo osobistymi sprawami, to tez było dla mnie intrygujące.
Plusem niewątpliwie jest ludzka twarz tych wszystkich firm, Turcy wydawali mi się bardzo uczuciowi, emocjonalni w miejscach pracy. Uwielbiają świętować urodziny swoich współpracowników, zapraszają siebie na wesela, obdarowują się prezentami na różne rodzinne okazje i generalnie żyją swoją pracą.

Paulina: Turcja, a zwłaszcza Stambuł po pewnym czasie wyciska z energii. Dojazd do pracy zajmował mi ok. 30 minut + 10 minut spaceru do autobusu + czekanie na autobus. Czasem autobus nie przyjeżdżał. Kiedy spadł śnieg jechałam po 3 godziny w jedną stronę. W porównaniu do Polski 9 godzin pracy (bo co z tego, że jest przerwa na lunch, jak i tak jestem w pracy), plus prawie 1 godzina dojazdu dziennie sprawia, że ciężko o work-life balance. W Turcji można więcej zarobić, jest o wiele więcej okazji, klientów, kontaktów, dużo się dzieje, są duże korporacje, ale trzeba się liczyć z tym że jest mniej czasu dla siebie, tłum, hałas, zanieczyszczenie powoli męczy i wyciska energię do cieszenia się Turcją.

Monika: Pracując w Turcji trzeba się liczyć z tym, że nie ma dla pracowników dostępnych takich podstawowych benefitów, które są np. w Polsce są standardem, mówię tu o urlopie. W Turcji dostaje się 15 dni urlopu dopiero po przepracowanym pełnym roku kalendarzowym u tego samego pracodawcy. Dodatkowo, pracodawcy raczej niechętnie dają pracownikom 2 tygodnie urlopu pod rząd. Nie ma tez zbyt wielu benefitow dla matek, kobiety zazwyczaj po porodzie zostają z dzieckiem maksymalnie 3-4 miesiące i potem musza wracać do pracy. No i jak dla mnie, największym mankamentem pracy w Turcji jest sytuacja polityczna. Niestety, ma to ogromny wpływ na panujące nastroje w firmie, a także na finanse, waluta potrafi bardzo szybko stracić na wartości a i tez plany odnośnie inwestycji danej firmy, czy tez opcje zatrudnienia mogą diametralnie się zmienić w zależności od tego, co się aktualnie dzieje na arenie politycznej kraju.

Julia: Odnośnie urlopu byłam bardzo zdziwiona kiedy mieliśmy taką sytuację: było święto Kurban Bayram (Święto Ofiarowania) we wrześniu 2016. Oficjalnie mieliśmy wolne od poniedziałku do czwartku. Szef powiedział, że możemy nie przychodzić w piątek, a dopiero w poniedziałek za tydzień. No ok. Potem na liście urlopów zobaczyłam że szef zrobił minus 1 dzień wszystkim  na urlop  następnego roku. Kiedy pytałam się swoich koleżanek czemu tak, to powiedziały, że tak ma być bo to tak szef zaplanował i że nie mamy nic do powiedzenia.

Magda: U mnie dużym minusem jest praca z szefostwem, są to dwie różne osoby od których dostawaliśmy różne opinie, zadania, wymagania….często tego samego dnia w odstępie godziny-dwóch „Twoje wyniki są super, oby tak dalej”, i „wyniki nie są dobre, jak tak dalej pójdzie to się pożegnamy” Raz nie wytrzymałam, skopiowałam oba wykluczające się e-maile i wysłałam obojgu z twierdzeniem, że wprowadzają mnie w zakłopotanie i byłoby milo, gdyby następnym razem skonsultowali swoje teorie…nigdy nie dostałam ani odpowiedzi, ani nie udało nam się porozmawiać, a jak było tak jest…. Plusem jest to, że jak na moje małe doświadczenie wystarczająco fajną miałam pensję.

Kasia: Plusem i minusem jest turecki luz. Czasami takie “załatwimy” może człowieka doprowadzić to szewskiej pasji, a czasem sami się uspokoimy ze wszystko będzie dobrze “inşallah” (z Bożą pomocą :) Jeżeli dasz sobie radę w tureckiej korpo, najprawdopodobniej będziesz się nudzić w innym kraju.

Nie mogę nie zapytać o zarobki, bo na pewno Czytelnicy będą ich ciekawi, zresztą ja też :) Jakiego rzędu są to pensje? Możecie podać widełkowo.

Paulina: Mój staż miałam mieć bezpłatny, ale szef jak zobaczył że się nadaję, płacił mi pensję minimalną 1500 lir i dodatki, co było bardzo miłe. W Polsce aktualnie nie płacą mi wcale za staż.

Monika: Widełki około 3500 – 5500 lir netto na miesiąc.

Kasia: Zasada jest taka, jak nie zawołasz to nie dostaniesz. Nie licz na to, ze przy rekrutacji obiecają Ci 50% podwyżki za 6 miesięcy i je dostaniesz. Dostaniesz może 10% za rok, o ile o nie poprosisz. Zawsze negocjuję moją pierwszą wypłatę jak najwyższą, bo w tureckiej korporacji możesz dostać podwyżkę poniżej inflacji, mimo wyników, które osiągnęłaś. Obecnie dostaję 10.000 lira miesięcznie. Zaczynałam w Turcji od tysiąca :) potem nauczyłam się prosić o podwyżkę.

Jakie wg Ciebie cechy charakteru są potrzebne żeby tam przetrwać? Komu poleciłabyś pracę w tureckiej firmie?

Kasia: Zdecydowanie osobom pewnym siebie, upartym, ambitnym. Osobom, które w czymś nielogicznym będą umiały znaleźć logikę ;) Oraz najważniejsze, komuś kto łatwo i szybko odnajduje się w nowym i zmiennym środowisku. Osoby, które biorą wszystko do siebie, tu sobie nie poradzą.

Magda: Ogromna siła spokoju, puszczania spraw mimo uszu (szczególnie plotek). Motywacja do pracy.

Julia: Moim zdaniem przede wszystkim należy mieć siłę oraz wytrwałość. Nie odpowiadać na prywatne pytanie typu „a masz chłopaka”, „kiedy ślub” itd. Nic kompletnie nic, jeśli to nie jest związane z pracą.

Magda: Jeśli ktoś nie jest odporny na stres, nie polecam pracy w tureckim korpo.

Paulina: By pracować w Stambule trzeba być rzutkim, ambitnym, pełnym energii. Trzeba się nauczyć tureckiego, prędzej czy później. Ale i tak nie wyobrażam sobie pracy w tureckim korpo na stałe. Jest to świetna okazja by zarobić, a zarabia się więcej niż w Polsce z mojego doświadczenia, nauczyć się języka, zdobyć doświadczenie. Podsumowując – na jakiś czas super, ze względu na możliwości i zarobki oraz szacunek i bonusy w pracy. Nie mogłabym pracować w korpo tureckim, a zwłaszcza stambulskim „na zawsze”.

Monika: Praca w Turcji jest świetną przygodą, daje możliwość poznania kultury tureckiej od kuchni, ale praca w takim kraju nie jest dla osób, które źle się czują w chaosie ;) Plusem są niewątpliwie te tureckie smaczki, a minusem być mogą dojazdy do/z pracy. Niestety w tej kwestii Stambuł nie rozpieszcza, wiec trzeba się liczyć z tym, ze poza 9 godzinami pracy spędzimy jeszcze z 2 godziny dziennie przebijając się przez korki na mieście.

Dziękuję dziewczyny za niezwykle ciekawe i wyczerpujące odpowiedzi. Myślę że wiele osób, które planuje „rzucić wszystko i zamieszkać w Turcji” będzie Wam wdzięczne za zarysowanie swoich doświadczeń.

Do Czytelników mam prośbę, jeśli ktoś z Was pracował w Turcji w podobnym charakterze, jestem ciekawa Waszych opinii, napiszcie w komentarzach. Macie takie same czy inne doświadczenia? ;)