Tureckie seriale a życie w Turcji

Znacie mój stosunek do tureckich seriali. Jest… pełen wzlotów i upadków. Kilku tureckim serialom zawdzięczam wiele – nauczyłam się dzięki nim codziennego języka tureckiego, poznałam regionalizmy, slang, żarty, dowiedziałam więcej o tureckich obyczajach.
Z drugiej strony, ile razy denerwowałam się na rozwlekłą akcję, wyłapywałam ewidentne błędy i nieścisłości scenariuszowe, i przede wszystkim byłam zła, że tak daję się manipulować! Bywały czasy, że żyłam od odcinka do odcinka, celebrowałam oglądanie odpowiednim jedzeniem postawionym przez telewizorem. Nakręcona dramatyczną muzyką siedziałam na kanapie obgryzając paznokcie, czekając aż skończy się 15-minutowy blok reklamowy, by wreszcie okazało się, czy a) oni jednak znowu będą razem, albo b) on umarł, czy jednak żyje.

Fenomen popularności tureckich seriali zatacza coraz szersze kręgi i dlatego znów temat ten jak bumerang wraca na bloga. Dzisiaj jednak zaprosiłam do rozmowy eksperta. Bo o ile ja mogę się nazywać znawczynią codziennej Turcji (chociaż im dłużej tu mieszkam tym bardziej uświadamiam sobie, jak wiele jeszcze o tym kraju nie wiem), o tyle znawczynią seriali na pewno nie jestem. Ba, widząc poziom wiedzy o aktorach, aktualnie granych serialach, faktach u osób, które nawet nigdy nie były w Turcji (!) jestem pod wielkim wrażeniem. „Wiedza o tureckich serialach” to już chyba osobna specjalizacja (a może już powstały prace magisterskie na ten temat? :))

I dlatego też wraz z Wiśnią, autorką ironicznego, ale i pełnego ciekawostek bloga „Wiśnia ogląda tureckie seriale” postanowiłyśmy połączyć siły, by porozmawiać nie tylko o fenomenie seriali, ale także porównać nasze doświadczenia. Jak wygląda Turcja serialowa i jak wygląda Turcja „prawdziwa”? Co w serialach jest prawdą, a co filmową kreacją?

Myślę, że to idealny temat na końcówkę lata, zgodzicie się? No to zaczynamy ;)

Tureckie seriale a życie w Turcji

Skylar: Witaj, o Wiśnio! Miło mi Cię gościć w moich skromnych progach. Już od roku prowadzisz popularnego bloga o tureckich serialach, gdzie ironicznie komentujesz serialowy świat, postaci, a jednocześnie starasz się zrozumieć fenomen popularności tureckich seriali w Polsce. Przyznaję, że czytam z zaciekawieniem! Powiedz skąd ten pomysł na bloga. Dlaczego w ogóle seriale, i dlaczego tureckie? Jak to się zaczęło?

Wiśnia: Dzień dobry :) Zaczęłaś takim typowym dziennikarskim pytaniem. Otóż tych motywów założenia bloga było całkiem sporo, ale podstawowymi były nuda i ciekawość. Nuda spowodowana okresem posuchy w polskiej telewizji, która i tak zazwyczaj mało ma mi do zaoferowania, a w okresie letnim jeszcze mniej. A ciekawość z tego powodu, że kiedyś włączyłam jakiś losowy odcinek tureckiego (jak się potem okazało) serialu i to, co zobaczyłam na ekranie, kazało mi prędko znaleźć informacje, o czym ten serial jest, ale nie znalazłam nic poza lakonicznymi opisami odcinków. A ja chciałam, żeby mi ktoś konkretnie wyjaśnił „kto z kim i za ile”. I wtedy zakiełkował mi w głowie pomysł, żeby samemu się tym zająć, zacząć oglądać od początku, poznać punkt wyjściowy serialu i po swojemu go zinterpretować.

A gdyby ktoś miał wątpliwości co do samej konwencji bloga, to wychodzę z założenia, że telewizja jest nie tylko dla tych, którzy łatwo się zachwycają i mają szerszy zakres tolerancji na różne treści, ale też dla takich sarkastycznych maruderów jak ja. To jest rozrywka, można ją traktować w rozmaity sposób.

S: W pełni Cię popieram, zdrowe podejście :) Przyznaj się, byłaś kiedyś w Turcji?

W: No właśnie nie byłam. Mało tego, Turcja nigdy nie była na mapie moich podróżniczych marzeń. Zawsze bardziej ciągnęło mnie tam, gdzie zimniej, czyli gdzieś do Finlandii na przykład. Tym bardziej surrealistyczne wydaje mi się to, czym zajmuję się na blogu. Zainteresowałam się akurat tureckimi serialami, bo w pewnym momencie turecka gadka była na kilku polskich kanałach jednocześnie. I właściwie dopiero przez seriale nabrałam ochoty, żeby kiedyś Turcję odwiedzić.

Komiks na podstawie „Wspaniałego Stulecia” autorstwa Wiśni (podobnie jak pozostałe umieszczone poniżej).

S: Mam nadzieję, że stanie się to niebawem, byłabym ciekawa Twoich wrażeń :)
U mnie jest odwrotnie: chociaż w Turcji mieszkam przecież od lat, praktycznie nie oglądam tureckich seriali. Ale zaliczyłam swoje „serialowe okresy”, szczególnie w zimie, kiedy mam po prostu więcej czasu poza sezonem.
Zaczęło się u mnie od podglądania serialu „Ezel”, który śledził Król Pomarańczy. Najpierw był dla mnie kompletnie niezrozumiały, potem wciągnął, chociaż wielu dialogów nadal nie rozumiałam (oj, dawno to było!). Następnie oglądałam „Bu kalp seni unuttur mu” (który szybko zszedł z anteny) i serial kostiumowy w stylu retro: „Hanımın çiftligi”. Oglądałam też ze względów poznawczych „Wspaniałe stulecie”.
A ostatnimi najświeższymi hitami które śledziłam z wypiekami na twarzy był „Karadayı” i „Cesur ve Güzel”, choć po tym ostatnim zmaltretowana psychicznie obiecałam sobie, że dam sobie spokój w serialami :)

W: Cesur zapowiadał się bardzo dobrze. Pierwszy odcinek wręcz przywodził mi na myśl historię trochę jak z opowiadań Agathy Christie – zamknięte grono podejrzanych i człowiek z zewnątrz. Jednak fabuła zaczęła rozwijać się w zupełnie niesatysfakcjonującym mnie kierunku. Ale nie wszystko musi mnie satysfakcjonować ;)

S: Właśnie początek był świetny, oglądało się to bardzo przyjemnie! No a potem zrobił się już tasiemiec… :) A jakie są Twoje ulubione seriale? Czy raczej nie masz jednego faworyta?

W: Jak zdarta płyta powtarzam ostatnio, że moimi ulubionymi są „Fi” oraz „Kiralık Aşk”. Ten pierwszy zaspokoił moją potrzebę estetycznego i nowoczesnego widowiska, całkowicie uwolnionego od grzebania się w popapranych rodzinnych relacjach. A ten drugi przyniósł mi po prostu mnóstwo dobrej zabawy. Wśród komedii romantycznych (oczywiście mam na myśli tureckie seriale w tym klimacie), które do tej pory obejrzałam, akurat ten serial nie ma sobie równych. Chociaż stacja Star usilnie próbuje powtórzyć swój „kiralikowy” sukces, jednak te ich najnowsze tytuły to już nie to samo, brakuje im lekkości i postaci drugoplanowych tak barwnych, jak Koray Sargın.

S: W jednym ze swoich niedawnych wpisów próbowałaś przeanalizować ten polski fenomen tureckich seriali. Słowo „fenomen” pasuje tu idealnie, w Polsce fascynacja serialami z Turcji rozkwita w nieprawdopodobnym tempie. Zaczęło się niewinnie, od „Wspaniałego stulecia” a potem… poszło już lawinowo.
Poza oficjalnymi drogami (poprzez tv) rozkwita też, jak to określiłaś „internetowe podziemie” gdzie można obejrzeć odcinki w oryginale, albo gdzie fani seriali znający język tłumaczą napisy na polski, aby można je było obejrzeć jak najszybciej w stosunku do emitowanego w Turcji oryginału. Masz może pojęcie jak wygląda ten rynek tureckich seriali w Polsce?

W: Szczerze mówiąc Turcy mnie zaskoczyli, bo wyobrażałam sobie, że tak jak my robią trzy seriale na krzyż, a tu się okazuje, że mają rynek serialowy tak rozwinięty (i wciąż rozwijający się), że Polska w tym zakresie jest daleko w tyle nie tylko za Stanami, czy Wielką Brytanią, ale i za Turcją. Jest zatem co odkrywać.

S: Właśnie. Wyczytałam u Ciebie, że Turcy są drugim eksporterem seriali na świecie, po USA – nie zdawałam sobie z tego sprawy!

W: Sprawdzone info, sama byłam w szoku. A jeśli chodzi o „Wspaniałe Stulecie”, to  otworzyło ono furtkę, przez którą zaczęły się przeciskać inne seriale i Polacy coraz chętniej je odkrywają. A jak odkryjesz jeden, to za nim czekają następne. Trochę jak domino :)
Gdy teraz sobie o tym myślę, to zaczynając pisać nie zdawałam sobie sprawy z tego, że oprócz polskich stacji telewizyjnych emitujących seriale, istnieją jeszcze grupy entuzjastów, którym chce się robić tłumaczenia, dzięki czemu można oglądać mnóstwo tureckich tytułów w internecie. Podziwiam zapał tych ludzi i ich zaangażowanie. Grup jest coraz więcej, oferta seriali dostępnych z polskimi napisami rośnie, członków grup przybywa i można ich liczyć w grubych tysiącach. Oprócz tego oczywiście można oglądać także po turecku, bo wiele seriali jest udostępnianych na oficjalnych kanałach na YouTube. A u nas na grupach są nawet cotygodniowe facebookowe schadzki, gdzie ludzie oglądają nowy odcinek jakiegoś serialu na żywo i wspólnie go komentują.

S: Żartujesz, naprawdę?! Brzmi niesamowicie.

W: Naprawdę. W ostatnich tygodniach najgoręcej jest chyba podczas wspólnego oglądania „Ateşböceği”. Gdyby tylko główny bohater poczytał, jakich rad udzielają mu dziewczyny, to z pewnością postępowałby w bardziej logiczny sposób. Uwielbiam tę formę, to tworzy wspólnotę, w której nikt nie ogląda tylko dla siebie, ale stara się też pomóc zrozumieć dialogi innym. Np. osoby, które lepiej znają język oryginału podpowiadają, co ktoś w danej scenie powiedział. Przy okazji takiej dyskusji i prób odgadnięcia, o co chodziło w danym odcinku, można też uczyć się języka. I jest przy tym świetna zabawa.

S: Mnie samą uderzyło to, że podczas moich pobytów w Polsce wiele osób, które nigdy, przenigdy wcześniej nie interesowały się Turcją i tak naprawdę zupełnie nie obchodziło ich, że tu mieszkam, zaczęły mi nagle zadawać pytania o ten kraj. Na przykład o konkretne obyczaje, coś, co właśnie podpatrzyły w serialach. Najpierw tłumaczyły, że ogląda babcia, ale potem… przyznawały się, że same też wciągnęły się w oglądanie. Okazuje się, że seriale tureckie łączą pokolenia :) 

W: Zdecydowanie łączą. Wystarczy popatrzeć na członków grup zrzeszających fanów tureckich seriali, czy chociażby na grono moich czytelników – właściwie każda grupa wiekowa ma swoich reprezentantów.

S: Nagle tureckie obyczaje zrobiły się czymś, co warto poznawać. Kultura i historia turecka znajdują nowych pasjonatów. Wielu moich znajomych jest ciekawych, dlaczego ktoś w serialu coś robi/mówi w ten a nie inny sposób. Pyta o ubiór, wyposażenie mieszkania, biura, podawanie ręki, np. słynne przykładanie całowanej dłoni do czoła i tak dalej. Dotyczy to nawet osób, które w takim ogólnym rozumieniu nie lubią Turcji i niespecjalnie przepadają krajami „wyznającymi islam”…

W: Ci, którzy przełamali się w sobie i zaczęli oglądać tureckie seriale, z pewnością zobaczyli inny świat, ale może nie aż tak inny, jak sobie wyobrażali. Pewne stereotypy mogły legnąć w gruzach i stąd ta ciekawość i pytania o Turcję. Uważam, że to dobrze. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że oglądanie tych seriali pomaga wydostać się z ciasnej dziury własnych uprzedzeń i stereotypów. Oczywiście nie wolno zapominać o telewizyjnym naginaniu rzeczywistości, jednak wydaje mi się, że nawet ten przekrzywiony obraz świata jest jakimś tam odbiciem rzeczywistości. Przejaskrawionym, ubarwionym, ale zawsze odbiciem.

Są też niestety ludzie, którzy sami wiedzą najlepiej i żonglują argumentami w stylu „muzułmańska propaganda”, albo „niech idzie do Turasa, to ją będzie bił i gwałcił”. Ostatnio znalazłam parę wypowiedzi w tym tonie, pod starymi artykułami o „Wspaniałym Stuleciu”, na kilku stronach internetowych. I najbardziej wkurzyło mnie to, że ludzie tak chętnie generalizują i wrzucają do jednego worka normalnych, przyzwoitych ludzi i patologię, no bo przecież „mieli doświadczenia z takimi w Niemczech”. Nie wspominając już o tym, że po prostu olewają sam serial i odrzucają go tylko dlatego, że jest turecki, bo od razu zostaną zislamizowani.

S: Cóż, niestety wciąż liczba tych, którzy „wiedzą lepiej” jest w społeczeństwie duża :) Ale cóż, porozmawiajmy o pozytywach. Czego my Polacy w serialach szukamy i co to może mówić o nas samych?

W: Nie mogę wypowiedzieć się za wszystkich, ale według mnie chyba jakiejś świeżości. My tu mamy w Polsce kilka takich nazwisk i twarzy, których można mieć już serdecznie dość, bo grają w co drugim serialu i filmie. A tu pojawiają nam się zupełnie nowi aktorzy, do tego często bardzo atrakcyjni. Poza tym, gdyby postawić obok siebie bohaterów polskich i tureckich seriali, to ci nasi byliby mniej ekspresyjni, a wręcz nijacy, zaś tureccy jakby żyli intensywniej i mocniej wyrażali emocje. Spotykają ich też o wiele gorsze dramaty, a ludzie lubią oglądać seriale, w których dużo się dzieje.

S: Tak, w tureckich serialach na brak akcji nie można narzekać, zresztą co tam seriale, w tureckim codziennym życiu także wyraziste emocje są na porządku dziennym. Ach, ta gorąca południowa krew :)

Skylar: Przejdźmy jednak do głównego tematu naszej rozmowy, czyli seriale kontra życie w Turcji.

S: Jestem ciekawa jak odbiera się Turcję nie znając jej poza stereotypowymi wyobrażeniami, jak buduje się obraz tego kraju na podstawie oglądanych seriali? Co się myśli o Turkach, Turczynkach, ich zachowaniach, obyczajach?  Na pewno tak jak wspomniałaś należy sobie zdawać sprawę z tego, że w dużym stopniu seriale (czy to tureckie, czy jakiekolwiek inne) przekłamują rzeczywistość. Jednak kiedy nie znamy jakiegoś kraju wcale albo znamy go tylko stereotypowo, trudno nam ocenić co jest prawdą, a co nie. Mnie do takich przemyśleń zainspirowała jedna z moich czytelniczek, która z pełnym przekonaniem pisała mi, że serialowe bohaterki ubierają się w krótkie spódniczki tylko na planie, ponieważ Turczynkom nie wolno tak ubranymi chodzić po ulicy…

Dlatego chciałabym, żebyśmy pokrótce omówiły różne tematy i porównały, jak one wyglądają w serialach (tu z Twojej obserwacji) a jak w życiu (tu z mojego doświadczenia).

Piękni tureccy mężczyźni i kobiety

Skylar: Zaczęłabym od ubioru, mody, wyglądu aktorów. Jak oni prezentują się w tureckich serialach? Jest jakaś ogólna tendencja?

Wiśnia: Krótko mówiąc, wyglądają pięknie :) No dobra, może nie w każdym serialu, bo jednak dużo zależy od gatunku. Irracjonalnie dużo piękna pojawia się w komediach romantycznych. Tam bohaterowie wyglądają jak wyjęci z żurnala. Mężczyźni jako główni bohaterowie, zawsze są eleganccy, wysportowani, z idealnie podciętym zarostem. Jeśli chodzi o kobiety, to co jedna, to ładniejsza. Nawet jeżeli bohaterka nie pochodzi z zamożnej rodziny, to nie wygląda biednie. No i często nosi krótkie spódniczki, bluzki z odsłoniętymi ramionami, czy eksponujące brzuch.

S: Te minispódniczki czy odkryte brzuchy to często powtarzające się pytanie na temat prawdziwej Turcji. W tureckich miastach taki sposób się ubierania wśród młodych dziewczyn jest normą! Albo modne ostatnio obcisłe spodnie z wysokim stanem, eksponujące pupę. Oczywiście nie znaczy to że nie ma pań w chustach, w zgrzebnych muzułmańskich płaszczach, Turczynki po prostu są bardzo zróżnicowane i nie będzie za dużym uogólnieniem, jeśli powiem, że coraz więcej ubiera się po prostu jak chce, a nie jak sugeruje ojciec, mąż czy tak zwana „przyzwoitość” –  to coraz częściej pieśń przeszłości. Chociaż przebieranie się do kolacji w inną sukienkę, które zaobserwowałam w serialach to chyba raczej przesada i domena zapewne tylko wyższych tureckich sfer (tzw. sosyete).
A propos ciuchów! Ubrania serialowych postaci cieszą się powodzeniem wśród naszych Polek. Nie wiem, czy słyszałaś o tym, że dziewczyny zamawiają w tureckich sklepach internetowych sukienki będące kopią 1:1 modelu noszonego w danym serialu przez jakąś aktorkę. Przyznam, nadal mnie to szokuje :)

Onur u Fryzjera

W: Wiem, że często dziewczyny oglądające serial potrafią rozpoznać, z której sieciówki pochodzą ubrania noszone przez bohaterki, ale o zamawianiu identycznych modeli z tureckich sklepów nie słyszałam. Chociaż mnie to akurat specjalnie nie szokuje, zważywszy na to, jaką popularnością cieszyła się w apogeum zainteresowania „Wspaniałym Stuleciem” biżuteria inspirowana serialem, zwłaszcza kopie słynnego pierścienia ze szmaragdem, który Hürrem dostała od Sulejmana. Przy tym ciuchy wydają mi się całkowicie normalne.

Próbowałam kiedyś przeanalizować, skąd tylu tych pięknych ludzi w tureckich serialach i trochę przestałam się dziwić, bo wiele aktorek zaczynało od uczestnictwa (czy nawet wygranej) w konkursie Miss Turkey, a panowie z kolei rozpoczynali kariery od Best Model of Turkey. Ale nawet jak ktoś z nich nie ma konkursu piękności w CV, to i tak wygląda super. Mam jednak świadomość, że w tym wymiarze jest dużo przekłamania, bo nie uwierzę, że po ulicy chodzą sami modele :) Zresztą prawdziwego Turka szukałabym nie na pierwszym, ale gdzieś na drugim, trzecim planie. Główny bohater zawsze ma jakiegoś przyjaciela, który wygląda już całkiem przeciętnie.

S: Masz rację, raczej skłaniałabym się do tego, że prawdziwy Turek czy Turczynka to te postaci drugoplanowe. Ale inna sprawa, że wygląd jest dla Turków bardzo istotny, i to niezależnie od stopnia danej przez naturę urody :)
Widać to na ulicach – i to szczególnie w dużych miastach i wśród młodych osób, ale ostatnio miałam okazję poznać dalszych krewnych Króla Pomarańczy, którzy mieszkają na południowym wschodzie, w malutkiej wsi. Byłam zaskoczona nowoczesnym modnym ubiorem, doborem biżuterii, ogólnie tym jak bardzo zwracali uwagę na detale. Analiza ich profili na Instagramie dopełniła obrazu: nigdy nie zgadłabym, że pochodzą z tak niewielkiej wioski hen hen, kilkaset kilometrów na wschód!
Wśród Turczynek bardzo popularne jest prostowanie włosów, mocny makijaż, drobne operacje plastyczne (o ile kogoś stać oczywiście). Lubią po prostu poprawiać naturę, kontrolować to, jak wyglądają. Zdaję sobie sprawę, że te z nas które chodzą na co dzień w minimalnym makijażu, luźnych spodniach, koszulkach, modnie rozczochranych krótkich włosach wydają się tym dziewczynom „zbyt” naturalne, albo i nie bójmy się tego słowa nawet „zaniedbane” :)

W: Obawiam się, że i ja, z moim zamiłowaniem do koszulek z motywami ze Star Wars, idealnie wpasowałabym się w tę „zaniedbaną” grupę.

S: Podobnie z mężczyznami: na porządku dziennym jest regularne chodzenie do ulubionego berbera, golenie dość intensywnego zarostu, depilowanie nitką policzków (bo panowie mają jednak dość bujne owłosienie), a wielu z nich także… depiluje albo goli klatę. Osobny temat to włosy, którym poświęcają chyba tyle samo czasu co kobiety: widok wpatrującego się w swoje odbicie w lustrze Turka jest czymś całkiem normalnym :)

W: Trend wydepilowanej klaty jak najbardziej zauważalny w serialach ;)
Jednak inaczej bywa w produkcjach, których akcja rozgrywa się gdzieś na prowincji. Tam nie ma zbyt wiele miejsca na strojenie się, a i lokalni możni nie są już tak eleganccy, jak ci z wielkiego miasta. Wszystko wydaje się mniej gustowne. Na wsi panie noszą chustki na głowach, trochę jak Solejukowa z „Rancza”.

S: Wieś i ogólnie Anatolia czy wschód Turcji, to oczywiście dużo większy konserwatyzm w ubiorze i chustki i tradycyjny ubiór są tutaj codziennością. A im dalej na wschód, tym bardziej miejscowych dziwi odsłonięte kolano u turysty, zarówno dotyczy to kobiet jak i mężczyzn :)

Praca w tureckiej firmie

Skylar: Kolejny temat: praca. Swego czasu opublikowałaś na blogu zestawienie rozmaitych tureckich firm przedstawianych w serialach, ubawiłam się setnie :) A zatem: jak się pracuje w tureckiej firmie w serialowej rzeczywistości?

Wiśnia: Ach, tureckie firmy… Rozmarzyłam się, sama chciałabym w takiej pracować. Gdy jesteś protagonistką, praca właściwie sama cię odnajduje, spada ci z nieba cudownym zrządzeniem losu. Nie musisz mieć nawet doświadczenia w zawodzie, ani specjalnych umiejętności. Po prostu albo cię ktoś wynajmuje dla jakichś swoich machlojek, albo przyjmują cię, bo pomylili twoje CV z CV kogoś innego, albo chodzą za tobą ulotki luksusowego warzywniaka, w którym finalnie postanawiasz się zatrudnić i zmieniasz swoje życie. Sam wystrój firm to też nie są stanowiska stłoczone w jednym pomieszczeniu, jak w „The Office”, tylko stylowo urządzone wnętrza. Last but not least, zakochuje się w tobie twój hiper przystojny szef.

S: Ha, szkoda, że tak nie jest naprawdę! Niestety pracuje się w Turcji długo i ciężko, zazwyczaj sześć, a nie pięć dni w tygodniu, często z bezpłatnymi nadgodzinami. O korporacjach zresztą pisałam kiedyś na blogu (zobacz wpis na ten temat). Za to wiele dużych firm faktycznie często wygląda tak jak w serialach: nowoczesne budynki, szkło i marmur, luksusowy wystrój, i bardzo rozbudowana hierarchia pracowników. Trochę też zgadzam się z tym, że często można dostać pracę przez polecenie, zresztą sama rekrutacja w wielu firmach wygląda… dużo mniej oficjalnie niż w polskich realiach :)

Tureckie love-story, czyli związki

Skylar: Przejdźmy do związków. Wiadomo, że co serial, to inna dramatyczna historia. On kocha inną, ona kocha dwóch albo żadnego. Emocje, płacz i rozdzieranie szat. Jak to jest z serialowymi parami, jakie mają problemy? Dokąd chodzą na randki, czy mieszkają na kocią łapę, a co z kwestiami łóżkowymi?

Wiśnia: Usnułam taką teorię, że jak bohaterowie idą ze sobą do łóżka (albo przynajmniej się całują) w pierwszym odcinku, to albo finalnie w ogóle ze sobą nie są, albo schodzą się ze sobą przez minimum czternaście odcinków. :)

S: Masz rację, coś w tym jest! :)

W: Jeśli fabuła serialu krąży wokół tego, czy główni bohaterowie stworzą związek, to zwykle moment pocałunku jest bardzo odwlekany w czasie i oddalany przez rozmaite dramaty (których nawiasem mówiąc udałoby się uniknąć, gdyby byli ze sobą po prostu szczerzy i porozmawiali). Ludzie się nakręcają, nie mogą się doczekać, napięcie rośnie, a wraz z nim – oglądalność. Jak do ósmego odcinka protagonista przyzna się sam przed sobą, że się zakochał, to już niemal święto.

Tak jak w zachodnich produkcjach przesadza się niekiedy z ilością i intensywnością scen erotycznych, tak w tureckich serialach jest wręcz na odwrót. Próby pokazania bliskości damsko-męskiej w taki sposób, by nie została ona uznana za demoralizującą, potrafią przybierać naprawdę absurdalne formy. Gdy postaci się całują, to za jakimś krzakiem, zasłonięci gałęzią, pokazani z lotu ptaka, albo gdzieś za zaparowaną szybką. Bywa też, że już ma do czegoś dojść, ale albo ktoś dzwoni, albo puka do drzwi, i cały romantyczny nastrój trafia szlag.

Przed ślubem oczywiście nic z „tych rzeczy”, a i po ślubie bywa z tym różnie. Np. w „No:309” naprawdę nie wiem, jak to możliwe, że Lale i Onur spodziewają się drugiego dziecka, skoro nawet po ślubie co najwyżej głaskali się po policzku. A jeśli chodzi o to, jak randkują postaci seriali, to raczej sztampowo, z zachowaniem typowych romantycznych chwytów.

S: I chyba trochę tak jest w rzeczywistości. Co prawda nie jestem jakimś ekspertem od randkowania :-) ale z moich obserwacji wynika, że panuje tu taki tradycyjny schemat: mężczyzna ugania się za kobietą, która najpierw go odrzuca, reaguje z dystansem, to znaczy: szanuje się, a kiedy są już ze sobą w związku musi być dużo smsów, ciągły kontakt, tłumaczenie (niemal spowiadanie!) się z tego co się w danym momencie robi.
Walentynki dobrze się przyjęły na tureckim gruncie, romantyczne kolacje to taki standard, do tego koniecznie drogi prezent; wiele kobiet ma wysokie wymagania wobec partnera, także finansowe.
Ale oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że to też trochę stereotyp i coraz więcej par wygląda już tak jak nasze, ba, coraz popularniejsze robi się mieszkanie razem bez ślubu – nie mówiąc o chodzeniu do łóżka. A propos, w Turcji wciąż mocny jest ten model kobiety, która wychodzi za mąż za swojego pierwszego łóżkowego partnera, i chociaż czasy się zmieniają, wciąż w wielu środowiskach nie wypada oficjalnie się przyznawać, że miało się byłego chłopaka, z którym nie daj Boże miało się jakąś „dwuznaczną” sytuację.

Dodam jeszcze że całkiem niedawno widok całującej się na ulicy pary był domeną może największych tureckich metropolii; ostatnio widzę że i to się zmieniło i tureckie pary przestały się już krępować, chociaż do polskich norm nadal im daleko :)

W: A i jak popatrzeć na polskie seriale to rozwiązłość jest już czasem na etapie przedszkola :)

Także Turczynka może nie wiedzieć co zrobić z awokado… :)

S: Pozostając w klimacie, w wielu serialach tureckich pokazywane są zaręczyny, noc henny, śluby, prawda? Widzisz jakieś najpopularniejsze przedstawienia, tendencje?

W: Podzieliłabym to na dwie kategorie – tradycyjne i inspirowane Zachodem. Z tych inspirowanych mamy np. składanie przysięgi przed urzędnikiem na jakimś zaimprowizowanym ołtarzyku. Oprócz tego panowie także klękają przed wybranką z pierścionkiem. Ale pojawiają się i tradycyjne ceremonie, jak ta, kiedy potencjalny narzeczony przychodzi ze swoją rodziną do rodziny swojej wybranki, żeby oficjalnie „zaklepać” zaręczyny. Albo właśnie noc henny, która jest dla mnie czymś wręcz rytualnym. Widziałam też te babskie „imprezki” w hamamie, że tak je nazwę. To zdaje się odpowiednik wieczoru panieńskiego. W serialach wygląda to na tyle ciekawie, że wolałabym coś takiego od rajdu po klubach i męskiego striptizu.

S: Noc henny faktycznie nadal jest często organizowana przed ślubem: może być w hamamie, ale także po prostu w jakiejś restauracji albo i w domu. A modeli zaręczyn, ślubów i wesel jest mnóstwo. Tutaj ciężko mówić o jakiejś ogólnej tendencji. Czyli chyba trochę tak jak w serialach. Na pewno jednak ślub czy wesele jest wydarzeniem, i mało jest par, które pobierają się „po cichu” i „bez pompy”, chyba że mają jakiś konkretny powód (np. są po rozwodach).

Rozstania i powroty

Skylar: A propos, jak z rozstaniami i rozwodami? Czy są na porządku dziennym, czy raczej pary starają się za wszelką cenę uratować związek? Widać jakąś wiarę w jedną miłość „na całe życie”? :)

Wiśnia: Wiara w jedną miłość „na całe życie” jest zawsze, tylko nie zawsze los na to pozwala. Jak bohaterowie się zakochują, to na zabój. Czasem wręcz popadają przez to w obłęd i zachowują się jak nienormalni. Ale przeważnie po prostu do samego końca walczą o to, żeby móc być ze sobą. Żeby nie było cały czas „cacy”, scenarzyści wymyślają im rozmaite powody rozstań, ale bywają one tylko chwilowe. Rozwody nie są powszechną praktyką, a jeśli już w głowie postaci zakiełkuje pomysł na złożenie pozwu rozwodowego, to nie jest to zbyt akceptowalne, zwłaszcza przez członków rodziny, którzy niekiedy bardzo utrudniają rozstanie. A niektóre pary nawet jak się rozwiodą, to potem i tak się schodzą.

S: Chciałam powiedzieć, że ta „wiara w miłość na całe życie” to serialowy wymysł ale… właśnie przypomniałam sobie kilkoro moich znajomych (zarówno mężczyzn, jak i kobiety), którzy wbili sobie do głowy miłość do jakiejś osoby i… zachowywali się tak jak mówisz. Nie docierało do nich nic. Są niestety takie przypadki :)
Co do rozstań widzę, że to się zmienia. Kiedyś może nie wypadało, ale Turcy często się niestety rozwodzą, jest to już normą nawet w tradycyjnych społecznościach. Mówi się „kismet” – los tak chciał i już. Oczywiście wiele rodzin reaguje na pewno oburzeniem, ale widzę tutaj wyraźne zmiany kulturowe w ostatnich latach.

Skylar: Na koniec jestem ciekawa Twoich obserwacji dotyczących relacji rodzinnych. Mnie się wydaje, że w serialach zazwyczaj rodzinne problemy i niesnaski to najważniejsze tematy. Jak jest z hierarchią w rodzinie serialowej? Jak młodsi odnoszą się do starszych? Czy w rodzeństwie są jakieś specjalne zasady, pewne rzeczy które wypada lub nie?

Wiśnia: Wiele jest seriali, w których wyraźnie widać hierarchię rodzinną. Mężczyzna jest głową rodziny i do niego należy ostatnie słowo. Ma prawo decydować o życiu swoich dzieci, które albo poddają się jego woli, albo się buntują. Ale nie brakuje też silnych kobiet, zwłaszcza gdy taka zostanie wdową i „przejmuje tron” po mężu.

W stosunku do starszych osób, do nestorów rodu, dziadków, panuje ogromny szacunek. Przywitanie odbywa się z czcią. Żadnego tam „cześć dziadek!” i pomachanie ręką z dystansu. Wnuczęta podchodzą, całują dłoń i przykładają ją do czoła.

S: I dokładnie tak jest w wielu tureckich rodzinach. Hierarchia i porządek są najważniejsze. Starszym – niezależnie od płci – należy się niekwestionowany szacunek, wyrażany m.in. właśnie poprzez całowanie dłoni o którym wspomniałaś. Młodzież przywykła do tego, że pewne zachowania czy tematy przy starszych są niedopuszczalne. Ojciec lub najstarszy brat (jeśli ojciec nie żyje) mają specjalną rolę – są opiekunami rodziny, wszyscy przychodzą do nich po radę i liczą się z ich zdaniem.
Jednak czasem właśnie to kobieta trzyma „w garści” całą rodzinę, chociażby przydzielając rodzinne funkcje i zadania.

Za to najmłodsi to trochę takie „maskotki”, którym więcej wolno, ale też często mają funkcję przynieś-wynieś-pozamiataj. Nawet w nowocześnie zachowujących się rodzinach takie role są często bardzo żywe i trudno się z nich wyłamać. Muszę chyba napisać o tym osobny wpis, bo to temat rzeka :)

„Fikrety przechodzą na dietę”.

Skylar: Rozmawiało się tak przyjemnie, że chętnie poruszyłabym jeszcze z milion innych serialowych tematów, ale… może innym razem, z litości dla Czytelników :) Czy coś dodałybyśmy na koniec? Może jakiś morał dla oglądających?

Wiśnia: Bo to taki temat, że i książkę można napisać :) Od siebie chciałabym dodać, że jak wszędzie, tak i w serialach pojawiają się wyjątki od reguł, np. były seriale (jak choćby „Ask-i-Memnu”), w których pokazywano seks całkiem jawnie, za co stacje dostawały kary. Albo że bywają produkcje, w których wcale nie eksponuje się w obsadzie najpiękniejszych ludzi.

Należy też pamiętać, że prawdy ekranowej nie wolno łykać jak pelikan, bo jednak są tam pewne ubarwienia i uproszczenia, aby opowiadana historia była ciekawsza dla widza.

Skylar: Dokładnie tak. Nie zapominajmy, że produkcje filmowe czy seriale to przede wszystkim rozrywka i opcja na miłe spędzenie czasu, i że prawdziwe życie jest zdecydowanie mniej kolorowe i bardziej złożone. Jak jednak pokazują poruszone przez nas tematy, mimo wszystko sporo się o prawdziwej Turcji z seriali można dowiedzieć i w jakiś sposób ten kraj poznać ;)

Serdecznie dziękuję za bardzo ciekawą rozmowę! Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy na łamach Tur-tur Bloga :)


Jak Wam się podobała nasza rozmowa? Jesteśmy ciekawe Waszych opinii i komentarzy. Zajrzyjcie też na blog Wiśni!
Może macie inne obserwacje albo porównania tureckiego życia i seriali? Piszcie :)