Co zrobić w Alanyi

Pomysł na ten wpis kiełkował w mojej głowie już od paru miesięcy. Właściwie od maja, kiedy wakacje w Alanyi spędzali znajomi będący amatorami dobrego lokalnego jedzenia. Chodziłam z nimi po knajpkach, podpowiadałam co zjeść lub wypić albo co zobaczyć w mieście, na nowo odświeżając sobie ulubione miejscówki w tureckim stylu. Sprawa powtórzyła się niedawno, we wrześniu i październiku: kolejni znajomi amatorzy tureckich smaków, odwiedziła mnie też po raz pierwszy stara koleżanka również kochająca jeść na mieście. I na koniec przyjechała mama i ona także, wraz z ciotkami, miała w hotelu tylko śniadania.

Bo właściwie wyżywienie w hotelu to kwestia kluczowa. Turyści, którzy odwiedzają Alanyę, Side lub okolice w ramach wakacji all inclusive zazwyczaj nie szaleją za bardzo. Tylko raz czy dwa w ciągu pobytu wybierają się na miasto w poszukiwaniu „typowego kebaba”. W ogóle mniej wybywają na miasto. Za to ci, którzy mają hotele bez wyżywienia, lub tylko ze śniadaniem (często celowo wybrane), mogą sobie pozwolić na wgryzienie się (nierzadko dosłowne) w lokalny klimat i więcej czasu spędzają poza kwaterą.

Na marginesie pytanie gdzie zjeść „typowego kebaba” jest jednym z takich, które po latach obecnie doprowadza mnie już do rozpaczy. No bo co to jest „typowy kebab”? Przecież to sposób przyrządzania mięsa na ruszcie, o czym mało który Polak wie. Kebabów jest zatem kilkadziesiąt (jak nie więcej) rodzajów, bo przecież ruszt może być pionowy, poziomy, mogą być też małe szpikulce (szaszłyk), mięso może być podawane z różnymi dodatkami, już nie mówiąc o tym, że samo mięso może być zarówno baranie, jak i jagnięce, czy nawet drobiowe. Skrawane w duże plastry, krojone na kawałki czy siekane na wzór mielonego. Oczywiście „typowy kebab” będzie podawany na talerzu, a ten w bułce lub placku to wersja szybka, uliczna, też zresztą w wielu odmianach.
I bądź tu człowieku mądry!

Tym bardziej, że zazwyczaj i tak kończy się to rozczarowaniem. Typowy Polak jedzący typowego kebaba w Turcji spodziewa się chrupiącego ciasta chlebowego typu pita (błąd), całej gamy sałatek w środku (błąd), sosu czosnkowego i ketchupu (błąd)… Jak to Wam kochani powiedzieć… „typowy kebab” w Turcji kompletnie nie przypomina tego polskiego. I to tak w największym skrócie. Ostatecznie uznacie zapewne, że i tak ten polski jest lepszy, cóż, Wasz wybór :)

Ale do rzeczy. Dzisiaj nie miało być tylko o jedzeniu, ale ogólnie o tym, co zrobić w Alanyi i zobaczyć. Pisałam już kiedyś o daniach, których warto spróbować, podawałam nazwy potraw i lokalizacje knajp (Jak i gdzie dobrze zjeść w Alanyi) albo wskazywałam tanie przekąski (Posiłki poniżej 15 lir), jednak dzisiejszy wpis będzie troszkę inny, bo nie chodzi tylko o jedzenie, ale o ogólne DOŚWIADCZANIE. O przeżycie, o miejsce, o klimat. O to, żeby było co wspominać, i o to, żeby się w Turcji na dzień dobry zakochać – nie tylko w samym hotelu, jakości obsługi, niskich cenach, ciekawych wycieczkach, ale także w Turcji jako Turcji – zwyczajach, zakątkach, no sami wiecie o czym mówię :)

Wpis specjalnie publikuję jesienią, póki mam wszystko na świeżo po oprowadzaniu przyjaciół i rodziny. Tureccy wyjadacze sprawdzą sobie, co już odhaczyli, a czego nie, a nowicjusze tym chętniej zabiorą się do rezerwowania ofert first minute na 2018 rok :)

A zatem:

Co zrobić w Alanyi* (czyli jak oprowadzam przyjaciół)

*niektóre punkty z listy mogą być bardziej uniwersalne niż sama Alanya, ale łatwiej mi się mądrzyć pisząc o terenie który znam jak własną kieszeń. Jeśli jedziecie do Side, Kuşadası, Bodrum, czy innych turystycznych kurortów, a już obowiązkowo, jeśli odwiedzacie Stambuł, warto poszukać lokalnych odpowiedników, a gdy sprawdzone, napisać w komentarzach, podać nazwy i adresy – przydadzą się innym! ;)

  1. Zjeść lody z kozy – czyli udać się do tureckiej lodziarni na prawdziwe lody maraş

    Zacznijmy od czegoś małego i taniego, na co pozwolić sobie powinien nawet turysta na all inclusive.
    Na hasło „lody z kozy” wiele osób krzywi się,  zupełnie nie rozumiem –  dlaczego. Najprawdopodobniej wyobrażają sobie, że lody takie… nieciekawie pachną? Od razu jednak możemy obalić ten mit. Lody maraş (czyli pochodzące z rejonu miasta Kahramanmaraş na wschodzie Turcji) są po prostu wspaniałe! Nie wyobrażam sobie nie zaprosić osób, które odwiedzają mnie w Turcji, na porcję tej pyszności. O samych lodach pisałam już omawiając dziwne tureckie zwyczaje kulinarne (klik). Polecam je szczególnie alergikom nietolerującym krowiego mleka! Sprawdziłam po sobie, że są świetną alternatywą, no i są naturalne, inne niż sklepowe lody – a więc dużo zdrowsze!
    Lody takie mogą być w różnych formach. Najbardziej klasyczna to „ubijane” metalowym drągiem lody wyjmowane przez sprzedawcę z metalowej „lodówki” (sprzedawca robi przy okazji mały show, który jest swoistą tradycją. Przygotuj nagrywanie w telefonie!) Takie lody są w dwóch smakach, śmietankowym (sade) i kakaowym (kakaolu). Możecie zażyczyć sobie małą, średnią lub dużą porcję w jednym lub obu smakach i poprosić o zanurzenie w płynnej czekoladzie i posypanie wiórkami z pistacji. Mała porcja kosztuje 3 liry.
    Druga wersja to lody kozie równie ciągnące, ale podawane w wafelku, porcjowane w gałki. Takie mogą być już owocowe, bakaliowe, o fantazyjnych smakach (np. mój ulubiony melonowy, cytrynowy, pistacjowy czy „bal badem” – migdały z miodem). W dobrej lodziarni dodatki są wyczuwalne, w kawałkach, więc konsumpcja to prawdziwa przyjemność. Standardowo zamawiam 3 kulki :) w mojej ulubionej lodziarni Sütçu İmam w Alanyi płacę za taki frykas jedyne 6 lira.

    Ostatnia wersja to taka kawiarniana. Kiedy mamy ochotę na posiadówkę warto zamówić w kawiarni śmietankowe lody maraş na talerzyku. Wyglądają jak pół kostki masła, posypane są mielonymi pistacjami, a będziesz je w stanie zjeść tylko nożem i widelcem! Na tym samym talerzyku możesz poprosić o kawałek baklavy lub kadayif, czyli tureckich słodyczy. A do popicia turecka kawa. Mniam!

    Wszystkie specjały spróbujesz we wspomnianym i moim ulubionym Sütçu İmam w Alanyi, który znajduje się zaraz za sklepem LC Waikiki (uliczka w lewo za sklepem) naprzeciwko meczetu.

    Adres: Şekerhane mah.Bostancı Pınarı Cad. 34/C

  2. Pójść na turecki bazar, a nawet się potargować

    Niby oczywiste, niby wiadomo, ale musiałam to napisać. Tym bardziej że… bazar bazarowi nierówny. Często na Riwierze bazary są podzielone na 2 części: jedna to tekstylno-pamiątkowa, druga to warzywa, owoce i przyprawy. Ta pierwsza cieszy się większym powodzeniem, bo przecież każdy turysta „musi” kupić sobie lub rodzinie podróbki koszulek lub toreb. Albo slipy męskie w dziesięciopaku. No fajnie. Ale to część naprawdę turystyczna. Tymczasem chcąc troszkę zaczerpnąć lokalnego klimatu powinniśmy wybrać się na dział owocowo-warzywny i po prostu pooglądać, jeśli nie chcemy kupować. Podziwiać sezonowe wspaniałości, poczuć zapachy, nasycić oczy kolorami. Poobserwować ludzi. Dać się skusić na degustację jednego czy dwóch smakołyków. Zobaczyć, jakie niskie są ceny :) Posłuchać nawoływania sprzedawców (szczególnie przed zmrokiem, kiedy stragany już niebawem będą się składać, i zaczynają się promocje typu: 3 kg ziemniaków w cenie jednego :))
    Spróbować się potargować (porady dot. targowania tutaj) i dać się naciągnąć handlarzom przypraw. Wypić z nimi herbatę i porozmawiać mieszanką 3 języków.
    Kocham tureckie bazary i jestem ich orędowniczką.

    Najbardziej polecam bazar piątkowy w Alanyi (Cuma pazari), ze względu na jego centralny układ na wielkim placu. Jest malowniczo :) Poradnik o bazarach znajdziesz także w tym wpisie, a soczyste zdjęcia z jesiennego spaceru po wspomnianym targu obejrzyj tutaj.

  3. Zjeść gözleme w knajpce ze stolikami przykrytymi ceratą

    Pomyślisz sobie, że mam niezłą fantazję z tymi tytułami, no ale musiałam, naprawdę! Bo gözleme, czyli cienki placek-naleśnik z farszem, robiony tradycyjnie przez wiejskie kobiety, można zjeść także w eleganckich modnych restauracyjkach albo i w hotelach, ba, jedliśmy je nawet w hipsterskich knajpach w Australii, ale to po prostu nie będzie to! Jako że jest to danie wiejskie, musi być jedzone w prostych warunkach, gdzieś pod drzewem. I naprawdę smakuje wtedy najlepiej, już nie mówiąc o tym, że jest najtańsze :)
    Ciasto składa się z mąki, soli i wody, a nadzienie to szpinak, ziemniaczane puree czy słony biały ser z pietruszką. Prostota za średnio 5 tureckich lir za porcję. Do tego podawane są pomidory/ogórki, a do popicia najlepiej zamówić sok z pomarańczy lub ayran.
    W Alanyi mam kilka ulubionych miejsc. Pyszne gözleme można zjeść na Wzgórzu Zamkowym, ale ostatnio najczęściej bywam w knajpce, która położona jest w porcie, po drodze do stoczni (Tersane). Nie znam adresu, ale od razu ją zobaczysz, zaraz przy katapultach :) Stoły obłożone wspomnianą ceratą lub prostym obrusem, rodzinny klimat, drzewka z dojrzewającymi pomarańczami nad głową.
    A po konsumpcji obowiązkowo….

    Od lewej lody maraş, bazar warzywny i naleśniki gözleme

  4. Zwiedzić dzielnicę Tophane, czyli odradzającą się alanijską starówkę

    Kiedy zaczynałam przygodę z Turcją w 2005 roku stocznia w porcie i otaczające ją rejony były średnio atrakcyjne (mówiąc delikatnie). Nie było tam po co iść. Mnóstwo śmieci, zaniedbane zbocze wzgórza Kale, a stocznia była niedostępna do zwiedzania. Kilka lat temu zaczęło się to zmieniać i obecnie region ten jest jednym z moich ulubionych. Kwitnie. Stare budynki z kamienia w alanijskim stylu są odrestaurowywane, niektóre zamieniono na hoteliki, inne to po prostu prywatne domostwa. Spacerując kamiennymi uliczkami, mijając pomarańczowe i oliwkowe drzewka dotrzeć możemy do malowniczych zakątków, które upodobali sobie także lokalni fotograficy na sesje ślubne ;) Wspaniale prezentuje się wspomniana XIII-wieczna seldżucka stocznia (to te 6 łuków, które często widać na pocztówkach z Alanyi), gdzie można zobaczyć stare kotwice, szkielety statków, mapy, i inne ciekawe narzędzia z tamtych czasów. Niedawno byłam też pierwszy raz w Tophane, czyli zbrojowni, oddanej jakiś czat temu do użytku dla zwiedzających. Z niej rozpościera się piękny widok na port.

    Zachęcam do przeznaczenia kilku godzin na zwiedzenie tej okolicy, z przerwą na realizację punktu 3, rzecz jasna. Najlepiej kupić bilet zbiorczy do Tersane+Tophane (stoczni i zbrojowni), Kızılkule (Czerwonej Wieży – zaraz obok) oraz Jaskini Damlataş (po drugiej stronie wzgórza) – kosztuje jedyne 10 lir, a ważny jest 24 godziny! Osobne wejściówki kosztują po 5 lir, więc opłaca się :)

  5. Wypić świeżo wyciskany sok owocowy

    Niezależnie od pory roku, na pewno podczas zwiedzania poczujesz pragnienie. Zamiast kupować w sklepie gazowane napoje skuś się na świeży sok u ulicznego sprzedawcy. Najpopularniejszy i najtańszy to pomarańczowy (2-3 liry), jesienią najlepszy jest miks pomarańczy i granatu (ok. 5 lir). Samo zdrowie!
    Polecam odwiedzić także najsłynniejszy punkt z sokami owocowymi w mieście, czyli Atom Station.
    Punkt prowadzi od lat ten sam właściciel wraz z rodziną, wybór soków jest ogromny, można zamówić zarówno taki w szklance, jak i na wynos (np. idąc na plażę). Latem miksowane są z lodem. Polecam szczególnie turecką specjalność z rejonu południowego-wschodu, czyli Atom – nazywany naturalnym antybiotykiem :) Składa się na niego: banan, jabłko, czasem pomarańcza, miód, mleko, winogrona, rodzynki, orzechy włoskie oraz czekolada (w innej knajpce te składniki mogą być trochę inne, ale banan, miód i orzechy to elementy kluczowe). Pyszności!

    Atom Station: między ulicą Atatürka a Jaskinią Dimçay, naprzeciwko Aquaparku i Migrosa; adres: Saray Mh. İsmet Hilmi Balcı Cad. No.18

  6. Obejrzeć miasto z góry

    Turcy są romantykami. Ale przecież nie tylko oni. Wiele tureckich miast otoczonych jest górami, co aż się prosi o dobre punkty widokowe, czyli seyir terasi. Zazwyczaj są one nieźle zaaranżowane, zaopatrzone w ławeczki, bufet z napojami i inne udogodnienia. W Alanyi oczywistym jest wybrać się na wzgórze Kale, czyli naczelną atrakcję turystyczną miasta, ale zachęcam tutaj do skorzystania z nowej opcji: wjazdu kolejką linową (teleferik). Kolejka to ukochane dziecko włodarzy miasta i efekt 37-letnich planów i marzeń. Gigantyczna inwestycja otwarta została pod koniec sierpnia tego roku. Przejazd w jedną stronę trwa kilka minut i kosztuje 10 lir (w dwie strony 18), ale widoki są warte tej ceny. Nawet mnie – sceptyczkę – udało się przekonać. Drogę powrotną warto pokonać już pieszo, by zatrzymywać się na kolejnych punktach widokowych – co jeden to piękniejszy :)

    Alternatywnym punktem widokowym jest też seyir terasi czyli taras widokowy po drugiej stronie miasta, na górach Taurus. Wjedziecie tam autobusem nr 8, ale możecie też skorzystać z zorganizowanej 3-godzinnej wycieczki po Alanyi, bo z tego co wiem, numer 8 kursuje dość rzadko.

    1. Zbrojownia, 2. Soczki, 3. Przejazd kolejką

  7. Zjeść prawdziwe tureckie śniadanie

    Zapomnij chociaż raz o tym hotelowym. Tak, wiem że jest smaczne. Ale co innego pójść na typowe serpme kahvaltı (czyli małe miseczki ze specjałami zastawiającymi cały stół) lub köy kahvaltı (śniadanie na talerzu lub specjalnej tacy) i zobaczyć jak to się robi po turecku.
    W zależności od pastane (ciastkarni, kawiarni) do której pójdziemy, lub typowej śniadaniowni, zestaw może wyglądać inaczej, ale powinien zawierać kozie sery, naturalne miody, pachnące pomidory i ogórki, kawałek börka, słodkie dżemy, w Alanyi może być także lokalne pişi (smażone na oleju ciasto podobne do pączkowego). I do tego chrupiące białe pieczywo lub simit (obwarzanek). Opcjonalnie z jajkami podawanymi na małej patelence wraz z podsmażoną kiełbaską – sucuk. Uwielbiam! Do tego oczywiście turecka herbata, i jeśli ktoś lubi – świeży sok pomarańczowy.

    Moim numerem 1 jest niezmiennie od lat sieciówka Mado, ze swoim wiejskim śniadaniem, które bije na głowę wszystko inne (ceną niestety też – 32 liry, ale warto!). Jeśli masz transport, można też pojechać w góry do Park Orman (knajpa w lesie, z krówkami, owieczkami – dobra w ekipie są dzieci), albo do Zirve Restaurant (oba punkty można wtedy połączyć z punktem 6.)

    Jeśli nie chcesz się objadać pójdź na kompromis i w tureckiej pastane zamów sobie kawałek su böreği (niebiański mają w Mado!), albo zwykły börek (na przykład w Çitirım lub Hancı) i do tego szklaneczkę herbaty. Ostatecznie pozostaje opcja kupienia chrupiącego simita (obwarzanka) do ręki u ulicznego sprzedawcy (może Wam na miejscu posmarować czekoladą, pastą oliwkową lub topionym serkiem), szklanki soku, i konsumpcja tych specjałów pod palmą lub na plaży. Też się liczy :)

    Mado: Kadıpaşa Mahallesi, Gül Sk. No:6 (Mado jest też w dzielnicy Oba)
    Park Orman Restaurant: Dönme Mevkii Gedevet Yaylası/Mahmutseydi Mah.
    Zirve Restaurant: Sugözü Mahallesi, Tepe Cd.

  8. Kupić ciucha w tureckiej sieciówce

    Przy tych kulturowych dywagacjach ten punkt może wydawać się śmieszny lub dziwny, ale widzę, że choćbym się starała, nie sposób tego uniknąć. Zresztą nie ma powodu. Tureckie ubrania są dużo tańsze niż polskie, bywają świetnej jakości, a wiele marek produkuje i szyje w Turcji, a nie Chinach czy Bangladeszu. No i zawsze plusem jest fakt, że koleżanka z pracy raczej identycznego sweterka mieć nie będzie. W kwestii odzieży na bazarach jestem sceptyczna, tym bardziej, że trzeba się tam targować :)

    Zależnie od limitów finansowych warto zajść albo do najtańszego LC Waikiki (prawdziwy hit wśród Turków, można tam ubrać całą rodzinę za małe pieniądze), ze średniej półki do De Facto, damskiego Koton’u, a przy nieco wyższym limicie i dla miłośników stylu boho lub koszulek z napisem Stambuł – do Mavi czy Batik (co do Mavi jestem pewna że szyje w Turcji, za pozostałe nie dam głowy, trzeba sprawdzić). Wszystkie te sklepy są przy głównej ulicy Ataturka w Alanyi albo w galeriach handlowych. Wyższa półka to już Ipekyol czy Pologarage. Kostiumy i bieliznę mają niezłe w Penti a buty i torebki w Derimod, İnci albo Divarese.

  9. Wypić turecką herbatę i zjeść tosta w herbaciarni siedząc na małym stołeczku

    Jakby gdzieś po drodze się zgłodniało, należy zajrzeć w boczne uliczki, może jakąś bramę, albo odejść od portowej turystycznej okolicy nieco wgłąb. Na pewno zobaczycie malutkie drewniane stołki stojące wprost na chodniku. Takie co to wydaje się, że są dla dzieci, bo dorosły się nie zmieści. I obok nich równie malutkie drewniane stoliki, prawie tej samej wysokości. Witamy w çay ve tost evi, czyli „domu herbaty i tosta”, gdzie za parę groszy można zebrać siły do dalszej podróży = zjeść drugie śniadanie. Prowadzi je zazwyczaj starszy pan, albo pani. Prosto, tanio, sanepid na pewno by miał używanie, ale klimatycznie i turecko. Najlepszy zestaw w takim miejscu to herbata (albo czarna, klasyczna, albo np. ada çayı (górski rumianek) lub ıhlamur çayı (herbata z lipy) i do tego tost.

    Tost szczytem wyrafinowania nie jest, ostrzegam, ale jakoś tak pasuje że… sama jestem wielką fanką tych tureckich. Najlepsze nadzienie to nie tylko ciągnący się ser, ale wspomniany przy okazji śniadania sucuk – plastry aromatycznej kiełbaski, do tego wysmarowane pomidorową salçą lub ketchupem (od biedy). Tost podadzą na talerzyku albo od razu w kawałku papieru, powinien być chrupiący. Kątem oka można poobserwować innych gości – grających w tavlę albo okey, dyskutujących, albo po prostu leniwie toczące się miejskie życie. Zapłacisz nie więcej niż 4-5 lir. A potem ruszaj niespiesznie dalej. Turcja w pigułce!

    Przykładowe miejsce znajduje się tuż obok polecanego w punkcie 5. baru z sokami owocowymi. Warto te dwie rzeczy połączyć zresztą i tosta popić sokiem :)

    Uwaga: jeśli szukanie takich miejsc w bocznych uliczkach do Ciebie nie przemawia, idź po prostu do portu w Alanyi i usiąść w jednej z herbaciarni nad samym morzem, przy łódkach rybackich. To też świetny punkt do obserwacji miejscowych :)

  10. Odwiedzić meczet

    To tak dla przypomnienia, bo meczety wydawałoby się, są oczywistością. Zachęcam każdego, a szczególnie sceptyków. Planuję w najbliższym czasie przygotować na temat meczetów większy materiał, tak żeby, nawet zwiedzając samemu, wiedzieć co i jak. Jeśli wolisz meczet zwiedzać z przewodnikiem, możesz skorzystać z naszej wycieczki po Alanyi.
    Samodzielnie warto odwiedzić na przykład jeden z dwóch meczetów w okolicach portu – jeden jest na tyłach Starbucksa, a drugi, idąc od LC Waikiki w kierunku portu, po lewej stronie. Jeśli wolicie bardziej kameralne i zabytkowe wpadnijcie do XIII-XIV wiecznych i niedawno odrestaurowanych małych meczetów – jeden w Tophane w porcie, drugi wyżej na wzgórzu, we wiosce którą mija się po drodze na Kale. Zazwyczaj przy wejściu zaopiekuje się Wami taki lokalny „kościelny”, który zna kilka słów po angielsku czy rosyjsku i chętnie pokaże Wam ciekawe elementy meczetu. W podziękowaniu miło będzie mu zostawić parę lir.

  11. Zjeść typowy obiad turecki. Menu? Zależy od Ciebie.

    I tu wracamy do tematu kebaba. Ale nie tak od razu! Bo przecież nie samym kebabem człowiek żyje i nie każdy lubi mięso. Dlatego mam dla Was trzy różne propozycje. Można skorzystać ze wszystkich, albo tylko z jednej. Ale skorzystać warto, bo jest pysznie i przy okazji warto przełamać ten stereotyp, że w Turcji mięsa je się najwięcej. Wcale nie! Równie chętnie konsumowane są warzywa a… przecież będąc nad morzem, może warto zjeść rybkę?

    Rybka lubi pływać

    Do wyboru 3 opcje.

    Pierwsza, to udać się na rybny bazar (Alanya Balık Hali). Usiąść w jednej z restauracji, wcześniej wybierając którąś z ryb w formie grilla. Do tego sałatka i świeży chleb. A na deser herbata i kawałeczek chałwy od zakładu. Chałwa podobno pomaga w strawieniu rybnego tłuszczu. Nie wiem czy to prawda, ale mi ta teoria odpowiada :) Koszt około 15 lira za osobę. Nie ma tutaj alkoholu.

    Druga opcja to pojechać na Dimçay, na piknikową rzekę. Można taxi, albo autobusem nr 10. Tu najlepsza jest ryba z rzeki, czyli pstrąg, zapiekana w kiremicie (kamionce). Do tego kilka przystawek, sałatka, i tu spokojnie napijecie się piwa. Dodatkowo warto wykąpać się w lodowatej wodzie (spalisz wtedy wszystkie kalorie z obiadu) :) Koszt około 25 lir za obiad bez napojów, około 12-15 lira za piwo (witamy w Turcji). Wspaniały pomysł na leniwe popołudnie. „Moje miejsce” to Ada Piknik, prawie na samym końcu.

    Trzecia opcja jest najdroższa, ale za to najbardziej malownicza. Należy się po prostu wybrać do typowej rybnej restauracji, a wiadomo, że morska ryba najlepiej smakuje nad morzem, prawda? Niedawno odkryliśmy knajpę Loküs, przy plaży Kleopatry (przy wjeździe do Alanyi). Siedzi się niemal bezpośrednio na piasku, są drewniane stoliki, fajny klimat rybnej knajpki. Właśnie takiego miejsca brakowało mi w Alanyi! Jedzenie jest wspaniałe: od owoców morza, po warzywne przystawki, no i wspaniałe ryby. Ba, mają nawet ośmiornice! Wszystko świeże i ładnie podane, pomocna obsługa. Będąc niedawno w 3 osoby razem z anyżówką rakı zapłaciliśmy za solidną wieczorną wyżerkę około 80 lir za osobę. Całkiem rozsądnie!
    Ach, zapomniałabym – z głośników płynie turecka muzyka, i to nawet takie starocie. I do tego szum morza… Więc jest naprawdę świetnie.

Bez kebaba ani rusz

Po kebabowe adresy kliknijcie do polecanego wcześniej wpisu tutaj. Powiem tylko, że ja osobiście szybkiego kebaba w wersji fast food zamawiam dla znajomych albo w Haydar Usta, albo w Kaşıkara. Może też być Derya Lokantası, albo Keskin Restaurant (to moje rewiry i sprawdzone miejsca). Koszt szybkiej wersji to około 6-7 lir już z kubełkiem ayranu do picia.

Na większą ucztę warto wybrać się do dwóch pierwszych bo z tego słyną. Przystawki przynoszone są gęsto i często, a po posiłku owoce, chałwa, herbata lub kawa. Wszystko w cenie! Za osobę wydamy tutaj mniej więcej od 40 do 60 lira, zależnie od ilości spożytego alkoholu :) Oprócz tych dwóch ciekawe miejsce to Öztürk Kolcuoğlu, gdzie specjalizują się w „metrowym kebabie”. Mięso podawane jest na długiej deseczce, umoszczone wygodnie na pieczywie, każdy odcina sobie swój kawałek. Do tego oczywiście standardowo przystawki, i świetny widok na wzgórze Kale od wschodu.

Inne pomysły na pyszny obiad

Jeśli dwie powyższe opcje masz już przetestowane, albo nie przepadasz za mięsem czy rybą, masz do wyboru całą gamę innych smakołyków. Ja osobiście prowadzę znajomych albo do Gül Pide – na pide lub lahmacun (coś w rodzaju „tureckiej pizzy”), klimatycznej rodzinnej knajpki, albo do Aran Lokantası, Keskin lub Mini Mutfak na typowe jedzenie domowe. Chociaż w Aran Lokantası udaje mi się zawsze namówić bliskich na zestaw piyaz+köfte, czyli lokalny specjał: biała fasola z cebulą i pomidorem (na zimno) i do tego pulpeciki mięsne. Niebo w gębie! Kto lubi mocniejsze wrażenia powinien się wybrać do Şampiyon Kokoreç (jagnięce jelita zawinięte w placek), chociaż ja zostanę przy zapiekanym ziemniaku – (kumpirze np. w Beyoğlu Kumpir w porcie lub innych budkach).

Niezależnie od wybranej opcji nie zapłacicie za żadne z powyższych dań więcej niż 15 lira za osobę.

1. Rybka na bazarze rybnym 2. Uczta z anyżówką, 3. Pide

12. Zrobić zakupy w Şekerciler

Nie wyobrażam sobie nie zaprowadzić moich znajomych do tego sklepu. To jeden z najstarszych tego typu w Alanyi. Znajduje się w samym centrum, więc można zakupy połączyć z odwiedzinami na bazarze piątkowym albo wyprawą na kozie lody. A bezwzględnie powinno się tu wpaść, jeśli chce się dobrze zaopatrzyć na wyjazd do Polski, zrobić upominki dla znajomych. Uważam osobiście, że jedne z najlepszych prezentów z Turcji to właśnie jedzenie :)
I tak w  Şekerciler kupuję: chałwę na wagę, niesolone migdały, pistacje, nerkowce, suszone morele, rodzynki na święta, mieloną kawę (też na wagę!), albo naturalne herbaty. Wrzucam też do koszyka 1 kg czarnych oliwek. Dobieram tu także oliwkowe kosmetyki i mydełka. Zresztą co mam się powtarzać, moje zakupy możecie obejrzeć na tym filmie :)

Ceny są tutaj ustalone, więc jeden stres mniej, i są bardzo rozsądne, o czym świadczy ilość robiących tutaj zakupy Turków. Można też płacić kartą.

Adres: Şekerciler Market Alanya, Şekerhane Mahallesi, Eczacılar Sk.

13. Zjeść künefe przegryzając lodami

Zaczęliśmy słodyczami, więc i nimi zakończmy, a co! Klasyka dla moich bliskich to odwiedziny w znajdującej się niedaleko mojego miejsca pracy künefiarni. Mają tu tylko jeden rodzaj deseru i kozie lody, ale to w zupełności wystarczy do pełni szczęścia. Kiedy tłumaczę znajomym co to jest künefe zazwyczaj wybałuszają tylko oczy. No bo jak to brzmi: nitkowate chrupiące ciasto kadayif przełożone ciągnącym się serem, podgrzewane na specjalnej patelni, podlane słodkim syropem, podawane na ciepło wraz z naturalnymi lodami kozimi…? Jak to sobie wyobrazić?
Najlepiej po prostu przyjść i zjeść :)
O tym deserze pisałam więcej w tym wpisie (tutaj), więc pozostaje mi tylko Was także na niego namówić. Miejscem które polecam jest Keyf-i Künefe w pobliżu mojego biura, ale jest też drugi ich oddział na wschodzie Alanyi (w Cikcilli), pojawiły się też nowe kunefiarnie w centrum. Koszt zależnie od wielkości porcji (które są naprawdę syte) około 10 lira za osobę, w tym wliczona woda, banany i mleko na zagryzkę :)

Adres: Saray Mahallesi, Hacı Hamdioğlu Cd. No:35

1. O, takie stołeczki. 2. Przygotowywanie kunefe 3. I konsumpcja ;)

I to już wszystko, moi drodzy! Po zrealizowaniu wszystkich punktów lub chociażby połowy z czystym sumieniem pakuję moich bliskich w autobus na lotnisko i wysyłam w drogę powrotną do Ojczyzny. Zadowolonych, z dodatkową fałdką na brzuchu, zakochanych w Turcji i obiecujących mi, że niebawem wrócą. Kolejne dusze sprzedane Turcji :) Żeby nie było, robię to wszystko z egoistycznych pobudek. Im więcej zakochanych w Turcji znajomych, tym częstsze odwiedziny i większe ilości kwaszonej kapusty, polskich gazetek i kosmetyków dowożonych mi do Alanyi :-D

Mam nadzieję, że wpis ten, który planowo miał być mały i krótki :) przyda się Wam podczas alanijskich wojaży i pozwoli lepiej poczuć klimat tego kraju. A będąc w innych regionach Turcji warto także znaleźć swoje odpowiedniki powyższych trzynastu punktów.

Koniecznie się nimi ze mną i innymi czytelnikami podzielcie!

I mam na koniec prośbę: udostępnijcie ten wpis znajomym. Niech dobre nowiny się szerzą! :)