Alfabet tureckich pojęć literka K

Czekaliście? Tęskniliście? Oto jest! Alfabet tureckich pojęć w kolejnej odsłonie. Podczas sezonu kompletnie nie miałam głowy do tego, by zajmować się analizą tureckich słówek, ale jest już listopad i pora zarówno siebie jak i Was zachęcić do językoznawczych podskoków.

Przypominam, że dobór słów w alfabecie jest randomowy – mój własny, indywidualny, powiedzmy to wprost: przypadkowy. Staram się jednak wybierać pojęcia, które z czymś śmiesznym lub ważnym mi się kojarzą, tak i żebyście Wy mieli z tego powodu trochę uciechy, a i może czegoś nowego się dowiedzieli.


Na początek, klasycznie, literowanie. Kiedy literujemy K podajemy miasto Kastamonu – kilkudziesięciotysięczne miasto nad Morzem Czarnym, stolica prowincji o tej samej nazwie. Kto chce być oryginalny może też podać miasto Konya – dawna seldżucka stolica i dawna siedziba klasztoru Wirujących Derwiszy, gdzie działał słynny Mevlana. To przy okazji także bardzo tradycyjne i religijne miasto, które mija się jadąc z Riwiery do Kapadocji.


Kupa, küpe i küp, wspaniała trójca

Podaję te trzy zwroty razem, bo raz, jak widać są bardzo podobne, dwa, chyba nauczyłam się wspomnianych słówek w tym samym czasie – właśnie na zasadzie skojarzeń. Kupa – kojarzy się jednoznacznie, tymczasem oznacza to ni mniej ni więcej ale kubek – taki, w którym robimy sobie ulubioną herbatę. W tureckim jest wyraźne rozróżnienie z bardak – czyli szklanką, więc kupy nie da się z nią pomylić. Już nie mówiąc o tym, że wielu Turków nie jest zbyt przywiązanych do picia czegokolwiek w kubku. Poznałam naprawdę jednostki, które nie miały nic przeciwko konsumpcji kawy czy herbaty w takim naczyniu. Zdecydowanym faworytem jest szklaneczka – im mniejsza tym lepsza.

Nasz europejski (a raczej chyba amerykański?) zwyczaj picia bardzo dużej ilości napoju w jednym naczyniu póki co nie przyjął się w Turcji, chyba że wśród młodszego pokolenia. Strzelam, że pokolenie 30+ wciąż jest przywiązane do swojej tradycyjnej szklaneczki do herbaty i do małych filiżanek w których ewentualnie pija się herbaty owocowe czy zielone.

Ja tam wszystkie moje kupy kocham miłością wierną i właśnie lubię te  d u ż e.

Küpe to po prostu kolczyk. Słówko było bardzo przydatne na początku mojego pobytu w Turcji, bo przecież po każdym sezonie trzeba było zakupić sobie na pamiątkę odpowiednią porcję błyskotek – z kolczykami na czele!

Küp to kostka. Wydaje mi się że może mieć związek z angielskim słówkiem „cube” oznaczającym dokładnie to samo. Popularny w Turcji cukier w kostkach, który wrzuca się do maleńkich filiżanek czarnej herbaty to właśnie küp şeker. Natomiast dublując to słówko, zgodnie z tureckim językowym zwyczajem, możemy stworzyć przymiotnik „drobno pokrojony w kostkę” – zresztą zobaczcie, po polsku w przepisach kulinarnych pisze się właśnie „pokroić w drobną kostkę”, podczas gdy w tureckim wystarczy tylko powiedzieć küp küp doğramak i od razu jest jasne, że chodzi o drobną kosteczkę takiej chociażby cebuli. Właśnie dzięki rozszyfrowywaniu przepisów kulinarnych to słówko poznałam :)

Kardeş, czyli brat rodzony (lub siostra)

Kardeş [wymawiamy: kardesz] to świetny przykład tureckiego słowotwórstwa. Trzon to kar(-ın) czyli brzuch. Za to sufiks -deş oznacza wspólnotę. Kardeş jest więc „wspólnotą brzucha” – określeniem osób, które pochodzą od jednej matki. Kardeş może oznaczać zarówno kobietę i mężczyznę, możemy więc usłyszeć od kogoś że ma beş kardeş (pięcioro rodzeństwa), przy czym dopiero po dopytaniu dowiemy się, ile wśród nich jest erkek kardeşi (braci) a ile kız kardeşi (sióstr).

Jest jeszcze istotna sprawa. A nawet dwie.

Chociaż kardeş to zawsze rodzeństwo, brat, siostra, w tureckim istnieje rozróżnienie na starszych i młodszych, a zatem mój młodszy brat to dla mnie owszem – kardeş, ale gdyby był starszy, mówiłabym o nim abi (pochodzące ze starego ağabey; to takie wyrażenie z szacunkiem o starszej od nas osobie płci męskiej). Za to gdybym miała młodszą siostrę, mówiłabym do niej owszem kardeşim (moja siostra), ale gdyby jednak była ode mnie starsza, nazywałabym ją abla (lub ablam – moja siostra).

Jeśli ktoś z Was dopiero zaczyna zgłębianie tureckiego lub nie znał tych rozróżnień, pewnie będzie zaskoczony taką ilością wersji. W tureckim to normalne: tytuły i hierarchia w rodzinie są czymś bardzo ważnym i złożonym. Nawet nie zaczynajmy tego tematu! Do dzisiaj mam problemy z nazwaniem wszystkich członków mojej rodziny po turecku :)

I ostatnia uwaga na temat słówka kardeş – wiele osób (i mężczyzn i kobiet) nazywa swoich bliskich przyjaciół, kumpli właśnie tym terminem. Ba, może się też zdarzyć że podczas zwykłej dyskusji na środku skrzyżowania, kiedy pacjent A zajechał drogę pacjentowi B, używane jest to słówko na końcu każdego zdania.

Ot, taka turecka specyfika :)

Kek, czyli na słodko

Kek to coś, co znów – pochodzi jak mi się wydaje, także z angielskiego cake. Oznacza po prostu ciasto albo babkę. Tu od razu uwaga kulturowa której nie mogłabym sobie odmówić, i pewnie wiele cudzoziemek mieszkających w Turcji się ze mną zgodzi – Turczynki są bardzo kiepskie w ciastach. Jest to zdecydowanie domena nas, Europejek czy Amerykanek. To dlatego moje popisowe ciasto marchewkowe (havuçlu kek) budzi od lat aplauz i jest zjadane ze smakiem, chociaż nie jest wcale szczytem wyrafinowania. Turczynki lepsze są w ichniejszych lokalnych deserach, bardzo słodkich, niemal oblanych syropem. No i w ciasteczkach, które idealnie pasują do szklaneczki herbaty tureckiej (zresztą ciasteczka to kurabiye, więc też na literkę k :))

Kesmek, kestirmek i kesim, czyli rozterki u fryzjera – kuaför

Wiecie dobrze, że jestem wielką fanką tureckich fryzjerów. Odkąd złapałam bakcyla porzuciłam wszystkie polskie fryzjerki. Owszem, zdarzały mi się wpadki, chodziłam do wielu różnych fryzjerów tak długo, aż znalazłam swój ideał (i jestem mu wierna od lat).
Fryzjer damski to właśnie kuaför (z francuskiego coiffure więc czyta się podobnie), w odróżnieniu od męskiego berber. To istotna różnica, bo my Europejczycy jesteśmy często przyzwyczajeni, że w jednym salonie obsłużona zostanie zarówno kobieta jak i mężczyzna – jak najbardziej tak, Turek-kuaför na pewno nie odmówi ostrzyc mężczyzny, ale lepiej zostawić żonę u kuaföra i pójść do berbera :)

Dzięki chodzeniu do fryzjera nauczyłam się używać tureckiej strony czynnej i biernej na przykładzie słówka „strzyc, obcinać” czyli kesmek. [Tak naprawdę to nie strona czynna i bierna tylko tzw. strona sprawca i uczyło mnie jej samo życie właśnie]. Strzyżenie to kesim – i to powiedzieć wystarczy [wymawia się tak jak się pisze, z akcentem oczywiście na drugą sylabę]. No ale jak się chce pokombinować (jak ja)… to mamy kesmek, ogólnie ciąć, ale już kes-tır-mek [czyt. kestyrmek] oznacza „sprawić że włosy są obcięte” . A zatem prosząc fryzjera o podcięcie końcówek raczej powinniśmy użyć tej drugiej opcji, bo to on nam strzyże włosy, a nie robimy to sobie sami.
Zrozumieliście? To świetnie, bo te formy w tureckim od lat są jedną z moich największych bolączek (i do dzisiaj nagminnie mi się zdarza mylić w wielu innych czasownikach).

Kel, no cóż

Osobie, o której powiemy kel (łysy) już raczej fryzjer niepotrzebny.

Keçi, czyli cała prawda o kobietach

Keçi to po prostu koza [czytamy: keczi z miękkim „cz” wpadającym w „ć”]. I wszystko jasne, prawda? Pojęcie „upartej kozy” funkcjonuje także w tureckim i ma się całkiem nieźle, o czym mogę tylko zaświadczyć, słysząc ten epitet ze strony Króla Pomarańczy dość często :) Ale co zrobić, kiedy to sama prawda?
A propos, koza oznacza po turecku kokon. Jakby ktoś pytał :)

Kafa, szczególnie kırık

Kafa to głowa. Ale raczej w sensie „łba”. Może być to jednak znaczenie pozytywne, kiedy mówimy o kimś że jego kafası çalışyor, czyli głowa dobrze mu pracuje (ktoś bystry, sprytny), ale może też być kafası kırık, dosłownie „złamana głowa”, ktoś szalony, nie do końca normalny.
Ja przyzwyczaiłam się do słowa kafa = głowa na tyle, że używałam go zamiennie ze słówkiem baş czyli głowa już w normalnym, fizjologicznym sensie. A tak być nie powinno, bo to tak jakby mówić między ludźmi, albo w aptece, że „łeb mnie boli”. No niby można, ale jednak eleganckiej damie takiej jak ja nie przystoi :)

Kebap albo kebab – największy klasyk

Chyba największy klasyk na literkę k. Nawet niepotrzebne tłumaczenie, bo każdy wie że chodzi o to mięso w bułce, które kupujemy w budce po imprezowej nocy o trzeciej nad ranem. O tym jak naprawdę wygląda kebab pisałam już wielokrotnie w moich restauracyjnych poradnikach turysty, więc skupmy się na ostatniej literce słowa i częstych dylematach. Jak się powinno pisać, kebab czy kebap? W tureckim mówi się kebap, w liczbie mnogiej mamy kebaplar, ale już odmieniając mamy np. adana kebabı (dosłownie: kebab z miasta Adana). Ja sama na blogu – jako że piszę tu po polsku, jak może zauważyliście :) używam polskiej formy kebab.

Kader, bez niego w Turcji ani rusz

Kader to los, przeznaczenie. Nie sposób od niego uciec zarówno w podejściu do życia, jak i w języku tureckim. Przewija się w wielu codziennych rozmowach i plotkach :) To po prostu przyszłość zapisana w gwiazdach. Cokolwiek się zdarzy zawsze odpowiedzią może być „kader işte” czyli taki los…

Kedi, królewskie zwierzę

Kedi czyli kot (uczyłam się tego słowa kojarząc z naszym „kiedy” :)) Nie raz pisałam już o wyjątkowej pozycji kotów w islamie, ale także ich wyjątkowej obecności w tureckim życiu codziennym. Koty – takie żyjące wolno, snujące się pod domami, wylegujące przed sklepami (albo w środku), spacerujące po hotelowych czy restauracyjnych ogródkach, albo wygodnie śpiące na specjalnie dla nich ułożonych poduszkach – to normalny element tureckiego krajobrazu. Osobnym zjawiskiem są koty stambulskie, o których przez kilka lat powstawał niezwykły dokument. Na pewno część z Was go widziała, bo miał tego lata premierę w polskich kinach. A jeśli nie, to tutaj jeden zwiastun po polsku:


Więcej o podejściu Turków do zwierząt przeczytacie w moim zimowym wpisie z zeszłego roku (tu: O tureckim podejściu do psów i kotów).

Keyif, bo najlepsze zostaje na koniec

Keyif [czytaj: kejif] to bardzo istotny element tureckiej filozofii życiowej. Bez keyif nie ma szczęścia i relaksu. Keyif pochodzi z arabskiego i oznacza „przyjemność”. Niby nic specjalnego, ale w Turcji można się z tym słowem spotkać niemal na każdym kroku. Kiedy spotkamy znajomego, będzie nas pytał keyfin nasıl – coś w rodzaju „czy ci przyjemnie”, czyli po prostu „jak się czujesz”. Można odpowiedzieć że keyfim yerinde (dosłownie: przyjemność jest na swoim miejscu), czyli czujemy się w porządku, albo keyfim yok – dosłownie: nie mam przyjemności. Znajomy zrozumie, że po prostu dzisiaj nie jesteśmy w nastroju.
Można więc umówić się na wyjście na herbatę, kawę albo coś słodkiego. Albo na fajkę wodną. Wszystko to wlicza się w zakres małych przyjemności, czyli keyif właśnie. I kiedy poprawi nam się humor, powiemy znajomym (albo wrzucimy do internetu nasze zdjęcie) z podpisem keyif yapiyoruz – czyli „robimy sobie przyjemność” – czyli miło spędzamy czas.
Ot, to słówko to taka esencja tureckości :)


Czy się podobało? Mam nadzieję, że cieszycie się na powrót tej językowej serii. Jeśli tak, dajcie znać w komentarzach albo wymieńcie Wasze słówka na K (tureckie, nie polskie :-)).
Kolejne literki niebawem, kto wie, może w 2018 roku uda nam się dobić do końca alfabetu? :)

Wszystkie wpisy począwszy od A znajdziecie pod tym linkiem: Alfabet tureckich pojęć


I na koniec jeszcze informacja dla tych, którzy nie widzieli. Z hukiem i fanfarami załadowałam w środę NOWY FILMIK na mój kanał YouTube. Rozpoczęłam bowiem realizację serii gadanych filmików „Turcja w 5 minut”, odpowiadających na najczęstsze pytania o Turcji zadawane… wyszukiwarkom internetowym :)

Tutaj pierwszy odcinek (jak nazwa serii wskazuje, ma 11 minut :)) pod tytułem: „Język turecki: Co to w ogóle za język?!”

Koniecznie napiszcie co sądzicie i dajcie mi tak zwanego „suba” (subskrypcję). Planuję co tydzień w środę/czwartek dodawać nowe odcinki, więc warto ustawić sobie na YT powiadomienia i dać cynka znajomym :)