Urodzinowa lista 15 rzeczy, których nie wiecie

Kolejny rok życia na liczniku! W tym tygodniu skończyłam 37 lat. Nie ukrywam tego faktu, bo niby dlaczego. Tym bardziej że mam wrażenie, że wyglądam i czuję się całkiem młodo :) Paradoksalnie, kiedy byłam młodsza wyglądałam dużo doroślej niż obecnie, więc nigdy nie miałam problemu z zakupem piwa w sklepie albo innymi tego typu historiami. Zawsze denerwował mnie ten mój „poważny” wygląd. Za to po trzydziestce magicznie zaczęło się to zmieniać. Nie, nie robiłam botoksu :)
Może to też kwestia tego, że trzydziestka naprawdę zmienia wiele spraw. Człowiek staje się bardziej wyluzowany, mniej przejmuje opinią innych, robi to, na co sam ma ochotę, na przykład strzyże włosy na krótko :)

Zresztą o tym, i o podejściu Turków do tematu urodzin, pisałam rok temu: „Życie zaczyna się po 35-tce”

Kiedy skończyłam 30 lat rozpoczął się w mojej głowie jakiś powolny proces uwalniania się od krępujących mnie dotychczas głupot i śmieci. Z każdym rokiem czuję się swobodniej, a apogeum nastąpiło kiedy przekroczyłam 35 lat. Czuję się w swojej skórze (i duszy) tak dobrze jak nigdy przedtem. Jednocześnie dojrzalsza a z drugiej strony… młodsza duchem.

Dzisiaj więc pozostając w tonie osobistym i niekoniecznie tureckim zapraszam Was na popularne w świecie blogerów zestawienie 15 rzeczy, których o mnie  nie wiecie. Małe i duże, dobre i złe, głupie lub śmieszne. Tak urodzinowo. A może przy okazji znajdę swoją bratnią duszę od podobnego dziwactwa? Piszcie w komentarzach :)

Archiwizacja egzystencji

Pojęcie to „ukradłam” wiele lat temu od profesor Marii Janion. Od razu mnie ujęło. Uwielbiam robić notatki, dokumentować świat wokół siebie, zbierać pamiątki. Od dziecka piszę dziennik (z przerwami, ale mam wciąż moje zapiski sprzed wielu lat!). Lubię robić listy marzeń, listy do zrobienia, listy książek i filmów, listy list :)

Jeśli ludzi podzielić na zbieraczy i minimalistów, to ja jestem zdecydowanie zbieraczem. Jestem sentymentalna. Trzymam swoje zeszyty z podstawówki, liściki miłosne, dokumenty transferowe z pierwszego sezonu pracy w Turcji. Zanim wszystko przeniosło się do internetu lubiłam wycinać artykuły z gazet, zapisywać cytaty, fajne pomysły i zdania.
W związku z tym, jak jeden z moich ukochanych pisarzy Jerzy Pilch, jestem uzależniona od pięknych zeszytów. Sklepy papiernicze omijam szerokim łukiem, bo kiedy tam wejdę, po prostu muszę coś kupić! Lubię też ładne długopisy, ołówki, pióra. Z tego też powodu martwi mnie cyfryzacja i to, że wszystko zapisujemy w telefonach czy komputerach.

Uwielbiam abstrakcyjny dowcip i zabawę językiem

Język traktuję jako narzędzie rozrywki. Lubię się nim bawić, przekształcać słowa, i – uwaga – celowo pisać lub mówić z błędami, albo slangiem. Czasami piszę do znajomych „już paczę”, żegnamy się pisząc „pozdro 600” – tak, my, trzydziestoletnie byki. Dziwi mnie, kiedy ktoś „niewtajemniczony” poprawia mnie wtedy za błąd lub zbyt kolokwialny język. Dla mnie jest to po prostu śmieszne :)
Zresztą wychowałam się w takim otoczeniu. Moja rodzina ma to samo. Z bratem, przyjaciółmi do dziś komunikujemy się często tylko znanymi nam hasłami, które od lat nas śmieszą. Bawi mnie Monty Python, od dziecka słuchałam Powtórki z rozrywki, mówię cytatami z „Misia”, „Rejsu” czy „Jak to się robi”.
Nie lubię dosłowności, za to kocham abstrakcję, słowne aluzje i niedopowiedzenia.

Mogłabym mieszkać wszędzie na świecie

Przeprowadzałam się mnóstwo razy w życiu. Kiedyś sprawiało mi to problem, ale z czasem zauważyłam, że mam dużą zdolność adaptowania się do otoczenia. Owszem, tęsknię za bliskimi, ale uwielbiam przeprowadzki i „zaczynanie wszystkiego od nowa”. Rzućcie mi hasło i jadę! To pewnie dlatego dobrze czuję się w Turcji, szybko zadomowiłam się na Malcie, w Australii i zapewne świetnie czułabym się wszędzie indziej, na przykład… w Portugalii :)

Jestem… kiepską panią domu

Nie mam syndromu „urządzania gniazdka”. Nie wertuję katalogów na temat urządzania mieszkań, nie mam potrzeby wieszania obrazków na ścianach i buszowania po sklepach z wyposażeniem. Ba, powiem więcej: najlepiej na świecie czuję się w hotelowych pokojach, uwielbiam je! Mogłabym być testerką hoteli (halo, czy jest na sali jakiś rekruter, który zaproponuje mi taką pracę? :))

Występowałam w grupie tanecznej, ale nie umiem tańczyć w parach!

Niektórzy z Was wiedzą, że za dziecka trenowałam pływanie. O mojej pływackiej pasji pisałam w tym wpisie – relacji z tureckiego basenu.

Za to możecie nie wiedzieć, że w po studiach przez kilka lat trenowałam taniec… uwaga,  nowoczesny! Skakałam do rytmu hip-hop, jazz (hitem w naszych układach był wtedy Nelly, ktoś go pamięta?! :)), dawałyśmy występy w poznańskich klubach, a nawet na Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy (tańczyłam wtedy na 7-centymetrowych szpilach!).

I mimo to nie umiem tańczyć w parach! Miałam pecha, że nikt mnie tego nie nauczył. Dlatego każde polskie wesele to moja odwieczna zmora i unikam tańców w parach jak mogę.

Wolę podpierać ściany,

niż iść z kimś w tany.

Trauma nasiliła się, kiedy 13 lat temu ze starym kolegą skusiłam się na tańce tak intensywne (albo raczej nieumiejętne), że wylądowałam z nogą w gipsie!

Jestem typem dociekliwym

Moja mama mówi, że za dziecka mogłam spędzić mnóstwo czasu próbując włożyć sznurowadło do dziurki w bucie.

Kiedy zepsuje mi się komputer albo telefon mogę siedzieć nad nimi godzinami, dopóki nie znajdę rozwiązania problemu. Dlatego też techniczna strona blogowania nigdy mnie nie przerażała. Co to dla mnie, skoro wiele, wiele lat temu (gdzieś w latach 90.) kiedy pisałam wiersze, specjalnie nauczyłam się języka HTML, żeby móc założyć swoją stronę w internecie?
Wszystko przy blogu robię sama po to by stworzyć to, co dokładnie chcę. Szukam i zdobywam informacje, a potem sprawdzam je w praktyce. Fascynuje mnie to, że mogę nauczyć się czegoś, co potem wykorzystam do mojej pasji.

To dlatego tak często denerwuję się na „dzisiejsze czasy”, w których ludzie zamiast poszukać informacji w internecie lub (nie daj Boże!) encyklopedii, najpierw pytają innych. Nie cierpię tego intelektualnego lenistwa!

Mam dobre ucho

Mam czuły słuch i słyszę więcej niż inni. To raz. Dwa, od dziecka wychowywałam się w muzycznym otoczeniu. Znam nuty, umiem grać na pianinie, gitarze, śpiewałam w chórach (nawet „Carminę Buranę” w poznańskiej auli UAM!). Potrafię rozpoznać wiele piosenek po pierwszych kilku taktach. Lubię rozbierać słuchaną muzykę na części, a potem analizować to z podobnymi do mnie „świrami”.  Dlatego też nie mam jednego rodzaju ulubionej muzyki. Słucham wszystkiego, na co akurat mam nastrój: od klasyki, przez jazz, pop, soul, ostry metal czy… tureckie arabeski :)

Jestem leniwa

O tak, przyznam się. Lubię po prostu leżeć na kanapie i nic nie robić, ewentualnie jeść i czytać książki. Mogę tak godzinami!
Nie lubię się męczyć, siłownia to nie dla mnie :) Jeśli ruch to tylko przyjemny, bez nadmiernego wysiłku, albo w dobrym otoczeniu lub towarzystwie.

Lubię trzymać dystans

Mam bardzo wyraźnie wyznaczoną granicę osobistego komfortu. Nie lubię ludzi, którzy ją przekraczają, za bardzo się ze mną spoufalając. Trudno się zaprzyjaźniam i raczej cenię sobie stare wieloletnie znajomości niż nawiązuję nowe. Tłumy ludzi akceptuję tylko wtedy, kiedy sama mam bezpieczne miejsce obserwatora, albo kiedy muszę wykonać jakieś zadanie (zrobić wycieczkę, poprowadzić spotkanie autorskie). Ale zawsze potem muszę odpocząć – oczywiście w samotności, bo tak regeneruję się najlepiej!

Boję się strasznych filmów i… smutnych bajek

Wielu kultowych filmów czy seriali nie widziałam. Dlaczego? Bo boję się smutnych i drastycznych scen. Niby wiem, że to tylko film, ale mimo to jestem na to wrażliwa… Unikam horrorów i tzw. „dobrego kina” bo zazwyczaj jest dla mnie zbyt brutalne. Ba, nie obchodzę Halloween – z tego samego powodu. Po prostu mnie to przeraża i obrzydza!
Co więcej, „wymiękłam” nawet na Rybce Nemo. Historia zagubionej rybki doprowadziła mnie do szlochu. Rodzina do dziś się ze mnie śmieje :)

Nie mam głowy do dat i liczb

Jestem kiepska w tematach ścisłych. Liczby, daty, matematyka to moje słabe strony. To dlatego podczas pilotowania wycieczek chętniej opowiadam o obyczajach, ludziach, albo jedzeniu :) niż o historii. Każdy z Was mógłby mnie „złapać” na podstawowych faktach z dziejów Turcji. Zapewne dlatego nie zostałam przewodniczką długodystansowych wycieczek i znalazłam swoje miejsce gdzie indziej :)

Z tego samego powodu słabo nadaję się na kobietę interesu. Biznesplany, koszty, kalkulacje to nie mój świat. Nudzą mnie! Wolę pracę kreatywną. Dajcie mi coś do wymyślenia albo napisania – będę w siódmym niebie!

Amatorka kwaśnych jabłek

Lubię kwaśne smaki. Piszę o tym, bo zawsze wydawało mi się normalne, że kwaśne smaki są po prostu najlepsze. Tymczasem okazuje się, że takich osób jak ja wcale nie jest dużo. Kwaśne jabłka, kwaśne śliwki, kapustę czy ogórki kwaszone mogę pałaszować od zawsze i na kilogramy. Wprost uwielbiam kwaskowaty alkohol campari. Zajadam się grejpfrutami. I zawsze piję wodę z ogórków :)

Nie lubię gotować

Gdybym tylko miała wystarczająco dużo kasy, nie gotowałabym w ogóle w domu albo wynajęła kucharkę :) Pewnie dlatego podobało mi się w Australii, gdzie standardem jest, że je się poza domem, bo tak jest dla tubylców taniej. Nie lubię wymyślać co by tu upichcić, uważam to za stratę czasu. To też kolejny powód, dla którego lubię spędzać czas w hotelach :)
Mogłabym być testerką restauracji (halo, czy jest na sali jakiś rekruter, który zaproponuje mi taką pracę? :))
Kuchnia w moim domu to dla mnie za to miejsce eksperymentów i odstresowywania się, a do tego muszę mieć nastrój i czas.

Nie lubię szpilek i kobiecych ubrań

Chociaż lubię modę, zakupy i przebieranki, to nie lubię rzeczy, które ogólnie uznaje się za „kobiece”. Dlaczego? Bo są niewygodne!
Szpilki? Zapomnijcie. Lubię chodzić pieszo, więc to dla mnie niepraktyczne. Obcisłe ubrania? Chyba żartujecie.
Wolę spodnie od spódnicy, bo wtedy mogę siadać tak, jak mi się podoba :) Od dziecka preferowałam raczej wygodne ciuchy w klimacie casual :) niż kobiecą elegancję. Za to styl ewidentnie sportowy też nie jest dla mnie. Wybieram coś pośrodku, ale tak, żeby przede wszystkim było mi wygodnie :)

Wierzę w liczby i (czasem) horoskopy

Na koniec najlepsze. Od dziecka interesowała mnie numerologia, lubiłam obliczać swoje szczęśliwe liczby, czytałam o tym książki. Podobnie z horoskopami. Dzisiaj jestem raczej realistką, ale często wierzę w intuicję i przeczucie. Analizuję swoje sny! Kiedy szukam odpowiedzi na pytanie „co dalej” lubię zajrzeć do jakiegoś horoskopu, lub przeliczyć liczby, by pomóc sobie podjąć decyzję. Niby dla żartów, ale… ;)


I co, zaskoczeni? Podobała Wam się moja urodzinowa lista, rzeczy, których o mnie nie wiecie?
To teraz już wiecie :)

A może dzielę z kimś z Was któryś z powyższych punktów? Jeśli tak, to koniecznie napiszcie. Będzie nam raźniej :)