Czytając niedawno jakiś artykuł o blogach natknęłam się na stwierdzenie, że nie ma nic gorszego niż ulubiony blog, w którym długo nie pojawia się nowa notka ;)
Przytaczam to zdanie z dwóch względów:
1) mam świadomość że ten blog jest dla niektórych ulubionym (he, he)
2) od pewnego czasu piszę w nim rzadko albo wcale.

A to wszystko, bo:
– jestem w Polsce, a nie w Turcji, więc chwilowo nie jestem yabanci, żyję na swoich smieciach, i jesli jest o czyms pisac, to nie ma to związku ani z Turcją ani z turystyką.
– moje plany na najbliższe miesiące zmieniają się jak w kalejdoskopie (chodzi o kierunki, w które się udam), więc pisanie o tym byłoby po prostu tak zwanym „zapeszaniem”
– a o samej Turcji pisać mi się teraz nie chce, bo wtedy bardziej chcę tam wracać.

Co jest pewne, to:

– za parę dni jadę/płynę na przedłużony weekend do Kopenhagi, więc może po powrocie rzucę garść wrażeń na tą stronkę i na fotobloga. Swoją drogą, z Danią, a raczej duńskimi turystami dotychczas miałam do czynienia w Turcji, z kolei jak wyczytałam, w Danii istnieje całkiem pokaźna jak na ten mały kraj mniejszość turecka.
– tematów więcej pojawi się w trakcie Świąt i po. będzie o czym pisać. ale o czym dokładnie – nie ma co na razie zdradzać.

zatem już oficjalnie udaję się na zasłużoną prz erwę.