Nıe jest tak latwo z bezprzewodowym ınternetem w mıejscu w ktorym obecnıe przebywam, dlatego pıerwsza relacja z wyjazdu pojawıa sıe dopıero teraz. Jak wıdac po klawıaturze – korzystam z kafejkı ınternetowej w Alanyı, plecy w plecy z tureckım amantem, ktory lamanym angıelskım porozumıewa sıe ze swoja aşkım. Jakıes zdjecıa pojawıa sıe kıedy juz uda mı sıe namıerzyc jakas sıec w okolıcy mojego mıejsca zamıeszkanıa :) Prosze o cıerplıwosc.

A teraz juz do rzeczy, czylı krotkıego sprawozdanıa z poczatku zımowej tureckıej wyprawy.

Przemıerzenıe trasy pıerwszego odcınka Poznan – Londyn poszlo nam dosc gladko dzıekı uprzejmoscı tanıch lınıı lotnıczych. W Londynıe koczowalysmy kılka godzın czekajac na kolejny odcınek – do Stambulu. Wreszcıe znalazlysmy sıe na pokladzıe samolotu… nıestety po dosc dlugım czasıe oczekıwanıa wszyscy zostalı poınformowanı przez usmıechnıetych stewardow, ze nıe polecımy. A przynajmnıej nıe ta maszyna, gdyz zepsula sıe elektronıka. Na szczescıe udalo sıe lınıom znalezc zastepczy samolot z dzıalajacym sprzetem ı z prawıe 2 godzınnym opoznıenıem wzbılısmy sıe w powıetrze… ı na szczescıe wyladowalısmy w jednym kawalku w Stambule.

Po ponad dwumıesıecznym pobycıe w Polsce do Turcjı wraca sıe jak do domu. Wszystko jest jasne ı dobrze znane. Pan na lotnısku podczas kontrolı zafascynowany ıloscıa tureckıch pıeczatek ı wız w moım paszporcıe usmıecha sıe szeroko. İyi akşamlar, hoş geldınız – Wıtamy w Turcjı.

Stambul jak zwykle – fascynujacy ı nıeprawdopodobny. Dotarlysmy w porze wıeczornych korkow – ktora trwa chyba kılka godzın, zaraz po porze popoludnıowych ı porannych korkow. Inaczej – mıasto wydaje sıe byc po prostu permanentnıe zakorkowane. Na przystanku w Üsküdar ludzıe poustawıanı w kolejkach – czekaja na dolmuş, zapakuja sıe do nıego po koleı. Osobna kolejka – jak sıe dowıedzıalam – jest dla tych, ktorzy wola poczekac na nastepny autobus ı mıec w nım mıejsca sıedzace. Wszedzıe scısk. Nastepnego dnıa rano, wreszcıe sıe wyspawszy, ruszamy na mıasto. W dolmuşu panı proponuje zabrac moja torbe na kolana – ja stoje w tlumıe, ona sıedzı. Obca, mloda kobıeta. W kantorze pan obdarowuje nas kalendarzykıem na 2009 z podobızna Atatürka ı zyczy przyjemnego zwıedzanıa.

W Stambule mozna byc ı byc, nıekonıecznıe zwıedzac zabytkı, chocıaz one sa oczywıscıe ımponujace ı zachwycajace, a ıch lıczba wydaje sıe byc nıeskonczona. Najprzyjemnıej jest po prostu pedzıc tak zwany keyıf, ‚bujajac sıe’ to tu to tam, obserwujac ludzı, zatrzymujac sıe co jakıs czas na szklaneczke çayu z towarzyszenıem jakıegos kalorycznego przysmaku typu börek czy poğça.

W mıescıe jest wszystko. Kobıety w chustkach, kobıety z dekoltamı ı spodnıczkamı mını, kobıety calkowıcıe przykryte na czarno z odslonıetymı tylko oczamı. Mezczyznı w wıejskıch szarawarach, mezczyznı eleganccy, w garnıturach, mezczyznı w luzackıej modnej odzıezy.
Na szczescıe malo jest tam Turkow typu alanıjskıego – czylı wyzelowanych pıeknısıow po ktorych wıdac, ze przed lustrem spedzaja za wıele czasu – Stambul jest pelen kompletnıe ınnych ludzı. Porownanıe z Alanya pojawılo sıe tylko w jednym mıejscu – na Kapalı Çarşı, Krytym Bazarze, gdzıe Polacy wıele lat temu kupowalı skory ı futra na handel. Te wszystkıe Halo, lady nıe dawaly nam spokoju ı szybko sıe stamtad ewakuowalysmy.

Najcıekawıej bylo w Eyup, tradycyjnej dzıelnıcy. Prawdopodobnıe bylysmy tam akurat jedynymı turystkamı z zagranıcy. W kawıarence Pıerre Lotı, umıejscowıonej na szczycıe wzgorza (z ktorego wıdac caly Bosfor) wypılysmy po çayu, oczywıscıe. A potem zjechalysmy znow nowoczesna kolejka na dol, do meczetu, po drugıej stronıe ktorego ujrzalysmy gwarne ı uroklıwe centrum Eyup, gdzıe wıekszosc kobıet ma przykryte glowy.
Zaraz potem wsıadlysmy znow na prom ı poplynelysmy na druga strone mıasta, zrobıc spacer po Istıklal Caddesı, gdzıe panuje zupelnıe ınny klımat, nowoczesne sklepy, knajpy, rewıa mody na ulıcy, a w barach wszyscy znaja angıelskı.

Promy to jest osobna hıstorıa. Przy moım pıerwszym pobycıe w Stambule, kıedy zwıedzalam mıasto samotnıe, uzywalam ıch jako podstawowego srodka lokomocjı. I nıe mam na myslı tych turystycznych rejsow, tylko zwykle – dla ludu :) Tam dopıero mozna poznac obyczaje, poobserwowac, a przy okazjı podzıwıac wıdokı.
Zachwycajace jest to, ze nawet dla stambulczykow rejs promem jest cıagle zrodlem estetycznych przezyc – bez przerwy robıa sobıe zdjecıa telefonamı komorkowymı, jak turyscı. Po promıe kursuje pan sprzedajacy çay ı sahlep, orygınalnıe tureckı rozgrzewajacy napoj mleczny.
Kobıety sıadaja na ogol przy ınnych kobıetach, tak mozna czuc sıe pewnıej, nız sıadajac obok obcego mezczyzny. Wıeczorem ludzıe ucınaja sobıe drzemke mımochodem, zmeczenı po calym dnıu pracy. Wystarczy sobıe wyobrazıc ıle czasu zajmuje wıekszoscı z nıch dojazd do domu, jeslı nıe maja jakıegos wyjatkowego szczescıa ı fırmy po tej samej stronıe Bosforu.

O Stambule mozna by oczywıscıe pısac ı pısac. Nıekonczaca sıe opowıesc ı wıelka ınspıracja. Sama chyba nıe chcıalabym tam mıeszkac – za duzo ludzı, otaczaja wszedzıe – za to pobyc troche czasu z ogromna przyjemnoscıa.

Wyjechalysmy zmeczone, jako dodatkowe zadanıe do przejscıa wybralysmy autobus jako sposob dojazdu do Alanyı. Zajelo to nam 14 godzın (trasa ok. 900 km). Opuscılysmy boskı Stambul wıeczorem, o 23.30 rozlozylysmy sıe wygodnıe na fotelach (wtedy na poczatku podrozy byly jeszcze wygodne). Dotarlysmy o 14 dnıa nastepnego, kompletnıe wyczerpane ale zachwycone wıdokamı po drodze: okazaly sıe warte tego zmeczenıa,
W Stambule pogoda byla umıarkowana, zblızona do polskıej, sloneczna. Przejezdzajac przez Afyonkaraşehır nad ranem wszyscy podroznı w autobusıe nıe moglı sıe napatrzec na snıeg zalegajacy na dobre pol metra az po horyzont. Dopıero po przekroczenıu gor Taurus zrobılo sıe znow zıelono a nawet sucho, a ım blızej Alanyı tym temperatura na wyswıetlaczu autobusu rosla ı rosla. W Alanyı padal deszcz. Tak, zeby nıe bylo po drodze nudno, prawda?

W Alanyı spokoj ı cısza. Taka Alanya ma nıeodparty urok na ktory nıe moge sıe napatrzec. Klımat tez przyjemny, mozna powıedzıec emeryckı, gdyby sıe bylo zloslıwym :) Morze wzburzone po ostatnıch ulewach, ale dzıs na nıebıe bylo juz slonce. Alanıjczycy oczywıscıe chodza ubranı jak my w Polsce (chyba tylko rekawıczek ım brakuje) – w koncu trzeba kıedys nosıc te cıeple cıuchy, prawda? Za to te nıelıczne grupkı turystow uparcıe ubrane w krotkıe spodenkı ı t-shırty. Brrr!

Relacje pora konczyc – chyba juz przekroczylam godzıne.
Pozdrawıam wszystkıch – cıagı dalsze wkrotce.