Turcja, mimo swojej odległości od Polski liczonej w setkach kilometrów, wcale nie jest tak daleko. Wiele nas z Turkami łączy; wystarczy wspomnieć historyczne powiązania, słowiańskie branki w haremach Imperium Osmańskiego, bitwę pod Wiedniem, położoną nieopodal Stambułu wieś Polonezköy (Adampol), w której osiedlili się uczestnicy powstania listopadowego, pod auspicjami rodu Czartoryskich… wpływy tureckie w czasach sarmatyzmu i tak dalej.
Dzisiaj – wiadomo. Turyści z Polski odwiedzają Turcję, potem po sezonie turyści z Turcji (głównie studenci Erasmusa i boyfriendzi zaproszeni przez swoje liczne panny) odwiedzają Polskę, co potem dokumentują obficie fotografie umieszczone na facebooku. Poza tym: Turcy mówią o Polakach, że są cana yakın, czyli bliscy sercu, podobnie romantyczni, gościnni i otwarci… Czy to prawda, czy tylko fantazyjne bajdurzenie, każdy oceni we własnym zakresie.

Tymczasem ja, zaopatrzona w ukochane przez Turków ptasie mleczka i delicje (ukochane mimo obiekcji niektórych, że niby zawierają wieprzowinę), pojawiam się w Turcji w zimie z misją odkrycia tego, co latem, zalane tłumami turystów, wołaniami „Hallo lady” i „Yes, please”, jest niewidoczne.
Albo inaczej: latem z racji turystyki polskie akcenty w Alanyi są wszechobecne. Wiadomo, że co drugi sprzedawca, z racji coraz większych grup turystów przyjeżdzających na Riwierę, mówi kilka słów po polsku. Wiadomo, że co trzeci pracownik branży turystyczno-rozrywkowej w Alanyi i okolicach miał, ma, albo będzie miał dziewczynę Polkę (podobno po Rosjankach, potem Niemkach i Skandynawkach, przyszła moda na Polki). Wiadomo też, że Polacy mówią po rosyjsku, u siebie w kraju płacą euro, i całkiem niedawno był u nich komunizm.

Tym razem, zimą, chcę znaleźć coś jeszcze. Co? Jakieś akcenty innego rodzaju.


Akcent kulinarny 1: Szynka wygląda jak polska, firma też. Po bliższym oglądzie okazuje się, że ani jedno, ani drugie, polskie nie jest. Wieprzowiny też ani krztyny. (Gościnnie wystąpiła: Dłoń Koleżanki ADHD)


Akcent kulinarny 2: Tym razem odwrotnie. Polska sałatka ziemniaczana występuje w Turcji pod nazwą Amerykańskiej, w tłumaczeniu: Rosyjskiej.


Akcent magazynowy: Joanna Krupa z opisem „Za dużo słów zbędnych, wystarczy odwrócić się przodem” (w wolnym tłumaczeniu)


Akcent mieszkaniowy: Krążki zapachowe, do wyboru cytryna i wanilia – made in Poland.


Akcent morsko-romantyczny: Rusałka.


Akcent posezonowy: big sale, wielka wyprzedaż. Mówimy we wszystkich wymienionych językach. Manekin do złożenia we własnym zakresie.


Akcent ornitologiczno-romantyczny: Bociek! Widać że wiosna już niedługo. Póki co w Alanyi przenikliwe zimno, szkoda gadać. Wystarczy spojrzeć na termometr po lewej stronie.

Jak widać jak się człowiek dobrze zorganizuje, to nawet i tak bardzo tęskno za krajem nie będzie. Zresztą i przedstawicieli Polski tudzież Polonii w zimie też spotkać można – w Alanyi nawet całkiem sporo – i do tego bardzo fajnych :)

(a propos prosimy zorientowanych o pomoc: jakie polskie drużyny piłkarskie trenują w zimie w Alanyi? Wraz z Koleżanką ADHD widziałyśmy dwie.)

W następnym odcinku dużo zdjęć jedzenia – proszę się dobrze najeść przed wchodzeniem na Tur-Tur bloga, żeby potem nie płakać w komentarzach, że ślinka cieknie.