Dziś będzie tematycznie-architektonicznie, czyli zapowiadana foto-notka o marokańskich otworach wejściowych tudzież okiennych.
W tradycyjnym budownictwie wiąże się z tym cała filozofia. Trochę magii, trochę religii islamu – pomieszane takie rzeczy, których inni ze sobą nie mieszają – u Berberów od wieków funkcjonują razem.

Na początek Nowa Medina w Agadirze – czyli „nowe-stare” miasto. Próba odtworzenia tradycyjnego budownictwa marokańskiego, które w Agadirze nie zachowało się po katastrofalnym trzęsieniu ziemi w 1960 r. Już po wizycie w tym – niestety opuszczonym miejscu (szkoda, chyba zabrakło środków na ciąg dalszy) – widać charakterystyczne cechy: czerwonawy kolor ścian. Grube mury, które trzymają ciepło w zimie, a chłodzą w lecie. Korytarzyki, krużganki – dające cień.

Drzwi są symbolem przejścia ze świata zewnętrznego, publicznego, do tego chronionego i najcenniejszego. Przyozdabia się je, zostawia magiczne znaki. Kolor niebieski – teoretycznie ma też funkcję magiczną – w rzeczywistości podobno odstrasza robactwo :)
Za większością tych niby surowych murów kryje się świat prywatny, dostępny tylko dla wybranych, zaproszonych, czasami zaskakująco bogaty. To zupełnie inne podejście od tego znanego nam. Zresztą podobnie jest i ze strojem: kobiety przykrywają się nie w wyniku jakiegoś zakazu – zasłona jest właśnie granicą publicznego, a prywatnego. A co się mają niepowołani gapić… prawda? :)
Okna są małe – ciężko zobaczyć co jest w środku, za to gwarantuję, że z wnętrza idealnie obserwuje się to, co dzieje się na ulicy.
W tradycyjnych domach marokańskich balkony nigdy nie będą wychodziły na ulicę. To niepraktyczne i niepotrzebne; lepiej je zwrócić ku dziedzińcowi. W balkonikach od ulicy specjalizowali się za to Żydzi, którzy przebywali w Maroku długo i działali aktywnie.

Będąc w Marrakeszu należałoby wejść do chociaż jednego z riadów – domów w medinie. Wejścia ukryte w ciemnych korytarzach prowadzą do – czasami – enklaw kompletnego luksusu. Wiele z nich adaptuje się na hotele. Dziedzińce, na środku z ogrodami, które dają ukojenie w upałach, są „studniami światła”. Tak na marginesie ogród to dla muzułmanów specjalne miejsce – taka namiastka raju…

A to już przeurocza wioska w górach Antyatlasu, której nazwy nie potrafiłam zapamiętać.

A to już nowoczesna architektura mieszkaniowa: większe okna, inne kolory, balkony, ale fantazji nadal sporo. Aha – no i nadal wiele domów jest budowanych na planie podkowy – z dziedzińcem w środku.

Jestem pod wrażeniem marokańskich drzwi i okien, a ta notka to tylko delikatna namiastka. Gdybym miała więcej czasu, zagłębiłabym się w ten temat znacznie dokładniej, i zaglądałabym z aparatem we wszystkie zaułki…

Na koniec przywołanie (a jakże!) Turcji. Niezwykle zastanawiającym dla „nowicjuszy” popularnym nawet w nowoczesnych budynkach jest widok zostawianych przed drzwiami butów. To też echo muzułmańskiej tradycji – nie wnosi się przecież zewnętrznego brudu do domu… Ciekawe co na to nasz savoir-vivre? ;)

ps. A wkrótce już nowinki tureckie. Co prawda jestem w Polsce, ale już za kilka tygodni powinnam znów znaleźć się w „najpopularniejszym kurorcie turystycznym Riwiery Tureckiej”. Zostańcie z nami. Będzie się (znów) działo.