Z biegu, bo jestem już w Polsce, oswajam się z zimnem, czekam na śnieg, robię prawo jazdy i przygotowuję do prelekcji na temat Turcji dla pewnego koła PTTK…
uświadomiłam sobie, że najważniejsze, o czym miałam napisać w poprzedniej notce odnośnie tureckich śniadań mi umknęło.

Największe moje odkrycie ostatniego czasu (tylko w kwestii śniadaniowej oczywiście).

Przedstawiam Państwu:

IMG_5352
BAL & KAYMAK. Te 2 produkty nakładamy na świeży chlebek i traktujemy jako nieodzowną (prawda?) podczas śniadania słodycz, dającą energię na cały dzień ;)
1. Najpierw smarujemy bal, czyli miód. Piniowy najlepszy.
2. A na to kładziemy warstewkę kaymaku, czyli czegoś w rodzaju słodkiego śmietanowego kremu.

A poniżej jeszcze na dokładkę dla wyrównania proporcji słodkie/słone zdjęcie tego, czego smak nie da się zamknąć w żadnych słowach. Oliwka (szczególnie czarna) + rokka i mydonos (pietruszka) zalane oliwą z oliwek i sokiem z cytryny.

IMG_5581
W czwartek na blogu zdjęcia z Alanyi… albo Stambułu – jeszcze nie zdecydowałam ;)

Pozdrawiam wszystkich po polsku, całując trzy razy (a nie dwa jak w Turcji) w policzki ;)