Udało się zrealizować wszystko, tak jak sobie zaplanowałam. Aż mi się do końca wierzyć nie chce, ale jednak ZDAŁAM PRAWO JAZDY i to za pierwszym podejściem :) Na pewno wszystkie te trzymane kciuki bardzo mi pomogły, bo nie zrobiłam podczas egzaminu ani jednego błędu… No i te obietnice przyjaciół, znajomych i czytelników bloga, że nie wyjdą w godzinie egzaminu na ulice Poznania – faktycznie miasto było opustoszałe, co bardzo mi pomogło :)

Za kilka miesięcy nastąpi zetknięcie moich umiejętności przepisowej jazdy z rzeczywistością – oby tylko nie była zbyt bolesna. Planuję bowiem jeżdżenie samochodem w Turcji… Proszę, darujcie sobie komentarze – sama wiem jak absurdalnie to brzmi :)

Ale na razie, zamiast myśleć o przyszłości, skupmy się na teraźniejszości. A teraźniejszość wygląda tak, że znów siedzę w McDonald’s w Alanyi, który znów sponsoruje mój internet. Pogoda podobno jest chłodna, w co nie bardzo wierzę po tym jak spędziłam ostatni miesiąc w Polsce: +17 stopni, przelotne opady, słońce na przemian z chmurami. Co prawda mam na sobie płaszcz i kozaki, ale nie muszę już nosić czapki, rękawiczek i rajstop pod spodniami :) W mieszkaniu też mi ciepło, wciąż uparcie otwieram okna i drzwi na balkon, co by wpuścić powiew świeżego, przyjemnego, „wiosennego” powietrza. Budzi to wielki sprzeciw, a przede wszystkim niezrozumienie Króla Pomarańczy, który przekonuje mnie, że w ten sposób doprowadzę go do ciężkiej choroby. Na dworze przecież tak zimno!

Wniosek jest taki (zresztą oczywista to sprawa), że należy zmieniać otoczenie, aby potem umieć docenić to, co nas spotyka. Tak więc doceniam – i polską śnieżną zimę, i tureckie styczniowe „zimno”. Podobnie jak jedzenie. Już w samolocie, dostawszy jak zwykle posiłek turecki, złożony ze świeżej bułeczki i tureckiego serka białego, żółtego, kawałka pomidorka, ogórka i dwóch (dwóch!) czarnych oliwek, prawie że omdlałam z radości. Szczególnie jeśli chodzi o te oliwki, których fanką jestem wierną i zagorzałą. Wczorajsze śniadanie w domu zostało już przyrządzone zgodnie z rytuałem, i oliwek było o wiele więcej :)

A propos lotu. Prawdopodobnie nie uwierzycie, ale na dotychczasowe pięć lat moich związków z Turcją, częstych (coraz częstszych) lotów do i z powrotem, większość podróży odbywała się nocą albo wieczorem. W każdym razie po ciemku. Tak, te uroki latania czarterami, zwykle wciskanymi w „luki” w takich właśnie szalonych godzinach (wiadomo przecież, że czarter, z gruntu najtańszy sposób latania samolotem, traktuje się najgorzej, linie lotnicze robią sobie z nim co chcą). Teraz, prywatnie, także latam samolotami tanich tureckich linii, czarterowanych na potrzebę zimowego sezonu przez biura niemieckie. Tanio, bezpośrednio z Berlina, z jedzeniem na pokładzie i luźno traktowanym limitem bagażu – jedyny minus to nocna pora. Minus ten zresztą z czasem przekułam w plus – przynajmniej można spróbować spać.
Tym razem leciałam przed południem. Miałam więc nadzieję nie spać (zresztą nie dałoby się, mimo mojej nakładki na oczy do spania a la Audrey Hepburn), ale pooglądać widoki; tak dawno już nie leciałam za dnia!

Przyznam szczerze, że nie dziwię się turystom – naprawdę jest na co popatrzeć lądując w Antalyi. I trochę wcześniej też. Turcja pięknym krajem jest, tutaj nie ma co dyskutować.
Poniżej przykłady.

 

IMG_6441
Jezioro Słone (Tuz Gölü). Widać spore zasolenie, jezioro stopniowo „zanika”. Na wiosnę podobno robi większe wrażenie, zamierzam zresztą zobaczyć z ziemi i sama się przekonać.

IMG_6443
Wielkie jezioro nieopodal miasta Burdur.

IMG_6444
Tama. Jedna z wielu w Turcji.

IMG_6445
A tu też tama, i słynny zbiornik, po którym pływałam wiele razy z turystami – Zielony Kanion.

IMG_6446
Widoczek ogólny na góry Taurus spomiędzy chmur.

IMG_6449
A to już Antalya. Ogromne i rozległe miasto z piękną starówką pełną osmańskich domków. I obfitujące w wieżowcowe osiedla.

IMG_6450
Lecąc do Antalyi najpierw leci się nad zatokę, i uderza na lotnisko od strony morza. A aparaty pasażerów robią fotę za fotą.

IMG_6460

IMG_6461
Na pierwszym planie obu zdjęć wodospad Karpuz Kaldıran na rzece Düden, a w tle zamglone góry.

IMG_6464
Typowe w okolicy: rolnicze rejony. Uprawy przykryte w szklarniach chroniących od upału i palącego słońca a w zimie ulewnych deszczy.

IMG_6463
Tureckie budownictwo mieszkaniowe raz jeszcze. Wygląda średnio, ale w środku dużo, dużo metrów i przestronne balkony :)

Wysyłam dużo słońca (które, a propos, właśnie się wychyliło zza chmur) i udaję się załatwiać tak zwane sprawunki w mieście. Do następnej notki z-tureckiej-ziemi!