Aż dziwne, że nie nigdy wcześniej nie poruszyłam na blogu tego tematu. Jakoś się „nie zgadało”. A jest o czym. Kolbastı to tak ciekawe zjawisko, że należy mu się chodziaż jedna porządna notka na tur-tur blogu, i to taka z filmikami poglądowymi. Niniejszym jej dzień nastał :)

Pisać o Turcji i nie mówić nic o kolbastı to tak jakby próbować opisywać zachodnią kulturę młodzieżową i nie powiedzieć nic o tańcu breakdance czy electric boogie.
Podobnie jak w przypadku powyższych dwóch tańców kolbastı nie jest wcale takie proste – i na ogół więcej ludzi przygląda się popisom nielicznej „wtajemniczonej” grupy. Próbują naśladować, podrygując czy wyginając się nieśmiało albo bardziej odważnie – ale jednak cała istota tych tańców tkwi w solidnym wykonaniu. A do tego potrzeba mieć kondycję, poczucie równowagi i rytmu. I wtedy naprawdę jest co podziwiać.

Turcy generalnie narodem roztańczonym są, nie wstydzą się pląsać, przeciwnie, wydaje się że tylko na to czekają. Wystarczy trochę muzyki i kawałek wolnej przestrzeni, by zaczęło się strzelanie palcami, klaskanie, podrygi, śpiewanie, gwizdy i błogie uśmiechy. Jeszcze ciekawsze, że nawet gdy młodzież turecka jest zbuntowana, wytatuowana, wykolczykowana, wymalowana i poubierana na czarno (typu „emo”), tudzież wystrojona w szerokie dżinsy (typu hip-hop), nadal nie wstydzi się pląsać. Co więcej – pląsanie dotyczy stylów rozmaitych – znamienne i godne pochwalenia jest, że tu się tureckie tradycyjne tańce i muzykę „po prostu zna”, i hołubi szczególnie te z własnego regionu.
Przyznam szczerze, że ujmuje mnie to za serce – jest to nieporównywalne w odniesieniu do naszej polskiej kultury (czy potrafimy tańczyć jakieś tańce ludowe lub inne typowo polskie? Po maturze pamięta się jedynie poloneza… a i to nie zawsze)

Spośród wszystkich tureckich tańców kolbastı zdecydowanie się wyróżnia. Na pewno niektórzy z Czytelników odwiedzając rejony turystyczne widzieli kolbastı w naturze. Głośna, szalona muzyka (z wyraźnym rytmem i powtarzającą się melodią, główne zasługi ma tu piosenkarz Sinan Yılmaz), widownia ustawiona w kółeczko pośrodku którego jedna, dwie osoby uprawiające niezwykle interesujący i nie dający się do niczego porównać taniec: skrzyżowanie trzepoczącego skrzydłami kurczaka z pijanym tancerzem irlandzkim… no coś w tym rodzaju.
Zresztą sama nazwa to ciekawa zagadka: wydawało mi się, że ‚kolbastı’ to coś w rodzaju wywijania łopatkami/ramionami, pomieszanie z poplątaniem, a okazuje się, że to skrót od wyrażenia: „inwazja policyjnych oficerów” – po raz kolejny zresztą przekonuję się o niezbadanych pokładach dowcipu języka tureckiego.
Inna nazwa to „hoptek” już samym brzmieniem oddająca istotę rzeczy.

Taniec pochodzi oryginalnie z miasta Trabzon nad Morzem Czarnym, a dokładniej przybrzeżnej dzielnicy Faroz, w której mieszkają rybacy i ludzie o niewysokim statusie finansowym. Powstał w latach 60-70. XX wieku. Na temat jego genezy krążą rozmaite opowieści, mniej lub bardziej prawdopodobne, z których ja przytoczę trzy:

1. Taniec ma łączyć w sobie ruch łowionych przez rybaków małych rybek hamsi (specjalność regionu), po wyrzuceniu na brzeg, z ruchem bezrobotnych şarapcı (pijaczków) siedzących godzinami nad przystanią.

2. Taniec wymyślił jeden okoliczny „wariat” w latach 70., poruszając się w ten sposób na czyimś weselu.

3. Podczas pewnego wesela dwóch znanych w dzielnicy „ważnych obywateli” (w rodzaju ojców mafii), którzy zawsze mieli ze sobą porachunki, zostało zmuszonych do zatańczenia. Na tureckich tradycyjnych weselach jest przyjęte, że najważniejsze osobistości w okolicy są proszone do tańca (jest to honorem dla pary młodej więc nikt nie powinien odmówić). W trakcie tego tańca na oczach wszystkich gości panowie najpierw czynili wzajemne uniki, a w końcu się pogodzili.

Tyle legendy. Odkąd taniec stał się modny (czyli dopiero od paru lat) dorobił się wielu poważnych i niepoważnych analiz, z których wynika, że tradycja liczy około 150 lat, a może i jeszcze więcej, i że jest to po prostu jeden z tańców anatolijskich, występujący w wielu miejscach rejonu Morza Czarnego w różnych wersjach i pod innymi nazwami, wykonywany szczególnie na weselach.
Nie zmienia to faktu, że w tej chwili kolbastı stało się symbolem Trabzonu. Na tamtejszym uniwersytecie (Karadeniz Teknik Üniversitesi) prowadzone są kursy i festiwale, grupy taneczne występują w mediach, a filmiki z udziałem młodzieży z KTÜ są najbardziej wychwalanymi w internecie. W telewizji za to regularnie pojawiają się programy dotyczące fenomenu kolbastı, m.in. dowcipny dokument mojego ukochanego Okana Bayülgena (dla znających turecki).
W takiej sytuacji nie dziwne, że 31 maja został ogłoszony Dniem Kolbastı…

Tyle teorii, teraz praktyka. Oglądajcie i cieszcie oczy:

Poniższy filmik pokazuje jak wyglądało kolbastı zanim zabrała się za nie „współczesna młodzież” (dokonując jego „dekonstrukcji” :)). Jest to fragment starego programu telewizyjnego. Taki taniec jest dużo bardziej dostojny, panowie ruszają się krokiem bujanym, co od razu kojarzy się z tematami rybackimi. Natomiast ich białe koszule, czarne spodnie i wąsy to oczywiście klasyk tureckiej elegancji.


Poniżej to, co się dzieje czasami na szkolnych (i nie tylko) korytarzach… Szaleństwo :) Proszę zwrócić uwagę na rozmaite elementy kolbasti: imitacja bójki (tzw. lania po mordzie), ciągnięcia liny od domniemanej łódki, problemy z poruszaniem się, wstawaniem, pijackie ruchy. Wszystko jest jak być powinno.

amatör – en İyi kolbastı

Kolbastı rozpropagowała między innymi drużyna Trabzonspor, wraz ze swoimi zagranicznymi piłkarzami, co budzi szczególny zachwyt kibiców. Świętują w ten sposób po każdym wygranym meczu:


A… Dziewczęce kolbastı najbardziej mi się podoba. Jest pełne energii, żywiołowe, do tego to potrząsanie długimi włosami – to jest coś!


Kiz Kolbasti – Watch more Funny Videos

Ciekawym większej ilości filmików polecam stronkę www.kolbasti.org, gdzie można znaleźć także informacje o kursach tańca, jakby ktoś chciał poznać arkana tej „czarnomorskiego hip hopu”…