Aż nie wiadomo jak i co pisać. Od kilku dni przymierzałam się do napisania notki ale… Okazuje się, że wobec pewnych spraw ciężko ubrać myśli w słowa. Zresztą myśli tak pomieszane, że niewiadomo, jak się w tym wszystkim połapać.

Dziwnie po pierwsze, z powodu żałoby narodowej. Ze smutkiem a przede wszystkim szokiem na obczyźnie trzeba sobie jakoś radzić. Łatwe to nie jest: nie mam polskiej telewizji, znajomi Turcy dzwonią z kondolencjami, inni znajomi zapytują, czy to przypadkiem nie jakiś spisek. Tak, zauważyłam już kiedyś tą turecką tendencję do szukania spisku we wszystkim, co dokoła się dzieje… Siedzi to to głęboko w umysłach i nie daje się zbyć nawet racjonalnymi argumentami.
Dziwnie też dlatego, że będąc tutaj, poza granicami kraju, po raz pierwszy chyba tak wyraźnie odczuwam swoją polskość. Widzę to gdy ja z ciemnymi okularami na nosie, przygaszona, ubrana na czarno, wychodzę na pełne słońca ulice Alanyi, a tam życie po prostu toczy się dalej i turyści w sandałkach wracają zaróżowieni z plaży, a sprzedawca t-shirtów znów próbuje komuś sprzedać fantastycznej jakości bawełnę za 3 euro.
Zauważyłam pewną prawidłowość, a może przeczytałam gdzieś i od razu uznałam, że dotyczy mnie – dłużej przebywając za granicą człowiek bardziej identyfikuje się ze swoim krajem. Owszem, nie doszłam jeszcze do etapu owijania się we flagę biało-czerwoną czy słuchania z rozrzewnieniem polskich piosenek biesiadnych; przecież tak naprawdę jestem tu stosunkowo krótko.
A jednak… będąc „na obcej ziemii” bardziej czuję się Polką niż (paradoksalnie) dotąd mieszkając w Polsce. Z zapałem poprawiam Turków, jeśli opowiadają bzdurne historie i stereotypy na temat naszego kraju, nie mówiąc już o wytrwałej krucjacie przeciwko myleniu Polaków z Rosjanami. O swojej Ojczyźnie mówię jak najlepiej, uświadamiając sobie jednocześnie, jak mało o Polsce wiem (i że jak najszybciej powinnam tą niewiedzę nadrobić).
Mam nadzieję, że będę mogła głosować w wyborach, co mnie samą zaskakuje, bo zazwyczaj byłam dość neutralna politycznie.
Jak widać, świat się zmienia – i ja też :)

Dziwna jest ta islandzka chmura. Zastanawiam się, co się jeszcze przez nią wydarzy. Sezon zapowiadał się tak dobrze. Każdy porządny tutejszy przedsiębiorca wyłożył mnóstwo pieniędzy na remonty i rozbudowy. Wszyscy powtarzają wciąż, że „widoki na sezon są obiecujące”. W zimie przecież było tu tylu turystów! Niektórych hoteli w ogóle nie zamknięto!
I teraz, u progu sezonu lato 2010, chmura islandzka. Samoloty stoją, turyści w hotelach siedzą. Nie ma ruchu, po prostu stanęło. Zmartwieni codziennie wertujemy internetowe serwisy, gazety, prognozy – ile to jeszcze potrwa? Jeśli odejdzie znad Europy, w następnej kolejności przejdzie nad Turcję… Na jedno wychodzi – samoloty latać nie będą.
Nigdy nie miałam pamięci do liczb, dlatego od razu ulatują mi z głowy te wszystkie szacowane straty. Zresztą wystarczy zajrzeć do pierwszej lepszej gazety. Rośnie stres – jak bardzo to w nas uderzy? W końcu ja i moje otoczenie, żyjemy dzięki ruchowi lotniczemu. Nie ma samolotów, nie ma turystów. Nie ma turystów, nie ma pracy. A sezon jest krótki – nie trwa cały rok. Opóźniony start sezonu, to znów bolesne straty dla naszych kieszeni – mniejsza wypłata, mniejsza pensja. Bezrobocie. Włos się jeży.

Mam nadzieję, że to tylko takie panikowanie. Że wszystko się, jak to mówią, rozejdzie. I latać będzie można bezpiecznie. Jednocześnie egoistycznie cieszę się, że nie wydarzyło się to w środku lata, tylko teraz, kiedy ja jeszcze nie pracuję.
A z drugiej strony egoistycznie martwię się o mój czwartkowy lot do Berlina. Stamtąd drogą lądową mam się udać na upragnione 20 dni do Polski.

No i jak ja się udam?
No…? Czy mi się udać uda?

ps. Z ostatniej chwili:
W Alanyi po południu miał miejsce finał Prezydenckiego Rajdu Kolarskiego Turcji – Polacy w czołówce. Flagi w Turcji są dzisiaj w dniu pogrzebu zgodnie z zapowiedziami spuszczone do połowy masztów.