Oj, dużo się porobiło zaległości na blogu. Nie ma kiedy pisać, nie ma kiedy się skupić. Paradoksalnie koniec sezonu przynosi więcej pracy, więcej problemów i więcej stresu, niż poprzednie miesiące. Tym bardziej chce się go zakończyć jak szybko to tylko możliwe :)
Kiedy nagle wydarza się coś ważnego POZA pracą, robi się logistyczne wygibasy żeby zdążyć i być gotowym, nie mówiąc już o przebraniu się, i nie daj boże ułożeniu włosów.

Właśnie w takim pośpiechu przygotowywałam się wraz z koleżankami z pracy na tureckie wesele. O tym że nasz współpracownik z biura się żeni, wiedziałyśmy od dawna. Ale wciąż nie byłyśmy pewne, czy nas zaprosi… Co było do przewidzenia oczywiście zaproszenie dostałyśmy, ale z właściwym Turkom wyczuciem czasu – ledwo 2,3 dni przed wydarzeniem, na „ostatnią chwilę”. Zresztą mogłybyśmy (tak myślę po czasie) przyjść nawet bez zaproszenia – nikt by się nie obraził.

Nie chcąc pozostać w tyle za Turczynkami, rozpoczęłyśmy przygotowania strojów. Wesela nawet dalekie tureckie krewne uważają za idealną okazję po to, aby kupić nową kieckę, najlepiej długą, powłóczystą, tudzież w wersji „beza”. Do tego oczywiście pomalowane paznokcie, specjalnie dobrana torebka, a najważniejsze – włosy układane u fryzjera i perfekcyjny makijaż. Niestety nam na tego typu zabawy nie starczyło czasu po pracy, dlatego wszystko miałyśmy „domowej produkcji” – ale i tak myślę, Polska nie musiała się za nas wstydzić ;)

Jak to na prawdziwe tureckie wesele trzeba też było zrobić zakupy „złotnicze”. W Turcji kupowanie złota z tej okazji to najpopularniejszy zwyczaj, tym bardziej, że pobierająca się para nie miała jeszcze własnego mieszkania, do którego można by kupić jakieś praktyczne prezenty. Złoto to inwestycja – a młodzi sami zdecydują, kiedy je „spieniężyć” i co za to kupić.
Złoto kupuje się u prawdziwego tureckiego złotnika (w sklepikach „turystycznych” nie będą nic takiego mieli). Można wybrać bransoletki czy łańcuszek, ale najlepszą inwestycją na przyszłość jest czyste złoto. Zależnie od zasobności portfela można kupić tak zwany „kuruş” za około 60 lir (120 zł), çeyrek czyli ćwiartkę (99 lir), yarım czyli połówkę, i „całość”(najdroższa).
Pierwszy raz robiłam takie zakupy i byłam zaskoczona, ujmijmy to, lichym wyglądem złota. Jest to po prostu medalik, z wytłoczoną dla jeszcze „lepszego” wrażenia podobizną Atatürka. W odpowiednim momencie wesela, wyczekawszy swoje w kolejce gości, przypina się medalik pannie lub panu młodemu do specjalnie w tym celu przygotowanej szarfy (pani ma czerwoną, a pan białą).

 

IMG_1704

IMG_1807

Polska Skylar przypinająca tureckie złoto norweskiej pannie młodej

Jak widać na zdjęciu dla osób, które w ostatniej chwili zdecydowały się wpaść na wesele, czy nie przepadające za złotem, mogły też przypiąć banknot. Prosto i konkretnie.
A propos, dobrze, że nie było to wesele wiejskie. Na takich imprezach często znajduje się wodzirej, który nakłania gości do tańca, pilnuje porządku uroczystości, a – co najgorsze – przez mikrofon – informuje zebranych kto ile wręczył.

A tak poza tym? Na tureckich weselach zazwyczaj jest skromny poczęstunek: przystawki, drobne przekąski, napoje. Pojawia się też (po europejsku) tort. Najważniejsza jednak jest zabawa, czyli po prostu taniec. Wystarczy jeden zachęcający okrzyk ze strony wodzireja siedzącego przy organkach, by wszyscy goście ruszyli w tany. Im bardziej znaczący goście uroczystości zgodzą się zatańczyć, tym lepiej to świadczy o statusie pary młodej ;)

IMG_1775
No i się zaczyna: podskoki, okrzyki, strzelanie palcami, wyrzucanie banknotów. Powinny się sypać, żeby przynosić szczęście; synek wodzireja niepostrzeżenie przemyka pomiędzy nogami tańczących i zbiera je by potem wręczyć młodym. Fotografowie wystawiają na sprzedaż wywołane zdjęcia zrobione wdzięczącym się Turczynkom i czujemy się jak na jednej z naszych wycieczek :)

Wybija północ… i… czyżby? To koniec! Jak szybko się zaczęło, tak szybko się kończy. Goście po zrobieniu jeszcze kilku pamiątkowych zdjęć grupowych rozpierzchają się do domów. No, chyba że niektórzy decydują się wraz z parą młodą (w pełnej gali) i najbliższymi przyjaciółmi kontynuować zabawę w jednym z klubów nocnych.

Jak to mówią: było, minęło :)