Dzisiejsza notka krótka będzie i na dodatek reklamowa. Wbrew pozorom podczas zimowych miesięcy czas leci jakoś bardzo szybko, i okazuje się że wciąż jest coś do roboty. Na przykład trzeba przygotować kolejną lekcję polskiego dla mojego ucznia – tak, nie zdradzałam jeszcze, ale zaczęłam „bawić się” w nauczycielkę naszego ojczystego języka. Z kilku potencjalnych uczniów został mi jeden (na dodatek niejako z „rodziny”; krewny Króla Pomarańczy) – co dość dobitnie pozwoliło mi poznać typowy turecki słomiany zapał. Do nauki chętni są zazwyczaj wszyscy (kreśląc bajeczne wizje swojego życia po osiągnięciu zaawansowanego poziomu), gorzej z systematycznością, nie mówiąc już o stronie finansowej…
Oczywiście jeden uczeń to i tak sporo, szczególnie dla takiej nowicjuszki w nauczaniu jak ja. Co więcej, uczę po turecku, to dla mnie samej jest bardzo zabawne (do czego doszło!). Piękny nasz język pełen jest takich zawiłości, że nierzadko mój uczeń po prostu rozrzuca bezradnie ręce, prosząc mnie, żebym zarzuciła zasady i pouczyła go wszystkiego według wzoru „Kali jeść” – ja tymczasem uparcie odmawiam :) Na szczęście odnosimy oboje pojedyncze drobne sukcesy – mam nadzieję że do sezonu kolega będzie już mógł po polsku porozmawiać.

Oprócz wtajemniczania Bogu ducha winnego Turka w zawiłości polskiego języka zajmuję się rozmaitymi projektami i rzeczami, z których kilka wkrótce będę mogła mam nadzieję z dumą wyjawić :)
Poza tym wszystkim pozostaje jeszcze bardzo istotne w zimowym „rozkładzie” pichcenie i konsumowanie rozmaitych smakowitych tureckich lub polskich potraw oraz… oglądanie ulubionych programów w telewizji, szczególnie kilku seriali. Niestety ciężko się jakimś prawdziwie zainteresować: wydarzenia w nich przedstawiane są bowiem tak absurdalnie nieprawdopodobne, że to już nawet nie bawi :) Na szczęście są jeszcze komedie!

Oglądając nieskończenie długie przerwy reklamowe natknęłam się na dwie reklamy, które od razu postanowiłam umieścić w blogu. Wiecie dobrze, jak lubię oglądać i analizować reklamy. Niech będą więc dobrym uzupełnieniem niniejszej notki:

Zanim jednak obejrzycie najnowszą reklamę tureckich ciasteczek Biscolata niezbędny jest wstęp w postaci poprzedniej, wcześniejszej reklamy tej samej firmy. Teraz dopiero widzę, że pomiędzy obydwa spotami istnieje pewien związek…


Dziewczęta pytająją: „Czego chcemy?” – i mamy zdecydowaną odpowiedź. To reklama która we mnie osobiście wzbudza ukrywany dotychczas strach przed Turczynkami :) Pewnie dlatego na tym blogu tak rzadko o nich piszę :)

A poniżej nowa reklama, która doprowadziła mnie do histerycznego śmiechu:

Te wszystkie puszczane oczka, uśmiechy, prężenie muskułów! Zamiast kręcić reklamę w jakiejś dżungli ekipa filmowa mogła przyjechać w sezonie letnim do Alanyi! Jak w domu (tylko panowie w reklamie bardziej reprezentacyjni). Na marginesie w internecie natknęłam się na dość dużo komentarzy na temat tego spotu w stylu: „Spadłam z krzesła”, „Czy to reklama, czy mi się śniło”. Wzbudziła najwyraźniej duże poruszenie…

A jako druga czy właściwie trzecia reklama z innej beczki. Oto THY czyli Tureckie Linie Lotnicze uczyniły twarzą swojej nowej kampanii dla klasy biznes… POLKĘ! Znakomitą tenisistkę Karolinę Woźniacką. W reklamie proszę zwrócić uwagę na wszystkie wersje wymawiania jej nazwiska ;)

Notka miała być krótka a wyszło jak zwykle :) Pewnie dlatego, że uczeń jeszcze nie przyszedł (nigdy nie wiem o której przyjdzie). Wykorzystam więc pozostały moment, by zjeść jeszcze ze 2 sztuki çiğ etsiz köfte i przygotować ciasteczka cynamonowe do wina na sobotni wieczór przed telewizorem. Tak jest, drodzy Czytelnicy. Alanijska zima!