Dzisiaj po pierwsze się wypogodziło. Nie wiadomo na jak długo, ale zdecydowanie można było złapać kolorek. Ba, turyści zanurzyli się w basenach – to już niewątpliwa oznaka początku sezonu..!

Po drugie dzisiaj było święto. Ale nie – nie mówię tu o Paskalyi czyli tureckiej nazwie Wielkanocy, o której istnieniu niestety wielu Turków alanijskich w ogóle nie ma pojęcia. Mam na myśli tak zwany „23 Nisan” czyli 23 kwietnia, dzień mający na celu upamiętnić pierwsze Walne Zgromadzenie Narodowe Republiki Tureckiej w Ankarze. Twórca tego święta Ataturk sprytnie połączył je z rodzimą odmianą Dnia Dziecka. Dla wielu wyznawców kemalizmu to jedno z najważniejszych świąt w kalendarzu (zaraz po Dniu Zwycięstwa i Republiki).
Wyczytałam gdzieś że Turcja od lat stara się o przyznanie świętu 23 kwietnia rangi międzynarodowej, i że uznał je Unicef.

Tyle teorii. Pora na praktykę. Z racji że mieszkam aktualnie blisko stadionu, postanowiłam się wybrać (po raz pierwszy w mojej karierze) na obchody tureckiego Dnia Dziecka. Od tygodnia codziennie odbywały się tu próby przed dzisiejszymi występami stąd moja… ciekawość. Ścieżkę dźwiękową poznałam przez tych kilka dni na pamięć, z czego mój największy zachwyt wzbudziła pani nauczycielka (prawdopodobnie), która wciąż strofowała dzieci, a podczas obiadu w przerwie próby pouczała je następująco: „Pamiętajcie, dzieci, żeby nie zgubić talerzyków – kto zgubi talerzyk płaci 50 lira” :)

Niniejszym nastał słoneczny poranek 23 Nisan, załadowałam aparat i w podskokach pobiegłam na stadion. Kiedy już przepchałam się przez tłum matek z dziećmi i ojców z telefonami komórkowymi moim oczom ukazała się zieloniutka murawa wypełniona nieletnimi maszerującymi. Maszerującymi w idealnym szyku, w niebieskich mundurkach, z wysoko unoszonymi kolankami. W sercu poczułam jakiś ucisk, a w głowie słodkie wspomnienie pierwszomajowych pochodów… Podobieństwo nie było zaskakujące, w końcu obchody 23 Nisan to laurka wystawiana Wielkiej Republice, peany, wierszyki, potęga wojska, zwycięskie bitwy, szczypta ludowizny i tak dalej.
Przypomniało mi się to niesamowite uczucie uczestniczenia w pochodach, kolory, baloniki, muzyka, wata cukrowa, upalna pogoda (któregoś lata po powrocie do domu wskoczyliśmy z bratem do wanny z chłodną wodą; ależ musiało być gorąco). Dla małego dziecka to przeżycie z najwyższej półki.

Bawiłam się więc świetnie, oglądając pokazy taneczne dzieciaków tureckich, i pstrykałam zdjęcia korzystając z wdzięcznego tła w postaci zielonej jak trawka Zajączka Wielkanocnego. Tak jakby się czas zatrzymał :)

IMG_6731
Stadion pełen miników (minik – maluch)
IMG_6686
– Córeczko, widzisz nas? Tu jesteśmy!

IMG_6698
Defilada kolorów i wzorów.

IMG_6715
Oczekiwanie 1

IMG_6700
Oczekiwanie 2

IMG_6733
Zainteresowany obiektywem zamiast wystepami braciszka/siostrzyczki.

IMG_6669
Żaden Dzień Dziecka nie może się obyć bez orkiestry dętej :)

IMG_6743
Baletniczki dały czadu.

IMG_6750
Szczególnie tutaj.

IMG_6738
Występ indywidualny poza programem…

IMG_6771
Ludowizna.

PS. Wesołego Jajka!