We wtorek premier Erdogan oficjalnie ogłosił to, o czym plotkowano coraz intensywniej w ostatnich dniach. No i jest! ‚Bedelli askerlik’ czyli mniej więcej „zapłacone wojsko”. Nowa ustawa jest już prawie gotowa do wejścia w życie, choć nie do końca zgodna z konstytucją, gdzie napisano przecież, iż służba wojskowa jest prawem i obowiązkiem każdego Turka płci męskiej :)
Nie dało się od niej jak dotąd w żaden sposób wykręcić, choć wielu próbowało na następujące sposoby:
– nie zgłaszając się na komisje i żyjąc jako „uciekinier” (nigdzie oficjalnie nie figurując, w Turcji się da)
– fałszując sobie dokumenty (w Turcji się da, jak wyżej)
– przedłużając studia do granic absurdu

Wszystkie te półlegalne drogi można było ominąć oficjalnie – wystarczyło tylko mieszkać czy uczyć się za granicą, być tam ubezpieczonym przez 3 lata, a wtedy – 5 tysięcy dolarów do kasy Republiki, 21 dni szkolenia zastępczego w Burdur na zachodzie Turcji i problem z głowy!

Ktoś z europejskiej perspektywy zapytałby dlaczego tyle zabiegów i wykrętów? Ano dlatego, że w Turcji po pierwsze: w praktyce nie istnieje górna rozsądna granica, od której nie przyjmuje się do wojska (słyszałam o przypadkach przyjmowania osób po 50-tce, które jakimś cudem się uchowały…). Po drugie nie można wykręcić się żadnymi chorobami (jak to bywało w Polsce) – zresztą takie zaświadczenie niezwykle ciężko byłoby sobie ‚załatwić’, bo lekarze nie chcą współpracować ;) Po trzecie NIE ISTNIEJE tutaj coś takiego jak służba zastępcza i odmowa służby z powodów przekonań czy religii.
Ba, oficjalnie dla większości Turków służyć w armii to honor i zaszczyt, co dodatkowo jest wzmacniane całą symboliką typu oflagowane samochody wiozące delikwenta do wojska, krzykliwe i tłumne pożegnania na dworcach autobusowych, zaśpiewy typu ‚O simdi asker’ („On jest teraz żołnierzem”).

Jednocześnie warto pamiętać, że:
1. Służba wojskowa trwa 15 miesięcy, jeśli ma się wykształcenie średnie i niższe
2. Lub 5 miesięcy, jeśli skończyło się wyższą uczelnię
3. Można zostać przydzielonym na służbę do wielkiego miasta (i być np. szoferem generałowej, kucharzem lub pracować przy komputerze w klimatyzowanym biurze), ale można też zostać wysłanym na wschód kraju, gdzie od lat jest niebezpiecznie i gdzie – niestety – bardzo łatwo zginąć z rąk kurdyjskich terrorystów czy np. wjeżdżając na minę.

Punkt 3. a dokładniej ta totalna przypadkowość z jaką decyduje się przyszłość poborowego (niezależnie od jego umiejętności i predyspozycji psychofizycznych) powoduje, że wielu jednak unika służby wojskowej. No i w ten sposób wracamy do początku notki i zaczynamy już rozumieć, dlatego ‚płatne’ wojsko zostało powitane we wtorek z taką ulgą choć… nie bez kontrowersji.

Oto uchwalone zostało, że kto nie chce służyć w wojsku, a ma skończone 30 lat, powinien zapłacić 30.000 lir tureckich w ciągu 6 miesięcy od zgłoszenia (połowę przy zapisie i połowę w ciągu następnego półrocza). I tyle. Nawet nie ma 3-tygodniowej służby zastępczej w Burdur!
Dla mieszkających za granicą została podniesiona suma do 10.000 euro, za to bez granicy wieku. I znów bez 3-tygodniowej służby zastępczej.

Teraz łatwo zrozumieć mieszane uczucia wszystkich tych, którzy czekali na tą ustawę. Skąd tu wytrzasnąć 30 tysięcy lir (prawie 55 tys zł)?! Zapis najwyraźniej zakłada (biorąc też pod uwagę granicę wieku), że służby chcą uniknąć osoby prowadzące firmy czy rozwijające pomyślnie karierę zawodową, dla których kilka-kilkanaście miesięcy poza miejscem pracy oznacza duże straty finansowe. Skoro tak – niech płacą! Tym bardziej że zebrane pieniądze mają być przeznaczone m.in. dla rodzin ofiar terroryzmu na wschodzie (czyli m.in. zmarłych poborowych).

W przepisie nie ma mowy o osobach które z wiadomych sobie względów odmawiają służby (pacyfiści, osoby o konkretnych przekonaniach religijnych itp.). Jak podkreślił w swojej przemowie premier Erdogan – w tej chwili absolutnie nie ma o tym mowy. Ja sama podejrzewam że jest to taktyczne zagranie – wcześniej czy później Turcja zniesie przymusowy pobór do wojska i wprowadzi armię zawodową, ale teraz, kiedy poborowi – ofiary terroru to wciąż świeża sprawa, po prostu nie można.

Rozwiązanie jest więc jedno: albo cię stać, i od służby się wykręcisz, albo pójdziesz służyć i już. Szacuje się, że mężczyzn po 30-tce, które nie poszły jeszcze do wojska jest 400 tysięcy. Banki od razu uruchomiły pakiety kredytowe :)

Społeczeństwo tureckie jak w wielu tematach tak i w tym podzielone. Jedni protestują, że wiek 30 lat zbyt wygórowany (trzeba będzie dłuuugo studiować, żeby po szkole do woja nie porwali), drudzy że 30 tys. lir za dużo, trzeci że potrzebne jest referendum.
A jeszcze inni mówią: „Ale jak to, nie iść do wojska – co ja powiem wnukom, jak spytają czy służyłem Ojczyźnie?!”

Na koniec notki dwa wzruszające akcenty muzyczne, odkryte przypadkiem dzisiaj.
Dwie piękne piosenki poświęcone ofiarom trzęsienia ziemi w Van tej jesieni. Piosenka Melis Bilen „Aglama Van”/”Nie płacz Van” została specjalnie napisana dla ofiar katastrofy. Natomiast utwór „Bizim eller ne guzel eller”/”Nasze ręce tak piękne, dobre ręce” to stara piosenka typu türkü za którą zabrali się studenci z różnych krajów w ramach projektu Rhytm of The Universe.
Oba utwory robią wrażenie i niosą piękne przesłanie, posłuchajcie: