/źródło zdjęcia i wiecej informacji: Ambasada RP w Ankarze/

Nastała jesień, zakończył się sezon, i nadeszła tym samym pora upragnionych wakacji.
Zanim jednak rozpoczęły się wakacje, Skylar dostąpiła zaszczytu znalezienia się w Radzie Konsultacyjnej Polonii Tureckiej, stworzonej przez Ambasadę RP w Ankarze. Do Rady zostało zaproszonych ponad dwudziestu Polaków z całej Turcji, reprezentujących różne środowiska i różne zawody i w różny sposób działających w środowiskach polonijnych lub tureckich. Rady Polonijne powstały także w innych krajach z inicjatywy ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego, np. Francji, Niemczech. Ich celem jest wymiana informacji na temat działań Polonii oraz rozmaite wspólne działania służące Polakom za granicą.

W miniony piątek udałam się więc do Ankary na spotkanie inauguracyjne w Ambasadzie. Obrady upłynęły w niezwykle sympatycznej i kreatywnej atmosferze. Trzeba przyznać, że zapewne nie tylko dla mnie, było ogromnym zaskoczeniem dowiedzieć się, ile ciekawych wydarzeń i inicjatyw odbywa się w Turcji – z polskimi akcentami. Niezwykłą przyjemnością było też poznanie twórczych i aktywnych Polaków mieszkających w tym samym co ja kraju, ba, znaleźli się nawet w tym szacownym gronie czytelnicy bloga :)… Mimo, że dzień był długi i męczący (wyjazd z Alanyi o 6 rano, powrót o 3 w nocy!), wrażeń po nim i pozytywnej energii starczy mi (i nie tylko mi) – mam nadzieję – na długo.

Po powrocie nie miałam nawet czasu aby ochłonąć – praktycznie dopiero co wraz z KP opuściliśmy zajmowane przez nas przez 3 lata mieszkanie w Alanyi (a nazbierane przez ten czas rzeczy trzeba było jakoś sensownie spakować i podzielić). A potem przygotować walizki na zimowe wojaże i… w drogę!
Jak starzy Czytelnicy wiedzą, Skylar aby naprawdę odpocząć nie może być ani w Alanyi, ani w Poznaniu. Wybraliśmy więc z K.P. tak zwaną „nową destynację” i ruszyliśmy na długo wyczekiwane wakacje.

Przez najbliższe dwa miesiące nie spodziewajcie się więc, Drodzy Czytelnicy, notek o Turcji. Będę pisać i publikować zdjęcia z innych miejsc (no, chyba że pod wpływem jakiegoś kaprysu coś o kochanej Turcji napiszę). Fizycznie z „moich” dwojga krajów szybciej znajdę się w Polsce ;)
Interesują mnie nowe miejsca, nowe bodźce, wietrzenie mózgu. Doświadczenie uczy, że trzeba to robić regularnie, o ile tylko jest to możliwe, bo inaczej funkcjonowanie na wysokich obrotach w pracy byłoby ciężkie. Musi być coś (nazwijmy to pasją, hobby, nawet uzależnieniem), co trzyma nas w tak zwanym pionie. W moim przypadku „to coś”, to „TURlanie się” po świecie…. :)