Planowałam post o kermesie opublikować dwa dni wcześniej, ale wypadek w kopalni w miejscowości Soma i ogłoszona żałoba w naturalny sposób zamknęły mi usta. O tragedii nie będę wiele pisać, najlepiej zamilknąć, aby uczcić pamięć zmarłych górników. Informacje o ilości ofiar jak i przyczynach wypadku są wciąż bardzo niepewne, a dodatkowo podsycane przez mniej lub bardziej polityczne interesy. Ponadto – niestety wydaje się, że najbardziej naturalna formą wyrażania swoich opinii w Turcji jest od jakiegoś czasu organizowanie protestów i demonstracji, w większości dość agresywnych, co jest przykre w tym kontekście. Dużo bardziej na miejscu byłyby marsze milczenia, cisza i skupienie, bo tego – moim skromnym zdaniem – wymaga sytuacja.

Życie jednak musi toczyć się dalej, a turecką politykę zostawiamy na boku.

Chciałam pokazać Wam dzisiaj kilka migawek z kermesu. Kermes… – nie brzmi to swojsko? Jak nasz ‚kiermasz’? :) I o to właśnie chodzi. W pierwszych dniach maja tuż przed moim budynkiem zaczęto stawiać tajemnicze konstrukcje. Następnego dnia zarówno kawałek ulicy jak i wielki obszar obok, należący oficjalnie do tzw. Düğün salonu, czyli miejsca, gdzie organizowane są grzeczne muzułmańskie wesela, przemieniony został w targowisko. Wprost pod moim balkonem napompowano zamek do zabaw dla dzieci, trampolinę…
I się zaczęło! Codziennie od 10 rano do 23 wieczorem na Kiermasz przychodziły tysiące Alanijczyków, zarówno vipów, którzy chcieli się pokazać, jak i dzieciaków z dzielnicy, które godzinami skakały na zamku wydzierając się wniebogłosy. A poza tym oczywiście ludzie, którzy robiąc na Kiermaszu zakupy wsparli w ten sposób szczytny cel. Ideą tego bazarku było zebranie środków na akademik nowego alanijskiego uniwersytetu (yurt) i tym sposobem wspomożenie chcącej się uczyć młodzieży.
Odwrotnie niż u nas, taki charytatywny kiermasz musiał się obejść bez piwa :) ale za to były kiełbaski, i to m.in. z wielbłądziego mięsa, były rozmaite rodzaje kebabów i inne smakołyki, oraz atrakcje (można było np. zrobić sobie zdjęcie w stroju sułtana). Ciuchy, artykuły wyposażenia wnętrz, pachnące mydełka, porcelana… Wszystko w dobrych, muzułmańskich cenach.

Robienie zdjęć na kiermaszu nie było mile widziane, ale udało mi się „wykraść” parę kadrów tu i tam. To w odwecie za hałas, który musieliśmy jakoś przeżyć przez te dwa tygodnie. Na dodatek z powodu intensywnych opadów deszczu bazarek został wydłużony o 3 dni…
W ubiegłą środę obudziłam się już w kompletnej ciszy, jak to niegdyś bywało. Wyjrzałam przez okno – po bazarku, poza paroma pustymi konstrukcjami straganów – nie zostało ani śladu, ani nawet jednego papierka.

IMG_7694Zakupowe szaleństwo

Wiatraczki, wata cukrowa, baloniki na druciku – brzmi znajomo?

Pan przygotowuje lód – jak widać częściowo umieszczony w kubeczkach…

A tutaj już sorbet czyli şerbet w gotowej formie :) Pycha!

Dział mięsny. Przygotowywanie kebabów adana.

IMG_7703Placki, gözleme i inne rozkosze, a wszystko zanurzone w kebabowym dymie :)

Yayık ayran – czyli jogurtowy napój stworzony z maślanki – z apetyczną pianką na wierzchu. Idealny do kebaba!

IMG_7708Dział restauracyjny – tutaj można zakupione dobra spałaszować w towarzystwie rodziny i przyjaciół :)

IMG_7711Podobała mi się ta ‚teyze’ (ciotka) która nakładała Panu börek do pudełka wraz z ‚mięsną’ wkładką czyli osami :)

IMG_7712Pani sprzedająca börki – wszystko domowej roboty, przepyszne – i w całości dochód przekazywany jest na cel charytatywny.

Dziewczyny się trochę wstydzą zdjęć :)

IMG_7714Dział produkcji gözleme – mój ulubiony. Tak dobrego gözleme z nadzieniem ziemniaczkowym dawno nie jadłam.

Gözleme już na papierze gotowe do spakowania :)

IMG_7717Powrót do działu kebabowego.

Tak wyglądało wejście na Kermes: reklamy sponsorów, tłumy, zaparkowane jeden na drugim motorki, a na plakacie zaproszenie na kolejny Kermes w mieście Gazipaşa (40 km od Alanyi) – już od 23 maja! :)