/na zdj. napis odkryty pod wodospadem Kurşunlu: „Proszę nie pisać na roślinach”/

Luty, cóż za zaskoczenie, okazał się być miesiącem nadspodziewanie krótkim. Naprawdę aż szkoda, że się kończy. Wiecie przecież, jak lubię zimę – także w Alanyi. Nigdy nie brakowało mi upałów, do szczęścia wystarczy 15-20 stopni i bezchmurne niebo. Nawet jak pada, to jest fajnie. Za to teraz czas wydaje się biec szybciej i zaraz się okaże, że nie wychodzę zza biurka w pracy.
Na blogu w lutym były same pożyteczne wpisy, zero obijania się. Przyznam szczerze, że aż sama siebie za to podziwiam :) Toteż dla równowagi dzisiejsza notka: trochę retrospekcji, trochę fotek zimowej Alanyi i okolic, żadnych przydatnych informacji, żadnych poradników dla turystów. Czysty relaks ;)

20150212_152902

Na początku lutego musiałam odkurzyć odstawione dawno w kąt umiejętności przewodnickie i wyjechałam z turystami na dwie wycieczki. Powyższe zdjęcie pochodzi z przemiłego miejsca – okolic Kanionu Sapadere i przedstawia naszego szofera i arabę (auto) ;)
2015-02-04 KAS2Odwiedziliśmy m.in. teatr w Aspendos i antyczne miasteczko Side, które – a właściwie kolumny Świątyni Apollina – chyba najlepiej prezentują się w zimie przy bezchmurnym niebie.

2015-02-04 KAS1Po raz pierwszy byłam o tej porze roku pod Wodospadem Kurşunlu nieopodal Antalyi. Było niemalże rajsko, choć odcienie zieleni typowo jesienne. Podobało mi się.

IMG_0063Spacerując po Parku Krajobrazowym wchodziłam w różne zakamarki ;)

20150211_161650Luty to taki miesiąc, że jak w górach spada śnieg to w Alanyi jest radocha. Ludzie jeżdżą na niedzielne pikniki i wrzucają zdjęcia ze śniegiem na fejsbuka. Tutaj jak widać śnieg został dostarczony pod same drzwi…

Nowy folder17Kolejną wyprawą z turystami było wspomniane Sapadere połączone ze zwiedzaniem Jaskini Dim. Po dość intensywnych opadach w międzyczasie poziom wody w wodospadach był imponujący, kotłowała się jak szalona. Ale i tak było pięknie. Słoneczną pogodę doceniły również wszelkiej maści zwierza (jak widać).

Nowy folder16W lewym okienku widok z tarasu widokowego przy jaskini Dim (w której byliśmy sami, i na dodatek na chwilę zgasło światło :)), a po prawej Kanion Sapadere.
2015-02-20W lutym rozkręciłam się dość poważnie z tak zwanym ruchem na świeżym powietrzu. To już najwyraźniej ten wiek, kiedy zaczyna się myśleć perspektywicznie ;) Poniższe zdjęcia przedstawiają moje rowerowo-spacerową trasę.

IMG_0241Przejście podziemne z tak zwanym „słitaśnym” daszkiem.

IMG_0252Jedna z najbardziej lubianych przeze mnie spacerowych ścieżek, jeszcze z czasów, kiedy mieszkaliśmy w dzielnicy Obagöl (zdecydowanie moja ulubiona dzielnica mieszkalna w Alanyi).

IMG_0254Plażowa nostalgia, czyli nic nowego.

IMG_0246Palmy z niecierpliwością czekają na wiosenną kosmetykę.

IMG_0256Te chyba wymagają podcięcia końcówek ;)

IMG_0223Luty to także polowanie z aparatem na balkonie na fajne zachody słońca. Co prawda do ideału nie zbliżyłam się ani troszkę, ale powyższe zdjęcie, jak i poniższe, uważam za całkiem udane.

IMG_0270A na koniec jeszcze wspomnienie lutowych kulinarnych fantazji. W lutym muszę się bezwstydnie pochwalić, że a) ani razu nie kupiłam chleba ze sklepu (wciąż piekąc na wyhodowanym przez siebie zakwasie), b) upiekłam po raz pierwszy w życiu simity (i to w Walentynki!), c) eksperymentowałam z daniami obiadowymi i ciastami m.in. tworząc poznańskie pyzy na parze, d) K.P. podejmował całkiem udane próby tworzenia domowej mozzarelli z tureckiego sera.
Jestem zadowolona z rezultatów, które są niebiańskie w porównaniu z moimi zmaganiami z kuchnią turecką. Odkąd porzuciłam tę nierówną walkę i pogodziłam się z tym, że tureckiej mamy nigdy nie doścignę, życie stało się prostsze i o wiele przyjemniejsze ;)

20150218_114549Tu na deser śniadaniowa „sałatka” w wykonaniu K.P.