Dzisiaj przed Wami bardzo ciekawa rozmowa z Kasią Sadowską-Özcan i jej mężem Hasanem. Kasię poznałam wiele lat temu w Poznaniu i nie będziecie zaskoczeni jeśli powiem, że dzięki temu blogowi :) Jest turkolożką i tłumaczką, choć pracowała też w turystyce. Jej mąż, z którym są razem już 9 lat, jest analitykiem bankowym. W Polsce spędził 6 lat i co więcej zna bardzo dobrze nasz język. Kasia i Hasan początkowo mieszkali w Polsce, następnie przeprowadzili się do Stambułu a potem na prowincję, do Akyaki, gdzie Hasan pracował w rodzinnej firmie. W Turcji spędzili trzy lata, a od tygodnia znowu próbują swoich sił w Polsce! Są rodzicami kilkumiesięcznej Laury Karyi. /Wszystkie zdjęcia pochodzą od bohaterów wpisu/ 

Kasia i Hasan

Kasia i Hasan

Kasia, ukończyłaś poznańską turkologię. Powiedz jak wyglądają studia turkologiczne? Czego i jak się tam można nauczyć? 

Studia turkologiczne to przede wszystkim intensywna nauka języka tureckiego, ale nie tylko. Program nauczania obejmuje też wiele przedmiotów z zakresu językoznawstwa, historii, literatury i szeroko pojętej kultury wielu państw turkijskich, a także naukę innych języków używanych w tych krajach, co często jest niespodzianką dla nowych adeptów turkologii, którzy spodziewają się jedynie przedmiotów ściśle związanych z Turcją i językiem tureckim :) Na poznańskiej turkologii drugim obowiązkowym językiem turkijskim jest kazachski. Poza tym nauczane są również podstawy innych języków azjatyckich, takich jak koreański, mongolski czy chiński. Na tych studiach z pewnością można nauczyć się biegle języka tureckiego, zdobyć wiedzę o językach turkijskich oraz specyfice państw regionu.

Dlaczego wybrałaś ten kierunek studiów? Komu byś je poleciła, a komu odradziła?

Turkologia była drugim kierunkiem, który studiowałam. Na pierwszych studiach, również zresztą filologicznych, miałam zajęcia z bloku dotyczącego turystyki basenu Morza Śródziemnego, w ramach którego mogłam wybrać do nauki język grecki lub turecki. Wybrałam turecki, bo wydawał mi się ciekawszy, bardziej orientalny. Na tych zajęciach nauczyłam się tureckiego w stopniu podstawowym. Później szkoda mi było zaprzestać naukę. W międzyczasie poznałam też swojego męża i tym samym zyskałam dodatkową motywację :) Turkologię polecam osobom, które interesują się Turcją, ale są też gotowe na intensywną naukę innych języków turkijskich. Jak pokazują statystyki, na studia turkologiczne często decydują się osoby zainteresowane samą Turcją – nierzadko po wyjątkowo udanych wakacjach w tym kraju. Program studiów mija się jednak z ich zainteresowaniem, gdyż obejmuje wiele przedmiotów dotyczących Azji Środkowej. Poza tym przyznam szczerze, że język kazachski nie należy do najłatwiejszych. Ostatecznie takie osoby szybko rezygnują z dalszej nauki. Gdy ja rozpoczynałam studia na roku było ponad 20 studentów, a studia skończyło… 6 osób :)

Dużo na blogu pisałam o tureckim, ale ja jestem samoukiem :) Czy możesz jako profesjonalistka w skrócie scharakteryzować język turecki? Co jest w nim trudne, a co proste dla adepta tego języka?

Turecki należy do grupy oguzyjskiej języków turkijskich. Jest to przede wszystkim język aglutynacyjny, czyli taki, w którym poszczególne afiksy dodawane do wyrazów-rdzeni pełnią funkcję składniową. Innymi słowy, moc języka tureckiego leży w końcówkach. Każda ma inne znaczenie, co oznacza, że do jednego wyrazu należy dodawać jednocześnie wiele afiksów i tym samym tworzy się zdanie. Bywa, że zdanie w języku polskim, które zajmuje dwa wersy, w przekładzie na język turecki jest jednym długim wyrazem. Na tym też polega bodajże największa trudność tego języka – opanowanie afiksów i wszystkich ich wariantów tak, by móc płynnie dodawać je w zależności od budowy rdzenia wyrazu. Poza tym, przynajmniej dla mnie, zmorą są wyrazy brzmiące podobnie, ale mające zupełnie inne znaczenie i często różniące się jedynie samogłoską – umlautem, którą nam Polakom trudno jest wymówić poprawnie. Błędy bywają jednak niezwykle zabawne. Na przykład: „Sana küstüm – Pogniewałam się na ciebie” i Sana kustum – Zwymiotowałam na ciebie”.

Ha, ha, mi się zdarza często popełniać ten błąd :) W takim razie jak najlepiej uczyć się tureckiego według Ciebie? Masz jakieś ciekawe sposoby, źródła, podpowiedzi?

Tak jak w przypadku każdego języka czy uczenia się w ogóle każdy musi wypracować swoją własną metodę. Jeden student musi uczyć się języka z książek, innemu z kolei wystarczy pobyt za granicą. Ja, na przykład, muszę najpierw poznać i zrozumieć gramatykę danego języka bym mogła zacząć się komunikować. Na pewno bardzo dużym ułatwieniem jest posiadanie tureckich znajomych :) Poza tym słuchanie tureckich piosenek, których teksty zazwyczaj bywają niezbyt skomplikowane, może okazać się pomocne. Na wyższym poziomie polecam seriale, dzięki którym można nauczyć się codziennego słownictwa. Mnie również bardzo one pomogły, gdy rozumiałam już turecki w dużym stopniu, ale wciąż miałam trudności z mówieniem. Oglądając seriale można też nauczyć się pewnych powiedzonek – czysto tureckich, którymi można zabłysnąć przed tureckimi znajomymi, na przykład „hayırdır inşallah” na dźwięk telefonu :)

Obecnie zajmujesz się pracą tłumaczki. Zdradź arkana zawodu, jak przygotowujesz się do tłumaczeń? Jak radzisz sobie z przekładem długich tureckich zdań na język polski? :)

W przypadku tłumaczeń ustnych zazwyczaj wiem odpowiednio wcześniej czego mniej więcej będzie dotyczyła rozmowa. Mogę więc przygotować sobie słownictwo z danej dziedziny. Wykonując tłumaczenia handlowe dla firm wcześniej przeglądam ich strony internetowe by zorientować się z ich ofertą. Tłumaczenia ustne są naprawdę bardzo wyczerpujące dla tłumacza ze względu na zupełnie odwrotną konstrukcję zdania w kombinacji polsko-tureckiej. W języku polskim orzeczenie występuje zazwyczaj na pierwszym lub drugim miejscu w zdaniu, w tureckim natomiast na ostatnim. Ponadto wszystkie zdania podrzędne występują przed zdaniem nadrzędnym, czyli tłumaczenie „na bieżąco” części zdania i dalej czekanie aż rozmówca dopowie jego drugą część jest zupełnie niemożliwe, gdyż to od czego ja muszę zacząć to właśnie koniec zdania w języku polskim. Warto więc wspomagać się robieniem dość szczegółowych notatek, bo łatwo można zapomnieć o tym, co rozmówca powiedział na samym początku. Innym wyzwaniem są tureckie zwroty grzecznościowe, które w języku polskim po prostu nie istnieją. W tureckim mamy ich z kolei całe mnóstwo i bardzo często się je używa, przykładowo: „Gözün aydın” gdy komuś przydarzy się coś miłego jak choćby wizyta długo niewidzianego krewnego.

A jakie są według Ciebie najśmieszniejsze, najłatwiejsze, albo najtrudniejsze słowa po turecku?

Najśmieszniejsze? Chyba „kupa” i „huy” :) Kupa to kubek albo puchar (np. „W nagrodę za dobre wyniki w grze Ali dostał ‘kupę’”, czyli puchar), a huy – charakter. W szczególności z tym drugim można otrzymać ciekawe kombinacje – mówimy na przykład, że Mehmet ma dobrego/złego ‘huya’ czyli ma dobry/zły charakter :) Z kolei najłatwiejsze słowa to z pewnością te, które po polsku i turecku brzmią tak samo, czyli np. kalorifer, şapka, telefon, plaj, itp. A jeżeli chodzi o najtrudniejsze słowa to chyba każdy Turek poda klasyczny przykład Çekoslovaklyalılaştıramadıklarımızdan mısınız? Czyli „czy jesteście jednymi z tych, których nie udało nam się zczechosłowaczyć?”. Czasem trudność sprawiają też wyrazy osmańskie, które bywają dość długie, takie jak “muhafazakar” – konserwatywny, choć z pewnością nie jest to regułą – mnie z kolei, właśnie ze względu na swoją oryginalność, dość łatwo zapadają one w pamięć.

Dobrze, powiedz mi w takim razie jako turkolog, czy poprawne jest nazywanie Stambułu – Istambułem? Często można to spotkać nawet w folderach biur podróży. 

Polacy mają wielki problem z nazwą tego miasta, często posługują się nazwą turecką i angielską Istanbul oraz wymyślają Stanbuł albo Instanbuł (to ostatecznie chyba najgorsze!). Oficjalnie obydwie nazwy są poprawne, ale na poznańskiej turkologii uczono nas by posługiwać się jednak nazwą Stambuł, gdyż jest czysto polska. Istambuł to trochę kalka z angielskiego.

I wszystko jasne, dziękuję! A jak z kebabem? Mówimy i piszemy kebab, czy kebap?

Tu sprawa jest trochę prostsza. Po polsku poprawnie to kebap. Kebab przywędrował do nas prawdopodobnie z języka angielskiego choć może też mieć coś wspólnego z językiem tureckim. Mianowicie ‚kebap’ to w tureckim nazwa ogólna mięsa przyrządzanego na kebaby, gdy jednak chcemy określić jaki konkretnie to kebap (mianownik) w tureckim należy dodać do niego samogłoskę ı i wówczas p udźwięcznia się do b, czyli powstaje kebabı. Hasan z kolei proponuje, by polski kebap pozostał kebabem dla odróżnienia sposobu przyrządzania tego dania przez Turków i Polaków :-)

Wiem, że zajmujesz się też nauczaniem tureckiego Polaków. Kim są Twoi uczniowie? Dlaczego podejmowali naukę? Co sprawiało im problemy, a co przychodziło łatwo?

Wśród moich uczniów są osoby w przeróżnym wieku – nauczałam zarówno dzieci jak i osoby dorosłe. Nie ukrywam, że najczęściej są to kobiety, które koniecznie chcą utrzymać znajomość z tureckim kolegą poznanym podczas wakacji. Druga grupa to osoby, które z Turcją związane są biznesowo. Czasami zdarzają się dzieci ze związków polsko-tureckich, które mają ograniczony kontakt z jednym z tych języków. Największą motywację wykazują z pewnością zakochane panie. Ciekawie przedstawia się też motywacja osób uczących się tureckiego ze względów zawodowych, gdyż jest bardzo wybiórcza. Nigdy nie zapomnę pani, która podczas nauki kolorów dumnie popisywała się ich znajomością. W końcu doszłyśmy do pomarańczowego, ale tego akurat koloru pani nie znała i co więcej stwierdziła, że jego znajomość jest jej zupełnie niepotrzebna, bo … ubrania w tym kolorze się nie sprzedają.

Na koniec zapytam Cię o codzienność :) Jesteś młodą mamą, do niedawna mieszkałaś w Muğli. Jakie są Twoje obserwacje jeśli chodzi o macierzyństwo w Turcji w stosunku do Polski?

DSC_0044-001

W komplecie: Hasan, Kasia i Laura Karya

Turczynki charakteryzuje zdecydowanie bardziej beztroski stosunek do macierzyństwa. Polki już w ciąży dużo czytają, zdobywają wiedzę, wertują internet, doskonale wiedzą jakim badaniom mają się poddać, są świadome ryzyka z nimi związanego, wiedzą co mogą jeść, a czego nie, planują wychowanie dziecka, stosują specjalne diety dla swoich dzieci, itd. Turczynki natomiast takimi rzeczami się najczęściej zupełnie nie przejmują i bazują bardziej na doświadczeniu swoich matek. Bezgranicznie ufają lekarzom i nie mają w zwyczaju kwestionować ich zaleceń. Specjalne obiadki dla maluchów to dla nich spory wymysł. Tureckie dzieci jedzą najczęściej dokładnie to samo co rodzice, chociażby był to pikantny kebap czy wzdymająca fasolka. Ponadto tureckie dzieci wychowywane są bezstresowo. Innymi słowy, robią często dokładnie to na co mają ochotę… Zawsze dziwiłam się, że tureckie dzieci zasypiają na przykład tylko wtedy, gdy same tego chcą i w dowolnym miejscu – na przykład przed telewizorem. Po urodzeniu córki dążyłam do wypracowania pewnego planu dnia. Minęło jednak trochę czasu zanim wszyscy zrozumieli, że po godzinie 18 wizyty gości są dla nas dość kłopotliwe i że sami też nigdzie już się nie wybieramy.

Dziękuję Kasiu, i tym razem zasypię pytaniami Twojego męża :) Hasan, dlaczego i kiedy trafiłeś do Polski?

Przyjechałem w 2005 roku by podjąć studia. Zawsze chciałem studiować za granicą, a polskie uczelnie wydały mi się bardzo atrakcyjne ze względu na poziom nauczania i koszty nauki. Poza tym byłem bardzo otwarty na nowe doświadczenia i nie nastawiałem się na żadne konkretne państwo. Gdy zostałem więc przyjęty na studia w Polsce, długo się nie zastanawiałem czy jechać.

To zaraz drugie pytanie: dlaczego zostałeś? ;)

Początkowo planowałem powrót do Turcji po skończeniu studiów licencjackich, ale w międzyczasie poznałem Kasię, która namówiła mnie na kontynuację nauki na studiach magisterskich. Potem dostałem pierwszą pracę i na jakiś czas przestałem myśleć o wyjeździe.

Dlaczego postanowiłeś nauczyć się polskiego? Jak wyglądała nauka, co sprawiało Ci łatwość, a co było trudne?

Początkowo nie zamierzałem uczyć się polskiego, bo wszystkie zajęcia na moich studiach wykładane były w języku angielskim. Nie sądziłem więc, że polski będzie mi potrzebny. Szybko jednak przekonałem się, że komunikacja z Polakami tylko po angielsku jest utrudniona, a często nawet niemożliwa. Poza tym polubiłem Polskę i stwierdziłem, że znajomość jeszcze jednego języka z pewnością mi nie zaszkodzi, zapisałem się więc na kurs dla cudzoziemców. Najtrudniejsza była z pewnością gramatyka. Turecka gramatyka opiera się właściwie na samych regułach, a w moim podręczniku do nauki języka polskiego często na jedną regułę przypadała cała kolejna strona wyjątków. W tureckim budując zdania można posługiwać się logiką, w polskim jednak większość trzeba po prostu zapamiętać. Szybko jednak nauczyłem się przeklinać po polsku, a to dlatego, że za pomocą zaledwie kilku słów można aż tyle wyrazić! :) Poza tym polska wymowa jest dla mnie naprawdę trudna, bo w tureckich wyrazach zbitki kilku spółgłosek raczej nie występują, a tutaj jest ich pełno. Kasia do dzisiaj nie rozumie czy mówię „włączyć” czy „wyłączyć’.

Podasz jakieś śmieszne dla Ciebie polskie słowa, zwroty? Zdarzyły się może jakieś… wpadki?

Moją pierwszą wpadkę zaliczyłem zaraz pierwszego dnia po przyjeździe do Polski, gdy chcąc wysiąść na stacji Poznań Główny zapytałem pewną starszą panią czy dana stacja to Poznań Gówno. Nigdy nie zapomnę konsternacji na jej twarzy :) Innym razem siedząc w dość formalnym towarzystwie chciałem powiedzieć „ale fuj!” (naprawdę nie pamiętam już okoliczności). A co powiedziałem? „Ale c*uj!”.  Nie bez powodu większość moich polskich znajomych uważa mnie za bardzo zabawnego gościa :)

Jest coś, czego do dziś nie rozumiesz w języku polskim?

Hmm… sporo tego jest, w szczególności gdy zaczynam analizować waszą gramatykę na tzw. chłopski rozum. Na przykład jakim sposobem „tata” lub „mężczyzna” mogą kończyć się na literę „a” skoro są rodzaju męskiego??? Generalnie ilekroć próbuję improwizować z polską gramatyką, kiepsko się to dla mnie kończy, bo za bardzo ufam regułom zapominając, że na każdą jedną przypada kilkanaście wyjątków. I tak – skoro „prostak” to dlaczego nie „prostka”? Skoro „głupek” to dlaczego nie „głupka”?

Masz rację to faktycznie nielogiczne :) Jak żyło Ci się w Polsce? Mieszkałeś w Poznaniu, mieście, w którym jest coraz więcej obcokrajowców. Jak z Twoich obserwacji postrzega się przyjezdnych? 

Cóż, w 2005 roku, gdy przyjechałem do Polski po raz pierwszy było nie najlepiej. W Wydziale ds. Cudzoziemców niemal nikt nie mówił w żadnym obcym języku. Później w trakcie mojego pobytu wiele się zmieniło. Pojawiło się więcej informacji w języku angielskim, życie stało się dla nas trochę łatwiejsze. Mimo to życie w Polsce dla obcokrajowca to najczęściej droga pod górkę. Polacy są w stosunku do nas dość nieufni, również w korporacjach, nawet tych międzynarodowych, możliwości awansu są bardzo ograniczone w porównaniu do naszych polskich kolegów. Do tego dochodzi procedura wydawania pozwolenia na pobyt w Polsce, podczas której nierzadko traktuje się nas jak przestępców.

No właśnie, a jak pracuje się z Polakami? Jak to wygląda z Twojej tureckiej perspektywy?

Z Polakami pracuje mi się dość dobrze, bo są słowni i terminowi. Tak jak wspominałem cudzoziemcy są jednak wciąż troszkę wykluczani i niestety kadra menadżerska najczęściej pozostaje w rękach Polaków.

Co Polacy wiedzą o Turkach? Z jakimi stereotypami musiałeś się borykać?

Wydaje mi się, że Polacy wciąż niewiele wiedzą o Turkach i często miewają o nas błędne wyobrażenie sugerując się Turkami mieszkającymi w Niemczech. Dla większości Polaków Turek to po prostu Arab, choć łączy nas tylko religia. Czasem zdarzają się pytania ile żon mogę mieć i czy turecki to te „szlaczki”. Na szczęście coraz więcej Polaków ma okazję zobaczyć Turcję na własne oczy i przekonać się, że nie jest z nami tak źle i że turyści nie są przewożeni z lotniska do hotelu na wielbłądach, a jedynie całkiem komfortowymi autobusami, które jeżdżą po drogach międzymiastowych wyglądających dokładnie tak samo jak polskie płatne autostrady.

W Muğli

W Akyace

Hasan, a co najbardziej lubisz w Polsce i Polakach – tak bardzo, że chciałbyś to „zaszczepić” w Turcji, na swoim gruncie? I odwrotnie, co tureckiego przeniósłbyś do Polski? Może jakąś potrawę, jakieś obyczaje, cechę narodową? ;)

Hmm… przede wszystkim barszcz, który jest co prawdą moją miłością od drugiego wejrzenia, ale teraz go uwielbiam! Poza tym bardzo podobają mi się w Polsce ceny „dóbr luksusowych” takich jak auta, paliwo, sprzęt elektroniczny czy alkohole. Fajne jest też to, jak Polacy dbają o siebie. Polki zawsze są ładnie ubrane i pomalowane. Na początku nie mogłem się nadziwić jak wytrzymują w sukienkach i butach na obcasach na kilkunastostopniowym mrozie. Brakuje mi tu jednak tureckiego „hallederiz” czyli „załatwimy” w szczególności podczas załatwiania spraw urzędowych. Turcy generalnie nastawieni są na rozwiązywanie problemów i choć nasza biurokracja bardzo przypomina waszą polską, turecki urzędnik ostatecznie pomoże. W Polsce z kolei spotykam się najczęściej z umywaniem rąk, bo „przepisy mówią inaczej” albo jeszcze gorzej – nie przewidują takiej sytuacji i sprawy po prostu „nie da się załatwić”. Czyli rozmowa jak z zaprogramowanym robotem. Turcy są ogólnie bardziej skorzy do pomocy. Gdy w Turcji ktoś mnie atakuje, nie muszę krzyczeć, że się pali i jestem pewien, że szybko zbiegnie się spory tłum.

Dziękuję bardzo Wam obojgu za rozmowę i życzę dużo szczęścia tym razem ponownie na polskiej ziemi :)