30 sierpnia to w Turcji Dzień Zwycięstwa. Dokładnie 93 lata temu wojska republikańskie ostatecznie pokonały wojska greckie pod Dumlupınar, i niniejszym Turcja zwyciężyła w walce o niepodległość. Rok później powstała Republika Turecka.
Co roku zbliżające się święto można rozpoznać po rozkwitających wszędzie się jak maki albo lepiej, jak czerwone tulipany, flagach tureckich. Widać je na balkonach, wiszą na hotelowych budynkach, jeżdżą wciśnięte za maski taksówek albo na przedzie dolmuszy. Zasada jest prosta: kto ma większą flagę, ten wygrywa ;)
Co roku tak samo zaskakuje mnie ten manifest tureckości; tak bardzo jest to odmienne myślenie od naszego.

Świąteczny dzień, zapewne pechowo dla wielu, w tym roku przypadł na niedzielę, nie było więc dodatkowego dnia wolnego ;)
Z K.P. powędrowaliśmy do mojej przyszywanej teściowej na niedzielne śniadanie, rozłożone wyjątkowo na podłodze. Przyczyna była prozaiczna: w domu przebywają akurat młodociani goście, którzy to mianowicie nie lubią jeść przy stole. No niewygodnie im – tak mówią. Mi za to niewygodnie na podłodze – po tylu latach prób nadal nie mogę się przyzwyczaić (a to jedna noga boli, a to druga, a to cierpnie, a to stopa nie układa się jak powinna, no).
Konsumując syte tureckie śniadanie jednym okiem łypaliśmy na państwową telewizję, która dawała relację na żywo z obchodów święta w Ankarze. Siłą rzeczy zapoznałam się więc z tematem, nigdy wcześniej nie miałam okazji (kto by oglądał obchody świąt państwowych na żywo w środku wolnego dnia? ;)).

Źródło: ntv.com.tr

W skrócie można by to określić jednym słowem: patos i rozmach.
Z drugiej strony broniąc Turcji trzeba też przyznać, że patos ten odpowiada rozmiarowi i potędze tego kraju (choć wielu z nas, Polaków, uważa Turcję za malutkie państewko obejmujące rejon Riwiery Tureckiej, Egejskiej, Stambuł, Kapadocję i Pamukkale).
Poza tym zupełnie jednak inna estetyka.
Najpierw pojawił się Prezydent.
Wjechał stojąc na pięknym zabytkowym aucie i pozdrawiał lud.
Potem przybyli inni oficjele, i przedstawiciele opozycji (ci, którzy się akurat nie obrazili).
A potem rozpoczęła się parada tureckich Sił Zbrojnych, bo dzisiejszy dzień to także ich święto. Począwszy od żołnierzy, z towarzyszeniem orkiestry, od „aktualnych”, całkiem współczesnych, aż po żołnierzy w strojach historycznych (wraz z przygrywającą do boju osmańską orkiestrą mehtar), poprzez rozmaite pojazdy opancerzone, czołgi, i ciężarówki (!). W tle lektor, natchnionym głosem, poetycko chwalił historyczne zwycięstwo, rozbrzmiewała natchniona muzyka. Był to oczywiście pokaz siły wielkiego państwa, w obecnej sytuacji politycznej tym bardziej uzasadniony, ale trwał tak długo, że sama, zmęczona dodatkowo obfitym śniadaniem, zaczęłam lekko przysypiać.
Obudziły mnie wojskowe samoloty słynnej pokazowej grupy „Türk Yıldızlar” (Tureckie Gwiazdy), którą Polacy mieli okazję widzieć tego lata na Aero Festiwalu pod Poznaniem. To co robią panowie w tych samolotach, po prostu nie mieści się w głowie.
Wyglądało to mniej więcej tak:

Źródło: Wikipedia

Jeśli chodzi o dalsze obchody Święta, w wielu miastach zwyczajowe imprezy i koncerty nie odbyły się ze względu na niewesołą sytuację polityczną (praktycznie codziennie na granicy z Irakiem i Syrią giną z rąk PKK tureccy żołnierze i policjanci).

Epilog: Resztę dnia spędziliśmy z K.P. na stosunkowo niezatłoczonej plaży w okolicach Alanyi, skacząc przez fale.

IMG_9472