Na święta odcinam sobie internet. Postanowione. Od soboty do poniedziałku zamierzam nie „meldować się” online, wyciszyć się i oddalić.

I to wcale nie jest takie proste, jakby się wydawało. Poza blogiem, którego lubię i powinnam doglądać, w internecie „mieści się” jeszcze moja praca i potencjalni klienci. Jest też książka, której promocję i sprzedaż też realizujemy samodzielnie, przez internet. Dodajmy jeszcze nową stronę mojego biura, nad której realizacją czuwam (przygotowuję teksty w dwóch językach, zdjęcia, uzgadniam kwestie funkcji czy grafiki), albo strony i grupy, których jestem administratorką (np. strona naszej alanijskiej Polonii którą trochę zaniedbuję). Nie zapominajmy też o wszystkich serwisach z wiadomościami, które „powinno się” czytać, żeby być na czasie (bo przecież ja, blogerka, „muszę!”). Do tego planowane prelekcje o Turcji, które czekają mnie od najbliższego wtorku [przypominam, plan tutaj], też wymagają czasu na przygotowanie. Robi się tego dość dużo, przytłaczająco dużo, a przecież przydałoby się poczytać ciekawe książki o Turcji, żeby być na bieżąco (ulubiony Pamuk czeka na lekturę od listopada!).
Nawał obowiązków dawał sobie znać nawet na wymarzonym urlopie w Australii, kiedy niemal każdy dzień beztroskiego zwiedzania równał się kolejnemu spędzonemu pracowicie nad klawiaturą komputera. Ikonki programów wciąż mrugają; powiadomienia, nowe wiadomości, komentarze; na wszystkie czuję się w obowiązku odpowiedzieć najszybciej, jak to tylko możliwe.

Zorientowałam się w którymś momencie, że na „prawdziwe życie” nie ma czasu, bo cała moja codzienność kręci się wokół siedzenia przed komputerem. Nawet kiedy przed nim nie siedzę – wpatruję się w telefon. Jedno gorsze od drugiego. A i tak wciąż z niczym nie mogę się „wyrobić!” Wciąż odkładałam moment internetowego detoksu, bo przecież mam tyle do zrobienia! Pora więc przeprowadzić go już – niemalże od zaraz, bez żadnych wymówek, w trosce o własne zdrowie fizyczne i psychiczne :)

Jeśli jest coś, co sprawia, że świąt wypatruję z niecierpliwością, to jest właśnie ten spokój i oddalenie od codziennej szamotaniny. W święta nie ma sensu zaglądanie na bankowe konto (raczej nie ma co liczyć, że coś się tam pojawi, ale i przynajmniej nie zniknie :)), z czystym sumieniem można wyłączyć telefon i skupić się na spotkaniach twarzą w twarz z rodziną. A najpierw na przygotowywaniu świątecznych smakołyków, które w tym roku będą możliwie w jak najzdrowszych wersjach, co tylko pobudza kreatywność :)

Świąteczna przerwa jest więc doskonałą okazją do odzyskania dawno już utraconego spokoju. Poza tym sam fakt, że jestem w Polsce, a nie Turcji, jest już idealnym pretekstem. W Turcji zazwyczaj Wielkanoc spędzam w pracy, bo jest to zawsze ten okres, kiedy albo sezon się zaczyna, albo trwają intensywne do niego przygotowania. Raczej mało kto myśli o leniwym celebrowaniu świątecznego śniadania, chociaż idea „Święta Jajka” bardzo do „moich Turków” przemawia :)

W tym roku domyślacie się więc, jakie będą moje Świąteczne Życzenia dla Was:

Spokoju i pokoju,
wyciszenia i oddechu,
wyłączonego internetu,
długich rodzinnych dyskusji,
i tego, byśmy byli bardziej tolerancyjni – nie tylko wobec innych ludzi,
ale i samych siebie.

Widzimy się po świętach w dużo bardziej optymistycznych nastrojach :)