Oto ALFABET TURECKICH POJĘĆ ciąg dalszy! Co jakiś czas publikuję wpisy prezentujące słowa zaczynające się na kolejne literki alfabetu. Dobór słów jest, jak to mówią nowocześni ludzie, randomowy. Czyli mój własny, indywidualny, powiedzmy to wprost: przypadkowy. Staram się jednak wybierać słowa, które mi z czymś śmiesznym lub ważnym się kojarzą, tak i żebyście Wy, Szanowni PT Czytelnicy, mieli z tego powodu trochę uciechy moim kosztem a i może czegoś nowego się dowiedzieli. Wcześniejsze wpisy znajdziecie tutaj.

Dziś dwie literki: C i Ç. Różną się tylko małym ogonkiem, ale ileż znaczeń ma ten ogonek! Wystarczy spojrzeć na samą wymowę. Literkę C czyta się jak… dż. Co by nie było tak prosto i intuicyjnie. Za to lepiej (szczególnie dla Polaków) jest z Ç, które jest niczym innym jak naszym swojskim ć. Oczywiście turkolodzy na pewno zwrócą mi tu uwagę (zwrócą? :)) że to nie do końca nasze twarde polskie ć, powinno się je wymawiać bardziej miękko, ale na pewno podobieństwo do polskiego języka to duże ułatwienie. Przećwiczone?
To teraz tradycyjnie literowanie. W przypadku C literujemy podając miasto Ceyhan, a na Ç jest Çorum, z którym wiąże się fajna anegdota. Jest to niewielkie miasto w centralnej Turcy (nieopodal Ankary), które … znajduje się w centrum świata. Pisałam o tym na Facebooku:

Ale dość już tych żartów i ocierania łez ze śmiechu, zaczynamy.

 

Çocuk, czyli dziecko jest owocem domu

Rzecz oczywista, a szczególnie w Turcji. Çocuk (czyli: czodżuk) to jeden z najważniejszych „elementów” (o ile można tak powiedzieć) tureckiej kultury. O dzieciach pisałam już kiedyś, więc nie chcę się rozgadywać, ale w skrócie: dzieci kochamy, dzieci hołubimy, dzieci podrzucamy pod sufit, całujemy w piętki, szczypiemy w policzki, rozpieszczamy, nosimy na rękach. Tak, te obce też! A również: z dziećmi się nie certolimy, nie przejmujemy się, kiedy hałasują, odwiedzamy z nimi do późnych godzin wieczornych rodzinę i znajomych i kładziemy spać wtedy, kiedy my chodzimy spać (ewentualnie kiedy już padną same), puszczamy samopas na podwórku, karmimy tym co chcą zjeść (ewentualnie tym, co my chcemy zjeść) i ogólnie niespecjalnie się nad nimi trzęsiemy. Bo w końcu „to przecież dziecko”! Efektem są zazwyczaj zdrowe, śmiałe i przebojowe dzieci, które (cud!) rzadko kiedy mają alergie.

Çay – i wszystko jasne

Rosyjski czaj bardzo słusznie przychodzi tu na myśl. Oba słówka mają rodowód właściwie to chiński, jak i sama herbata. To jedna z podstaw tureckości. Bez niej nie zaczyna się dnia, i dnia nie kończy. O parzeniu herbaty też już całkiem niedawno pisałam, więc nie muszę chyba wiele dodawać. Zazwyczaj szklaneczka w kształcie główki tulipana wypełniona bursztynowym gorącym napojem, z małą łyżeczką do kompletu i do tego jakiś pomnik Atatürka lub jego podobizna są dla nas niezbitymi dowodami na to, że znajdujemy się w Turcji. Ja sama dopiero teraz odzwyczajam się od tego uzależniającego przecież mocnego naparu. Kiedyś bez herbaty nie wyobrażałam sobie rozpocząć dnia, mówiąc krótko miałam – podobnie jak K.P. – objawy odstawienne: ból głowy, poczucie ogólnego rozbicia, i tak dalej :) Mamy jednak takie czasy że wiele osób, także i Turków, przechodzi na zdrowsze nawyki żywieniowe, a z nimi – zmniejsza ilości pitej herbaty albo/i pije ją bez cukru (bo przecież w oryginale powinna być tylko i wyłącznie słodka!). Zmiany!

Çakmak varmı?

Çakmak to jedno z pierwszych słówek, których nauczyłam się w Turcji. Od początku bardzo mnie bawiło, przyznajcie sami, jest dość śmieszne jak na banalną zapalniczkę, prawda? Tymczasem „zapalniczka” to tylko jedno z wielu znaczeń tego wesołego słówka. Çakmak to także rozbijać, strzelać, rozłupywać. Słówkiem tym możemy ponoć nazwać nawet błyskawicę (choć sama używałam jak dotąd innego słówka şimşek). Ba, używane jest także w znaczeniu „robić coś złego” (w sensie podstępnie). Jak już jesteśmy przy tego typu pojęciach, to…

Çakal, szczwany lis

To po prostu szakal. Nie tylko zwierzę, ale także człowiek o „szakalowych” cechach. Słówka tegoż używam często przekomarzając się z kimś stosunkowo bliskim (wtedy jest więc nieobraźliwe, bardziej jako przytyk), lub opisując kogoś kombinującego, cwanego, dwulicowego – w Alanyi jest takich „çakal-ów” sporo :)

Çılgın – jesteś szalona, uwierz mi

Słowo çılgın (wymawiamy: czylgyn) to epitet opisujący idealnie wszystkich wariatów i szaleńców. Zarówno w tym klinicznym sensie (ha, ha) jak i bardziej osoby, które do naszego pojęcia normy nie przystają. Czyli: miłośnicy sportów ekstremalnych, osoby bijące rekordy Guinessa, albo po prostu ktoś, kto wstaje wcześnie rano po to, by pobiegać :) Słówko çılgın nie jest obraźliwe, raczej podszyte takim delikatnym podziwem … przynajmniej ja tak uważam, jako że w Turcji wiele razy już mnie tak nazywano i tej wersji się trzymam :) Jeśli chcemy kogoś tak nazwać, powiemy: çılgınsın sen – czyli dosłownie: „jesteś szalony/a”. Uwaga, podobne znaczenie ma sam czasownik çıldırmak (czyt.: czyldyrmak), który oznacza oszaleć, zwariować, i tu chyba częściej w sensie negatywnym (oszaleć ze strachu, złości, itp. – çıldırmak üzereyim – zaraz oszaleję)

Cimri – Szkot, Krakus, Poznaniak…

Czytamy: dżimri. Poznajmy i to słowo, Rodacy. To skąpcy – ci, którym niespieszno wydawać pieniądze. Turcy na takie osoby są dość przeczuleni, jako że drobiazgowe liczenie rachunku, wydatków, itp. kłóci się z ichniejszym podejściem do życia. Oni to mają gest (nawet jeśli w portfelu hula wiatr), słówko „cimri” jest więc dla nich raczej obelgą. Wiele razy znajomi tureccy zwierzali mi się, że zaskakuje ich ta polska namiętność do rozliczania i zapisywania wszystkich wydanych kwot, zbierania rachunków ze sklepu, albo rozliczania się z kimś, bo kupił nam małą butelkę wody lub herbatę. Tłumaczę im, że jesteśmy społeczeństwem na dorobku, na co Turcy śmieją się, że przecież oni też. Ostatecznie temat został zakwalifikowany jako różnica kulturowa :) Z cimri kojarzy się inne słówko na c, czyli Çingene, co oznacza nie tylko Cygana (jak brzmienie mogłoby sugerować), co właśnie osobę skąpą, o nie do końca jasnych motywach.

Can, Canım, Canlı – na żywca

Wszystkie słowa powiązane, bo trzon czyli słówko: can (czytać: dżan) to po prostu życie.
Oglądając telewizję turecką łatwo od razu wyłapać słowo canlı i nigdy, przenigdy, go nie zapomnieć. Znaczy ono po prostu „na żywo” (czyt. dżanly). Wejście na żywo, relacja na żywo, jakże tureckie kanały tv kochają to słowo! My z kolei kochamy osoby, które są canlı – pełne życia, energii. Lubimy też, kiedy w restauracji, najczęściej nad rzeką, wisi tabliczka z napisem: canlı balık – oznacza to ni mniej ni więcej, że znajdziemy w lokalu świeże rybki (a dokładnie ryby, które jeszcze żywe pływają w basenie czekając na klientów…)
Słowa canım (dosłownie: moje życie, czyt.: dżanym), nie muszę chyba specjalnie wyjaśniać. Zna je niemal każdy, a częściej każda, bo tego epitetu używa się tutaj nagminnie, w rozumieniu „kochanie”, „moja droga” – i to nie tylko do kobiet! Bardzo częstym zwrotem jest „tabi canım„, co można przetłumaczyć jako „oczywiście”, „naturalnie” – i użyje go nawet mężczyzna do mężczyzny, nawet jeśli są obaj żonaci i dzieciaci :)

Cep, ale nie taki jak myślicie

Cep to nic złego. Żaden cep. Raczej cep (czytaj: dżep). Ostatnimi czasy bardzo popularne słowo, które niemal wyparło całkowicie jakże obco brzmiący… „telefon”. Bo cep to komórka, telefon komórkowy, a dokładniej „telefon kieszonkowy” (cep telefonu). Jakże popularnym zwrotem stało się „ben seni cepten ararım” – zadzwonię do ciebie z komórki, choć jeszcze z kilkanaście lat temu można by to zrozumieć „zadzwonię do ciebie z kieszeni”. Bo cep to również kieszeń, albo tak zwana pazucha, w której trzymamy nasze çay parası (drobne na herbatę), chociaż częściej: cepte para yok (czyli dosłownie: w kieszeni nie ma pieniędzy). Ale do literki P przecież jeszcze daleko, więc nie martwmy się na zapas :)

Cıvcıv – moje ulubione słowo

Powiedzmy to wszyscy, razem i głośno: cıvcıv (czyt.: dżiwdżiw).
I teraz podpowiedź: z jakim zwierzęciem może się kojarzyć? Ptakiem? Blisko! Jest to po prostu kurczaczek! Po tylu latach wciąż nie mogę się nacieszyć wdziękiem tego słowa, pewnie dlatego że mało mam okazji by je używać, no chyba że któraś z bratanic Króla Pomarańczy ubierze się cała na żółto. Turecki słownik podpowiada jeszcze, że cıvcıv to również mężczyzna o piskliwym głosie. Dobrze wiedzieć! :)

Podobało się? Jakie słówka byście dopisali? Na pewno o czymś fajnym zapomniałam (jak zwykle). Na przykład o słowie caz, które nie oznacza niczego innego jak… jazz! Zawsze bardzo mnie śmieszył zwrot caz festivali (festiwal jazzowy), z drugiej strony to miło, kiedy Turcy mają własne słowa zamiast kopie zagranicznych oryginałów, prawda? Przynajmniej jest ciekawiej :)

Spodobało Ci się tutaj? Zostań moim Patronem!

Już za 10 zł miesięcznie, lub za dowolną jednorazową kwotę możesz zostać moim Patronem i mieć wpływ na to, co pojawia się na blogu i Kanale YouTube. Kliknij w obrazek poniżej i dowiedz się o co chodzi ;)