alfabet tureckich pojęć

ALFABET TURECKICH POJĘĆ – ciąg dalszy!

Co jakiś czas publikuję wpisy prezentujące słowa zaczynające się na kolejne literki alfabetu. Dobór słów jest, jak to mówią nowocześni ludzie, randomowy. Czyli mój własny, indywidualny, powiedzmy to wprost: przypadkowy. Staram się jednak wybierać słowa, które mi z czymś śmiesznym lub ważnym się kojarzą, tak i żebyście Wy, Szanowni PT Czytelnicy, mieli z tego powodu trochę uciechy moim kosztem a i może czegoś nowego się dowiedzieli. Wcześniejsze wpisy znajdziecie tutaj.

Dziś dobitna literka D. Z wyrazami na D wiąże się dla mnie wiele sentymentalnych skojarzeń związanych z nauką języka tureckiego… ale nie uprzedzajmy faktów.

Na początek tradycyjnie literowanie. W przypadku D literujemy podając miasto Diyarbakır (czytaj: diyarbakyr), dumne i kontrowersyjne miasto zwane stolicą tureckich Kurdów, o którym pisałam bardziej szczegółowo w 2010 roku, zdając relację z podróży po Turcji wschodniej. Kto ciekawy – niech poczyta wszystkie wpisy ze wschodu.


Dudu
, od tego się zaczęło.

Przyjechałam do Turcji w 2005, zielona jak szczypior. Z lotniska odebrała mnie para polskich rezydentów i usadziła na przedzie autokaru, bo przecież ja też przyjechałam do pracy, więc jakby „swojak”. Kiedy ruszyliśmy w drogę do rozwożenia turystów po hotelach, chłopak poprosił kierowcę o włączenie płyty… płytą było „Dudu” Tarkana, które miało premierę w 2003, ale nawet po dwóch latach był to totalny hit. Z głośników rozległo się to:

Rezydenci bujali głowami, kierowca stukał palcami w kierownicę, i wiedziałam, że jestem totalnie ugotowana. Muzyka to emocje i wrażenia, dużo bardziej przemawia do mnie niż wszystko inne. W tej samej chwili poczułam przyjemne podekscytowanie, pewność, że zaczynam nowe życie (dużo się nie pomyliłam!) i to wspomnienie jest we mnie żywe nawet teraz, gdy przypadkiem gdzieś usłyszę piosenkę „Dudu” jakże wielkiej i uznanej także na świecie gwiazdy pop, Tarkana.
Śmieszne, że dopiero po dobrych paru latach zadałam sobie trud, by dowiedzieć się co owe „dudu” znaczy. Byłam zaskoczona bo to ni mniej ni więcej a „dziewczyna”, „kobieta”, a znałam już słowa düdük (gwizdek) czy dudak (usta). Nie trzeba chyba dodawać, że to po raz kolejny uświadamia ile w języku tureckim słów, które wskazują na ewidentną zabawę językiem. Jednak akurat dudu wywodzi się z języka perskiego. Dziękujemy, Persowie!

Dakika, czyli bi dakka, abi!

Dakika to minuta. W pośpiechu, co często się przy wymawianiu tego wyrazu zdarza, mówimy „dakka” (jedna minuta: bi dakka, piszemy bir dakika). Słowo używane nagminnie, bo z tureckim wyczuciem czasu trudno przecież inaczej :) Wciąż więc mówimy do innych ludzi, że za minutę lub pięć – przyjdziemy, zrobimy, zadzwonimy. Mi to słowo także ewidentnie kojarzy się z moimi tureckimi początkami. Spędzając godziny albo i całe noce na lotnisku, bo biuro w którym wtedy pracowałam oszczędzało na hotelu dla czekających na turystów rezydentów, zaprzyjaźniliśmy się z tablicą przylotów i odlotów i ogólnym lotniskowym słownictwem w języku tureckim. Pamiętam z tego okresu komunikaty o spóźnieniach samolotów opisane na tablicy jako np. 20 dk (20 minut). A potem były mecze piłki nożnej, gdzie również minuty miały znaczenie :)

Dur, Düz, Dümdüz, Direk, Doğru – powiedz kierowcy, gdzie ma jechać

Dla początkującego pilota pracującego w Turcji najlepszą szkołą życia są kierowcy autobusów turystycznych. Nigdy nie wiedzą gdzie mają jechać, gdzie jest hotel, mimo że jednocześnie posiadają nie-wiadomo-ile lat doświadczenia. Nigdy nie można się domyślić czy nie wiedzą naprawdę, czy tylko udają. W czasach sprzed epoki smartfonów był to naprawdę problem. Rysowaliśmy sobie mapki na odwrocie list transferowych, i ci bardziej doświadczeni zaznaczali nam krzyżykiem gdzie znajduje się hotel. Jedno zadanie z głowy. Teraz tylko wytłumacz kierowcy, z natury rzeczy posługującym się tylko jednym językiem (czytaj: tureckim), jak ma jechać…
Obok mapek kwitły więc podręczne słowniczki najprzydatniejszych zwrotów: lewo, prawo, prosto, cofaj, droga wolna, stój. Dur (stój) zapamiętać było dość łatwo, w końcu pojawia się na wielu znakach i kojarzy się z naszym brzusznym :) Direk (prosto) powiązać można z angielskim direct, więc też całkiem możliwie. Trudniejsze słowa to düz i jego rozwinięta wersja, czyli dümdüz (mówiłam już, że Turcy lubią się bawić językiem?), czyli odpowiednio: prosto, i „bardzo prosto” (w sensie: cały czas prosto). Wyższym poziomem zaawansowania było już pochwalenie kierowcy słówkiem doğru (prawidłowo, dobrze, wym.: dooru), od razu opadała adrenalina, człowiek się uspokajał, bo widmo krążenia po uliczkach w poszukiwaniu hotelu szczęśliwie się oddalało…
(Na marginesie tak mnie wzięło na wspominki: jeśli interesuje Was więcej wpisów z początków mojej pilockiej kariery z perspektywy czasu, napiszcie w komentarzach! ;))

Dede, czyli dziadek

Jak wiele z Was doskonale wie, Turcy uwielbiają się tytułować i zmniejszać dystans mówiąc do obcych ludzi „córko”, „ciociu”, „wujku”, czy „szwagierko”. W ten sposób poznałam słowo dede, oznaczające starszego pana, albo i dziadka. Kojarzy się z jednym z tych panów, co to w szarawarach i wełnianych czapkach na głowie sprzedają owoce na piątkowym bazarze w Alanyi (na który przyjeżdżają rozwalającymi się motorami). Ale paradoksalnie dede to również słówko którego używają młodsi panowie dla samego efektu (może prestiżu, a może po prostu dla żartu), np. znany DJ i muzyk Mercan Dede.

Damlataş – dwa przydatne słówka w jednym, a nawet trzy

I znów wracamy do sentymentów. Od zawsze jedną z najczęściej robionych przeze mnie wycieczek była wycieczka po Alanyi. Pewnie dlatego, że biura zwykły w programie umieszczać obowiązkowe tzw. shoppingi, a turyści skuszeni wizją zakupów tanich skór i złota dawali się na to łatwo nabierać; chętnych nie brakowało. Oczywiście w istocie wyglądało to trochę inaczej :) ale nie o tym miałam pisać. W programie prawie wszystkich wycieczek po Alanyi jest jaskinia Damlataş (czyt. damlatasz) właśnie, taka flagowa atrakcja turystyczna, swoją drogą bardzo przyjemna jaskinia położona nieopodal równie słynnej plaży Kleopatry. Miło było ucząc się na wycieczki dowiedzieć się, że tajemniczo, dźwięcznie brzmiąco słówko damlataş jest fuzją dwóch słowek: damla (kropla), oraz taş (kamień, czyt. tasz), czyli po polsku nazwa oznaczała Jaskinię Kapiącego Kamienia.

Davul – ten od zurny.

Teraz szczypta wiedzy kulturoznawczej. Kojarzycie tureckie wesela? Nawet jeśli nie byliście na żadnym, a spacerowaliście po miejscowościach tureckich w jakiś leniwy weekend, na pewno mijały Was kawalkady trąbiących i przystrojonych białym tiulem aut. Typowe tureckie wesele musi być głośne bo przecież halo, przepraszam, cieszmy się, tutaj ludzie się żenią! (Na marginesie na wschodzie do tych hałasów dochodzi jeszcze strzelanie z broni palnej – oczywiście legalnej – w powietrze, ale to już inny temat).
Szczególnie w naszej małomiasteczkowej Alanyi każde większe wesele nie może się odbyć bez dwóch elementów służących do robienia hałasu, a jest to wielki okrągły bęben i piszczałka. Grajkowie siedzą sobie zazwyczaj na przyczepie jednego z aut typu pickup, i naparzają aż miło. Tym bębnem jest właśnie davul, a zurna to taka straszna hałaśliwa piszczałka. Jedno słowo ma rodowód arabski, drugie perski, mamy tu więc do czynienia z udanym małżeństwem ;)
Ponieważ muzyka grana na davul i zurnie nie jest łatwa do przetrawienia dla europejskiego słuchacza, dla przykładu podam coś łatwiejszego w odbiorze – fragment koncertu tureckiej gwiazdy pop Gülşen, gdzie zespół gra kawałek disco :)
PS. Davulu proszę nie mylić z darbuką, zresztą też na d. Darbuka wygląda jednak zupełnie inaczej.

Dolu, miejsce zajęte

Słówko może nie podszyte jakimś większym znaczeniem emocjonalnym, ale bardzo praktyczne, postanowiłam więc o nim wspomnieć. Dolu oznacza „zajęte” i bardzo przydaje się w wielu miejscach, np. w publicznej toalecie :)

Dedikodu, najważniejsze słowo dla początkującego cudzoziemca

Turcy bardzo lubią dedikodu. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni nie potrafią się bez nich obyć. To nieodzowny element tureckiego stylu życia, spędzania czasu wolnego, rozrywki – zwał jak zwał. Każdy przecież musi wiedzieć kto z kim, za ile, kiedy i dlaczego. Dedikodu wyśmiewane jest w reklamach i filmach czy serialach, ale mimo że krytykowane, to przecież ukochane. I nieważne, że nie ma to wiele związku z rzeczywistością – kto by się przejmował? Sama, także z Królem Pomarańczy, wciąż padam ofiarą dedikodu. Pocieszam się, że duża ilość dedikodu to bezwzględnie najlepszy wyznacznik sukcesu. Bo dedikodu to… plotka!
Jak gadają, to przecież dobrze, prawda?
Dedikodu w wielu miejscowościach i miastach Turcji uprawiają także mieszkający tutaj Polacy, a przede wszystkim Polki. Robią to z prawdziwym talentem aż zastanawiam się, czy nie wrodzonym i trzeba przyznać, że niektóre jednostki prześcigają wielu Turków, jeśli chodzi o barwne historie i sposób ich przekazywania. Szacun! :)

Darbe, czyli przewrót

Słowo ostatnio na czasie, odmieniane przez wszystkie przypadki. Darbe to ni mniej ni więcej jak „przewrót”. Zazwyczaj oczywiście wojskowy, a najlepiej – nieudany. Ale na blogu miało nie być polityki ;)

Değerlendirmek, czyli mały test na koniec

Na koniec słowo które bardzo często pojawia się w telewizji czy prasie, głównie w wiadomościach. Jest dla mnie źródłem nieustannego stresu albo radości – zależy w jakim kontekście go używam i z kim rozmawiam, chociaż w sytuacjach oficjalnych wciąż nie mogę się przełamać żeby zaryzykować wymówienie takiego wyrazu, używam więc w zamian czegoś prostszego. Spróbujcie zresztą sami czytając w uproszczeniu nawet jako: „deerlendirmek” – co oznacza brać pod rozwagę, komentować, nadawać czemuś wartość, itp. Całkiem przyjemne słowo posiadające szeroki kontekst, tylko szkoda że takie skomplikowane w wymowie. Nie mówiąc już o tym, że podana forma to bezokolicznik, a co gdy trzeba użyć drugiej osoby liczby mnogiej i najlepiej jeszcze w formie pytającej, czyli: değerlendirir misiniz ?

Uff, idę na kawę…

Podobało się? Polub, udostępnij, a w komentarzu dopisz swoje tureckie słówka na literę D :)