ALFABET TURECKICH POJĘĆ – ciąg dalszy!

Co jakiś czas publikuję wpisy prezentujące słowa zaczynające się na kolejne literki alfabetu. Dobór słów jest randomowy – mój własny, indywidualny, powiedzmy to wprost: przypadkowy. Staram się jednak wybierać słowa, które mi z czymś śmiesznym lub ważnym się kojarzą, tak i żebyście Wy, Szanowni PT Czytelnicy, mieli z tego powodu trochę uciechy moim kosztem a i może czegoś nowego się dowiedzieli. Wcześniejsze wpisy znajdziecie tutaj.

Z dzisiejszym wpisem miałam dużo problemów. No bo jakie tureckie wyrazy zaczynają się na E? I to jeszcze jakieś fajne, budzące ciekawe skojarzenia czy wiążące się w ciekawe zwroty…? Postanowiłam więc wesprzeć E literką F, która też jakoś słabo reprezentowana jest w mojej tureckojęzycznej pamięci. Zresztą nie obyło się dzisiaj bez pomocy Króla Pomarańczy, który służył mi swoimi zasobami słownictwa, żebym w ogóle była w stanie jakieś ciekawe wyrazy znaleźć.
Szczęśliwie – udało się!

Na początek tradycyjnie literowanie. W przypadku E literujemy podając miasto Edirne, jedno z niewielu miast położonych w Turcji na kontynencie europejskim. Jeszcze tam nie dotarłam ale planuję, bo ponoć piękne! W przypadku F podajemy miasto Fatsa – malutkie, kilkudziesięciotysięczne, położone nad Morzem Czarnym, ale zasłużone, bo chyba jedyne tureckie miasto na literkę F :)

E jak Ev

Zaczynamy od początku wszechrzeczy, czyli domu. Ev [czytaj: ew] to po prostu dom. Od tego słówka często zaczyna się naukę tureckiego, tworzy pierwsze zdania „idę do domu”, „jestem w domu”. Proste, krótkie słowo, łatwo je czytać, nie ma żadnych ogonków ani innych utrudnień. Przy okazji wdzięczny rdzeń, na podstawie którego tworzy się kolejne tureckie wyrazy. Evli – żonaty, zamężna (ev+li), dosłownie „z domem”, my powiedzielibyśmy „udomowiony”, choć jak życie pokazuje nie każdy żonaty i nie każda zamężna jest udomowiona :) Evlenmek – wychodzić za mąż, żenić się = udomawiać właśnie. Evcil – to z kolei „udomowiony” w wersji „przystosowany do życia w domu” – słówko stosuje się do domowych zwierzaków: kotów, psów czy owieczek (ha, ha), zatem evcil hayvan to odpowiednik angielskiego słówka „pet”.

E jak Ekmek nasz powszedni

Kolejne słowo bazowe, które pojawia się w ustach nawet początkującego w tureckiej mowie turysty. Pewnie dlatego, że nam wydaje się pocieszne, urocze, no i znów – wymowa nie sprawia żadnego problemu. Ekmek [czytaj: ekmek] to po prostu chleb. Pojęcie to oczywiście jest szerokie, obejmuje wszystkie rodzaje pieczywa, podobnie jak i nasz polski chleb. Mi jednak kojarzy się z tą pszenną puchatą bułą z chrupiącą skórką, bo to ona jest najczęściej w Turcji konsumowana (90% spożywanego chleba!), przyczyniając się do podwyższenia poziomu cukru i rośnięcia brzuchów :) Chleb ten nazywa się „halk ekmeği” – dosłownie chleb ludowy, jest z założenia tani i prosty. Każdego ma na niego być stać; stąd też zwrot „ekmek parası” – pieniądze na chleb (1,5 lira za bochenek 350-gramowy). Zawsze każdy powinien mieć tę kwotę na chleb w kieszonce, bo jak nie ma, to znaczy że bidę już mamy konkretną. Od ekmeku zaczęłam moje tureckie przygody kulinarne, w końcu towarzyszy on każdemu posiłkowi, służy do zagryzania każdej potrawy na ciepło, albo do „czyszczenia” talerza z nadmiaru sosu. Jest elementem tureckiego stylu życia i łatwo się od niego uzależnić.
Statystyki mówią zresztą, że Turcy są największymi konsumentami chleba na świecie – średnio jedna osoba konsumuje 150 kilogramów rocznie (!!!), kiedy drudzy w kolejce Niemcy zjadają 90 kg (statystyki pewnie podbijają żyjący w Niemczech Turcy :)) . Fakt, biały chleb jest pyszny, ale od jakiegoś czasu drastycznie go już ograniczam. Zresztą przez tych kilka lat zauważyłam że i Turcy starają się zastępować innymi, zdrowszymi rodzajami pieczywa.

E jak Efes

Słowo Efes (czyli swojski Efez), kojarzy się na dwa sposoby, oba to nazwy własne. Pierwszy, ten prawdziwy, oficjalny i bazowy, to oczywiście imponujący starożytny Efez, który, o czym nie każdy wie, znajduje się na terenie Turcji (nad Morzem Egejskim; na marginesie: E jak Ege – region i Morze Egejskie). Efez jest celem turystycznym niemalże numer jeden (poza Pamukkale i Kapadocją), szkoda tylko, że nie każdy zdaje sobie sprawę, że znad Morza Śródziemnego jest to baardzo daleko (ponad 500 km z Alanyi)!
Drugie skojarzenie jest także wakacyjne, i tutaj już zdecydowanie bardziej osiągalne. Chodzi oczywiście o piwo tej marki, produkowane w Turcji przez koncern o tej samej nazwie od 1969 roku! Koncern – największy piwny producent w Turcji – wprowadził także inne rodzaje piwa (np. słodkawy Efes Malt, ciemny Dark, mocniejsze eXtra, także osobną markę Bomonti, no i odmianę bezalkoholową), ale produkuje także na licencji zagraniczne piwo Miller, Beck’s czy Foster. Efes Pilsen to lekkie piwko podawane w specyficznej, oldschoolowej, szerokiej butelce, którego sam zapach wielu osobom przywodzi na myśl tureckie wakacje…

Eczane, którędy do apteki?

Kolejne słowo to także początek mojej tureckiej kariery, wtedy to nagminnie zapisywałam i wymawiałam je błędnie jako „ezcane”; w odwrotną stronę wydawało mi się to nielogiczne. Bo jak to to przeczytać? :) Dopiero później nauczyłam się że eczane, czyli apteka, czyta się [edżzane], zresztą pochodzi z arabskiego „ecza” i perskiego „hane”. Kto jeszcze nie miał okazji robić zakupów w tureckiej aptece serdecznie polecam, wrażenie z innego świata. Dostaniemy tu antybiotyk, hormony i viagrę bez recepty (broń Boże nie sugeruję, żeby ktoś potrzebował!), oczywiście zmierzymy ciśnienie i otrzymamy diagnozę naszych problemów zdrowotnych. Lepiej niż u lekarza! :)

Eksik – nie ma panie, nie ma!

Słówko powyższe to też jedno z takich, które znam od lat. Pracując jako pilot trudno się go nie nauczyć. Eksik [czyt. eksik] oznacza bowiem „brak”. Nauczyłam się go czekając na lotnisku na brakujących turystów, którzy, na przykład, utknęli przy odbiorze bagażu, albo musieli odpocząć gdzieś w hali przylotowej po intensywnym konsumowaniu zakupów z wolnocłówki. Dzierżąc w ręku listę przylotową informowałam mojego tureckiego „transfermena” (pomocnika od transferów) albo kierowcę, ile osób nam jeszcze brakuje [bir kişi eksik – jednej osoby brakuje]. Oczywiście, wiem że można też powiedzieć „yok„, ale kto lubi wyzwania, tym się nie zadowoli, prawda? ;)

E jak Eşek

Najlepsza obelga, bardzo ją lubię, choć czasem i do mnie ten wyraz jest adresowany (bom uparta). Wyraz niebrzydki, może go użyć dama, dźwięczny, idealnie pasuje do… osła! Bo eşek [czytaj: eszek] to po prostu osioł, taki poczciwy głuptas i uparciuch. Chociaż spotkałam się z użyciem tego słowa w zestawie „eşek kadar„, szczególnie do psocących chłopców (w sensie: taki duży jak osioł a rozrabia!).

E jak

I na koniec hasełek z „E”, słówko wieloznaczne i frapujące. Zacznijmy od końca: [esz] to małżonek (dla obu płci). Ale w sensie gramatycznym to także coś w rodzaju odpowiednika, synonimu… czy to oznacza że małżonek jest naszym „odpowiednikiem”, partnerem, drugą połówką, częścią jabłka?.. Jeśli tak, to bardzo pięknie, prawda? Możemy więc powiedzieć, że coś jest sobie równe, identyczne: eşit. Mamy też w gramatyce eş kelimeleri, czyli słowa jednoznaczne (synonimy). A w życiu mamy… eşcinsel czyli po prostu homoseksualistę..!

F jak Fiyat ne?

„Fiyat ne” [czyt.: fijat ne] zapytuje prawie każdy obcokrajowiec na bazarze, naprzemiennie z „Ne kadar”. Istota tureckich targów i negocjacji, klucz do sukcesu, i jednocześnie coś, co może zmieniać się w zależności od narodowości kupującego, okoliczności, pory roku, pogody, kursu walut i samopoczucia sprzedawcy. Czyli: cena.

F jak Fanatik

W Turcji nie ma fanów, tylko fanatycy. Fanatik to najczęściej kibic, sportowy entuzjasta. Zazwyczaj futbolu (też na F). Nie, wróć: nie futbolu, tylko określonej drużyny. Fanatik nie przepuści żadnego meczu swoich ulubieńców, posiada w szafie oryginalne koszulki kibica, wrzeszczy na całą dzielnicę, kiedy pada gol, obrzuca inwektywami sędziego, a po zwycięstwie wsiada w samochód i trąbiąc jeździ po mieście, wraz z całą rzeszą mu podobnych. Fanatikiem się nie staje, chyba trzeba się nim urodzić. Próbowałam zostać fanatikiem drużyny Fenerbahçe (też na F, jak zauważył przytomnie Król Pomarańczy!), ale jakoś mi nie wyszło, bo mimo że piłkę nożną lubię od zawsze, mam w sobie jednak tą zimną europejską krew, która blokuje mnie przed zachowaniami fanatika. Chociaż… może to kwestia znalezienia „swojej” drużyny? Przecież minionego lata, podczas meczu Polski z Portugalią, byłam bliska padnięcia na zawał. Krzyczałam i skandowałam, mimo (a może dlatego?), że byłam sama w domu.
Czyżby jednak? ;)

Fındık, Fıstık, oof!

Niby nic specjalnego. Fındık [czytaj: fyndyk] to orzeszek laskowy, a fıstık [czyt.: fystyk] – orzeszek ziemny, ewentualnie w odmianie „antep fıstığı” to pistacja (dosłownie: orzeszek z Antep czyli miasta Gaziantep). To tak dosłownie. Zresztą Turcja jest potentatem światowym w produkcji orzeszków, słów tych więc często się używa.

A w przenośni obydwoma z tych dwóch terminów określamy osoby słodkie i urocze. Często więc bywają „orzeszkami” małe tureckie dziewczynki, ale ten przymiotnik dostaje się też i tym większym… dziewczynkom. Bywam więc (kiedy K.P. ma dobry nastrój rzecz jasna) nazywana orzeszkiem, szczególnie ziemnym. Ale nie o tym chciałam. Od wielu lat towarzyszy mi taka zaśpiewka: Fındık, Fıstık, oof! – Nigdy nie wiedziałam skąd to się wzięło, kiedy K.P. (nadal pozostając we wspomnianym dobrym nastroju), taki kawałek sobie pod nosem podśpiewuje.
Na potrzebę tego wpisu postanowiłam się wreszcie dowiedzieć, i oto, co wypluła mi wyszukiwarka:

Turecki komik i aktor Ata Demirel w popularnym niegdyś tureckim sitcomie: „Avrupa Yakası”, właśnie taki kawałek przyśpiewuje. No tak! Po prostu K.P. nie zna dalszego ciągu piosenki, a ja przez lata myślałam że to pewnie z reklamy jakiejś czekolady z orzechami! Zaraz więc się tego tekstu nauczę, i sama mu zaśpiewam. Wam też polecam, bo numer iście wirtuozerski:

Fındık fıstık offf  – Orzeszek laskowy, orzeszek ziemny, off
Sensin fıstık offff  – ty jesteś orzeszek ziemny, off
Ahh bize lazım offfff  – ah, potrzeba nam off
Yorgan yastık off off off off – kołdry i poduszki, of, of of of 

I właściwie mogłabym jeszcze parę wyrazów na F dodać, ale te orzeszki tak mnie rozbawiły… że na deser mam dla Was tylko zwrot „Fransiz kalmak”, który może się w życiu przydać. To… odpowiednik naszego „siedzieć na tureckim kazaniu”, czyli nic nie rozumieć. Po turecku dosłownie „zostać Francuzem”. I… wszystko jasne!

Jeśli wpis i cała seria wam się podobają i czekacie na więcej, kliknijcie poniżej na udostępnianie znajomym, niech moja misja językowa ogarnie cały świat ;)

Spodobało Ci się tutaj? Zostań moim Patronem!

Już za 10 zł miesięcznie, lub za dowolną jednorazową kwotę możesz zostać moim Patronem i mieć wpływ na to, co pojawia się na blogu i Kanale YouTube. Kliknij w obrazek poniżej i dowiedz się o co chodzi ;)