/foto: pixabay.com/

Jak wiecie lubię symbolikę liczb, rozmaite rocznice, daty i okazje. Lubię te momenty celebrować, traktuję je jako pretekst do podsumowań, refleksji i… prezentów. Ale nie chodzi mi tylko o przedmioty i fundowanie sobie nowej torebki czy butów pod hasłem „jestem tego warta”, a raczej zupełnie nie o nie mi chodzi (no, może troszkę). Lubię po prostu zdawać sobie sprawę z tego, że, dajmy na to, mija 11 lat mojego pobytu w Turcji, że 17 lat temu zdałam maturę (co???!),  albo z tego, że obchodzę własnie 36-te urodziny. Te wszystkie rocznice to kamienie milowe, niezbędne mi do twórczego życia. Ekscytacja, kiedy się zbliżają to niezły pretekst do tego, żeby zastanowić się czy coś się w życiu zmienia, ocenić, czy te zmiany są dobre, czy nie. Wyciąganie wniosków, spisywanie kolejnych marzeń na kartce papieru (nigdy w komputerze!) i chwila refleksji.

Im bardziej zbliżały się moje tegoroczne urodziny tym bardziej uświadamiałam sobie, że…

Życie zaczyna się po 35-tce!

Serio. Nie żartuję. Zresztą po 30-tce też, ale po 35-tce nawet bardziej.

Do trzydziestki muszę przyznać, że po prostu dryfowałam z punktu A do punktu B. Życiowe wybory były bardziej efektem przypadku niż celowego działania. Wiedziałam bardziej czego w życiu „nie chcę” robić, niż co „chcę”. Przy okazji traciłam mnóstwo energii na odpieranie krytyki czy manipulacji innych ludzi, bardzo się każdym konfliktem gryzłam i zbyt często myślałam „co ludzie powiedzą”, tak jakby to miało znaczenie.

Śmiałam się, że po 30-tce wszystko będzie inaczej i… naprawdę tak się stało. Kiedy skończyłam 30 lat rozpoczął się w mojej głowie jakiś powolny proces uwalniania się od krępujących mnie dotychczas głupot i śmieci. Z każdym rokiem jest mi coraz lepiej, czuję się swobodniej, a apogeum nastąpiło kiedy przekroczyłam 35 lat. Czuję się w swojej skórze (i duszy) tak dobrze jak nigdy przedtem. Jednocześnie dojrzalsza a z drugiej strony… młodsza duchem. Chyba więc jednak istnieje coś takiego jak mądrość życiowa :)

Urodziny… w Turcji?

Tymczasem wielu Turków niespecjalnie przejmuje się kwestią urodzin. Chociaż… tu zależy o kim mówimy. Moi tureccy rówieśnicy często nie obchodzą urodzin z kilku dość, jakby się przyjrzeć, banalnych powodów.

Po pierwsze: Ich data urodzin jest fałszywa, i niekiedy nie znają prawdziwej.

Brzmi to absurdalnie, ale jest prawdą w przypadku wielu osób urodzonych w małych miejscowościach i na wsiach. Po urodzeniu dziecka (często w domu, a nie w szpitalu) żadna turecka mama nie zawracała sobie głowy formalnościami tylko wracała dość szybko do przerwanej roboty w polu. Po jakimś czasie rejestrowało się dzieci „hurtem”, a wtedy niepiśmienna często rodzina nie była w stanie policzyć kiedy dokładnie dane dziecko się urodziło. Urzędnik wpisywał więc pierwszy dzień roku, albo miesiąca, i kiedy zajrzymy w dowody osobiste 30-40 latków, może się okazać, że co drugi urodził się 1 stycznia ;)
K.P. również należy do tej grupy. Temat został mi przybliżony kiedy zapragnęłam sprawdzić sobie nasze horoskopy (bo co, jeśli gwiazdy uznają, że nie pasujemy do siebie?). Król urodził się „podobno jesienią”, a datę urodzenia ma wpisaną styczniową. Zresztą on sam i jego bracia bardzo lubią sobie z tego faktu żartować, wyciągając ten temat na rodzinnych kolacjach i prosząc mamę, żeby policzyła im raz jeszcze, kiedy się urodzili. Mama podaje zazwyczaj takie odnośniki w czasie, jak urodzenie dziecka przez sąsiadkę (ona była kilka dni przed nią), fakt, że była „bardzo chłodna jesień”, albo, że wtedy „obrodziła kukurydza”. I bądź tu człowieku mądry.
Kiedy już naśmiejemy się do rozpuku i przestaniemy klepać się nawzajem po plecach uświadamiam sobie boleśnie, że nigdy nie będę wiedziała, czy według gwiazd pasujemy do siebie…

Po drugie: Obchodzenie urodzin jest wynalazkiem kultury europejskiej

Przyznam szczerze, że nie znam dokładnej genezy celebracji urodzin w naszej kulturze. Nie ulega jednak wątpliwości, że tradycja ta przynależy do europejskiego kręgu kulturowego. Turkom jest ona raczej obca, podobnie jak imieniny –  które, co oczywiste, są już w ogóle uznawane za całkowitą abstrakcję ;)
Turcy należą do narodów kolektywistycznych, nie skupiają się więc zanadto na wyjątkowości jednostki, tylko na grupie. To prawdopodobnie dlatego dla niektórych (szczególnie starszej daty) temat urodzin jest dziwny i niezrozumiały. Jak to – skupiać na sobie całą uwagę, dmuchać świeczki, organizować spotkanie? Ale po co? Takie rzeczy są dobre dla dzieci.
Bardzo często można więc zauważyć, że o ile owszem, dzieciaki obchodzą urodziny i rodzice dbają o prezenty, urodzinowe party i rozmaite atrakcje, o tyle dorośli nie odczuwają już takiej potrzeby. Prawdopodobnie nie przychodzi im to w ogóle do głowy. Ale możliwe, że wynika to także z punktu pierwszego. Co tu obchodzić, kiedy nie zna się nawet poprawnej daty? ;)

Po trzecie: Celebrowanie dnia urodzin jest sprzeczne z islamem

Temat ten budzi niejakie kontrowersje nawet wśród samych muzułmanów. Niektórzy z nich uważają, że „zwykli” muzułmanie nie powinni celebrować dnia urodzin. Inni tłumaczą, że w Koranie wcale nie ma takiego zakazu, ani nawet wzmianki. Zależy więc na kogo trafimy, ale przyznam szczerze, że z iloma religijnymi muzułmanami miałam w Turcji do czynienia, raczej nie zauważyłam aby ten argument przeważał przy braku obchodzenia urodzin.
Warto też wspomnieć, że przecież sami muzułmanie obchodzą dzień urodzin Proroka Mahometa. W Turcji święto to nazywa się Mevlit Kandili i w tym roku przypada 11 grudnia (dla sunnitów, którzy w Turcji są większością; szyicki odłam islamu obchodzi je kilka dni później). Celebracje polegają na recytowaniu Koranu i wspominaniu historii z życia Proroka. Można więc powiedzieć, że „urodziny” są zarezerwowane dla najważniejszej dla muzułmanów postaci.

A… jeśli obchodzą?

Bo to oczywiste, że coraz więcej Turków obchodzi urodziny. Na pewno duży wpływ na zmianę podejścia ma przemysł reklamowy, który nakręca konsumpcję prezentów, niespodzianek i przyjęć. W tej kwestii Turcja nie różni się od Europy czy reszty świata. Inna sprawa, że to młodsze pokolenie zna już datę swoich urodzin, może policzyć sobie znak zodiaku albo swoją szczęśliwą liczbę numerologii :) A nawet jeśli nie chce, to portale społecznościowe i tak każą mu obchodzić urodziny, wysyłając przypomnienia, wirtualne prezenty albo zawalając tablice aktualności setkami sztampowych życzeń od znajomych.

Nie tylko dzieci, ale i starsze pokolenie umawia się już na świętowanie. W cukierni można zamówić słodki jak ulepek urodzinowy tort ze świeczkami i zimnymi ogniami (czasem z kiczowatym napisem i zdjęciem jubilata), i poprosić o wniesienie go w ramach niespodzianki w kluczowym momencie. W Alanyi w wielu knajpkach przy takiej okazji wygląda to identycznie: gasną nagle światła, a z odtwarzacza płyną pierwsze takty amerykańskiego „Happy Birthday To You” przeplatanego śpiewanym na tę samą melodię „Mutlu Yillar Sana” [dosłownie: szczęśliwych lat dla ciebie]. Można też życzyć: „Doğum günün kultu olsun” (coś w stylu: Niech się święci dzień Twoich urodzin).
Ja jednak osobiście z tureckich życzeń urodzinowych najbardziej lubię takie, których odpowiednika urodzinowego próżno szukać w j.polskim:
„İyi ki varsın” – Dobrze, że jesteś
„İyi ki doğdun” – Dobrze, że się urodziłeś/łaś

Prawda, że miłe? ;)