Witajcie w Nowym Roczku 2017!

Po nieplanowanym urlopie blogowym powracam na łamy blogusia wypoczęta i z nową energią, która mam nadzieję utrzyma się na dłużej, pora więc na małe podsumowanie. Urlop nieplanowany, bo kiedy wyjeżdżałam z Turcji na mój miesięczny świąteczno-noworoczny pobyt w Polsce stworzyłam sobie nawet pisarski plan działania, wyglądający dość ambitnie. Kiedy jednak dotarłam na miejsce i przywitałam stare kąty zrozumiałam, że przyda mi się także odpoczynek od internetu, myślenia o Turcji i „bycia blogerką”. Chyba tego było mi trzeba: czasu offline, bez godzin przed komputerem, na luzie i z zupełnie innymi atrakcjami, których w Turcji nie posiadam.

Już nie mówiąc o tym, że faktycznie działo się sporo podczas mojego pobytu i zaliczam go do bardzo udanych. Spędziłam mnóstwo czasu z rodziną i przyjaciółmi, miałam fajne, rodzinne święta. Wybornie bawiłam się w Sylwestra (jak zwykle zresztą przyjechała do nas na domówkę telewizja lokalna – po raz trzeci w historii naszych przebieranych imprez :). Zrobiłam od dawna odkładane początki w szafkach i szufladach, docierając do moich pamiętników pisanych od podstawówki, wierszy, powieści (!), i innych wycinków, które namiętnie zbieram od lat. Poza jedną sesją foto zrobioną przyjaciółce nie używałam mojej lustrzanki; zdecydowałam się odpocząć także od aparatu i wewnętrznego przymusu „rejestrowania wszystkiego”. Tańcowałam na polsko-tureckim weselu, wpadłam z odwiedzinami do stolicy i do Łodzi, ale jednak większość czasu spędziłam w ukochanym Poznaniu, gdzie na koniec zdarzyło się to, o co zanosiłam modły od samego początku mojego pobytu: spadł śnieg!
Użytkownicy mediów społecznościowych wiedzą już, jak się z tego cieszyłam, ale wklejam to zdjęcie raz jeszcze, bo działa na mnie jak pigułka rozweselająca :)

Piszę o samych dobrych rzeczach, chociaż wiadomo, że nie wszystko szło tak pięknie i gładko. Począwszy od złych wieści z Turcji i innych miejsc – także Polski, poprzez mój spadek odporności, który skutkował kilkoma problemami zdrowotnymi i wizytą u lekarza, aż po ogólne, od wielu miesięcy nie odpuszczające myśli: jak będzie dalej? Dokąd zmierzamy? Co robić?

Pewnie też dlatego trudno mi było zasiąść do pisania. Wiecie, że rzadko tracę rezon jeśli chodzi o pisanie, tym razem jednak naprawdę miałam moment, kiedy kompletnie nie wiedziałam co pisać – i co myśleć.
Kiedy jednak spadł śnieg… którego nie widziałam dwa lata… zbłąkany optymizm powrócił, i postanowiłam, że nie będę psuć sobie humoru debilami i złymi myślami. Ponadto przypomniało mi się zapomniane zdanko: „Peace comes from us, not others” (Pokój pochodzi z nas, a nie od innych), które niniejszym czynię swoim mottem na rok 2017. O, tak.

Trochę w nawiązaniu do tego przydługawego wstępu pora na:

Podsumowanie roku 2016

W skrócie:

Był do kitu. Tragiczny, smutny, depresyjny i traumatyczny. Pełen złych wieści, braku poczucia bezpieczeństwa. Naszpikowany trudnościami, ze ściśniętym finansowym pasem, wielkim znakiem zapytania.

To tak ogólnie. Ale kiedy zaczęłam analizować szczegóły…

Australia

Rok 2016 powitałam w wymarzonej Australii, w krótkim rękawku i klapkach, oglądając fajerwerki w Melbourne u boku K.P i w multikulturowym tłumie szczęśliwych ludzi. Czy mogłoby być lepiej? Spełniłam swoje marzenie, i choć trzymiesięczny wyjazd wyzerował nam konta i oszczędności wciąż uważam, że było warto tak bardzo, jak to tylko możliwe. Nie wiem jak przetrwałabym ten rok, gdyby nie australijskie wspomnienia

img_9223

Rozpoczęłam naukę gry w tenisa

Dzięki australijskim warunkom aż się prosiło. Wszędzie reklamy związane z Australian Open i darmowe korty w parku niedaleko naszej kwatery. Kupiliśmy najtańsze rakiety i poszliśmy grać. Po prostu. Dzięki temu mamy nową pasję do praktykowania w dwójkę, zrobiliśmy też sobie prezent (poświęcając dwudniową wycieczkę) i spędziliśmy dwa dni oglądając na żywo największe tenisowe gwiazdy świata. Pisałam o tym tutaj.
Na marginesie, kiedyś poszliśmy pograć gdy kort obok zajęty był przez dwóch facetów. Przy pierwszej nieodbitej piłce i z całej piersi wykrzykniętym „Ku**a!!!” zrozumieliśmy, że nasi są wszędzie. K.P. zrywał boki ze śmiechu :)

img_8041

Trzy razy wystąpiłam w radiu

Od dziecka kocham radio i jego magię. Marzyłam by kiedyś zobaczyć, jak wygląda od środka. I nagle, dzięki blogowi (a dokładniej jednej z jego Czytelniczek, dzięki Magda!) będąc w Australii zostaję zaproszona do audycji w radiu SBS. Po polsku! O Turcji! Szaleństwo. Linki (jeśli przegapiliście) są tutaj.
Drugi raz występuję na żywo w poznańskim Radiu Merkury. Tu już zgłosiłam się sama. Trzeci raz występuję w Turcji, po turecku (!!), reprezentując Polonię mieszkającą w Alanyi.
Mam ochotę na więcej dźwiękowych eksperymentów. Podczas świąt dzięki bratu, który rozwija karierę lektora, udało mi się nagrać… ale o tym niebawem (oto stronka, którą mu zrobiłam! -> tu) ;)

img_7527

Odbyłam wiosenne tournee po Polsce

Brzmi dumnie, ale tym dla mnie było. Odwiedziłam kilka miast, odbyłam spotkania autorskie i ciekawe rozmowy towarzyskie. Poznałam fajnych ludzi. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że dzięki blogowi (a raczej jego Czytelnikom) mam naprawdę ciekawe życie ;)

12998438_971204599595838_7733857971550223725_o

Stworzyłam e-booka

… zyskując nową umiejętność przydatną w CV i życiu :) Udało się zaktualizować napisaną wraz z Agatą Wielgołaską książkę „Turcja. Półprzewodnik obyczajowy” i stworzyć z niej e-booka, a następnie umieścić w naszym wspaniałym sklepiku obok drukowanej koleżanki (tu). Jak na książki, które wydałyśmy samodzielnie, na własny koszt i bez pomocy wydawców, kolporterów i promocji w mediach – sprzedają się. Zachęciło mnie to do napisania czegoś jeszcze, i mam już na nowy rok konkretne plany na dwa własne e-booki. Mam nadzieję, że się ucieszycie :)

Prawie gotowe! Nareszcie ebook! #almostdone #ebook #selfpublishing #wlasnaksiazka #turcjapolprzewodnik #turcja #ksiazka #book

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Agata *Skylar* Bro (@ahududuk)

Rozpoczęłam „karierę” Youtubera

Praktyka w zawodzie pilota wycieczek pomogła w przełamaniu oporów przed kamerą i mimo, że filmy publikuję rzadko (ich tworzenie jest strasznie czasochłonne!) to nie zamierzam odpuszczać z rozwoju filmowego kanału (tu). Żałuję tylko, że nic nie nakręciłam w Australii – tam mogłabym pokonać lęk przed zaczepianiem obcych mi ludzi. Na wakacjach człowiek zyskuje odwagę – no cóż, może jeszcze i z tym się uporam (kiedyś).
Dodatkowym skutkiem filmowania jest nauka montowania materiałów filmowych – sprawia mi to wielką frajdę!

Napisałam aż 87 artykułów na bloga!

To rekordowa liczba od wielu lat. Bardzo mnie to cieszy, tym bardziej że pomysły na nowe wpisy sypią się jak z rękawa, i brakuje jedynie czasu. Wszystkie stare teksty znajdziecie w archiwum: tutaj.  Cieszy mnie też, że liczba P.T. Czytelników sukcesywnie rośnie (po tylu latach!) Najpopularniejszy był wpis pisany na świeżo po próbie puczu, z wiadomych względów. W tym roku rozwijałam Projekt Tur-tur, publikując nowe wywiady; szczególnie ten z polskimi muzułmankami cieszył się dużą popularnością. Ponadto zaczęłam tworzyć turecki alfabet pojęć, dodawać na blogu przepisy kulinarne – wszystko to planuję bardziej rozkręcić w Nowym Roku :)

Przestałam się spóźniać

Pokonałam problem, który frustrował mnie od lat i psuł moje relacje z bliskimi osobami. Wszędzie na ostatnią chwilę, zawsze spóźniona i zawsze miałam sto wymówek. Przemyślałam to na poważnie i po prostu przestałam. Podoba mi się teraz to zaskoczenie, kiedy się z kimś umawiam i jestem o czasie  :)

Zmieniłam tryb życia, podreperowałam zdrowie i schudłam

Pisałam o tym jakiś czas temu. Jest to oczywiście element dłuższego procesu, który trwał miesiącami (albo i latami), ale dzięki niemu nareszcie rano budzę się wypoczęta i pełna energii, nie męczy mnie wchodzenie po schodach (!), mam ładniejszą skórę, rzadziej boli mnie głowa, i wchodzę w ciuchy sprzed kilku lat. Same plusy :)

Mój brat się ożenił!

Dla mnie to towarzyskie wydarzenie roku. To był piękny, słoneczny, wrześniowy rowerow0-muzyczny ślub, na który przyleciałam jak na skrzydłach z Turcji. Czułam się wyjątkowo tym bardziej, że pełniłam zaszczytną rolę świadka, już nie mówiąc o radości, że jestem znów latem, przy pięknej pogodzie, ze wszystkimi bliskimi, w Polsce :)

du6c2509

Foto: Renard Obst

Nie poddałam się

Kiepski sezon w turystyce, o którym pisałam w jego podsumowaniu, udało się przekuć w coś dobrego. Co prawda chyba nigdy w życiu tak bardzo się nie nudziłam (na przemian ze stresowaniem), jak podczas tych kilku letnich miesięcy, kiedy czekając na klientów w biurze dotarłam niemalże do końca internetu i z powrotem. Miałam okresy bardzo ciężkie, kiedy ledwo zbierałam siłę do normalnego funkcjonowania. W którymś momencie stwierdziłam, że zamiast nakręcać się w pesymizmie można wykorzystać ten czas „bezczynności” do nauki nowych rzeczy i samorozwoju. Dzięki temu zakiełkowało w mojej głowie mnóstwo nowych pomysłów, doszkoliłam się w wielu kwestiach, powstał plan, aby kiedyś – w przyszłości – utrzymywać się tylko z pisania.
Z kolei ograniczone zasoby finansowe przypomniały mi jak fajny jest minimalizm, zamiast na zakupy chodziłam na spacery, więcej gotowałam i piekłam, czyściłam szafki z nieużywanych ubrań i kosmetyków, dużo czytałam, godzinami rozmawiałam z bliskimi, generalnie doceniałam drobiazgi, których nie da się kupić.

Nagroda dla Najlepszego Bloga Emigrantki

I na koniec wydarzenie, które dodaje skrzydeł na przyszłość i dużego kopa motywacyjnego. Otrzymanie tej nagrody dla bloga sprawiło mi wielką radość i jest podsumowaniem wieloletniej pracy nad moim kawałkiem internetu.

***

Cóż… trochę się tego zebrało, prawda? Jak widać więcej było o mnie (cóż za zaskoczenie), a mniej o samej Turcji. Pomyślałam sobie bowiem, że może i tych z Was, którzy są urodzonymi pesymistami zainspiruje to do zrobienia swojej, pozytywnej listy. Na pewno i Wasza nie będzie krótka.
Niewiele zrealizowałam postanowień z poprzedniego roku: nie pojechałam do Ölüdeniz, nie pojeździłam na nartach w Turcji. W ogóle poza Australią i Polską mało podróżowałam, wymykałam się jedynie na krótkie wypady z Alanyi. Nie napisałam nowej książki. A mimo to, wcale nie było tak źle ;)

Na przyszły rok nie opublikuję żadnej listy postanowień, za to spisałam jedną w zaciszu mojego papierowego pamiętnika ;) Za to tak ogólnie chciałabym po prostu, żeby ten rok … był spokojny. To właściwie powinno wystarczyć :)

No i oczywiście tolerancji i pokoju na świecie.
Życzę Wam i sobie.

Jaki był Wasz rok?