Jest taka tematyka na blogu, która przez lata omijana była przeze mnie szerokim łukiem. Na pewno nie zgadniecie jaka. Już podpowiadam – tak! Chodzi o dzieci! (szmer zaskoczenia). Wiele osób od dawna pisze do mnie maile: czy do Turcji z dziećmi warto w ogóle jechać, na co zwrócić uwagę, jak podróżować z dzieckiem do Turcji, aż do prozaicznych: o pieluszki, słoiczki, jedzenie, choroby. Temat ten był mi do niedawna całkowicie odległy, no ale czasy się zmieniły. Postanowiłam na początek, jako że ja sama jeszcze z moim synem po Turcji podróżować nie miałam za bardzo okazji, że zapytam kogoś dużo bardziej doświadczonego. Ilona Güllü mieszka w Stambule, wychowuje córeczkę, dużo z nią podróżuje i tak się składa, że o tych podróżach i codzienności z dzieckiem w Turcji pisze na swoim dwujęzycznym blogu: Bibi On Board.

Powiedz co robisz w Turcji, jak się stało że tu zamieszkałaś?

Do Turcji trafiłam przez mojego męża – wtedy mojego chłopaka :) Poznaliśmy się na Erasmusie w Pradze na jednej ze studenckich imprez. Po sześciu miesiącach naszego spotykania się, mieszkania razem i podróżowania  (wybraliśmy się też wtedy do mojej rodziny w Krakowie), niestety cudowny czas erasmusowy się skończył i wtedy padło pytanie: „Co dalej?”
Większość par z chwilą wylotu po prostu kończy związek. A ja w wakacje (a dokładnie w dniu moich urodzin) skorzystałam z zaproszenia rodziny Vasıfa i przyleciałam do Stambułu :) Do tej pory pamiętam to ciśnienie na wspólne szukanie biletu lotniczego. I to jak po bardzo sympatycznej kontroli paszportowej, nie zauważyłam mojego chłopaka w tłumie przed halą przylotów i po prostu poszłam w stronę metra, a Vasıf musiał mnie gonić!
Pomimo tłoków, korków i miliona przesiadek, miasto wywarło na mnie niesamowite wrażenie już od momentu, gdy przy lądowaniu widziałam statki pływające po cieśninie Bosfor. Zorganizowano mi cudowne przyjęcie urodzinowe i do końca wakacji zwiedzaliśmy Stambuł, a także odwiedziliśmy rodzinę w Ankarze.

Potem był rok separacji (oczywiście, odwiedzaliśmy się od czasu do czasu) z powodu naszego ostatniego roku studiów. Po obronie pracy magisterskiej sprawy potoczyły się bardzo szybko. Praca, ciąża, narodziny córki, ślub, ciągłe loty Polska-Turcja… Mieszkaliśmy przez rok w Polsce, aż w końcu wróciliśmy niedawno do Stambułu, ponieważ mąż znalazł nową pracę.

Prowadzisz bloga Bibi on Board, gdzie poruszasz najczęściej tematy związane z codziennością matki z dzieckiem w Turcji. Skąd taki pomysł?

Pomysł na bloga opisałam w moim pierwszym wpisie. Zrodził się, kiedy przebywałam na urlopie macierzyńskim. Przed urodzeniem córki sporo podróżowałam, nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Chciałam to kontynuować po urodzeniu córeczki, ale ciągle miałam w głowie obawy, które ma większość świeżo upieczonych rodziców: A czy nie jest za małe? Co, jak zacznie płakać? Nie pochoruje się? Oprócz tego dochodzą pytania, czy miejsce, do którego się wybieramy, będzie odpowiednie do zwiedzania z maluchem. W końcu wyrobiłam mojemu dziecku paszport, a kiedy miała cztery miesiące, poleciałam z nią i z mężem do Stambułu… Zostaliśmy tam na dłużej :)
Córka, poza krótkim popłakiwaniem, dobrze zniosła lot. Pobyt w Turcji też przebiegł bezproblemowo, co zmotywowało mnie do dalszych lotów… Często już bez męża. W te wakacje planujemy też podróż do Azji, co na pewno opiszę na blogu :)
Po naszej wycieczce na Maltę pomyślałam sobie, dlaczego nie połączyć mojej pasji pisarskiej z czymś pożytecznym? Skoro już przez to przechodziłam, może pomogłabym młodym rodzicom pokonać lęki przed podróżowaniem z dzieckiem i pomóc im się do takiego wyjazdu przygotować, a przy okazji odpowiedzieć na odwieczne pytanie, czy w Turcji jest bezpiecznie :)

Przejdźmy wobec tego do spraw praktycznych. Zacznijmy od samego przyjazdu do Turcji. Lądujemy, wychodzimy z hali przylotów, bucha na nas gorące powietrze, i… co dalej? Jak dojechać do hotelu z dziećmi w takiej metropolii? Co radzisz? Metro, taksówki, czy jednak firmy transferowe?

Jeśli chodzi Stambuł, to osobiście polecam firmę transferową o której wspomniałam w artykule „Lecimy do Stambułu! Część 2”. Używają bardzo wygodnych samochodów typu Mercedes Vito. Możecie zarezerwować przejazd przez internet o wybranej dacie i godzinie, a nawet podać informację o swoim locie. Samochody są klimatyzowane, możecie w nich znaleźć napoje i przekąski i, co najważniejsze, w każdym są foteliki dla dzieci ustawione tyłem do kierunku jazdy. Potem najlepiej jest znaleźć zakwaterowanie blisko promów lub linii kolejki Marmaray. Dobre nosidło lub chusta też są tutaj przydatne.

Wypoczywając w rejonach Antalyi zamawiałam transfer z korporacji w której również jest możliwość zamówienia fotelików.

A propos fotelików. Wiele razy rezerwując transfery dla moich turystów spotkałam się z pytaniami o nie. Wiem z doświadczenia, że różnie z nimi bywa. Chociaż w teorii są wymagane, w praktyce często po prostu trudno je „wyprosić” od firmy transferowej. Jakie są Twoje doświadczenia? Co mogłabyś doradzić? 

To prawda. Standardy swoje, a realia swoje. Pomimo wielu tureckich kampanii reklamowych dotyczących jazdy w fotelikach dla dzieci, w praktyce bywa różnie. Nie tylko otrzymanie fotelika w taksówkach jest praktycznie niemożliwe, ale często też widzę samych tureckich rodziców wożących swoje niemowlaki na kolanach (przez co błędne koło samo się nakręca). Sytuacja jest do rozwiązania, jeśli maluszek ma poniżej roku i jeździ jeszcze w tzw. „jajku” (czy jak my te nosidełka nazywamy). Ale uprzedzam, że czasem taksówkarze chowają tylne pasy i nie chcą ich wyciągnąć obiecując, „że będą jeździć wolniej”. Po zmianie fotelika jest już ciężej. 

Jak wygląda pobyt w tureckich hotelach dla rodzin z dziećmi? Czy łóżeczko turystyczne, i inne akcesoria dla dziecka są wszędzie dostępne, czy lepiej wcześniej orientować się internetowo lub telefonicznie czy taki hotel jest w ogóle „pro-rodzinny”?

Z mojego doświadczenia z miejscowości Akçay wiem, że zawsze lepiej jest się zorientować o możliwych udogodnieniach dla dzieci. Byłam kiedyś w bardzo przytulnym hoteliku. W pokoju było wszystko, co potrzeba, w jadalni na zewnątrz było krzesełko dla dzieci, były dostępne również zabawki, huśtawki i mini basen. Właściciele pensjonatu również do rany przyłóż! Byli pomocni we wszystkim. Jednak problem był z łóżeczkiem. Obiecali załatwienie łóżeczka dla niemowląt, ale do pokoju dostaliśmy… kołyskę dla noworodków (a córeczka miała niecały rok). Poza wiszącymi zabawkami była ona kompletnie bezużyteczna, bo Młoda była już za wysoka, a jednocześnie jeszcze „niezgrabna”, więc z łatwością mogła wypaść. W końcu spała między nami na jednym łóżku.

Natomiast „w ciemno” można śmiało zarezerwować w Voyage Hotel w Side, w którym niedawno byłam. Oprócz turystycznego łóżeczka jest tam dosłownie wszystko dla maluchów! Można też wypożyczyć wózek na cały pobyt. Voyage ma też swoje siedziby w Bodrum, Serik, czy w Torba (Muğla). Jeśli zarezerwuje się pokój z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, można znaleźć naprawdę atrakcyjne ceny (a zwłaszcza na październik, kiedy sezon się kończy, ale temperatury jeszcze sięgają 30 stopni).

Jak z jedzeniem w Turcji pod kątem dzieci? Oczywiście na różnym etapie życia malucha różne posiłki są potrzebne, temat jest złożony, ale mogłabyś dać kilka porad na temat dostępności gotowych posiłków dla dzieci, typu słoiczki? Jak cenowo, gdzie je dostać? A mleko modyfikowane, czy wszędzie jest dostępne? Czy droższe, czy tańsze niż w Polsce?

Jeśli dziecko jest na etapie wprowadzania posiłków lub ma poniżej roku uważam, że zawsze warto kilka słoiczków do Turcji wziąć. Po pierwsze, wybór w Turcji jest znacznie mniejszy, niż w Polsce, a z obiadków można znaleźć tylko kurczaka w różnych kombinacjach (a już w ogóle należy zapomnieć o znalezieniu spaghetti z łososiem firmy Hipp :)) Po drugie, kuchnia turecka jest bardzo zróżnicowana i wiele posiłków jest tłustych lub pikantnych, więc nie wiemy, jak maleństwo na nie zareaguje (pisałam o tym w artykule “Dziecięcy shopping w Turcji”). Tureckie mamy zwykle kupują warzywa i mięso na bazarkach. Na przykład w stambulskim parku Özgürlük odbywa się raz w tygodniu eko-bazar.     

Jeśli chodzi o mleko modyfikowane, to wszystkie znane marki można znaleźć w większości marketów typu Migros czy Macro oraz praktycznie we wszystkich sklepach ogólnodziecięcych (jedyna różnica to taka, że “nasze” mleko Bebilon nazywa się w Turcji Aptamil). Do niedawna były one dwa razy droższe, niż w Polsce, ale po spadku liry tureckiej cena się wyrównała. Niestety, raczej nie spotkamy się z promocjami typu “kup 1 mleko i drugie za pół ceny”, jak to bywa u nas.
Coraz więcej marek (również mleka “zwyczajnego”) produkuje gotowe jednorazowe mleka modyfikowane, które należy tylko podgrzać.  

Rodziców większych dzieci chciałabym tylko uprzedzić, że niektórzy tureccy rodzice na placach zabaw nawet półroczniakom dają słodycze (i nie mówię tutaj o herbatnikach dla dzieci Cici Bebe). I bardzo chętnie by się podzielili z Waszą pociechą. Już kilka razy miałam sytuację, że mówiłam, iż nie daję mojej córce słodyczy… Spotkało się to z wielkim zdziwieniem dzieci i rodziców.

Tak, znam to z autopsji. Mojemu 10-miesięcznemu synkowi ostatnio lizaka zaoferował… lekarz pediatra :)

Powiedz, Ilona, a gdybyśmy chcieli kupić maluchom jakąś zabawkę, ubranko, akcesoria, pieluszki – gdzie najlepiej się kierować? A może brać wszystko z Polski? Czy produkty tureckie dla dzieci są godne uwagi, tańsze, droższe? Mówiąc wprost, czy warto robić w Turcji dziecięce zakupy, także te niezwiązane z „nagłą potrzebą”?

Jeśli chcemy kupić więcej rzeczy, polecam załatwić wszystkie potrzeby zakupowe za jednym zamachem i pojechać do sklepu ogólnodziecięcego typu Joker lub e-Bebek. Znajdziecie tam dosłownie wszystko: pieluszki, śliniaczki, ubranka, mleko, zabawki, słoiczki, a nawet wyposażenie pokoju dziecięcego (jeśli ktoś by zdecydował się zostać w Turcji znacznie dłużej). Ceny zwykle są porównywalne lub nawet troszkę niższe, niż w Polsce.

Czy warto w Turcji robić dziecięce zakupy? Myślę, że tak :) Często zdarza się, że kupuję w Stambule ubranka nie tylko mojej córce, ale też polskim koleżankom, którym urodziło się dziecko. Doceniam to, że w sklepach dziecięcych lub w tureckich sieciówkach typu Koton lub LC Waikiki pochodzenie odzieży jest tureckie, a nie chińskie lub bengalskie. Ciuszki są też dobrej jakości, a ceny nie są wygórowane. A najfajniejsze jest to, że sprzedawcy zupełnie za darmo pakują zakupy na prezent.

Jak wygląda sytuacja z ubezpieczeniem? Wiadomo, jadąc na wakacje z biurem podróży obowiązkowo organizator zapewnia nam ubezpieczenie prywatne. W razie potrzeby trafia się wtedy do prywatnych klinik lub szpitali, poleconych przez ubezpieczyciela. Nikomu, oczywiście, tego nie życzymy, ale gdyby wizyta lekarska lub szpitalna była potrzeba z naszą pociechą, czego możemy się spodziewać? Jakie są warunki, jak podchodzą do dzieci pracownicy służb medycznych, czy Polak ma się czego obawiać?

Powiem szczerze, że nawet z dzieckiem do Turcji zawsze latałam na „własną rękę”, bez  pomocy biura podróży, więc ubezpieczenie też musiałam nabyć sama. O ile (w przypadku opcji samodzielnego wyjazdu) zwykle rekomenduje się zakup ubezpieczenia w kraju pochodzenia, o tyle w przypadku Turcji lepiej sobie też kupić turecką polisę. Kiedy mój mąż pracował w Polsce, nie posiadał tureckiego ubezpieczenia, więc musiałam nam wykupić prywatne. Podczas jednego z naszych pobytów  w Turcji moja córka zachorowała i miała sporą gorączkę. Musieliśmy jechać do polikliniki w stambulskim Göztepe.

Służba zdrowia tutaj pozytywnie mnie zaskoczyła. Standard placówki był bardzo dobry. Personel bardzo przyjaźnie nastawiony. Czas oczekiwania też był dość krótki, tym bardziej, że dzieci trafiają do innej kolejki, niż osoby dorosłe. Pan doktor miał świetne podejście do dziecka (nie zapominajmy, że Turcja to kraj, którego obywatele w większości przepadają za dziećmi), a pokój był pełen zabawek. Na wszystkie pytania odpowiadał rzeczowo i wszystko dokładnie tłumaczył, byśmy zrozumieli, co się naszemu maluchowi dzieje. Jeśli jednak nie znacie tureckiego, polecam przejść się na wizytę z Turkiem, ponieważ nawet w kosmopolitycznym Stambule nie możemy wziąć znajomości angielskiego u osób młodych i wykształconych za pewnik. Na koniec pan doktor zważył i zmierzył dziecko, wypisał receptę oraz wytłumaczył dawkowanie.

W ubezpieczeniu prywatnym, które wykupujecie, panuje zwykle zasada 60/40. Czyli 60% opłaty za usługę medyczną pokrywa ubezpieczyciel, a  40% opłaty musi zapłacić pacjent, więc zamiast 160 TL, zapłaciłam 64 TL. Wizyta kontrolna po pięciu dniach jest już za darmo. W aptece farmaceutki naklejają specjalne naklejki, na których jest wypisane dawkowanie. Ceny leków w Turcji są porównywalne do Polski, nawet chyba jest troszkę taniej. Cena żeli na ząbkowanie również jest znacznie niższa, ale suplementy diety już są droższe.

Jeśli nasi czytelnicy planują zwiedzanie Stambułu z dziećmi, jakie miejsca być poleciła? Zarówno zabytki, jak i miejsca na spacery? Co będzie ciekawe dla maluchów?

O miejscach do pospacerowania z Maluchem pisałam w jednym z artykułów na blogu pt. „Na spacer po Stambule!”. Wspomniałam w nim o najprzeróżniejszych parkach (a zwłaszcza o „Gülhane” przy pałacu Topkapi i Göztepe 60 Yıl) oraz atrakcjach typu Miniatürk czy akwaria, których jest w samym Stambule aż cztery. Dodałam również, gdzie można się wybrać ze starszakiem.  Miasto jednak cały czas się rozwija i niebawem artykuł będę aktualizować :)

Ponadto, Stambuł oferuje też sporo ciekawych możliwości dla aktywnych świeżo upieczonych mam: szkołę pływania, taniec, gimnastykę, a nawet jogę. Oczywiście, podzieliłam się tą informacją z obserwującymi mój blog w poście „Aktywna stambulska Mama… i Maluch”.

W restauracjach natomiast słabo się orientuję, ale w dużych lokalach w Stambule typu “Şato” w Maltepe, są pokoje do opieki i małe place zabaw, a czasem nawet animatorki. Zawsze są krzesełka, a jeśli nie ma przewijaków, to zwykle personel proponuje jakieś rozwiązanie.

Jak się mieszka w kilkunastomilionowej metropolii z małym dzieckiem? Gdyby któraś z naszych czytelniczek rozważała wyprowadzkę do Stambułu (np. z powodu pracy męża), albo dłuższy pobyt w tym mieście, co mogłabyś doradzić? Jak się nastawić, co bezwzględnie zabrać ze sobą? 

Temat-rzeka :) Nie jest to nowością, że Stambuł to miasto pełne kontrastów, obok którego nie da się przejść obojętnie. Jednego dnia uwielbia się je za spacery na wybrzeżu, pogodę, jedzenie i cudowne krajobrazy. Drugiego dnia się go nie cierpi, za korki na ulicach, hałas i to, że wszędzie jest tłoczno. To miasto pełne życia, z całą gamą możliwości rozwojowych, ale chwilami bardzo męczące. Zwłaszcza, jeśli codziennie przedostajesz się z jednej strony Bosforu na drugą i z powrotem.  Jest co tam robić.

Od kiedy wychowuję dziecko w Stambule, przestało mnie dziwić, że wiele zagranicznych żon Turków nie wraca do pracy i pozostaje mamami na pełen etat. Sytuacja z placówkami edukacyjnymi dla małych dzieci przypomina tamtejszą służbę zdrowia. Państwowe przedszkola przyjmują mnóstwo dzieci na niewielką ilość nauczycieli i ciężko się do nich dostać. Ceny żłobków i przedszkoli prywatnych są bardzo wysokie (zwłaszcza po stronie europejskiej). Mamie ponownie rozpoczynającej karierę często nie opłaca się pracować. Abstrahując od tego, że cudzoziemcowi w Turcji jest ciężej podjąć legalne zatrudnienie przez papierologię związaną z pozwoleniem na pracę. Ciężkie nie oznacza jednak, że niemożliwe. Kilku moich znajomych podjęło naukę tureckiego (są intensywne płatne kursy, a także mniej intensywne darmowe) i dzięki sprytowi oraz wytrwałości znalazło pracę, w której zarabiają dobre pieniądze, które do spokojnego życia w tym mieście są niezbędne.

W Stambule jest dużo ładnych parków z placem zabaw, które są regularnie utrzymywane w czystości. Praktycznie w każdej dzielnicy są jakieś zajęcia i wydarzenia dla mam i małych dzieci, np. taniec, fitness lub pływanie. W sklepach również jest praktycznie wszystko, co potrzebne dla niemowlęcia. Doradziłabym jednak zabranie ze sobą ulubionej przytulanki maleństwa (chodzi o znajomy zapach), a także suplementy i witaminy, które dziecko bierze (sam kwas Omega 3 to koszt około 100 zł, witamina C również jest znacznie droższa, niż w Polsce). Wracając do jaśków, uprzedzę, że ciężko jest znaleźć płaskie poduszki, a w sklepach nie ma poszewek o rozmiarze 40×60. I oczywiście warto przedtem się nauczyć robić posiłki dla niemowlaka, ponieważ, jak już wspomniałam, wybór słoiczków jest znikomy.

Jakich dzielnic unikać z małym dzieckiem, czy w ogóle według Ciebie w takiej konfiguracji jest bezpiecznie w Stambule?

Czy Stambuł jest bezpieczny? Moim zdaniem, tak. A na pewno jest znacznie bezpieczniejszy, niż znane miasta zachodnioeuropejskie, mimo, że w Turcji również był spory napływ imigrantów. Wzmożone kontrole bezpieczeństwa są nie tylko na lotniskach, ale też na dworcach, uczelniach i w centrach handlowych. Przy stacjach metra i w przejściach podziemnych są przeprowadzane wyrywkowe kontrole policyjne. Jakich dzielnic unikać? Ciężko jest mi generalizować, ponieważ w każdej z nich są luksusowe apartamentowce, a tuż obok slumsy. Z jednej strony Europejka na pewno niezbyt swobodnie czułaby się w konserwatywnych dzielnicach typu Ümraniye lub Fatih. Z drugiej strony, tam raczej nie spotka się pijanych osób na ulicy. Coś za coś. Czego zdecydowanie radziłabym unikać, to dużych zatłoczonych bazarów, atrakcji turystycznych w porze szczytu, miejsc zgromadzeń oraz metrobusów późnym wieczorem.

Na koniec zostawiłam nam do poruszenia obyczaje tureckie związane z dziećmi. Sama miałam już okazję podzielić się z widzami mojego kanału Youtube moimi refleksjami odnośnie podejścia Turków do dzieci (film tutaj), jednak interesują mnie Twoje, zdecydowanie bogatsze, doświadczenia. Co nas może w Turcji zdziwić?

Moje tureckie doświadczenia związane z macierzyństwem w dużej mierze pokrywają się z Twoimi :) Mam wrażenie, że tureckie mamy i otoczenie mają znacznie większy dystans do tematu, niż w Polsce lub w krajach europejskich. Nie ma takiego wzajemnego patrzenia sobie na ręce i wiecznego porównywania, która mama jest “lepsza”, bo robi codziennie eko-zupki, kupuje najbardziej rekomendowane przez amerykańskich naukowców kubki i buteleczki za przysłowiowe “pierdyliony dolarów”, a jej dziecko już przed pierwszymi urodzinami się odpieluchowało i nauczyło się używać noża oraz widelca :) W Turcji zdecydowanie wyluzowałam, bo zdałam sobie sprawę, że nie trzeba być we wszystkim najlepszym, by być dobrą mamą.

Owszem, obywatele interesują się dziećmi, czego najlepszym przykładem jest wszędobylskie patrzenie się w wózek przy akompaniamencie słówka “Maşallah!” :) Rzadziej jednak niż w Polsce spotykam się z komentarzami w stronę mam, że powinny coś zrobić inaczej… Choć pytanie o czapeczkę jest chyba międzynarodową tendencją ;)

To prawda, mnie w grudniu w Alanyi przy temperaturze 16 stopni na plusie obcy facet zapytał… gdzie moje dziecko ma rękawiczki :)

Turcy w większości są skupieni na realnej pomocy. Pewnego razu miałam pilną potrzebę pójść na zakupy, a w domu w tamtym tygodniu nikogo nie było. Moja córka miała wtedy pół roku. Wzięłam wózek i pojechałam do galerii handlowej po zakup bodajże spodni. Niestety, Młoda tym razem nie miała ochoty się zdrzemnąć w wózku, a wręcz chciała zobaczyć każdy kąt. Co zrobił jeden ze sprzedawców, kiedy udawałam się do przymierzalni? Wziął ode mnie wózek z maleństwem i sam zaczął z nią spacerować po sklepie strojąc głupie miny. Dziecku widocznie spodobało się to rozwiązanie :)

I tu dopowiem od siebie: ja też miałam takich sytuacji sporo, i w sklepach z ciuchami, jak u Ciebie, i w na przykład w restauracji. Kelnerów nawet nie trzeba pytać o pomoc: sami chętnie wezmą dziecko na ręce widząc, że matce trudno jest zjeść zamówiony posiłek. Tego brakuje mi w Polsce!

Jak wspomniałaś w jednym z filmów, hasłem przewodnim Turków jest “damy radę”. Dziecko w 90% przypadków nie stanowi żadnej przeszkody. Mama chce się wybrać na miesięczny kurs fotografii? Spokojnie, znajdziemy rozwiązanie. Muszę się wybrać z dzieckiem do Adany, a samochód w serwisie? Już szukamy lotów, transferów, hoteli itp. Mama wraca do pracy? Dostanie dziesiątki telefonów do rekomendowanych opiekunek lub żłobków – raczej nikt nie zada słynnego pytania “A co z dzieckiem?”. Ceny żłobków to już jednak inna para kaloszy. Poza tym, zauważyłam, że Turcy wychodzą z założenia, że im mama jest szczęśliwsza, tym lepiej jest w stanie się zająć maleństwem, dlatego w większych rodzinach chętnie pomaga się młodej mamie. W innych krajach zwykle niemowlę stawiane jest ponad wszystko, a potrzeby kobiety, która niedawno urodziła, bywają ignorowane (co może być ciężkim szokiem po byciu, jako ciężarna, w centrum uwagi).

Mimo tego, że Turcja to kraj muzułmański, jakoś zauważyłam więcej luzu w stosunku do publicznego karmienia piersią. Bywa tak, że pani w chuście sama Cię namawia do tego, by usiąść na ławce i nakarmić malucha oferując pomoc w zasłonięciu. No, chyba, że mamy do czynienia z ojcem, bratem lub mężem karmiącej – wtedy o żadnym luzie nie może być mowy :) Całe szczęście, fartuszki do karmienia są wszędzie dostępne.

Tu też się zgadzam, nigdy z karmieniem piersią w Turcji nie miałam i nadal nie mam absolutnie żadnych problemów, niezależnie od miejsca. A jakieś negatywy?

Oprócz wspomnianego dawania słodyczy małym dzieciom oraz jeżdżenia samochodem bez fotelika, również zdziwiło mnie to, że obcy ludzie, bez zgody rodziców, lubią podszczypywać małe dzieci i próbują się z nimi bawić. Wielokrotnie uchodziłam za dziwną na placu zabaw, kiedy sprzeciwiałam się jakiemukolwiek dotykaniu, a przed wzięciem zabawki mojego dziecka wymagałam uprzedniego zapytania o zgodę (zdarzają się – uwaga – dorośli, którzy wyjmują zabawkę z wózka obcego dziecka i dają ją swojemu!). Inna sprawa – chustowanie i nosidełka są w Turcji bardzo popularne. Jednakże, dość często byłam świadkiem noszenia niemowlaka przodem, co jest w Europie odradzane.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i życzę wielu kolejnych udanych podróży po Turcji (i nie tylko)!

Was, moich Czytelników proszę o opinię czy chcielibyście więcej wpisów związanych z wyjazdami z dzieckiem do Turcji, może macie jakieś pytania, wątpliwości – piszcie w komentarzach – obiecuję, że kolejny tekst na ten temat pojawi się jeszcze przed sezonem :)