geje w Turcji

Agata: Buszując po tureckich forach internetowych nie sposób Ciebie nie kojarzyć – Twoje kwieciste opisy tureckich gwiazd pop potrafią rozbroić niejednego ponuraka, stąd też mój pomysł na rozmowę z Tobą :) Jesteś chyba jedną z najbardziej wyrazistych internetowych postaci znanych tak zwanym „turcjomaniakom”.

Zacznijmy zatem od tego jak byś się przedstawił na początek. Kim jesteś? Fanem Turcji? Fanem tureckości? Skąd w ogóle się wziąłeś?

Orhan Paweł: Po pierwsze, chciałbym Ci powiedzieć, że czuję się wyróżniony, że chcesz ze mną przeprowadzić rozmowę! Twój blog i vlog, Twoja książka o Turcji, to są dla nas, fanów Turcji, ogromnie ważne źródła wiedzy o Türk Cenneti! Dziękuję bardzo za propozycję! A teraz świadomy rangi i odpowiedzialności mogę wrócić do pytania.

Jestem z urodzenia warszawiakiem i Polakiem, choć co do tego drugiego coraz mniej jestem pewien – ja przede wszystkim czuję się dzieckiem Śródziemnomorza. W chwili obecnej, po zaliczeniu kolejnej spółki z tureckim kapitałem w Polsce (nazywam je Biş od Bismillah-İnşallah Şirketi), jestem bezrobotny i staram się znaleźć coś sensownego na lata, które mi jeszcze zostały do emerytury.  Wcześniej jako kontroler finansowy pracowałem przez 23 lata w Fundacji Skarbu Państwa, której naczelnym zadaniem była realizacja przed- i poakcesyjnych projektów unijnych finansowanych przez Unię. Mój rollercoaster z firmami tureckimi zaczął się w czerwcu 2016 roku, gdy przeszedłem do firmy, która opiekuje się studentami tureckimi w Polsce. Potem byłem i głównym skrybą w firmie konsultingowej, i przewodnikiem wycieczek w Turcji, i sprzedawcą artykułów ozdobnych do florystyki i do domu, a ostatnio kasjerem, kelnero-lokajem i „Pierwszą Ukrainką” w lokalu z Kebabem w podwarszawskim Otwocku (zwanym Odwłokiem)

Żonaty, jedno dziecko płci żeńskiej, znak zodiaku: Skorpion (chiński – Pies)

O, to prawie jak ja – tylko ja chińska Małpa akurat.

No dobrze panie, ale jak to mówią “do brzegu”… poproszę o więcej konkretów o Twojej historii tureckiej.

Turcja pojawiła się w moim życiu późno, czego bardzo żałuję, bo może gdyby się pojawiła, gdy miałem lat naście, to już bym tam od ponad 35 lat żył szczęśliwie. A tak, to stała się formą emigracji wewnętrznej lub jak kto woli ucieczki od szarej, polskiej rzeczywistości, która jest dla mnie wyjątkowo dołująca.

W naszym języku jest śliczne słowo związane z Turcją – poturczeniec – i ja tak siebie definiuję, choć żaden turecki najeźdźca nie zdybał mojej matki, zostawiając mnie w spadku. Ale może kiedyś jakiś praprapradziad Turek dopadł którąś z prapraprababek i pozostawił geny tureckie, które objawiły się we mnie?

Jak wszystkie moje miłości do różnych państw, wszystko zaczęło się od muzyki, a dokładnie od Tarkana (zwanego przeze mnie Megastarskim) i kompilacji jego największych tureckich przebojów z pierwszego okresu (wczesne lata 90-te) wydanej pod nazwą „Tarkan International” w różnych krajach Europy w okolicy 1998 roku.

W tym samym czasie, w MTV już dostępnym w Polsce, leciały jego klipy i nie zapomnę szoku, jaki przeżyłem, gdy kiedyś, wizytując rodziców, ujrzałem go w klipie do piosenki „Şıkıdım”! Opad szczęki był totalny, oczy jak spodki i lawina myśli nieprzystojnych, z których najgrzeczniejszą była „Jezu, dlaczego mi nie powiedziałeś, że Turki to takie śliczne chłopaki, noooo???”

Wkrótce potem, o rajskie lata 90-te!, przegrałem sobie ten kompakt na kasetę (bom jeszcze nie miał odtwarzacza CD) i codziennie katowałem te piosenki, a zwłaszcza bardzo erotyczno-transową i relaksującą piosenkę” Kır Zincirlerini” („Zerwij łańcuchy”), znaną również pod tytułem „Bu Gece” („Dzisiejszej nocy”). Te Tarkanowe achy i ochy, to cudownie miękkie tureckie şşş, to był miód na moje grzeszne uszy :)

Akurat Tarkana ja też uwielbiałam na początku mojej tureckiej drogi, muszę Ci tak w zaufaniu powiedzieć. Wspomnianą przez Ciebie piosenkę także odbieram jako pociągająco transową właśnie. Na dyskografii Tarkana uczyłam się tureckiego :)

No dobrze, ale co było potem, bo już przebieram nóżkami z ciekawości?

Ta droga do Turcji wiła się jak rzeka Menderes (czyli po naszemu Meander), a na niej najważniejszymi punktami były:
– wygrana Sertab Erener na Eurowizji;
– wyjazd mojej przyjaciółki z pracy na tureckie wakacje do Piwnicowa (aka Bodrum);
– zdybanie w Empiku anglojęzycznej płyty Megastarskiego „Come Closer” (niech Allach wynagrodzi w potomstwie temu, kto wpadł na pomysł jej sprowadzenia i sprzedaży!)
– zdybanie w Empiku powieści Orhana Pamuka „Nazywam się czerwień” w świetnym angielskim tłumaczeniu, tuż przed przyznaniem mu Nobla (niech Allach… jak wyżej).

Z tych wydarzeń kluczowa była wyprawa przyjaciółki do Piwnicowa. Codziennie otrzymywałem maila z reportażem na temat Turcji, okraszonego linkiem do YouTube z piosenką, którą zachwycona kobieta wypatrzyła na Powertürk TV (turecki odpowiednik MTV). Bogda codziennie wieczorem przez półtorej godziny oglądała klipy, starając się zapisać imiona i nazwiska piosenkarzy i znaleźć piosenki na YouTubie, żeby dołączyć do maila. Większość z nich kończyła się peanem na cześć urody mężczyzn tureckich.

To rozpoczęło szał turecki u mnie, tak naprawdę. Wkrótce okazało się, że bez dawki uderzeniowej piosenek w tym narzeczu (no i klipów z ognistymi facetami, of course!) nic mi nie sprawia radości, trwały poszukiwania własne innych pieśniarzy, tłumaczeń piosenek  itp. itd. Ostatecznie, po nieudanych próbach rozkminienia tureckiego na własną rękę, w 2009 wylądowałem na kursie tureckiego prowadzonym przez Magdę Yıldırım (która założyła nieco później szkołę językową), bo po prostu musiałem zrozumieć, o czym pieją te śliczne chłopy, tak?

Tak!

I po raz pierwszy wytrwałem w tym postanowieniu do chwili, kiedy zacząłem mówić co nieco w tym języku  i zacząłem rozumieć co nieco z tekstów piosenek moich ukochanych artystów (poprzednio rzuciłem i francuski i hiszpański z powodu tego samego subjonctif/subjuntivo, który mnie do szału doprowadzał). Dla tureckiego (a w domyśle tego Turka mego życia, co to się jeszcze nie objawił, niestety) zgwałciłem swój mózg po wielekroć i zmuszałem do przyjęcia narzecza, w którym wszystko było na odwrót niż u nas! Mózg, oczywiście, stawiał opór czynny, ale ostatecznie poddał się opresji, widząc, ile frajdy może sprawić uczenie się tego puzzle’owego języka no i śpiewanie piosenek ze zrozumieniem tego o czym jest tekst.

Frajda jest niesłychana, to potwierdzam. Kiedy się najpierw rozumie tylko słówka i może dośpiewywać końcówki zwrotek, a potem nagle człowiek “zaskakuje” i zaczyna ogarniać całość, sens – piękne uczucie.

Po 13 latach męki, na wakacjach w Turgutreis (koło Piwnicowa) nareszcie zacząłem klecić zdania złożone i jako tako dogadywać się z lokalsami! A potem już jakoś poszło i chyba mogę odtrąbić wygraną w tym sensie, że jestem w stanie po turecku wyrazić siebie, moje poglądy i odczucia czy też prowadzić luźną rozmowę na każdy niemal temat. Rzeczony mózg tak się uzależnił od tego, że sam wysyła sygnały o potrzebie kontaktu z narkotykiem, wpajanym mu przez lata i nadal zachwyca się już to urodą fonetyczną, już to leksykalną turecczyzny.

I trochę tym sposobem stałeś się jedną z barwniejszych postaci polsko-tureckiego internetu. Gratuluję! Mam wrażenie, że żadna ważniejsza strona o Turcji nie może się obyć bez Twojej obecności i komentarzy :)

Jak mówi mój przyjaciel Onur, który studiował w Warszawie i z którym mam dziecko, jak komuś już Turcja wejdzie w krew, to już nie wyjdzie. I to dokładnie tak jest! Kocha się i już, na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, włącznie z wadami czy drobnymi, rozczulającymi defektami. Zresztą jako osoba, która straciła serce w Bodrum, a duszę w Stambule, jestem tureckim zombie, łaknę jej jak kania dżdżu! Bodaj za niczym i nikim innym nie tęskniłem w życiu tak jak za Turcją!!! To jest hasret (głęboka, dojmująco bolesna tęsknota) gorszy niż męki piekielne, co do tego jestem przekonany! :-)

Ta choroba ma swoją nazwę: turkoholia lehistanis, rozprzestrzenia się za pomocą wirusa kulturalno-przyrodniczego i jednym lekarstwem jest kontakt z wirusem :) Dotknięci nią Polacy są, tak mi się zdaje, fajniejsi niż średnia krajowa, weselsi, bardziej kolorowi i bogatsi wewnętrznie.

To prawda, sympatycy tureccy, których kiedyś, dawno temu, nazwałam “manyakami”, to jakaś osobna kategoria ludzi. I są niesamowicie kolorowi, masz rację.

No dobrze, ale maglujmy Cię dalej. Zachwycasz się urodą tureckich mężczyzn, co mnie osobiście jakoś nie przekonuje – muszę się przyznać, że nigdy nie uznawałam ich za specjalnych przystojniaków, to po prostu nie mój typ. Król Pomarańczy to wyjątek (i żeby nie było, wcale nie kazał mi tak pisać! Naprawdę tak myślę). Nie podoba mi się nadmiar żelu, przeszkadzają owłosione klaty i w większości wypadków – styl ubierania. Chociaż młode pokolenie budzi we mnie nadzieję!

Ale dam Ci szansę, wymień mi pięciu znanych Turków, którzy według Ciebie są najprzystojniejsi. Może zmienię zdanie?

No, kochana, nikt z fanów Tur-tur Bloga nie uwierzy Ci, że nie podobają Ci się mężczyźni tureccy, zwłaszcza że jako żona Turka brzmisz niewiarygodnie! A może, po prostu, codzienny widok baklawców już Ci się opatrzył? Bo ja ilekroć jestem w Turcji i idę ulicami czy to kurortu, czy wielkiego miasta, mało zeza rozbieżnego nie dostaję! Zanim wymienię tych pięciu adonisów, pozwolisz, że wygłoszę krótką deklarację urbi et orbi w temacie mężczyzny tureckiej (błąd gramatyczny zamierzony).

Mam wybór? Pozwalam.

Otóż uważam, że zjawisko zwane mężczyzną turecką powinno zostać wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jako szczytowy egzemplarz genetyki męskiej. Nie tylko z uwagi na dostępną w Turcji pełną paletę barw oczu i włosów w rozmaitych kombinacjach, ale również z uwagi na posiadanie przez m. turecką kilku cech, które czynią ją tak ponętną, z których wymienię przepastną duszę, umiejętność empatii, poczucie humoru i skłonność do zabawy, dumę, honor oraz nienagannie funkcjonujący chromosom Y. To wszystko jest w absolutnie fascynujący sposób pomieszane i skutkuje nieodpartym urokiem osobistym, przed którym klękajcie narody! A teraz piątka baklawiastych:

  1. (zapewne wszyscy się tego spodziewali i się nie zawiodą) Burak Özçivit czyli Prawdziwie niebiańskie wstąpienie Proroka do Nieba, bo tak w luźnym tłumaczeniu można oddać imię i nazwisko aktora – to jest ikona gatunku, na cześć której powołałem jednostkę miary męskiej przystojności 1 Burak (Bk), który jest równy 100 Ahmetom (Ah); prawdziwa baklawa, bo pochodzi z Gaziantep!!! Bliźniak.
  2. Gökhan Tepe, czyli wypisz wymaluj słowiczy sokół z piosenki Przybory i Wasowskiego, świetny kompozytor i aranżer oraz piosenkarz obdarzony przez muzy wybitnym śródziemnomorskim, belcantowym głosem, szlachetny typ czarnomorski, Wodnik.
  3. Murat Boz, czyli 187 cm rozpusty a przy tym piosenkarz, aktor (od niedawna), juror w talent show „Głos Turcji”, w którym pokazał niezwykle sympatyczną i dowcipną część swojej osobowości. Murat znaczy tyle co cel, boz to szary, ale daj Boże takie szarości na co dzień, świetny facet i tyle i tu – surprise surprise – znak zodiaku Ryby!!! , a pochodzi z Ereğli w prowincji Zonguldak (M. Czarne).
  4. Gökhan Özen – Król Kier piosenki tureckiej. I pieśniarz, i autor piosenek, jego klip do „Kalbim Seninle” ma u mnie status kultowego. On jest i do tańca i do różańca, ma zaraźliwy śmiech, a oprócz tego jest męczennikiem miłosnym nr jeden w piosence tureckiej, Ankara, Strzelec!
  5. Soner Sarıkabadayı – męczennik totalny i jedyny łysy w tym towarzystwie, ale ta twarz, Matko Bosko z Józefem świętym, jest jak z dawnych miniatur perskich, bardzo osmańska z tym orlim nosem. On jest może nieco za wąski w klacie, ale te oczy… Strzelec z Kahramanmaraş, ojczyzny słynnych lodów!!!! Niemal od początku mojej przygody tureckiej jest ze mną.
  6. Tarkan, wiadomo kto zacz, Waga,
  7. Emre Kaya, piosenkarz, Izmirczyk, Strzelec,
  8. Arın Aykut, mój ukochany Erasmus, kompozytor i dyrygent, piekielnie zdolna bestia, będzie o nim głośno niedługo! Ankarczyk i Skorpion.
  9. Kerem Bürsin, urodzony w Stambule, ale kształcony w Stanach, Bliźniak, świetnie mówi po angielsku!
  10. Gökhan Keser, aktor i piosenkarz, 189 wzrostu, Izmirczyk spod Panny

Kolego, miało być pięć, a ty mi tu chyba zaraz do setki dojdziesz!

Przepraszam, chyba się zagalopowałem. To tyle, nokta! :-)

Przejdźmy do kolejnego pytania…

Jeszcze Mustafa Sandal !!!

On to akurat brzydal jest. Ale wiesz co, Ty chyba powinieneś bloga założyć, chłopie. Poproszę o słowa wsparcia dla tego Pana w komentarzach.

To może od razu sponsora poszukamy, bo żeby robić blog o Turcji, to trzeba by chociaż tam bywać ze trzy razy do roku, kupić każdorazowo z 20 kompaktów i DVD, wpaść na dwa-trzy koncerty, a ja jestem biedniejszy niż mysz meczetowa! :-)

Przechodząc jednak do bardziej serio tematów, kto jeszcze się nie domyślił, po tej wyliczance jest już pewien, że rozmawiam dzisiaj z gejem. Temat homoseksualizmu w Turcji nigdy jak dotąd nie był przeze mnie poruszony, a coraz częściej otrzymuję pytania na ten temat. Jak postrzegani są geje w Turcji? Chyba dobrze się maskują, prawda?

No bo tak: z jednej strony mężczyźni tureccy są tacy zadbani, bardzo przywiązują wagę do fizyczności, lubią się ubierać i to w kolory i fasony w Polsce uznawane za “gejowskie”, robić zakupy, plotkować i tak dalej (tu wpiszmy inne atrybuty stereotypowego geja) – a do tego w Turcji wcale nie jest rzadkością widok mężczyzn idących pod rękę.

Z drugiej strony podejrzenie, że dany Turek mógłby być gejem, to towarzyski samobój dla wielu mężczyzn, obraza, coś gorszego niż śmierć. Wielu z nich na gejów ma niesamowitą alergię i reaguje agresją. Jak możliwe są takie skrajności?

No oczywiście, że geje w Turcji są. Są nawet w Iranie, gdzie grozi za to kara śmierci i świetnie się mają! Mam kilku tureckich znajomych tej orientacji, jeden z nich jest aktywistą, działa w organizacjach wspierających osoby homoseksualne. Zapłacił za to odrzuceniem ze strony rodziny i mieszka sam z dala od nich, ale potrzeba życia w zgodzie z sobą była ważniejsza.

Drugi prowadzi sobie swobodne życie żeglarza, dzięki bogatemu ojczymowi zwiedza świat i w każdym porcie ma jakiegoś marynarza chętnego do wspólnych zabaw w łóżku. Ale też powiedział mi kiedyś, że w przyszłości chciałby mieć dziecko, więc przypuszczam, że raczej jest bi i że dla spokojnej kariery akademickiej (robił na UW doktorat) w Turcji będzie tę ciemną stronę ukrywał przed wszystkimi, a jak go najdzie chęć, to wpadnie do hamamu, gdzie może zdybie sobie jakiegoś chłopca do tych spraw.

Powiem Ci, że to był mój zgryz w relacjach z młodymi tureckimi studentami, którymi się opiekowałem i opiekuję w czasie wolnym od pracy. Ale wobec tych, z którymi jestem w większej zażyłości, postanowiłem się ujawnić i… okazało się, że pomimo sznytu „macho” są o wiele bardziej tolerancyjni i otwarci niż nasi rodacy. Oczywiście, w pierwszej chwili panuje niezręczność i oni nie wiedzą jak mają to przetrawić, no bo przecież żona i dziecko, a tu taka deklaracja. Po czym zadają bardzo trafne i szczegółowe pytania, żeby to sobie jakoś uporządkować w głowie. I na koniec spotkania ściskamy się i podajemy ręce jak dotychczas. Niektórzy, wiedząc że nie mam partnera, a co za tym idzie nie mam życia seksualnego (tego żaden Turek nie zrozumie, bo dla nich seks to jest najnormalniejsza potrzeba, niemal higieniczna!) , usiłują nawet kogoś takiego znaleźć, w dobrej wierze.

Akurat heteroseksualni też mają z tym problem, tak cię pocieszę. Turcy generalnie nie mogą często zdzierżyć, że lubiana przez nich osoba jest sama i starają się ją za wszelką cenę wyswatać :)

Tak w Polsce jak i w Turcji istnieje coś, co nazywam Türk Dedikodu Sistemi (system plotki tureckiej), do którego należą w zasadzie wyłącznie faceci, którzy przekazują sobie wszystkie nowinki z otoczenia, więc w ramach wieści z systemu chłopaki wiedzą who is who, a w tym who is gay. Na szczęście, jeszcze im się nie udało , bo gdybym poszedł na spotkanie z takim poleconym gejem, to pół Warszawy natychmiast by o tym wiedziało, a ponieważ ja sobie w Warszawie stworzyłem taką zastępczą Małą Turcję, to wolałbym tam istnieć na własnych prawach, a nie jako temat plotek (choć zapewne i na mój temat się plotkuje, tak czy siak).

Prawdą jest, że mężczyźni tureccy są homofobami, ale jak głosi teoria na ten temat, największymi homofobami są geje, którzy wypierają ten fakt ze swojej świadomości i boją się ujawnienia.

Ten temat rzadko istnieje w przestrzeni publicznej czy nawet sztuce, a z drugiej strony wyczuwam zainteresowanie, no bo jak: “dwóch facetów może pójść razem do łóżka i co oni tam razem robią?”  Spotkałem się kilka razy z reakcjami takimi: „wiesz, ja jakoś nie potrafię tego zrozumieć, byłoby mi łatwiej, gdybyś był transseksualistą i czuł się kobietą i chciał zmienić płeć”.

A no właśnie, transseksualizm w Turcji jest dużo bardziej widoczny!

Z transseksualistami rzeczywiście jakoś łatwiej im się oswoić, może z uwagi na pieśniarkę Bülent Ersoy, który zmienił płeć i jest obecnie kobietą, a jest niezwykle kochana i szanowana przez Turków, ma swój show w najlepszym paśmie wieczornym i być u niej gościem to wyróżnienie! I nikt na antenie radia czy telewizji nie ośmieli się nawet powiedzieć jakiegoś nieprzystojnego i niedelikatnego żartu czy komentarza na ten temat, jak to miało miejsce wielokrotnie z naszą transseksualną posłanką Anną Grodzką!

Tutaj Diva Bülent Ersoy w piosence „Zlodziej nadziei” autorstwa Tarkana.

Agata: Wiesz, kiedy zastanawiam się nad tym fenomenem tolerancji dla transseksualizmu w Turcji myślę sobie, że może tutaj chodzi o taki podział: ten pan/pani jest artystą, piosenkarzem, twórcą, występuje na scenie, ma prawo być “inny”, i ta inność nie przeszkadza nam lubić jego twórczość. Co innego sąsiad albo kolega z pracy, to jakoś nie mieści się w głowie. Gej? Transseksualista? Co oni, powariowali?

Orhan: Dokładnie, bo np. z drugiej strony zdarzył się przypadek zabójstwa syna geja przez ojca, dla którego orientacja syna była utratą honoru – na kanwie tej historii nakręcono film fabularny pt. „Zenne” („Tancerz”).

Wiele takich przypadków niestety w Turcji było. Dla starszego pokolenia, dla tradycyjnych Turków gej w rodzinie to największy „ayıp” (wstyd).

Nie jest tajemnicą, że reżyser turecki Ferzan Özpetek (znany u nas z filmów „On, ona i on” czy „Okna”) jest gejem i próbuje w każdym swoim filmie wplatać wątki homo, ale on siedzi sobie we Włoszech i kręci filmy głównie tam.

Albo “Mine Vaganti. O miłości i makaronach”. Piękne filmy robi Özpetek, ładne wizualnie, ciepłe, przyjemne w oglądaniu, więc sama mogę polecić.

Pamiętam, jak mi opowiadał mój serdeczny kardeş Bora, że gdy pierwszy raz poszedł z polskimi kolegami na siłownię i oni zobaczyli, że ma wygolone pachy i okolice intymne, to od razu spytali, czy jest gejem, na co on był w ciężkim szoku, bo u Turków golenie okolic intymnych wynika z nakazów religijnych, o czym Polacy nie wiedzą.

Studentów, którym robiłem orientację po Warszawie, w trakcie której opowiadałem też o Polsce, informowałem w pierwszych słowach, że chodzenie pod rączkę ze sobą może skończyć się ciężkim pobiciem przez polskich rasistów czy innych skinów i żeby z tego zwyczaju zrezygnowali w Polsce dla własnego bezpieczeństwa, bo to jest uznawane za szczyt pedalstwa. Oni byli w jeszcze cięższym szoku, bo dla nich to jest tak naturalne jak to, że trzeba umyć zęby, wziąć prysznic itd.

Wracając do tematu, problem jest i każdy gej musi sobie z nim poradzić sam. Zapewne, podobnie jak w Polsce, w wielkich aglomeracjach jak Stambuł czy İzmir jest to łatwiejsze, bo duże miasto zapewnia większą anonimowość, są dyskoteki  i kluby gejowskie, można poznać obcokrajowca i przy łucie szczęścia wyjechać z nim za granicę, ale na dalekiej prowincji na wschodzie Turcji siedzi się jak mysz pod miotłą i nie myśli nawet o wyjawieniu tego najbliższym.

Choć kiedyś czytałem, że podobno młodzi Kurdowie uprawiają prostytucję homoseksualną, żeby zarobić na rodzinę, ale ile w tym prawdy? Dalibóg, nie wiem.

Moja znajoma Gosia, psycholog, która mieszka w Stambule, podzieliła się ze mną taką anegdotką. W dzielnicy gdzie mieszka, Yeldeğirmeni, po stronie azjatyckiej, na jednej ulicy znajduje się knajpka połączona z galerią sztuki przyjazna LGTB a zaraz obok… kahvehane (kawiarnia dla mężczyzn). Nikt nikomu nie przeszkadza i nie wadzi.

Być może, jak mówi Gosia: wynika to z niewiedzy „dziadków z Karadeniz” (tak ich zwie), ale piękny jest ten miks.

Dziadki z Karadeniz to śliczne określenie, aż się prosi o przymiotnik “czajowe dziadki z Karadeniz” ;-) To mi przypomniało zdarzenie z czerwca 2013 r. Byłem z wizytą u moich przyjaciół w Stambule, tuż po protestach na placu Taksim, gdzie nota bene „tęczowi” też mieli swoje stanowisko, i któregoś dnia wracając z Kadıköy dotarliśmy z moją przyjaciółką Anitą na środek alei İstiklal, a tam szedł właśnie marsz gay pride! Stambulczycy wychodzili z kawiarni, zakładów fryzjerskich i sklepów i bili im brawo! Żadnej agresji, żadnych „zakazów pedałowania”, tylko pełna akceptacja dla tej parady i jej uczestników. Pewnie doczekali się tej reakcji z uwagi na ich udział w protestach przeciwko likwidacji Parku Gezi na placu Taksim, co wymagało odwagi, a tę cechę ceni się w Turcji! Jak ktoś jest gözü kara (czyli dosłownie czarnooki, a w przenośni odważny, śmiały), to ma poważanie i uznanie w Turcji.

W kolejnym roku, jak przeczytałem na portalu „Gays of Turkey” (btw, są też na fejsie, gdyby ktoś coś…), z uwagi na to, że termin marszu przypadałby na Ramadan, już nie mogli pójść, bo dostali zakaz od władz miasta, wywodzących się z konserwatywno-islamskiej partii AKP Erdoğana.

Marsz Gay Pride w Stambule, w tle z transparentami mamy tureckich gejów i transseksualistów, 2014

„Zakazany marsz” w 2018, źródło: CNN

Agata: A i tak marsz się odbył. Tak to właśnie w tej Turcji jest. Te skrajności przeplatają się i pewnie to właśnie sprawia, że jest to kraj tak frapujący. Ja sama znam kilkoro Turków o homoseksualnej orientacji, i jak to się mówi: wszyscy wiedzą, ale nie wie nikt.

A propos, wspomnijmy chociaż symbolicznie o wojsku. Podobno żeby dostać zwolnienie ze służby wojskowej, w Turcji obowiązkowej, wystarczy udowodnić, że jest się gejem. Zawsze mnie to zastanawia, jak niby się to udowadnia?

Orhan: No jak! Przecież armia turecka posiada największą na świecie kolekcję zdjęć pornograficznych dowodzących orientacji homoseksualnej kandydatów, którzy ubiegali się o zwolnienie ze służby wojskowej na tej właśnie podstawie!

Powiedz mi, bo stosunek mężczyzn do gejów jako tako udało nam się nakreślić, a co z kobietami? Po pierwsze: jak kobiety traktują gejów w Turcji, czy ich akceptują, przyjaźnią się? I po drugie: wiesz coś na temat tureckich lesbijek?

Kobiety, co do zasady, są dużo bardziej empatycznymi stworzeniami od mężczyzn i myślę, że dużo łatwiej przychodzi im akceptacja odmienności niż mężczyznom. Turczynki, które poznałem, nie miały z tym żadnego problemu. Myślę jednak, że w społeczeństwie, w którym więzi rodzinne są tak silne i ważne, dla mamy Turczynki to może być nie do zaakceptowania. No bo jak to, nie doczeka wnuków od ukochanego syna? I co powiedzą sąsiedzi? Myślę, że prędzej zaakceptuje taki stan rzeczy abla lub młodsza siostra czy kuzynka, z którą młody gej będzie bardzo blisko związany.

Co do lesbijek, to wolałbym się nie wypowiadać na tematy, o których moja wiedza jest zerowa. Wiadomo na pewno, że takie stosunki miały miejsce w haremach sułtańskich, ale ponieważ te czasy odeszły w przeszłość, to może obecnie dwie kobiety mogą pocieszać się w strapieniach powodowanych przez mężów, ojców czy braci. Podobnie jak z gejami, będzie to jednak domeną dużych miast, ale wieś czy kasaba (małe miasto), o tutaj bym się tego nie spodziewał, bo jest za dużo obserwujących i ciekawskich oczu. O ile młoda lesbijka nie zdobędzie wykształcenia i pracy w wielkim mieście, dzięki czemu wyzwoli się z okowów rodzinnych stron, to pewnie wydadzą ją za mąż i tyle, a ona zakopie te swoje marzenia gdzieś głęboko na dnie serca i tyle.

Ale powiem Ci ciekawostkę przyrodniczo-erotyczną w temacie – niemal wszystkie młode, heteroseksualne na 500%, twory baklawiaste, które znam, mają taką fantazję, żeby kochać się z dwiema lesbijkami jednocześnie. Na pytanie, co oni by w tym tercecie robili, skoro one we dwie sobie w zupełności wystarczają, wypalili, że udowodniliby wyższość seksu z mężczyzną nad seksem z kobietą :) Z tym pocieszaniem się panie w Turcji też muszą być bardzo ostrożne, powinny przynajmniej sprawdzić, czy w miejscu schadzki nie ma zainstalowanych kamer i podsłuchów.

Żartujesz, aż tak źle to chyba nie jest?

A jednak, nie dalej jak w zeszłym roku, piosenkarz, aranżer i producent Mustafa Ceceli wykorzystał nagranie z pocieszania się byłej żony Sinem Gedik z piosenkarką İntizar po to, by tej pierwszej odebrać prawo do opieki nad ich synem, co mu się udało. To był skandal roku, wszyscy się od İntizar odsunęli, kariera legła w gruzach, nawet wytwórnia płytowa Poll Production wydała oświadczenie, że ich współpraca z İntizar została automatycznie zakończona. Najlepsze, skąd dowiedział się o tym pocieszaniu sam Mustafa! Otóż maila z ostrzeżeniem, a wręcz wołaniem, aby ratował syna z lesbijskiego kotła, przysłał mu mąż siostrzenicy İntizar, która podczas wakacji odwiedziła krewną w towarzystwie kochanicy i jej dziecka i – jak to ujął zszokowany informator – zachowywała się wobec Sinem tak jak mężczyzna zachowuje się wobec kobiety! No skandaliczne i tyle! Jeszcze by z chłopca lesbijkę zrobiły! :-)

Mam jeszcze jedno pytanie do ciebie bardzo wysokiej rangi. Bo odkąd jestem w Turcji wciąż gdzieś o tym słyszę (ze strony Turków), ale jakoś nigdy w to nie wierzyłam. Myślę, że Ty będziesz wiedział. Czy to prawda, że Tarkan jest gejem?

Ten temat pojawia się jak bumerang co jakiś czas. Paręnaście lat temu do prasy kolorowej wyciekły zdjęcia Tarkana całującego się z jakimś rosłym blondynem w typie germańskim, ale artysta ograniczył się do odpowiedzi w postaci piosenki “Dedikodu”(“Plotka”). Spekulacje z czasem ucichły, a w 2017 roku gwiazdor ożenił się. Z drugiej strony, niedyskretni ochroniarze gwiazdora podzielili się z prasą wyznaniami, jak to Megastarski po każdym koncercie ląduje w łóżku z inną kobietą, a odgłosy miłosnych harców dochodzą przez całą noc! Mnie się wydaje, że w najgorszym razie jest biseksem. Ponieważ on się urodził i wzrastał w Niemczech, to nie musiał uprawiać jakiejś mimikry i ukrywać się ze swoim pociągiem do mężczyzn. Ale po “re-eksporcie” do Turcji, musiał być dużo bardziej ostrożny i stąd kobiety po koncertach, klipy, w których ciągle uwodzi kobiety i wszystkie te “babskie ogony” dla zmylenia przeciwnika. Pewnie coming-outu na miarę Ricky’ego Martina nie doczekamy w Turcji zbyt szybko.

A jak to jest z innymi gwiazdami czy osobami publicznymi w Turcji? Są takie, które ewidentnie zrobiły “coming out” i przyznały się do odmiennej orientacji? Albo takie właśnie, które nie przyznały się oficjalnie ale i tak wszyscy wiedzą? Jeśli tak, to czy rzucisz nazwiskami? ;)

Rzucę, pewnie, że rzucę! Do swojej orientacji przyznał się wybitny i bezkompromisowy artysta Cem Adrian (zwany Dżemem Adriana) – facet o wybitnej urodzie z domieszką południowosłowiańskich genów i postać nietuzinkowa. Wielki głos obejmujący kilka oktaw od kontratenora po głębokie, cerkiewne basy, postać zupełnie osobna na tureckiej scenie muzycznej! 

Orhan: Bez wątpienia gejem jest Mabel Matiz oraz Serdar Ortaç (który też się ożenił z jakąś irlandzką blond dziewoją o imieniu Chloe, bo mu się wydaje, że jest gwiazdą światową w kraju, dodajmy złośliwie).

Agata: Tego drugiego jakoś nie mogę zdzierżyć, ale Mabel Matiz jest świetny! Wtrącę tu jedną z moich ulubionych jego piosenek (a ten klip ..!):

Orhan Paweł: Moim zdaniem gejem jest też Sinan “Mozart torunu” Akçıl, który obsługuje połowę kobiecego showbizu, pisząc teksty, które kobiecie może napisać tylko wrażliwy gej, jak nikt inny rozumiejący płeć piękną i jej cierpienia spowodowane przez mężczyzn.

Znajomy gej ze Stambułu powiedział mi kiedyś, że gejem jest podobno Soner Sarıkabadayı – gdybym miał co do tego 100%-ową pewność, to bym go już dawno temu uprowadził, więził i poślubił w jakiejś Holandii albo Hiszpanii, żeby już do końca życia mieć jego piosenki na CD z pierwszej ręki i móc patrzeć i…nieustająco tonąć w tych czarnych, osmańskich oczach. Dla dobra sztuki, zdradzałbym go, oczywiście, bo gdy cierpi, to pisze najlepsze piosenki! :) Zresztą, dodajmy, że on też obsługuje pozostałą połowę żeńskiego showbizu w Turcji – świetne piosenki napisał m.in. dla Sertab Erener, z którą się chyba bardzo dobrze rozumie!

Plotkuje się, że gejem jest arcymęski aktor Kenan İmirzalıoğlu. Młody piosenkarz Edis też mi wygląda na tęczowego. Chyba wystarczy.

Agata: Wróćmy jeszcze na chwilę kilka akapitów wyżej, bo wspomniałeś w którymś momencie o hamamie w kontekście homoseksualizmu… Żeby teraz nie było, że wszyscy panowie nie będą chcieli odwiedzać tureckich łaźni w obawie, że to tylko domena gejów, albo Bóg wie co tam się wyprawia. I tak po latach pracy z polskimi turystami wiem już, że generalnie panowie uważają łaźnię turecką za niemęską, więc gdybyśmy jeszcze pozostawili jakieś niedomówienie, to byłaby katastrofa.

Nie no, serce, bez paniki, są hamamy dla gejów, a te które polecasz turystom, z pewnością do nich nie należą! A propos, pierwszy film Özpeteka “Hamam” ma parosekundową zaledwie scenę homoerotyczną w łaźni tureckiej, ale to jest tak subtelnie naszkicowane w oparach łaźni, że tak naprawdę wszystko trzeba domyślić samemu jako widz. Te hamamy dla gejów są znane jedynie wąskiemu gronu zainteresowanych i tyle. Podobnie jak z dyskotekami.

Dlaczego mnie nie dziwi, że polscy maczo uważają hamam za niemęski!? Czy dbałość o higienę, czystość i estetyczny wygląd zewnętrzny są tożsame z ‘pedalstwem’? Cóż za cahillik! To odmienne podejście do higieny osobistej muszę tłumaczyć pytającym mnie o to studentom, “polski adam gibi adam musi mieć dżunglę pod pachami i być wyczuwalny z odległości przynajmniej 1 kilometra, żadne golenie włosów na dole, bo to by było samobójstwo męskości! Wygolić może najwyżej czerep i stąd macie wysyp facetów w dresach z fryzurami “a la Sobieski!“ Na szczęście młode pokolenie Polaków jest już inne, co budzi nadzieję na przyszłość :)

Wspominałeś, że utworzyłeś sobie w Warszawie “Małą Turcję”. To może na zakończenie dla tych, którzy podobnie jak Ty cierpią na chorobę którą nazwałeś turkoholia lehistanis ;) coś na ukojenie duszy i tęsknoty za Turcją, jakaś mała wiązanka twoich tureckich polecajek w Warszawie?

Ja sobie zacząłem tworzyć moją małą Turcję od Sapko Kebab czyli zdecydowanie najlepszego dönerci w Warszawie i Polsce, z potrzeby kontaktu z tureckim jedzeniem oraz chęci praktykowania języka z przychodzącymi tam warszawskimi Turkami, a jest to niemała grupa wcale. W ogóle całe szczęście, że mieszkam w Warszawie, bo w innych miastach jest w tym względzie posucha albo lokale i jedzenie niewiele mające wspólnego z prawdziwym tureckim jedzeniem. W Sapko poznałem niemal 90% moich tureckich znajomych i przyjaciół. Dopracowałem się nawet własnego dürümü Orhana na bazie przygotowywanych przez nich składników. Jak wpadniesz kiedyś do Warszawy, to na bank zaproszę Cię na wege wersję dürümü Orhana.

O, jest wege wersja? To już jesteśmy umówieni ;)

Wiesz dobrze, jak Turcy reagują na ‚jabandżych’ mówiących po turecku, a tutaj przychodzi Polak i zaczyna od kolay gelsin i nadaje dalej po turecku. Młodzież turecka, widząc taki obrazek, baranieje i sama zaczyna z Tobą gadać, bo ich to interesuje, dlaczego jakiś Polak bez korzeni tureckich mówi w ich języku. I tak od słowa do słowa, narasta rozmowa przy przynajmniej kilku szklaneczkach herbaty i iluś wspólnych papierosach. Ja ich pytam, co robią w Polsce, co studiują (jeśli studiują), skąd pochodzą w Turcji i w ten sposób poznajemy się bliżej. Oczywiście, nie zaczynam od tego, że przychodzę do Sapko z chęci zobaczenia kilku przystojnych misiów takich jak oni :-) W miarę rozwoju znajomości spotykamy się, gdy potrzeba im pomóc w sprawach związanych z wyrobieniem karty pobytu, znalezienia jakiegoś lokum, albo zwyczajnie z potrzeby pogadania ze sobą. Oni wiedzą, że kocham ich kraj i ich samych i czasami zwyczajnie potrzebują życzliwej im duszy, żeby się pożalić na rasizm, z którym się stykają w Polsce, również ze strony nauczycieli akademickich, co jest naprawdę przykre, bo nie powinno mieć miejsca w kraju, który chce uchodzić za europejski!

Albo na przykład późnym wieczorem lecę z jednym baklawiastym na dyżur okulistyczny, bo coś mu się z okiem niedobrego dzieje i tam razem z nim spędzam 4 godziny w oczekiwaniu na przyjęcie przez lekarza, uspokajając niecierpliwego młodziana, że jeszcze trochę i już będziemy w gabinecie, a w trakcie wizyty u lekarza tłumaczę w obie strony, co jeden do drugiego powiedział, modląc się, żeby młody Turek nie użył jakiejś osmańszczyzny lub terminu, którego nie znam, bo przy wywiadzie lekarskim wszystkie szczegóły są istotne! Którejś jesieni, dokładnie w noc moich urodzin, wracaliśmy z przyjacielem Ormianinem z Turcji z Fajka Kafe na tyłach Nowego Światu, a tu się okazało, że ktoś mu gwizdnął samochód z parkingu. No to spędziliśmy z Aleksem noc na komisariacie policji, bo trzeba było to zgłosić. Wyszliśmy stamtąd  o 5-tej nad ranem, bo protokół był spisywany jednym palcem na rozklekotanej klawiaturze, która na oko miała ze 30 lat! :)

Z czasem, również oni pomagają mnie, pożyczając pieniądze na papierosy lub normalne zakupy i wierz mi, że muszą sami być w ciężkim dołku, żeby odmówić. Kucharz, który zna moją sytuację, sam proponuje mi jedzenie bezpłatnie, gdy wchodzę do lokalu. Mnie jest wstyd i na początku odmawiałem, aż mnie opieprzyli, że jak dają, to trzeba brać! To biorę! Nie zliczę, ile razy uchronili mnie przed śmiercią głodową. Przez ostatnie 9 lat zbudowałem sobie taką Turkish Support Group i mogę śmiało powiedzieć, że Turki są jak chłopi polscy – “żywią i bronią! “ :)

Nieoceniona dla mnie jest pomoc studentów, którzy wracając z wakacji do Polski, zadają sakramentalne pytanie “Var mı isteğin?“ (“Czy masz jakieś życzenie = co Ci przywieźć? “) Na co nauczyłem się z czasem asertywnie odpowiadać i w zasadzie bez większych wpadek dostaję te upragnione krążki z muzyką lub filmem, co jest dla mnie na wagę złota! Gdy próbuję im zwrócić pieniądze, bo przecież nie zarabiają jeszcze, to jest tak, jakbym ich spoliczkował i choćbym używał całej wiązanki argumentów, nie wezmą i koniec! Czasami nie chcą też przyjąć zwrotu pożyczki i wtedy ja naprawdę czuję się jak totalny yavşak (menda). Jak im na to mówię, że ich rodzice zabili by mnie, gdyby wiedzieli na co ich dzieci wydają ciężko zarobione przez nich liraśki, to mi natychmiast odpowiadają, że u nich w domu mam status świętego Orhana Abiego, a jego rodzice daliby mi dwa razy tyle, co on mi teraz daje. No to jest taki smecz kończący, że na to nic mądrego nie da się już powiedzieć z wyjątkiem “Dziękuję bardzo! Niech Bóg  pobłogosławi i ich, i jego/jej kieszenie!” O, i tak to mniej więcej wygląda! :-) Gdyby nie Turki, to ja nie wiem, na którym dnie piekła byłbym.

Na koniec powiedz mi jeszcze, bo dostaję sporo pytań jak znaleźć kluby gejowskie w Turcji, np. będąc na wakacjach. Możesz coś doradzić?

Są specjalne ciotoaplikacje, które podają lokale LGBT lub LGBT-friendly w okolicy, w której jesteś. Ja nie używam, ale młodsze „siostry” mają takie rzeczy w jednym palcu, używają np. hornet lub pinterest. Kompleksowa informacja o całej gejowskiej Turcji jest na tej stronie. Zawsze można napisać do Gays of Turkey na fejsie, bo oni też pomagają w takich sprawach. Akurat jeśli chodzi o Stambuł to Gays of Turkey mają pełną i akuratną informację, bo jeden z wydawców DJ Murat Renay stale tam grywa. W Izmirowie jest ponoć całe zagłębie skupione wokół jednej uliczki, która robi tym samym za agorę pomiędzy nimi.
Do znajdowania gejów służą międzynarodowe portale takie jak grindr, gayromeo czy scruff. Wystarczy założyć profil własny i szukać towarzystwa w okolicy, w której się jest. Ta osoba wskaże i lunapary i tancbudy i pikiety randkowe, to funkcjonuje podobnie do fejsa. Profile są weryfikowane przez adminów.

W Alanyi ja sama wiem o jednym klubie, który znajduje się w porcie w podziemiu dyskoteki Crazy Horse.

Przychodzi mi do głowy jeszcze sporo pytań, które mogłabym Ci zadać, ale mam wrażenie, że haniebnie się rozgadaliśmy ;-) Może będzie jeszcze okazja. Życzę Ci wszystkiego dobrego, i poproszę o jakąś Twoją ulubioną turecką nutę na koniec.

Haniebnie! Już i tak ten wywiad jest „nachalną propagandą homoseksualizmu” jakby to określiły niektóre polskie środowiska :) To zapraszam do obejrzenia. Klip jest z polskimi napisami, więc ma walor podwójnie edukacyjny :)