W Granadzie spędziłam dwa dni. To miasto było moim marzeniem od dawna, i faktycznie spełniło oczekiwania. Pierwszego dnia przesłam się po miasteczku – wszędzie wyraźnie widoczne wpływy arabskie (nawet mój hostelik miał wewnętrzny dziedziniec, a w nim piękny ogród. Pokoje – drzwi i okna otwierały się na dziedziniec właśnie). Czysto, porządnie, takie poukładane kameralne andaluzyjskie miasto. Następnie wybrałam się busem na „górę” czyli do pałacu Alhambra, znajdującego się na liście UNESCO. Oczywiście odbiłam się od długaśnej kolejki (wahałam się czy zarezerwować bilet online, i niepomna wcześniejszych doświadczeń, trochę w tureckim stylu, powiedziałam sobie „a co tam, damy radę”) – osoby z rezerwacjami internetowymi wchodziły pierwsze, dopiero potem „analogowe” towarzystwo. Mimo komunikatu że bilety na dziś już się skończyły (i zostały tylko do ogrodów Generalife), w kasie udało mi się otrzymać jednak bilet na całość, zaproponowała mi kasjerka widząc że jestem sama. Musiałam być pod pałacem o wyznaczonej na bilecie godzinie. Wcześniej zwiedzałam ogrody i Alcazar, oba miejsca są doprawdy imponujące… Polecam gorąco wszystkim wizytę w całym obiekcie.
O 17.00 miałam wejście do Pałacu Nasrydów, a więc znów – czekanie w kolejce (grupy zapisane na poszczególne godziny wpuszczano w 30 minutowych odstępach, żeby w środku nie było tłumu; bardzo rozsądne rozwiązanie). Pałac imponujący – trochę kojarzył mi się z Pałacem Bahii w Marrakeszu, ale ten jednak robił o wiele większe wrażenie.
Następnego dnia, a był to dokładnie 1 Listopada, trochę nieplanowo (nie zdążyłam na autobus do Sevilli!) postanowiłam zwiedzić dzielnicę Granady – Albaicin. To taka położona na wzgórzu dawna osada białych domków (pueblos blancas) – z niektórych punktów było doskonale widać Alhambrę i do tego ośnieżone (!) szczyty gór Sierra Nevada. Cieszę się więc że moje plany tak się ułożyły, bo wizyta w Granadzie byłaby niepełna bez tego punktu – urokliwe wąskie uliczki, domy i mury otynkowane na biało – pozostało tylko się zastanawiać jakie cudowne wnętrza kryją…

Mój hostelik, tym razem o nazwie Abadia, czyli Pustelnia :) Wewnętrzny dziedziniec.

Kolorowa Andaluzja.

Jeszcze puste krzesła, bo to rano było, uwielbiam to jedzenie i picie na ulicy!

Starówka, z widokiem na Katedrę

Moje ulubione zdjęcie ;)

Herbatki naturalne, m.in. „smaki Turcji” (zdaje się) ;)

Restauracja pod Bella Kurva ;)

Główna ulica, Gran Via – piękne odrestaurowane budynki przykuwają oko.

Pałac w ogrodach Generalife w Alhambrze.

Widok z Alhambry na Albuicin.

Labirynt w Alhambrze.

Poczytaj mi mamo (przewodnik po Andaluzji) ;)

Widok na Granadę z wieży Alcazaru (najstarszej części obiektu)

Z cyklu: ulubione foty Skylar

Pałac Nasrydów – wspaniały.

Granaty w Granadzie :) Same popękały, aż się chciało podskoczyć i zatopić w ich zęby ;)

Granada nocą

Albaicin, dzielnica „białych domków”

Andaluzyjski styl parkowania

Gitarzyści flamenco przygrywają do obiadu na plaza Nueva w Granadzie

Na pożegnanie (tuż przed biegiem na autobus co by zdążyć na kolejny autobus do Sevilii
i tuż po konsumpcji ogromnej pizzy z serem roquefort)

Bazarek artystyczny w Albaicin