Wyjątkowo wcześnie jak na piątek, o godzinie 19:30 wróciłam z pracy do domu.
Oglądanie zachodu słońca z balkonu, zajadanie czereśni, kompletny relaks – aż się wierzyć nie chce.

Przeszłam z balkonu z powrotem do mieszkania, żeby obejrzeć ulubiony (i jedyny!) turecki serial.

I teraz siedzę, i spływam potem.
I znów:
Siedzę, i spływam potem.

O godzinie 21:20 czasu lokalnego termometr na zewnątrz wskazuje 35 stopni.

Po prostu spływam potem.

Ups.
A więc zaczęło się.