Po trzech upojnych świąteczno-noworocznych tygodniach w Polsce jestem z powrotem w Turcji. Znów w ciągu kilku godzin przeskoczyłam w kompletnie odmienną rzeczywistość. Z rozświetlonego, zatłoczonego, pełnego szarych chałd śniegu i fajnie ubranych dziewczyn Poznania wpadłam w równie dobrze znany spokojny, niemalże emerycki, łagodnie ciepły klimat zimowej Alanyi. Formą pośrednią, taką poczekalnią jest lotnisko w Berlinie, gdzie mieszają się Turcy i Polacy, gadający głośno i do woli w swoim języku, a gdzie jak zwykle mam problem z zauważeniem Niemców :)
Zawsze przeżywam to samo zaskoczenie, że muszę na raz-dwa przestawić się z jednego języka na drugi, że nagle zamiast polskiego razowego chleba i wielkiego kubasa herbaty z torebki z cytryną mam chrupiący turecki ekmek i maleńką szklaneczkę cayu. Tak samo pyszne, ale każde w inny sposób. To taki dziwny symbol przejścia z domu A do domu B.

Robiąc ostatnio (wreszcie!) noworoczne porządki w komputerze czytałam jeszcze raz maile, które piszą do mnie czytelnicy tego bloga – za wszystkie dziękuję. Jeśli nie odpowiedziałam w sezonie letnim, możliwe, że przeoczyłam i za to przepraszam. Wierzcie mi, że przynajmniej się staram :)
W każdym razie zauważyłam, że stosunkowo dużo pytań dotyczy podróżowania do Turcji, połączeń lotniczych, noclegów, komunikacji. Często nawet w rozmowach „na żywo” spotykam się z opinią: „Och, ale masz fajnie, móc tak po Turcji jeździć”.
Po pierwsze: nie jeżdżę wcale aż tak dużo (ale planuję to zmienić :))
Po drugie: Turcja krajem do podróżowania wdzięcznym jest i zamierzam to udowodnić niniejszą notką.
Po trzecie: wcale do tego nie potrzeba być bogaczem
Po czwarte: ani też biegle znać język

1. Jak dolecieć

Wbrew pozorom lot do Turcji może zamknąć się w niedużej kwocie. Najtańsze loty mają w ofercie przewoźnicy tureccy lub niemiecko-tureccy, np. Condor, Sun Express, Sky Airlines czy Pegasus. Nierzadko pojedyncze miejsca w dobrych cenach sprzedaje TUIfly czy Oger (niemieckie biura podróży). Ceny oscylują w granicach 70-80 euro, czasem nawet poniżej 50 euro. Warto więc śledzić ich strony internetowe, lub korzystać w wyszukiwarek, np. świetnej . Do Niemiec z kolei można dolecieć tanimi liniami z Polski.
Alternatywą, którą kiedyś z powodzeniem wypróbowałam, było połączenie przez Wielką Brytanię, także korzystając z tanich linii lotniczych. Z lotnisk londyńskich (i nie tylko) lata do Turcji nierzadko w szokująco niskich cenach Easy Jet czy Fly Thomas Cook.
Ostatnią lubianą przeze mnie opcją – ale w tym celu trzeba naprawdę kochać grzebać w wyszukiwarkach połączeń – jest wybranie oryginalnego miejsca przesiadkowego. Czasami do Turcji z Polski najłatwiej i najtaniej dolecieć przez… Rzym, Barcelonę czy Oslo, przy okazji fundując sobie dzień zwiedzania :)
Aha: warto zaznaczyć, że gros lotów do Antalyi z Niemiec czy Anglii to loty czarterowe. W związku z tym odpada nam problem z dodatkową opłatą za bagaż, jak ma to miejsce w przypadku zwykłych tanich linii. Co więcej, jeśli to linie tureckie, na pewno dostaniemy jakiś posiłek na pokładzie!

W sezonie letnim sprawa wygląda inaczej, ale też trzeba mieć pewną czasową elastyczność lub/i po prostu… szczęście. Można dostać się bezpośrednio do Antalyi z wielu polskich miast samolotami czarterowymi, kupując bilet czasami bardzo tanio (300-400 zł w dwie strony). Warto regularnie sprawdzać strony polskich biur podróży, które wyprzedają ostatnie wolne miejsca, by móc szybko dokonać rezerwacji (także od razu, przed internet).

2. Jak się poruszać po Turcji

Na tym blogu wielokrotnie robiłam reklamę tureckim firmom przewozowym. Autobusy to najlepszy środek lokomocji w całym kraju. Czysto, wygodnie, bezpiecznie i niedrogo. Rezerwację można założyć i opłacić przez internet. Z wielu dużych miast można się dostać do odległej o 600 km kolejnej metropolii niemalże co godzinę, także w nocy (co stanowi doskonały sposób zaoszczędzenia na noclegu :)) Na postojach czy dworcach można sobie zafundować posiłek i prysznic w dobrych warunkach.
Oczywiście alternatywą jest autostop, którego oficjalnie Turcy nie popierają i uważają za niebezpieczny. W praktyce wielu z nich zatrzyma się i zabierze podróżnych, a potem wręcz ugości u siebie w domu, nie żądając za to nic w zamian…

3. Bezpieczeństwo

Nie bójcie się podróżować po Turcji, nie warto. Zarówno ja, jak i wielu moich bardziej zaawansowanych podróżniczo znajomych wychwalało pod niebiosa gościnność i serdeczność mieszkańców. Trzeba, co oczywiste, zachowywać pewne zasady (jak wszędzie na świecie): odpowiedni skromny strój kiedy zwiedzamy wieś czy boczne uliczki jakiegoś dużego miasta, nie epatować sprzętem foto czy innymi „bajerami”, doszkolić się przed wyjazdem z obyczajów i tureckiej specyfiki. Idealnie by było nauczyć się paru tureckich podstawowych słów, aby zaskarbić sobie sympatię Turków. Dziewczyny podróżujące bez towarzystwa chłopaków powinny być dość wstrzemięźliwe w kontaktach z tubylcami… czasem naturalne dla nas zachowania mogą być przez nich inaczej zrozumiane. Pytając o drogę lepiej niekiedy zapytać kobietę niż mężczyznę.

4. Noclegi

Hotele, pansiyony, aparty – to jedno. Trzeba się targować, bo często pierwsza propozycja ceny to takie próbowanie zagranicznego przeciwnika: czy się złapie :) Warto też oglądać pokoje przed wynajęciem. Nierzadko możemy wynająć pokój ze śniadaniem w cenie.
Jeśli chcemy mieć gwarancję dobrych warunków, warto w każdym mieście uderzać od razu do Ogretmen Evi, czyli swojskiego Domu Nauczyciela. Lista domów nauczyciela jest dostępna w internecie. Ceny są bardzo różne, ale poziomem nigdy nie będziemy zawiedzeni. Warto jednak pamiętać, że pary mieszane niemałżeńskie mogą mieć problem z otrzymaniem tam pokoju :)
Jest jeszcze inna, alternatywna opcja noclegu, czyli tak zwani Dobrzy Ludzie. Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim osobom, u których nocowałam, oraz wszystkim tym, którzy mi nocleg proponowali, a mnie nie dane było skorzystać :) To genialne rozwiązanie nazywam nieoficjalnym Hospitality Clubem (polecam sprawdzić: portal dla podróżników i gospodarzy w jednym). Nierzadko nocowałam u kogoś całkowicie mi nieznanego, ale tylko poleconego przez wspólnych znajomych. Są to niekoniecznie Turcy, ale też Polacy, których jest w Turcji na rozmaitego rodzaju projektach, stażach i wymianach coraz więcej. Nie mówiąc już o mieszkającej tu Polonii, która także chętnie gości :) Warto zatem przed wyjazdem nawiązać kontakty czy popytać znajomych z internetu – paradoksalnie „w ciemno” zorganizowany nocleg może się okazać początkiem wieloletniej przyjaźni czy choćby pozytywnym wspomnieniem.

5. Pieniądze

Podróżując po Turcji praktycznie nie mamy szans nie natknąć się na dziesiątki bankomatów. Nawet w małych miejscowościach. Dlatego nie trzeba zabierać ze sobą dużej gotówki, a tylko kartę. Kartami zresztą można też płacić w sklepach (nie pobierają prowizji).

6. Telefony

Jeśli jesteśmy w Turcji na krótko, nie ma moim zdaniem sensu kupować karty SIM do telefonu. Z kolei pisanie sms a szczególnie dzwonienie z polskiej karty na tureckie numery jest dość drogie. Dlatego warto kupić sobie kartę telefoniczną i dzwonić z budek. Niesłychanie korzystną opcją jest również dzwonienie bezpośrednio z poczt – na polskie numery stacjonarne dzwoni się bardzo tanio (sprawdziłam sama), już nie mówiąc o tureckich.
Jeśli planujemy podróżować dłużej, warto zaopatrzyć się jednak w turecką kartę SIM. Zanim zainstalujemy ją w naszym telefonie trzeba go zarejestrować – najlepiej więc całą zabawę przeprowadzić u operatora którejś sieci komórkowej, a nie w jakiejś ulicznej budce. Wtedy telefon będzie nam sprawnie działał, i nie zostanie zablokowany :)

7. Jedzenie

Moje własne bolesne doświadczenia z podróży po Wschodzie Turcji dowodzą, że wbrew pozorom łatwiej się zatruć w pieknej restauracji niż byle barze na ulicy. Jeśli nie chcemy ryzykować uważajmy z mięsem, a jeśli już musimy, wybierzmy kurczaka. Warto jeść tam, gdzie widać duży ruch – stara prawda, i zawsze się sprawdza – w takich miejscach żywność będzie świeża. Poza tym polecam pić dużo ayranu i jeść pyszny turecki jogurt – zabezpieczy florę żołądka przed sensacjami.

8. Wnioski

Warto się przełamać i nawet będąc na wakacjach w Antalyi „wyskoczyć” poza kurort na własną rękę. Oczywiście jeśli tylko nas ciągnie, jeśli mamy w sobie podróżniczą żyłkę. Trochę wysiłku trzeba w tą całą zabawę włożyć, ale uwierzcie – wrażenia będą niezapomniane. Zobaczymy też zupełnie inną Turcję i sami skonfrontujemy swoje wyobrażenia ze stereotypami, czy obrazami jakie serwują nam media i rozmaici „wszystkowiedzący”.
Ja sama już przebieram nóżkami marząc o kolejnych wypadach w roku kalendarzowym 2011. Chciałabym wrócić na południowy-wschód, ale także pojechać nad Morze Czarne (Trabzon i nie tylko) czy na wschód (np. Van).

A zatem… pomyślnych wiatrów, tanich połączeń i gościnnych ludzi na naszych drogach wszystkim i sobie życzę! :)