Czasami są takie tematy co to narastają w głowie przez wiele dni, nawet tygodni, ba, bywa że i miesięcy. Najpierw jest jakiś impuls, a potem człowiek zauważa nowe zjawiska, wpada na nowe wnioski, i dokonuje epokowych odkryć. Takim tematem w dzisiejszym przypadku są tureckie dziewczyny i przyjaźń z nimi.

Temat grząski. Utarło się mówić że Turczynki dziewczyn „yabancı” nie lubią, że traktują je z wyższością, że są zazdrosne o te setki Europejek, które zabierają im wolnych mężczyzn używając zupełnie innych niż Turczynki trików. Z kolei Europejki lubią właśnie o Turczynkach opowiadać historie niemal mrożące krew w żyłach; o osobliwym stosunku do codziennej higieny, o życiu krążącym wokół plotek, seriali i nowych ciuchów, o tym że udają koleżanki a tak naprawdę chcą od nas wyciągnąć pikantne historyjki. Że w ogóle nie można im ufać… i tak dalej.

Przyznam sama, że przez lata obracałam się głównie w środowisku dziewczyn z Europy właśnie z powodu tych stereotypów, które wryłam sobie do głowy czytając fora internetowe i blogi dla „yabancı”. Byłam tak przyzwyczajona myśleć, że nie ma szans, aby Turczynka polubiła Polkę, że po prostu nie zawracałam sobie głowy sprawdzaniem, czy faktycznie tak jest.

Inna sprawa, że mieszkając w Alanyi i pracując w turystyce człowiek obraca się głównie wśród facetów; to oni są większością w tej branży, to z nimi spędza się długie godziny w autobusach i na lotniskach. Wszędzie ich pełno, są bardziej kontaktowi w stosunku do nieopierzonych pilotek z Polski (trudno się dziwić!), zawsze chętnie wyjdą na piwo, herbatę albo tańce, co oczywiście nieopierzone pilotki z Polski odbierają tak, jakby niezobowiązująco na piwo, herbatę czy tańce zapraszał je Polak. A to nie bardzo tak, moje drogie.
Zostawmy jednak temat facetów, bo prowadzi on zazwyczaj na manowce, a w przypadku tureckich chłopców z turystycznej Alanyi – manowce do potęgi.

Wróćmy do pań.

Przez tych dziesięć lat w Alanyi miałam styczność z wieloma tureckimi dziewczętami. Z kilkoma z nich przyjaźniłam się trochę bliżej, z kilkunastoma urwał mi się kontakt kiedy wyszły za mąż i urodziły dzieci, albo zmieniły pracę. Od paru odsunęłam się celowo, kiedy zrozumiałam że ich „przyjaźń” ze mną polega na zbieraniu materiałów do plotek albo wykorzystywaniu mnie i mojego aparatu do robienia im zdjęć które wrzucą potem na Facebooka. Inne wręcz czekały na moment, kiedy wreszcie rozejdę się z moim facetem albo coś innego mi w życiu nie wyjdzie… cóż, i Polki bywają takie ;)
Mam jedną bardzo dobrą kumpelkę, z którą z mniejszą lub większą regularnością spotykam się od lat. Od zawsze jest dla mnie dowodem na to, że jedynie Turczynka bez kompleksów może zaprzyjaźnić się z Europejką. Nawet jeśli jest singielką i poszukuje miłości życia nie zazdrościła mi nigdy faceta, ba, bardzo się z nim lubi. Otwarta, bystra i zawsze zadbana dziewczyna; z którą można „konie kraść”, choć niekoniecznie porozmawiać o filozofii (ale z którą z polskich koleżanek rozmawiam o filozofii, na Boga? :))

Ostatnio zbliżyłam się też do kilku innych tureckich dziewcząt, przeżyłam kilka sytuacji i zrozumiałam, że mogę je podzielić z grubsza na dwie grupy:

a) „Księżniczki” – poznacie je po nienagannym ubiorze, fryzurze, po zawsze polakierowanych paznokciach*. I po… dość opornej na wyrażanie emocji mimice twarzy. Trudne, niemalże niemożliwe, jest przyłapanie takiej dziewczyny na swobodnym, perlistym śmiechu. Ona się raczej nieznacznie i łaskawie  u ś m i e c h a. Takie Turczynki niezależnie od tego, czy są w związku, czy może samotne, zawsze z podejrzliwością wypytują o Twój obecny status, a po pięciu minutach znajomości nie krępują się z zimnym wyrazem twarzy zapytać dlaczego nadal nie masz dzieci. Nie sprawia im też problemu powiedzenie, że rozmazał ci się tusz do rzęs – dziwnym trafem tylko one coś takiego zauważają.
Po paru kryzysach spowodowanych zachowaniem takich Turczynek, kiedy przejmowałam się, że mnie nie lubią (tak, to było zanim skończyłam 30-tkę :)) zrozumiałam, że choćbym miała codziennie włosy wyprostowane żelazkiem, ubierała się tylko u Prady a pod Starbucksa w Alanyi zajeżdżała kadillakiem, nigdy nie nawiążę z nimi żadnego kontaktu. Zresztą nie ma po co. Kto by się chciał przyjaźnić z księżniczką która uważa że jesteś gorsza tylko dlatego, że nie jesteś nią?

*po namyśle stwierdzam, że księżniczką może być także dziewczyna w chuście albo szarych dresach. Nie chodzi tyle o wygląd, ile o to przyczajone i podejrzliwe spojrzenie, którym taksuje wszystko dokoła. O ten zimny wyraz oczu, które ostrzegają, że nie należy jej ufać.

b) „Kumpelki” – to dość szeroka kategoria. W skrócie: normalne i fajne dziewczyny, które poznamy po tym, że lubią się śmiać i żartować. Chętnie nawiązują przyjaźnie, proponują spotkania, dodają do znajomych na Facebooku, robią sobie z nami zdjęcia. Nie są wyniosłe jak Księżniczki. Są ciekawe tego co myślimy, komplementują nasz turecki, są po prostu miłe. Oczywiście wśród nich możemy znaleźć takie ‚koleżanki’, które chętnie wykorzystują wszystkie zdobyte dane aby solidnie nas potem oplotkować, ale to tylko przestroga dla naiwnych „yabancı” aby nie zdradzały swoich sekretów dziewczynom, które poznały kilka dni wcześniej. Co zresztą można przełożyć na każdą narodowość. Jak się okazuje typ „Kumpelki” częściej jest singielką niż typ „Księżniczki” (co tylko potwierdza, że kompletnie nie rozumiem mężczyzn), ale paradoksalnie „Kumpelka” jest mniej zawistna, za to bardziej romantyczna. Nie zazdrości nam szczęścia – pracuje nad swoim.

Dochodzimy tu do sedna: jak się zaprzyjaźnić z Turczynką? Kluczowe jest tutaj rozpoznanie z kim mamy do czynienia. Wiem że brzmi to bardzo upraszczająco i stereotypowo, ale w moim przypadku się sprawdza.

1. Z Księżniczką lepiej się nie zaprzyjaźniać, szkoda czasu. Jeśli chcemy zrobić na niej wrażenie, przywieźmy jej dobry krem z Europy. Niestety nie dane nam będzie się dowiedzieć czy prezent sprawił jej radość – nie da po sobie poznać i nigdy nie poprosi Cię o drugi słoiczek.

2. Z Kumpelką zaprzyjaźnimy się dość szybko o ile obie porozumiewamy się w miarę płynnie w tym samym języku; często spotkałam wspaniałe lecz nieśmiałe Kumpelki, które bały się o swój lichy angielski, dopiero po paru latach miałam możliwość szczerze z nimi pogadać – po turecku! Pójdziemy z taką na herbatę, spędzimy trochę czasu, a kiedy podarujemy im ten sam przysłowiowy krem, albo podzielimy się sprawdzonym przepisem na ciasto, zyskamy życzliwą duszę i usłyszymy spontaniczne podziękowanie. Chętnie przedstawi nas swoim znajomym, i nie będzie się bała, że poderwiemy „jej” wszystkich facetów w zasięgu kilometra tylko dlatego, że jesteśmy „yabancı”.

3. Mam wrażenie też, że niekiedy Europejki trzymają się z dala od Turczynek i izolują na własne życzenie, rozczarowane tym, że Turczynka jest po prostu inna: ma nieco inne obyczaje, słucha się taty/brata/męża (niepotrzebne skreślić) i nie uważa tego za problem. Albo nosi chustkę. Albo nie pije alkoholu i zamiast tańcować w klubach, woli pójść na herbatę. Tymczasem oczywiste, że wychowałyśmy się przecież w innych kulturach i tak, jak zgadzamy się na kulturową odmienność tureckich facetów: naszych partnerów czy znajomych z pracy, tak powinnyśmy zgodzić się na odmienność kobiet. Można jednak być pewnym, że kiedy przełamiemy już pierwsze lody, zdradzimy sobie swoje (wzajemnie!) pierwsze sekrety, a nawet wspólnie nad czymś uronimy łzy, zyskamy dobre i bliskie przyjaciółki. Jeśli tylko obie strony potrafią się wyzbyć modnego ostatnimi czasy poczucia wyższości – otworzą się drzwi do niezwykle ciekawego, bogatego i jakże innego świata Turczynek…

IMG_4279