Nareszcie jest! Obiecana relacja z mojej wycieczki pod hasłem Lawendowa Wioska i Jezioro Salda, odbytej już niecałe dwa tygodnie temu. Udało mi się znaleźć czas na to by usiąść i złożyć filmik z tego dnia. Dnia, który chętnie bym powtórzyła, tak wspaniale się czułam. Zaliczam się do ludzi którzy najlepiej odpoczywają podróżując. Zdecydowanie. Mózg mi się resetuje, psychika regeneruje. A tak poza tym zwyczajnie kocham przemieszczanie się z miejsca na miejsce. I mam wcale wielkich wymogów odnośnie podróżowania. To może być niekoniecznie 300 kilometrów, ale nawet 50. To nie musi być ekstra wyprawa z plecakiem i odkrywaniem nowych krajobrazów. Dajcie mi autobus dalekobieżny, ba, nawet zwykłego dolmusza, i jakąś sprawę do załatwienia godzinę-dwie drogi od domu i już jestem zadowolona. Jeszcze żeby tylko można było wyłączyć wciąż dzwoniący telefon… no ale nie można mieć wszystkiego ;)

A tu była nie dość, że długa droga, to jeszcze nowe miejsca, sympatyczna atmosfera, piękne scenerie do zdjęć i wspaniała pogoda (gorąco, ale sucho, a nie tak wilgotno jak w Alanyi). Ideał!

Najpierw filmik, a potem troszkę informacji do poczytania:

Lawendowa Wioska

O Lawendowej Wiosce (Lavanta Kokulu Köy – czyli dosłownie „wioska pachnąca lawendą”) dowiedziałam się kilka tygodni temu. Wstyd, bo ja przecież pracownik branży turystycznej, wszystkie nowinki powinnam znać z wyprzedzeniem, ale jak to mówią, szewc bez butów chodzi. Nagle mój Facebook (na którym prawie nikogo nie obserwuję, więc nie wiem jakim cudem) zapełnił się zdjęciami i reklamami wycieczek do Lawendowej Wioski. A to tak naprawdę dwie wsie: Kuyucak i Keçiborlu, położone nieopodal miasta Isparta.
Lawenda? W Turcji? Wielkie lawendowe pola, kooperatywa pracujących tam kobiet, wsparcie Ministerstwa Turystyki oraz Unii Europejskiej, wielki hit turystyczny tego roku wśród Turków? Kilka tysięcy odwiedzających w każdy weekend?

I to stosunkowo tak blisko od Alanyi?
Oglądałam sobie zdjęcia i zdecydowałam, że pojechać muszę. Szykowałam się do wyjazdu kilka tygodni: a to nie mogłam się wyrwać z pracy w dzień kiedy była wycieczka, a to nie zbierały się grupy chętnych, a samemu pojechać trudno – w szczycie sezonu samochód wciąż jest w użyciu w mieście potrzebny do pracy, a autobusem się tam dostać bardzo ciężko.

No i wreszcie się udało. Co więcej pojechałyśmy w fajnym składzie, polskie koleżanki, plus siostra K.P., z zorganizowaną turecką wycieczką. W busie poznałyśmy jeszcze jedną sympatyczną i prześliczną Turczynkę.

W ogóle wioska ma swoje konto na instagramie, stronę na FB i własną stronę nawet ze sklepem, gdzie można zamawiać lawendowe produkty online. Pełen szacun! Tym bardziej kiedy widzi się wioskę – zwykła wiocha, ni mniej ni więcej, wydawałoby się że totalny koniec świata, proste skromne domki i tyle. Stronka po angielsku (uwaga, chyba tłumaczona w google, więc chyba więcej zrozumiecie w tureckiej wersji) jest tutaj: http://www.lavantakokulukoy.com/

W sumie obecność wsi w social mediach wyjaśnia fakt, że ostatnio Turcja wprost do przesady je eksploatuje. Konto na Insta ma prawie każdy człowiek i każdy biznes: sklep, kawiarnia, restauracja, producent butów, piekarnia. Ponadto Turcy oszaleli na punkcie robienia zdjęć; każdy nosi teraz ze sobą wielki telefon którym bez przerwy robi zdjęcia i nagrywa relacje na żywo… skądś to znamy? ;)
Ale rozpowszechniła się też fotografia profesjonalna i taka oto Lawendowa Wioska stanowi świetny plener do sesji zdjęciowej! Można więc obserwować całkiem udane fotografie zrobione w tym miejscu. Niestety my byliśmy we wsi w południe, co jest koszmarną porą na robienie zdjęć. W efekcie wiele z nich wyszło zbyt jasnych, prześwietlonych, a ja żałowałam, że mamy tak mało czasu. Sama ten wyjazd zorganizowałabym zupełnie inaczej. Myślę, że za rok przyjadę tam specjalnie na zdjęcia – i na dużo dłużej (podobno można nawet przenocować we wiosce, to by była dobra opcja dla kogoś takiego jak ja :))

Jezioro Salda

Jezioro Salda znałam już dobrze. To znaczy wróć. Wydawało mi się, że je znałam. Przejeżdżałam tamtędy parę razy wracając z Pamukkale w czasach, kiedy normalna droga do Denizli była w remoncie, i kombinowaliśmy z objazdem. Pamiętam, że będąc rezydentką z moją grupą jadłam w restauracji nad jeziorem obiad. Ale… było to dobrych parę lat temu, promowanie turystycznych miejsc w Turcji mam wrażenie że na wielką skalę wybuchło całkiem niedawno i oto okazało się, że Salda to drugie Malediwy!
A chodzi oczywiście o kolor wody, totalnie lazurowy i turkowy, niemal oślepiający, i ten biały piasek-nie piasek na brzegu.

Cudowne miejsce, z którego nie chciałam wyjeżdżać. Przede wszystkim sam fakt, że jest to pustkowie, już na dzień dobry jest wielkim plusem. Turyści, podobnie jak w Lawendowej Wiosce, to głównie Turcy. Obcokrajowców – poza nami – nie widziałam, albo nie rzucali się w oczy :) Infrastruktura nad jeziorem praktycznie zerowa a to co jest pamięta głębokie lata 80. Jest camping! Chyba trzeba będzie tam przyjechać na dłużej…

Z ciekawostek:

  • Jezioro znajduje się pomiędzy 3 miastami: Antalya-Burdur-Denizli.
  • Ma powierzchnię 47 km2
  • To najgłębsze jezioro w Turcji: ma 185 m (tyle udało się zmierzyć)
  • Wody zawierają wysokie stężenie wapnia i magnezu, stąd błotkiem z jeziora można się okładać w formie maseczki, ponoć bardzo korzystnej dla zdrowia ;)

Więcej informacji o jeziorze znajdziecie tutaj: http://www.saldagolu.com/ (po turecku) a fajne zdjęcia m.in. z drona znalazłam o tutaj (klik).

Mapka wycieczki:

Dopisek: Blogerskie foty

Zazwyczaj to ja stoję za obiektywem, jak wiecie kocham fotografować. Ma to swoje minusy: nigdy nie mam żadnych fajnych, profesjonalnych i aktualnych zdjęć, no chyba że zrobię je sobie z samowyzwalacza. Poproszenie kogoś o zrobienie dobrego zdjęcia równa się klęska. Niestety w dzisiejszych czasach wszyscy mają aparaty, a mało kto umie zrobić po prostu udane zdjęcie. Chyba napiszę kiedyś poradnik o tym jak robić dobre foty z wakacji… – bo da się nawet telefonem.

Tym razem jednak miałam szczęście: poprosiłam koleżankę, która hobbystycznie także zajmuje się fotografią o zrobienie mi kilku „blogerskich zdjęć”. Wiecie, to takie wylansowane foty, które blogerzy lifestyle’owi wrzucają na swoje profile. No i zobaczcie, całkiem nieźle wyszło, prawda? ;)

lawendowa wioska, jezioro salda

 

I co, jak Wam się podobała Lawendowa Wioska i Jezioro Salda? Pojechałoby się w oba miejsca?
Przyznam szczerze, że ja wróciłam z wyjazdu zmęczona ale rozanielona. Uwielbiam być zaskakiwana przez „moją Turcję” i to w taki pozytywny sposób ;)

PS. Wiele osób po opublikowaniu pierwszych zdjęć na moim instagramie zaczęło mnie pytać o możliwość zorganizowania przez moje biuro wycieczki w tamte strony. Nie ma problemu! Tylko pamiętajcie, że należy uwzględnić okres kwitnienia lawendy, więc nie każda pora roku się nadaje.