Sezon wysoki, to tak od czerwca. Oj, wtedy nie będzie można się oderwać od biurek, faxów i telefonów komórkowych. Do tego wszystkie możliwe klimatyzacje rozkręcone na maksimum mocy, jedzenie zamawiane na telefon i chroniczne zmęczenie.

Przyjechałam do Alanyi. Najpierw musiałam otrząsnąć się z tej temperatury – wciąż uparcie 25 stopni lub więcej, nawet w nocy. I wilgotność, która powoli, powoli zaczyna oblepiać (pełnia oblepiania zacznie się wkrótce).

Wczoraj odwiedziłam znajomych w obecnej firmie i znajomych w innych firmach. Pozostali – zapracowani – nie mieli czasu. Dlatego… cóż, napatrzyłam się, oj napatrzyłam na przedsezonową bezczynność. Wydaje mi się teraz, że w Alanyi sennie, nudno i pusto. Oczywiście to tylko wrażenia z jednej strony turystycznego lustra.
Ale… na razie pozostańmy w tym leniwym klimacie. Tak jest lepiej, i bardziej po turecku. Zdążymy się jeszcze nastresować :)

Idę do mojego biura, po drodze mijam remontowany całą zimę „zaprzyjaźniony” hotel. Zauważa mnie właściciel, przesympatyczny starszy pan. Gratuluję mu remontu, hotel prezentuje się naprawdę nieźle (poza tym, że jeszcze nie gotowy).
– Kiedy myślicie otworzyć? – pytam
– Oh, nie jest lekko. Musieliśmy wysłać naszych gości do innych hoteli. Ale wszystko jest pod kontrolą – jutro myślę że zaczniemy ich tutaj przenosić.
– Uhm – patrzę na hotel, który nie ma nawet gotowej recepcji, nie mówiąc o restauracji…. – a więc jutro? No to powodzenia.
– Och, dziękuję, dziękuję – cieszy się właściciel

Nie ma to jak tureckie „jutro”. Jestem gotowa przyjąć każdy zakład, że hotel nie otworzy się jeszcze przez jakiś tydzień.

Siedzę w biurze z moimi zeszłorocznymi (i przyszłymi) współpracownikami. Ruchu żadnego, pracy nie ma. Zarówno Koleżanka od Wycieczek jak i Kolega o Transferów pracowicie przerabiają zawartość Facebooka. Czytają sobie horoskopy. Marzą. Rozmawiają dialektem ze swoich rodzinnych stron (Hatay czyli Antakya) i niezwykle się przy tym cieszą. Kiedy wstaję, szykując się do wyjścia, wołają:
– Zostań! Herbaty się napijemy!

Przychodzi Księgowy.
– Siadaj, siadaj.
– Ale ja tylko przyniosłem tą fakturę… – zaczyna
– Ależ! Przecież i tak nie ma roboty. No siadaj, herbaty się napijemy.
Siedzimy więc we czwórkę, zamawiamy herbatę, którą przynosi nam Pani od Kuchni, i realizujemy piosenkowy koncert życzeń. Kończy się na chóralnym śpiewaniu klasycznych romantycznych piosenek tureckich.
Po jakimś czasie okazuje się, że siedzę tu, świetnie się bawiąc, już parę godzin…

A potem zabieram się za kontynuacje poszukiwań mieszkania, i okazuje się, że to, które chciałam wynająć (byłam już zdecydowana i zachwycona, ba, w myślach już się przeprowadziłam), zostało wycofane z wynajmu i wystawione na sprzedaż.
Cóż. O kupnie, mimo dużo przyjaźniejszego niż w Polsce systemu kredytowego, nie ma co marzyć.
Pozostaje kontynuować poszukiwania… Ale najpierw napijmy się herbaty i zajrzyjmy na Facebooka.

Spodobało Ci się tutaj? Zostań moim Patronem!

Już za 10 zł miesięcznie, lub za dowolną jednorazową kwotę możesz zostać moim Patronem i mieć wpływ na to, co pojawia się na blogu i Kanale YouTube. Kliknij w obrazek poniżej i dowiedz się o co chodzi ;)