Rzadko piszę o tureckich kobietach na blogu. Mówiąc szczerze, to poza drobnymi napomknieniami omijam ten temat z daleka. I to mimo próśb czytelników. I mimo własnego znużenia, bo ile można wciąż o facetach i facetach i na dodatek tylko o tych z turystycznych kurortów (czyli tak naprawdę pseudo-facetach).

Przyczyn jest jak zwykle kilka. Po pierwsze: brak wiedzy i brak okazji do jej zdobycia. Pracując w Alanyi, na dodatek w turystyce, jest się wciąż otoczonym mężczyznami. W biurze, na wycieczce, na lotnisku, w hotelu – wszędzie tylko faceci i faceci, do znudzenia. Ba, nawet nie tylko w Alanyi, ale generalnie w Turcji. Podróżując po kraju często miałam ochotę na pogadanie z kobietami, spędzenie z nimi czasu, poznanie się – ale gdzież tam – zazwyczaj wszędzie widać mężczyzn, to oni są na pierwszym planie, to oni się panoszą, usta im się nie zamykają, opowiadają o tamtym, i o owym.
Po drugie wynikające z pierwszego: kobiety/dziewczyny tureckie nie są zbyt otwarte. Mam tu na myśli moje rówieśniczki, bo na temat „babcinek” i „dziadków” można by pisać poemy pochwalne, tak bardzo są uśmiechnięci i kochani. Ale to zupełnie inna bajka. Jeśli miałam w pracy koleżanki Turczynki, to często traktowały mnie (i inne zagraniczne znajome) raczej protekcjonalnie, z wyższością. Być może są już „uczulone” na konkurencję zabierającą im chłopaków do wzięcia. Ba, niektóre są wręcz przeczulone na tym punkcie. Z kolei inne, nawet jeśli przychylne, często pokazują się z dziewczyną z Europy po to, by zaszpanować przed znajomymi (co oczywiście spotyka się również u mężczyzn). Inny powód to potrzeba przetłumaczenia czegoś z tureckiego na angielski, a więc znajomość czysto użytkowa. Trochę wykorzystać, wziąść na spytki, zebrać materiał na plotki – i porzucić. Takim działaniom sprzyja zła reklama jakie robią nam ostatnie tureckie seriale, przedstawiające dziewczyny z zagranicy w dość negatywnym świetle…
Same Turczynki zapobiegawczo nigdy nie opowiadają za dużo o sobie, to mistrzynie taktyki i przebiegłości. To właśnie panowie otwierają się z prędkością karabinu maszynowego, zaprzyjaźniają, opowiadają, zwierzają…

Ciężko więc się zaprzyjaźnić z młodymi Turczynkami – traktują inne dziewczyny jako rywalki, a jeśli już – relacje z nimi są nierównomierne. One wiedzą o nas wszystko (oj, potrafią nakłonić do zwierzeń!) – a my nie wiemy o nich nic. Europejki (a przynajmniej te, z którymi ja miałam do czynienia) nie przepadają też za spędzaniem czasu wedle taktyki „kółka wzajemnej adoracji”, lubianej z kolei przez Turczynki.
Nasze światy – wydawałoby się – są od siebie odległe i chyba takie pozostaną… co oczywiście też jest jakimś stereotypem. Nie zaprzeczam, że znam parę fajnych, sympatycznych Turczynek, z którymi z chęcią bym się zaprzyjaźniła. Mam nadzieję, że mi się to w końcu uda.

Cały powyższy wywód jest tylko wstępem do tego o czym od początku chciałam napisać. Jak często jednak bywa, moje myślenie wbiegło na nieco inne tory i nieco zbiegłam z głównego wątku :)
Fakt „przyglądania się” Turczynkom z boku powoduje określone konsekwencje. Oglądam je w filmach, serialach, które powtarzają stereotypy konkretnych kobiecych ról, widzę je na ulicach i w pracy, więc kiedy usiłuję coś o nich napisać… to tylko dywagacje i rozmyślania, rzadko poparte solidnym materiałem dowodowym.

A miało być o… feminizmie w tureckiej wersji. Albo raczej o tureckim podejściu do kobiet. Będzie – uwaga – krótko, dobitnie i trochę inaczej niż się spodziewacie.

Przez długi czas uważałam, że podejście mężczyzn do kobiet w Turcji zbliżone jest do europejskiego. Że niby oficjalnie „wszyscy równi”, ale tak naprawdę od seksizmu aż się roi.
Takiemu myśleniu sprzyjają szkodliwe stereotypy, które głoszą, że Turcy kobiet nie szanują, że je biją, zdradzają, wykorzystują i rzucają, albo raczej kolekcjonują kobiety nie mogąc poprzestać na jednej. Zastanowiło mnie to o tyle, że o ile mężczyźni w Turcji są niewątpliwie kochliwymi istotami, o tyle nie zanotowałam tutaj zbyt dużo tak zwanych „seksistowskich” odzywek czy uwag. Z drugiej strony mieszkając w Turcji przyzwyczaiłam się do innych norm dobrego wychowania. Dżentelmenów wedle europejskiej definicji (otwieranie drzwi, niesienie bagażu) spotkać ciężko. Oczywiście, co innego to słowa – komplementy dotyczące urody kobiecej to tutaj ogromne bogactwo. A jednak… to jakby coś innego…

Któregoś razu w tureckiej tv zwróciłam uwagę na programy sportowe i piłkarskie. Uderzyło mnie, że na prawie każdym kanale pojawia się kobieta. Niektóre tylko zapowiadają, a inne wręcz prowadzą spotkania komentatorów po meczach! Kiedy skupiłam się na przekazywanej przez nie treści, zrozumiałam, że mówią bardzo konkretnie i na temat, a co więcej… są przez męskich rozmówców traktowane na równi, bez żadnej protekcjonalności, nie jako dekoracja! Sprawa bardzo mnie zaintrygowała. Dla pewności zapytałam jeszcze o opinię Króla Pomarańczy, który przyznał, że dziewczyny znają się na rzeczy.
Postanowiłam zająć się tematem. I nagle przeżyłam serią wielkich zaskoczeń.

Nieopodal naszego domu znajduje się stadion, gdzie grają rozmaite pomniejsze piłkarskie drużyny. Sędzią bocznym podczas jednego z meczy była… dziewczyna! Co więcej, panowie nie wydawali się zbyt zszokowani tym wydarzeniem, najwyraźniej byli przyzwyczajeni. Już nie mówiąc o ogromnym w porównaniu do Polski procencie kibicek piłkarskich drużyn. Dotychczas brałam tą ilość zagorzałych fanek futbolu za jakąś oryginalną formę zjednywania sobie męskiej sympatii, ale to chyba jednak nie to było powodem, tylko sam futbol właśnie.
Potem przypomniało mi się, że oglądałam kiedyś ciekawy reportaż – oto w mieście Adana znaczną grupę wśród kierowców autobusów miejskich stanowią kobiety. Już nie mówiąc o alanijskim światku: tu też jest prowadząca taksówkę kobieta!

Szalę przeważył kolejny telewizyjny program, na który się natknęłam: „Otomobil sevdasi”(Miłość do samochodów). Oto przed kamerami ukazała się wiotka mocno wymalowana blondynka w eleganckim płaszczyku i na wysokich obcasach. Opowiadała, opowiadała, opowiadała. Referowała najnowszy model jakiegoś samochodu, opisywała detale techniczne, a jakby tego było mało – wsiadła (w tych obcasach!) – do samochodu i rozpoczęła testowanie auta w praktyce. Na dodatek prowadząc swobodnie i zadając w międzyczasie fachowe pytania mężczyźnie, który siedział na siedzeniu pilota i udzielał równie fachowych odpowiedzi. Uprzedzam komentarze – nie, nie wyglądało to na wyreżyserowane, przeciwnie!

Kiedy jeszcze do całego „medialnego obrazu” dodamy zdecydowanie mniejszą niż w Polsce ilość reklam wykorzystujących seksualność kobiet, powstanie bardzo ciekawy, a wręcz skłaniający do poważniejszej analizy wątek.

Jak wynika z póki co powierzchownych badań mojego autorstwa :) Turczynki doskonale się realizują w wielu zawodach i chyba (?) wcale nie pod hasłem feminizmu. Oczywiście wiadomo, że inną sytuację mamy w miastach, a inną na wsi, gdzie wciąż dziewczynom wielu rzeczy „nie wypada”. Ale to już temat większej tradycyjności, zaściankowości i obaw „co ludzie powiedzą”, co jest charakterystyczne przecież dla wielu „małych miasteczek i wsi” na całym świecie.
Wystarczy jednak wziąć pod lupę media, jak ja to zrobiłam, uważając media za dość wyrazisty wyznacznik społecznych trendów, by zobaczyć, że w tej kwestii Turcja jest krajem niezwykle ciekawym. I nowoczesnym.
Dziewczyny robią kariery, prowadzą firmy, programy telewizyjne na każdy niemal temat, są obecne w polityce, i wcale nie muszą mieć do tego sztucznie ustalanych parytetów. Oczywiście – można by poświęcić cały tekst – albo i nawet książkę – na temat tych kobiet w Turcji, które „przebić się” i spełnić marzeń nie mogą. Niniejsza notka jednak nie to ma na celu. To raczej refleksja na temat medialnych tendencji, które w jakimś stopniu na pewno mają przełożenie na rzeczywistość.

Kiedy – aby moją teorię potwierdzić – spytałam o opinię zaprzyjaźnionych panów – okazało się, że nawet za bardzo nie zwracają uwagi na to, że prowadząca samochodowy czy piłkarski program jest kobietą. To ja byłam rozemocjonowana, roześmiana, i rzucałam się w podnieceniu na kanapie przez ekranem – nie oni!
Co jeszcze mnie zaciekawiło, kobiety te wcale nie rezygnują ze swojej kobiecości. To nie są panie w typie Martyny Wojciechowskiej, nad którą trzęsie się cała Polska: w bojówkach, t-shirtach, krótkich włosach. Przeciwnie: wymuskane paniusie, niczym nie odbiegające wyglądem od typowych modnych Turczynek. Nie typy „sportowe” i „unisex”. Za to wymalowane, ufryzowane, na obcasach, błyszczące, pewne siebie, sporo wiedzące i nigdy nie dające się zbić z tropu kobiety. Tak jakby nie odczuwały potrzeby upodobniać się do mężczyzn czy zakrywać swoich atutów, by być szanowane. A ich rozmówcami są równie sporo wiedzący mężczyźni, dla których te kobiety są po prostu partnerami w dyskusji a nie panienkami, które mają podnieść oglądalność poprzez podniesienie temperatury w studiu.

Stwierdziwszy to wszystko zebrałam się w sobie, usiadłam, i napisałam notkę na bloga, żeby wyrazić światu swoje zaskoczenie.

Spodobało Ci się tutaj? Zostań moim Patronem!

Już za 10 zł miesięcznie, lub za dowolną jednorazową kwotę możesz zostać moim Patronem i mieć wpływ na to, co pojawia się na blogu i Kanale YouTube. Kliknij w obrazek poniżej i dowiedz się o co chodzi ;)