1. Dzisiaj w Alanyi jest tak, jakby się pory roku zmieniły jednego dnia. Wcześniej nawet jeśli świeciło słońce, to było po prostu chłodno, a w górach widać było śnieg. Potem było kilka dni intensywnych deszczy. A teraz … myślę że nadeszła zapowiadana alanijska wiosna – hurra :) Dopiero dwa dni temu paradowałam w płaszczu a dziś przekonałam się, że krótki rękawek wystarczy. W cieniu jest, jak wskazuje termometr, 19 stopni!

2. W przeddzień Dnia Kobiet dzięki rozmowie z moją przyjaciółką z Polski przez internet uświadomiłam sobie po raz kolejny, że w Turcji pod wieloma względami automatycznie przestawiam swoje myślenie na inny tor. O ile będąc w Polsce czy w Europie fakt bycia kobietą schodzi w moim codziennym życiu na drugi plan, i zanadto się nad nim nie zastanawiam, o tyle w Turcji przeciwnie – „płciowość” jest zawsze na porządku dziennym. Choćby się nie chciało, stykamy się z nią na każdym kroku. Do tego pogłębia podział fakt, że większość obcokrajowców z np. Polski w Alanyi to kobiety. Ich partnerzy to Turcy. Spotykanie się więc z „Polakami” powoduje że spotykamy się de facto z kobietami. Przyjaźnić się z Turkami mając partnera Turka jest trudno – panowie raczej nie ufają sobie nawzajem (słusznie) i niewielu z nich wierzy w przyjaźń damsko-męską bez podtekstów, tym bardziej z cudzoziemką! No, chyba że łączy nas wspólna praca, albo więzy rodzinne. Inna sprawa, że znalezienie szczerych i wartościowych kolegów Turków w kurortowym środowisku nie jest proste – raczej niewielu panów ma faktycznie czyste interncje, nie mówiąc już o tym, że większość skupia się na rozmowach o pracy, pieniądzach, szpanowaniu i plotkowaniu :)
Z kolei Turczynki przywykły patrzeć na „obcokrajowców” (czytaj: kobiety) wilkiem, czują się bowiem zagrożone. I wracamy do punktu wyjścia. Jak mniemam w większych, kosmopolitycznych miastach tureckich te relacje wyglądają zupełnie inaczej, a przynajmniej – nie tak szablonowo jak w naszej mieścince.
Oczywiście nie tylko z tego powodu podział płci jest widoczny na każdym kroku. Nawet podróżując po kraju trafiamy na sytuację, kiedy miejsce w autobusie międzymiastowym przydzielane jest nam ze względu na płeć. Oczywiście jest to bardzo wygodne (ja sama bardzo sobie ten podział cenię) ale z drugiej strony w Polsce w życiu na coś takiego bym nie wpadła – Polacy zachowują się zdecydowanie mniej otwarcie niż Turcy i siedzenie koło mężczyzny w pociągu czy autobusie raczej specjalnie nie przeszkadza (chyba że pan pociąga piwo czy chrapie, ale to już kwestia kultury a nie płci).
Kraj się zmienia, europeizuje i na pewno w Turcji z czasem wszystko będzie zbliżone do naszych norm. Póki co jednak wciąż dużą wagę przykłada się tu do tego, co „wypada” i „nie wypada”, osobno kobietom i mężczyznom. Nie są to rzeczy, które mnie osobiście jakoś dotykają czy przeszkadzają, tak naprawdę to drobiazgi. Ale dzięki nim po prostu pamięta się o tym, że tutaj to, jakiej jesteś płci, naprawdę definiuje wiele rzeczy.
Na koniec tego przydługiego akapitu anegdotka z zaskakującym wnioskiem. Ostatnio doznałam dyskryminacji płciowej ze strony pewnego współpracownika. Kolega ów, wykształcony i obyty w świecie Stambulczyk, pracujący na co dzień z cudzoziemcami, nie mógł przełknąć faktu że jestem wspólnikiem w biurze, a więc jego przełożoną. Wydawało mu się, że mój chłopak „wziął mnie” do firmy dla dekoracji, albo po to, żeby mieć na mnie oko (jakkolwiek nienormalnie to brzmi). Wobec naszych kontrahentów przedstawiał mnie jako „narzeczoną Pana B.”, czy też „ukochaną Pana B.”. Prawił mi morały, dawał złote rady, deprecjonował moje umiejętności, a co więcej nie chciał ode mnie przyjąć pieniędzy na wydatki firmowe, „bo od kobiety się wstydzi” (jak ogłosił potem z wielkim oburzeniem mojemu wspólnikowi, a przy okazji partnerowi, Królowi Pomarańczy). Kiedy w końcu nie wytrzymałam i zwróciłam mu ostro uwagę, robiąc to na dodatek przy innych (aby najadł się prawdziwego wstydu), przyznał mi rację. Po raz pierwszy zostałam tak potraktowana i trzeba przyznać, że bardzo się zdenerwowałam. Po przemyśleniu całego mojego życia w Turcji stwierdziłam, co wcale wbrew pozorom nie jest odkrywcze dla kobiet które tu mieszkają, że ci „europejscy” Turcy znający 16 języków obcych i deklarujący się jako laiccy, świeccy i nowocześni – są najgorsi :) To właśnie z ich strony można odczuć największą dyskryminację: jako kobieta, jako Europejka, jako Polka, jako niemężatka – i co sobie jeszcze tu dodacie. Paradoksalnie najbardziej otwarci i tolerancyjni są prości ludzie z małych miast lub wsi, być może dlatego, że nikomu nie starają się nic udowodnić, po prostu robią swoje i żyją po swojemu. Ze strony takich „tradycyjnych”, „prostych” Turków osobiście odczułam najwięcej ciepła i pozytywnego nastawienia (a paradoksalnie czasami takie osoby budzą największe obawy: dziadek w szarawarach, babcia w chustce). Rzekłam :)

3. Z okazji Dnia Kobiet jak i co rok temu media były pełne informacji na temat. W większości jednak niestety dość standardowo negatywno-sensacyjne. O planowanych zmianach w ustawodawstwie odnośnie karania przemocy wobec kobiet informowano pokazując co roku te same zdjęcia pobitych żon. Premier i kilkoro innych polityków wspominało w przemówieniach z najwyższym szacunkiem matki, kobiety starsze, żony – ale zapominając o kobietach, które ani żonami, ani matkami nie są… W Stambule na placu Sultanahmet demonstrowały półnago Ukrainki z organizacji Femen – co raczej nie spotkało się ze zrozumieniem tureckiego społeczeństwa.
Zabrakło pozytywnego akcentu; zaczynam się już przyzwyczajać, że optymistyczne wiadomości i tak zwane „dobre zakończenia” nie bardzo przekonują Turków. Im więcej płaczu, pecha i negatywnych zbiegów okoliczności tym lepiej. Zresztą widać to oglądając tureckie seriale. Nieszczęściami, które przydarzają się ich bohaterom można by obdzielić kilka pokoleń :)

4. Przygotowania do sezonu ruszyły pełną parą, dlatego w kąt poszedł blog, wszystkie planowane zmiany, designy i oryginalne gadżety. Póki co muszę się skupić na czym innym. Spraw nie ułatwia pracowanie w domu; mam tu wolny internet, który zniechęciłby najcierpliwszych. A do tego sprzątanie, zmywanie, gotowanie i oglądanie telewizji! Przyznacie, że mam naprawdę ciężkie życie ;) A tak na poważnie – po prostu muszę poczekać na lepszy moment, teraz jestem naprawdę bardzo zajęta.

5. Ale, ale. Chciałam w tym miejscu poprosić Was, Czytelników bloga i jak domyślam się w większości  fanów Turcji – o pomoc. Na potrzeby nowej wersji strony (i z ciekawości) szukam wszelkich ciekawych stron, blogów, serwisów polskojęzycznych dotyczących Turcji. Niektóre z nich widnieją już od dawna w zakładkach „Baza Linków”, ale jestem pewna, że nie wiem o wielu. Jeśli chcielibyście się czymś podzielić – zapraszam mailowo lub komentarzach do zostawiania linków wraz z paroma słowami opisu. Chciałabym docelowo stworzyć na blogu potężny zbiór odnośników do ciekawych, oryginalnych, poważnych i wartościowych stron polskich o Turcji. Sądzę, że będzie ich coraz więcej.

IMG_4758
IMG_4742

IMG_4754

IMG_4737