W Alanyi nastała wiosna. Jakie są tego objawy? Dla mnie takie:
– Wieczorem nie trzeba się w domu dogrzewać klimatyzacją ciepłą, a w ciągu dnia jeszcze nie trzeba uruchamiać klimatyzacji chłodnej
– Woda w basenach napuszczona, a sama widziałam, że niektórzy się już nawet w nich kąpali!
– Na ulicach coraz większe ilości turystów wydekoltowanych jakby to był środek sierpnia, w klapkach i mini-spodenkach (brrr!) i ze spalonymi nosami
– „Szlak kawiarniany”, który od pewnego czasu się ukonstytuował przy ulicy Ataturka w centrum miasta przeżywa prawdziwe oblężenie (jest to kilka kawiarni jedna przy drugiej), i można tam siedzieć od rana do wieczora, dopiero w okolicach godziny 20-21 czując lekki chłodek. Wystarczy spędzić tam trochę czasu (odpowiednik 2 dużych kaw czy herbat) by spotkać połowę swoich znajomych oraz nabrać orientacji we wszystkich aktualnych plotkach.
– Pojawiają się gwałtowne burze i ulewy, jakie mogą być tylko na Riwierze, blisko gór (na przykład wczoraj, kiedy cieszyłam się, że darowałam sobie mycie balkonu) – a następnego dnia jakby nigdy nic świeci słońce.
– Trwają lub kończą się remonty we wszelkich lokalach, restauracjach, hotelach, chyba że mówimy o nowym lokalu naszego biura w centrum miasta, który ma „lekkie opóźnienie” spowodowane naszymi wyjazdami i w tej chwili przypomina składowisko gruzu (ps. robotnicy tureccy pracują w podobnym systemie jak polscy, tylko zamiast przerw na piwo robią niekończące się przerwy na herbatę i papierosa). A propos, kiedy pod koniec marca zaczynał się remont ja już (swoim kobiecym „szóstym zmysłem”) wyczuwałam, co się święci. Rzuciłam wtedy pod nosem, że pewnie wejdziemy do biura pracować dopiero w maju, co raczej nie spotkało się ze zrozumieniem :) Turcy to taki naród, który, mam wrażenie, bardzo lubi się oszukiwać. I tak moi współpracownicy niniejszym oszukują się od kilku tygodni, że remont zakończy się „za 5 dni”, przeżywają stres, że nic nie idzie jak miało iść. Ja za to jestem spokojna – od samego początku wiedziałam jak będzie i nie spodziewałam się niespodzianek.
– W Alanyi pojawili się  jak kwiatki spod ziemi osobnicy, których wszyscy parę miesięcy temu uznawali za „zaginionych” i „zbankrutowanych”, i jak nigdy nic wznawiają swoje działalności (co szczególnie dotyczy różnych pseudo biur podróży). Mimo, że mają na plecach ciężki oddech dłużników zachowują się, jakby wszystko było w porządku i ten sezon należy otworzyć jak co roku z wielką pompą. Jak co roku zaczyna się więc wesołe kopiowanie cudzych stron www, ogłoszeń o pracę i inne rodzaje ‚inspiracji’ branżowych, bo przecież jesteśmy jedną wielką rodziną i powinniśmy się wspierać… ;)

A poniżej coś dla oka czyli kilka fotek które zrobiłam JESZCZE w marcu, więc mają, można powiedzieć, wartość historyczną. W niedzielę będzie w Alanyi startował Prezydencki Rajd Kolarski więc może wtedy jakieś nowe fotki uda mi się ustrzelić.

PS. W majowym numerze National Geographic Traveler znajdziecie mój tekścik, który popełniłam na temat taniego podróżowania po Turcji. Magia „NG” robi swoje, nie mogę więc przegapić okazji, by się tym pochwalić ;)