Wydawało mi się, że po przyjeździe do Turcji życie będzie się toczyło spokojniej niż w Polsce, naiwna! Nie nadążam, spóźniam się, biegam. Oczywiście to tylko stan przejściowy. Jak zawsze. Oszukuję się według starego tureckiego schematu: „Jeszcze tylko…” Jeszcze tylko znajdźmy mieszkanie. Przeprowadźmy się wreszcie z tych wiecznych kartonów, walizek, prowizorek, które zarówno mi jak i K.P. towarzyszą całe życie, i zakotwiczmy na dłużej pod jednym adresem. Rozpakujmy na dobre. I tu pojawia się druga część schematu: „Wtedy…” Wtedy będzie już życiowy düzen – porządek. Będziemy mieć więcej czasu na pracę i na odpoczynek. Wszystko w szafach poukładane według koloru. Gotowanie. Oglądanie filmów, czytanie książek, sport, cuda wianki na kiju.
Powiem krótko: a-k-u-r-a-t.
Życie nie jest tak proste. Jak już przejdziemy tą męczącą zabawę z szukaniem mieszkania na wynajem, umeblujemy je i rozpakujemy, na pewno znajdzie się coś, co nie pozwoli nam zbyt długo usiedzieć na miejscu. Albo my to „coś” znajdziemy. Zawsze tak jest :)

Wbrew pozorom, w 100-tysięcznej Alanyi znalezienie mieszkania to wcale nie taka prosta sprawa. Do kupna – owszem, sprzedawców i lokali jest nieskończona masa. Każdy planuje przeprowadzenie interesu życia. Za to z wynajmem jest trochę trudniej.

IMG_6779
Co jedno to nowsze, bardziej błyszczące, bardziej luksusowe albo wydziwione. Ogłoszenia opisane jako „lüks” albo „residans” (nie muszę tłumaczyć); te hasła chyba przyciągają klientów. Ale z jednym i drugim nie mają wiele wspólnego. Wciąż obiecuję sobie, tak na marginesie, że na oglądanie mieszkań pojadę z aparatem i umieszczę na blogu niektóre z tych architektonicznych wybryków-koszmarków. Za to zazwyczaj sam standard wewnątrz jest wysoki. No i te metraże! Wielkie okna, wielkie balkony, do tego pomocniczy taras. Często po dwie łazienki, przestrzenne pokoje, no i sedno: salon. Co ciekawe, coraz częściej w nowych alanijskich budynkach pojawiają się podłącza do umieszczenia kaloryferów (kiedy, w przyszłości, „dojdzie do Alanyi” gaz). Rzecz normalna dla stambulczyka czy mieszkańca stolicy, ale w ciepłej Alanyi może się to wydawać absurdalne. Wbrew pozorom choć zima jest tu krótka, potrafi dać w kość. Głównie z powodu braku ogrzewania w mieszkaniach właśnie. Grzeje się klimatyzacją albo elektrycznymi piecykami, które dla wielkich chłodnych przestrzeni są kompletnie niewystarczające. Kiedy temperatura spadnie wieczorem do kilku stopni powyżej zera albo i samego zera (a co! bywa!), nie wiadomo już ile warstw kocyków na siebie zakładać (chociaż jak mi się przypomną zimne jak lodówki i ciemne jak piwnice mieszkania na Malcie to chyba jednak w Turcji nie jest tak źle).

Wyznacznikiem dobrego mieszkania w Alanyi, także związanym z ciepłem jest orientacja. Mieszkanie powinno „widzieć słońce” (güneşi görmek). Jest to chyba zasada wszędzie obowiązująca, ale często dla obcokrajowców kupujących tu mieszkania nieistotna. Wydaje się bowiem, że tu „wciąż jest ciepło”. Niestety sprawdza się jednak tureckie porzekadło, Güneş görmeyen eve doktor girer, czyli „do domu, które nie widzi słońca, chodzi doktor”. Wiem to po sobie. Ilekroć w mojej alanijskiej karierze mieszkałam w  takim „zacienionym” mieszkaniu, od razu pojawiały się u mnie problemy zdrowotne (np. alergia).
Skoro już tak uczepiłam się mieszkań (o niczym innym ostatnio nie myślę), dopowiem jeszcze, że w Alanyi i okolicach, gdzie kupuje dla inwestycji lub na własny użytek sporo cudzoziemców, buduje się różne typy mieszkań. Często całe osiedla są z góry adresowane do yabancı czyli obcokrajowców (mając często fantazyjne angielskie nazwy, które wyglądają jak twory grafomanów). Powierzchniowo mieszkania są mniejsze niż jak te dla Turków, ale i tak spore: 80-100 metrów to średnio mieszkanie z dwiema sypialniami i salonem. Istnieją też kilkudziesięciometrowe 1+1 (jedna sypialnia) czy 1+0 (kawalerka), które dla wielu Turków są nie do zaakceptowania – za małe.
Ważną cechą jest tzw. amerikan mutfak, czyli kuchnia połączona z salonem. Zazwyczaj jedna łazienka – gdzie bywa, że jest wanna lub jacuzzi. W osiedlach dla obcokrajowców umieszcza się sauny, fitnessy, no i standard – basen otwarty lub/i kryty. Często udostępnia się wifi dla mieszkańców. Ciekawą kwestią jest ogrzewanie wody – o ile w tureckich mieszkaniach na południu całkowitym standardem są panele słoneczne na dachu i dzięki nim woda jest gorąca nawet przy godzinie słońca w ciągu dnia, o tyle w mieszkaniach dla obcokrajowców bywają często montowane elektryczne bojlery na wodę zamiast solarów. Jak powiedział mi ostatnio jeden z właścicieli mieszkań, które oglądaliśmy – podobno solary Europejczykom psują estetykę widoku budynku. Polemizowałabym :) Gorsze są fantazyjne kolory i wzory budynków jakie miałam nieprzyjemność oglądać i kompletny brak zieleni w okolicy…

Z kolei w osiedlach dla Turków mieszkania są większe –  ponad 100-150 metrów i często posiadają więcej sypialni. Kuchnia jest zazwyczaj osobna, żeby turecka mama mogła do woli pichcić pachnące potrawy w hurtowych ilościach :) Pojawiają się dwie łazienki lub toalety, z czego często jedna to alla turca („na Małysza”), a w łazience jest raczej prysznic niż wanna. Te osiedla mają nazwy trudne do wymówienia dla przeciętnego obcokrajowca – czyli tureckie – po tym je można poznać. Basen nie jest tu priorytetem, ale plac zabaw dla dzieci i parking  już tak.

IMG_4407

Oczywiście poza site (osiedlami) z ochroną, monitoringiem, ogrodem, basenem, placem zabaw i miesięczną opłatą za te wszystkie luksusy (tzw. aidat: od 30 do nawet 200 lir) mamy też odrębne budynki. Tam mieszkania bywają dużo tańsze, choć nie ma reguły.
Za to wszędzie istnieje moda na „dublex” – jest to mieszkanie dwupiętrowe obejmujące ostatnie piętro budynku wraz z „çatı katı” czyli poddaszem. O ile na samym poddaszu w Alanyi trudno żyć (latem zazwyczaj zamienia się w saunę), o tyle już w wersji dwupiętrowej można to zaakceptować. Dla porównania a propos sauny na najwyższym piętrze; mieszkając z kolei na parterze mamy duże prawdopodobieństwo wilgoci (ta w Alanyi jest niezwykle uporczywa) i co za tym idzie – grzyba w mieszkaniu. Najlepiej jest więc wybrać średnie piętra.

Na koniec… przejdźmy do cen. Miesięczny czynsz za 2+1 (dwie sypialnie i salon) zaczynają się już od 600-800 lir (ok. 850-1100 zł) za nieumeblowane mieszkanie. Oczywiście mam tu na myśli budynki zbudowane po roku 2004, od kiedy weszło nowe prawo budowlane (budynki wzmacniane na wypadek trzęsienia ziemi. Ale, ale: Alanya to jeden z najspokojniejszych pod tym kątem rejonów w Turcji). Mieszkania w starych budynkach bywają tańsze, nawet do 400-500 lir – warto jednak dopłacić za wyraźną różnicę standardu i brak karaluchów :) Im więcej atrakcji, lepsza lokalizacja: blisko do centrum, morza, basen na osiedlu, itp., nie mówiąc już o zapierającym dech w piersiach widoku z okna, tym oczywiście wyższa cena. Prawdziwe zasłużone „residans” są już od 1000-1200 lir za 2+1. Do tego dodajmy aidat, który czasem nie jest wliczony w czynsz.

Pora teraz już tylko podpisać umowę, zapłacić pośrednikowi jego „dolę” zazwyczaj w wysokości jednego czynszu i depozyt właścicielowi. Przyda się spróbować jakichś negocjacji. Zakładając oczywiście, że nagle właściciel nie będzie miał nic przeciwko wynajęciu mieszkania właśnie nam. Najlepiej bowiem, gdybyśmy byli turecką rodziną lub małżeństwem, nowoczesnym, ze stałymi dochodami. Urzędnicy i emeryci są rozchwytywani! Niestety w Alanyi nie ma ich aż tylu :) Pracownicy sektora prywatnego, w tym turystyka (źródło dochodu większości alanijczyków) traktowani są jak zło konieczne. Pewnie i słusznie – przychody są sezonowe i nieprzewidywalne, a pracujący w naszej branży ludzie to cała paleta typów i charakterów. Od mafii i uciekinierów z Niemiec po absolwentów stambulskich prestiżowych uczelni. Nigdy nie wiadomo na kogo się właściwie trafi.

A kiedy otrzymamy już klucze… hulaj dusza. „Wtedy to będzie”… Miał być düzen i ubrania powieszone według kolorów – będzie düzen i ubrania powieszone według kolorów. Jak już zatem przejdę etap pierwszy (znalezienie mieszkania) i wyszkolę się w temacie meblowania, urządzania i innych ciekawostek związanych z przeprowadzkami na „puste” – napiszę i o tym :)

IMG_0793