Jak zwykle po powrocie do Polski… zimno. Różnica 20 stopni robi swoje.

1. Para z ust i niesamowity przenikający do kości chłód.
2. Nieopodal dworca Centralnego w stolicy 38-milionowego kraju po wyjściu z autobusu trafia się wprost do kałuży, a potem ma się problem ze zniesieniem walizki do przejścia podziemnego: schody, schody, schody (ciekawe co robią osoby na wózkach?!)
3. Bilet PKP Poznań-Warszawa (300 km) kosztuje 107 zł (tyle co bilet autobusowy Alanya-Stambuł, 900 km).
4. ALE – mężczyźni w Polsce są szarmanccy i proponują pomoc z wynoszeniem bagażu z pociągu. Za KAŻDYM razem podczas moich podróży!
5. Kulinarne radości:
– Schabowy+ziemniaki+surówka, czyli idealny obiadowy zestaw (którego genialności Turcy nigdy nie zrozumieją :))
– Chleb razowy, chleb z ziarnem (w Turcji występują nieudane podróbki, przy tym szalenie drogie)
– Pączki, drożdzówki
– Ser żółty
– Ser biały tzw. wiejski
6. W mieście świetnie poubierane, zadbane dziewczyny. Emigracja ewidentnie wyszła naszej ulicznej modzie na dobre. Niestety w sklepach za mało bawełnianej odzieży, a przecież ona milsza ciału niż sztuczności, szczególnie, gdy jest zimno.
7. Słońce? Gdzie jest słońce?
8. Kot, jak to kot. Najpierw się mnie przestraszył, potem dąsał, udając, że nie zna. A teraz nie odchodzi na krok i sypia na moich kolanach.

Opatulona w gruby szlafrok idę na kawę. I ciastko drożdżowe.